środa, 30 grudnia 2015

Mitologia w moim życiu

,,[...] powtarzaj stare zaklęcia ludzkości bajki i legendy
bo tak zdobędziesz dobro którego nie zdobędziesz
powtarzaj wielkie słowa powtarzaj je z uporem
jak ci co szli przez pustynię i ginęli w piasku
[...] idź bo tylko tak będziesz przyjęty do grona zimnych czaszek
do grona twoich przodków: Gilgamesza Hektora Rolanda
obrońców królestwa bez kresu i miasta popiołów
Bądź wierny Idź’’
 – Zbigniew Herbert ,,Przesłanie Pana Cogito’’




W mojej twórczości, jak łatwo zauważyć przeglądając bloga ..Mitoslavia'' ważną rolę odgrywają mitologie różnych ludów i kultur, w szczególności Słowian. Czym jest mitologia? Jej nazwa pochodzi z greckiego ,,mythos'' – opowieść i ,,logos'' – słowo. Termin ten, wymyślony przez greckiego filozofa Platona (427 p. n. e. - 347 p. n. e.) oznacza zbiór wymyślonych opowieści o bogach i herosach, demonach, początku i końcu świata, o pochodzeniu rodzaju ludzkiego i jego przeznaczeniu, właściwych danej kulturze. Mitologia nie jest jednak tym samym co religia; może funkcjonować niezależnie od niej jako część kultury, a nie kultu. Owe barwne opowieści są właściwe wszystkim epokom, kręgom cywilizacji i nawet najbardziej prymitywnym ludom. Przez tysiąclecia wywarły i nadal wywierają znaczny wpływ na światową literaturę i sztukę, w tym na literaturę fantasy.



Z różnymi przejawami mitologii spotykamy się od dzieciństwa. W moim rodzinnym Szczecinie na Wałach Chrobrego znajduje się pomnik Heraklesa walczącego z Centaurem, który już w wieku przedszkolnym inspirował mnie do wymyślania fantastycznych historii. Ponadto w tym samym Szczecinie znajdują się ulice noszące swe nazwy na cześć słowiańskich bogów: Swarożyca,



Światowida (poprawna forma, którą poświadcza Helmold w ,,Kronice Słowian'' brzmi: Świętowit) i Jarowita, zaś jeden ze statków pasażerskich pływających po Odrze nosi imię Dziewanny – czyżby chodziło o słowiańską boginię lasów, o której pisał Jan Długosz? Na studiach zrodziło się we mnie pytanie, czy w Grecji ulice miast również noszą imiona bóstw i innych mitologicznych postaci. Za sprawą książki dla dzieci ,,Diogenes w beczce'' Hanny Doskočilovej wcześnie poznałem niektóre greckie mity (tu odsyłam Czytelników do posta: ,,Mitologia grecka – początek przygody''). Z książki



tej dowiedziałem się o też po raz pierwszy o babilońskim bogu Marduku. Jako przedszkolak, w jakiejś innej popularnonaukowej książce dla dzieci widziałem również po raz pierwszy podobiznę




 strasznej bogini Kali mordującej ludzi. Bardzo wcześnie dowiedziałem się też o azteckim bogu Pierzastym Wężu – Quetzalcoatlu, którego ujrzałem w jednej z dobranocek Postać ta tak mi się spodobała, że stała się pierwowzorem wymyślonego przeze mnie stwora – Bag Daga. Był to czarny wąż z głową szczura, skrzydłami nietoperza i czerwonymi oczami, jako, że w dzieciństwie oprócz wielu innych zwierząt, fascynowały mnie węże i nietoperze. Ulepiłem go nawet z plasteliny i nosiłem ze sobą (więcej na ten temat w poście: ,,Bag – Dag, Dusiciel i Butogłowy''). Chyba już w klasie pierwszej szkoły podstawowej w jakimś filmie dokumentalnym w telewizji, dowiedziałem się o



potworze, zwanym Pożeraczką Serc z mitologii egipskiej. Stwór ten tak mi się spodobał, że aż chciałem go ulepić z plasteliny (ulepiłem eohippusa1 – eoceńskiego przodka konia i nazwałem go Pożeraczką Serc). W jednym z odcinków amerykańskiego programu dla dzieci ,,Ulicy Sezamkowej'' fabuła toczyła się wokół sądu Ozyrysa nad ludzką duszą, polegającego na ważeniu serca i pióra (aby sąd zakończył się pomyślnie, serce musiało ważyć mniej niż pióro).
Jedną z ulubionych książek mojego dzieciństwo o tematyce innej niż przyrodnicza, było historyczne ,,Życie dzieci w dawnych wiekach''. W książce tej wyczytałem o bóstwach egipskich co następuje:



,,Przeciętny Egipcjanin oddawał w domu cześć takim bogom jak Bes, wesoły bóg – karzeł i jego żona Taueret, bogini o postaci hipopotama. […]'' - Rosalie David, Angus McBride ,,Starożytny Egipt'' [w]: ,,Życie dzieci w dawnych wiekach''



Po latach, postaci zeuhemeryzowanych Besa – teraz już nie boga, lecz wodza afrykańskiego plemienia leśnych karłów Bambutów i jego żony, którą nazwałem Toeris włączyłem do swojej mitologii (pisałem o nich w książce ,,Tatra, Suplement''). Z tej samej książki dowiedziałem się też po raz pierwszy o greckiej bogini Artemidzie, oraz o bóstwach
skandynawskich:




,,Wikingowie oddawali cześć wielu bogom.
Najważniejszym z nich był Odyn oraz jego małżonka Frigg. Każdy z bogów patronował innej sferze życia ludzkiego. Egin był bogiem morza, Njord bogiem żeglarzy, a Freja boginią miłości. Szczególnie szanowanym przez mieszkańców Islandii był jednak Thor, władca piorunów, panujący nad Asgard – siedzibą bogów. Thor był bardzo silny, zawsze nosił wielki młot, którym rozprawiał się z wrogami. […]'' - Dominic Tweddle, Angus Mc Bride ,,Czasy Wikingów'' [w]: ,,Życie dzieci w dawnych wiekach''

W 1995 r. jako nagrodę na zakończenie klasy drugiej otrzymałem książkę Dinah Starkey ,,Atlas odkryć'', z której dowiedziałem się min. o dawnych wyobrażeniach dotyczących nieznanych lądów. Szczególnie duże wrażenie zrobił na mnie opis wierzeń średniowiecznych, do którego potem nawiązywałem w swojej twórczości:




,,Europejczycy uważali, że Afryka to ląd tajemnic. Nasłuchali się opowieści o ludziach z głowami psów, ludożercach i magicznych fontannach. Gdzieś w głębi kontynentu miał podobno istnieć kraj chrześcijański, którego królem był Jan Prester. Wierzono też w rzekę złota i w to, że płynący nią podróżnicy mogą dotrzeć do Edenu otoczonego ścianą ognia'' – Dinah Starkey ,,Atlas odkryć''



Omawiana książka, oprócz europejskich odkrywców przedstawiała też – co uznałem za wielką zaletę - napotkane przez nich ludy takie jak np. Aztekowie:



,,Aztekowie wierzyli w wielu różnych bogów.
Prawdopodobnie najstarszym bóstwem był Tláloc, bóg deszczu. Jego siostrą lub żoną była bogini płynącej wody. Chroniła również małżeństwa i noworodki. Istniało kilku bogów rolnictwa: Cintéotl był bogiem kukurydzy, a Chicomecóatl boginią pszenicy. Quetzalcóatl (…) był bogiem wiatrów i sztuki. Jednym z najważniejszych bóstw azteckich był bóg wojny, Huitzilopochtli. […] Aztekowie czcili Słońce. Wierzyli, że istniało pięć słońc, które kolejno wygasały, aż zostało jedno. Można je było ocalić jedynie dzięki krwawym ofiarom.



Codziennie mężczyźni, kobiety i dzieci nakłuwali uszy kolcami kaktusa, żeby wywołać krwawienie. Krople krwi ofiarowywali bogu Słońca. Kapłani azteccy składali ofiary z jeńców wojennych. Rozcinali im klatkę piersiową i wyjmowali serce, które ofiarowywali bogu Słońca. Aztekowie wierzyli, że ofiary nie umierają, lecz dostają się do nieba, gdzie żyją szczęśliwie wraz z bogiem Słońcem'' – Dinah Starkey ,,Atlas odkryć''




Dowiedziałem się również o pewnym legendarnym lądzie - Terra Australis Incognita, który użyczył nazwy rzeczywiście istniejącej Australii:

,, […] Przez wiele lat wierzono w istnienie ogromnego południowego lądu, który nazywano 'Terra Australis'. Uważano ten kontynent za czarodziejską krainę zamieszkaną przez smoki i jednorożce, w której rzekach płynęły klejnoty. Sporo czasu upłynęło, zanim poznano prawdę'' – Dinah Starkey ,,Atlas odkryć''



W roku 1995 lub 1997 widziałem w telewizji fragment filmu ,,Maska'', o pewnym człowieku, który znalazł starą maskę, która zamieniła go w superbohatera. Wówczas dowiedziałem się po raz pierwszy o Lokim – skandynawskim bogu – oszuście (fachowo mówi się na takie postaci: trickster), do którego należała właśnie owa maska.
Średniowieczem zainteresowałem się we wczesnych latach szkoły podstawowej pod wpływem książki ,,Tak żyli ludzie. W średniowiecznym zamku''. Czytając w niej ustęp o Orderze Złotego Runa po raz pierwszy zetknąłem się z greckim mitem o Jazonie:




,,Filip Dobry, książę Burgundii, chcąc uhonorować swoich wasali i zachęcić do dalszej wiernej służby, ustanowił w roku 1429 Order Złotego Runa (Ordre de la Toison d'Or). […]. Nazwa orderu przywołuje znany mit o Jazonie, mitologicznym bohaterze greckim, który z narażeniem życia wyruszył do Tessalii na poszukiwanie runa złotego baranka. Stąd na złotym łańcuchu znalazł się wisior w kształcie baranka. […]'' - Régine Pernoud, Philippe Brochard, Patrice Pellerin ,,Tak żyli ludzie. W średniowiecznym zamku''




Latem 1996 roku (?) oglądałem kreskówkę inspirowaną mitologią afrykańską. Opowiadała o murzyńskim herosie, który służył pewnej bogini (zwanej chyba Koli?). Jego dziewczyna była zamieniona w gazelę. Pomagał mu dziwny bożek podobny do uczłowieczonego zająca, zaś przeciwnikiem był zły duch (zwany chyba Wa – zum?), który przybierał postać czarnej małpy (widać tu podobieństwo do średniowiecznej symboliki chrześcijańskiej, w której małpa symbolizowała diabła).
W klasie piątej przeglądając podręcznik do języka polskiego znalazłem w nim afrykański mit o buszmeńskiej dziewczynie Mbi, która stworzyła gwiazdy rzucając żar z ogniska w niebo, oraz legendę o Latającym Holendrze – bezbożnym kapitanie statku ukaranym zamianą jego okrętu w zwiastujący sztormy statek – widmo. W innym podręczniku do języka polskiego znalazłem czytanka o pochodzeniu Marzanny od słowiańskiej bogini zimy i śmierci (z czytanki tej zapożyczyłem do swojej twórczości postaci Pochwista – boga wiatru i Dziecileli – bogini dzieci).
W roku 1996 lub 1997 dostałem książkę ,,Kim oni byli?'', w której jeden z rozdziałów traktował o postaciach mitycznych i legendarnych. Wówczas to poznałem grecki mit o Jazonie:




,,Pewnego razu złoty baran miał przewieźć dwoje dzieci przez morze. Później jego runo (wełna) zostało zawieszone na drzewie, którego strzegł smok. Jazon, syn króla Aizona, władcy Jolkos w Tessalii wypłynął z Grecji na pokładzie statku Argo, żeby odnaleźć ten skarb.
Gdy Jazon był dzieckiem, brat Aizona, Pelias, zagarnął tron i wygnał chłopca z kraju. Później obiecał bratankowi udział we władzy, ale pod warunkiem, że ten odnajdzie i przywiezie mu złote runo.
Jazon zbudował statek, który ochrzcił Argo, i wyruszył z Grecji wraz z załogą złożoną z 50 bohaterów. Po wielu przygodach żeglarze dopłynęli do Kolchidy nad Morzem Czarnym. Władca tej krainy zadał Jazonowi szereg trudnych prac, obiecując, że w zamian przekaże mu runo. Z pomocą córki króla, czarodziejki Medei, bohater wykonał zadanie, ale władca nie dotrzymał słowa. Wówczas Medea pomogła Jazonowi pokonać smoka i wziąć runo, a następnie wyruszyła z nim do Jolkos'' – Bridget Daly (red.) ,,Kim oni byli? Księga pytań i odpowiedzi o sławnych ludziach''.

Z książki tej dowiedziałem się również o Muzach (już dużo wcześniej słyszałem z telewizji regionalnej o ,,Klubie 13 Muz'' znajdującym się w moim rodzinnym Szczecinie):



,,Starożytni Grecy bardzo wysoko cenili muzykę, sztuki plastyczne i poezję. Boginiami sztuk pięknych były muzy.
Mitologia podaje, że rodzicami wszystkich dziewięciu sióstr zwanych muzami byli Zeus i Mnemosyne (Pamięć). Mieszkały one na górze Helikon w Beocji, gdzie biło legendarne źródło obdarzające natchnieniem poetyckim tych, którzy skosztowali jego wód. Jedynym zajęciem sióstr był taniec i śpiew.
Każdy kto odważył się zmierzyć z nimi w zawodach poetyckich lu tanecznych i przegrał, był karany. Los dziewięciu córek króla Pierosa służył śmiałkom jako przestroga – gdy zostały pokonane w konkursie, Apollo, bóg muzyki i śmierci, zamienił je w sroki! Ponadto Muzy potrafiły przewidywać przyszłość, a z czasem stały się opiekunkami wszystkich dziedzin sztuki. Poezją zajmowały się Erato, Kaliope i Terpsychora, muzą komedii była Talia, tragedii – Melpomene, a mimy – Polihymnia. Euterpe opiekowała się fletnistami, Klio historią, Urania astronomią, zaś Terpsychora była też muzą tańca'' – Bridget Daly (red) ,,Kim oni byli? Księga pytań i odpowiedzi o sławnych ludziach'

Tworząc własną mitologię umieściłem w niej postać Natchniuzy; Muzy natchnienia, którą zaczerpnąłem z wiersza Mirona Białoszewskiego.




W pierwszej klasie gimnazjum duży wpływ na moje fantazje, a zwłaszcza na zbiór opowiadań ,,Dom'', wywarła lektura książki Arthura Cotherella ,,Ilustrowana encyklopedia mitów i legend świata''. Wówczas to dowiedziałem się min. wyprawie fenickiego Baala do świata podziemnego, o hurysach mających moc odzyskiwać dziewictwo, o dzieciństwie Jezusa Chrystusa oczami apokryfistów, o przygodach germańskich bogów – Thora uzbrojonego w młot Mjöllnir, Lokiego, o potwornym potomstwie tego ostatniego: bogini Hel, wilku Fenrirze i wężu morskim Midgardsormie (Jormundgandrze), o walce indyjskiej bogini Kali z demonicznym bawołem Raktabiją, o Amrycie – cudownym napoju z mitologii indyjskiej uzyskanym przez bogów i demony w czasie Bełtania Oceanu, o Hanumanie jako bohaterze chińskiej kreskówki, o bogu śmierci – Baronie Gede czczonym na Haiti przez wyznawców voodoo, o eskimoskiej bogini Sednie, z której uciętych palców powstały ssaki morskie, o Alcherze – aborygeńskim Czasie Snów, kiedy to duchy i bóstwa kształtowały oblicze Ziemi, o Ragnaröku – skandynawskiej apokalipsie, na który olbrzymy miały przypłynąć upiornym okrętem, zwanym Naglfar, zbudowanym z trupich paznokci, chińskiej wersji mitu o potopie, o bogini Isztar patronującej prostytutkom, o ruskim skrzacie banniku, o pięknej Dilwicy z wierzeń serbskich, a nawet o Drakuli, który przybił tureckim posłom turbany do głów, oraz o wielu innych ciekawych sprawach.
Ciekawe mity znalazłem również na łamach cytowanego na tym blogu czasopisma ,,Wally zwiedza świat''. Oto mit o maoryskim bogu Tane Mahuta:




,, […] W jednym z maoryskich mitów niebo – Rangi pokochało ziemię – Papa. Z ich związku urodziło się wiele dzieci. Niestety, gdy Rangi i Papa przytulali się, miażdżyli swoje dzieci, a na świecie zapadała ciemność! Dlatego też Tane Mahuta, jeden z synów, używając całej swej siły, rozdzielił rodziców i w końcu światło dotarło do świata. Maorysi wierzą, że deszczowe krople są łzami Rangi, a poranne mgły to westchnienia Papy tęskniącej za swoim małżonkiem. […] Dawno temu bóg Tane Mahuta ulepił z czerwonej gliny żonę dla siebie. Maui był jednym z potomków boga Tane. Któregoś dnia łowił ryby z bratem. Gdy pływali na pełnym morzu, Maui rzucił kotwicę. Gdy Maui zakotwiczył łódź, na końcu linki przymocował coś niezwykłego [szczękę swojej babki – przyp. T. K.]. Kiedy tak łowili , w pewnej chwili coś połknęło haczyk. Ogromna ryba podjęła straszliwą walkę. Po morderczej walce Maui wyciągnął wielką rybę. Ryba stała się Wyspą Północną Nowej Zelandii, którą Maorysi nazywają 'rybą Maui'. Wyspa Południowa jest znana jako 'czółno Maui'. Także inne części Nowej Zelandii wywodzą swe nazwy z tej pięknej legendy'' - ,,,,Legenda o rybie'' [w]: ,,Wally zwiedza świat część 46 Nowa Zelandia''



W ciągu swojego życia czytałem różne teksty źródłowe dotyczące mitów i legend, poszukując w nich inspiracji do tworzenia własnej mitologii. Należy tu wymienić:




,,Gilgamesz'' – najstarszy epos świata napisany na glinianych tabliczkach w starożytnej Mezopotamii. Opowiada o częściowo historycznym, sumeryjskim królu miasta Uruk; jego przyjaźni z półdzikim mocarzem Enkidu, o potopie, walce z potworami (Niebiański Byk, Huwawa) i o bezowocnym poszukiwaniu nieśmiertelności. Z pisarzy fantastów inspirujących się eposem o Gilgameszu należy wymienić Roberta Silverberga, autora książki ,,Gilgamesh teh King''.



,,Apokryfy Nowego Testamentu'' – kilka tomów wydanych pod redakcją polskiego badacza apokryfów, ks. Marka Starowieyskiego. Odsyłam do posta ,,Apokryfy 'Biblii'''



,,Księga królewska'' (,,Szahname'') – perski epos autorstwa poety Ferdousiego (940 – 1025), opowiadający o przygodach herosów, z których najwięcej uwagi poświęca się Rostamowi.



,,Baśnie 1001 nocy'' – dwa pierwsze, niecenzurowane tomy, które pożyczyłem od Pavlasa ov Vidłara. Powszechnie uważane za dzieło kultury arabskiej, w rzeczywistości zawierają wiele motywów z wierzeń perskich (pochodzenia perskiego są choćby imiona takie jak Szeherezada, czy Szahrijam).



,,Kojiki'' – japoński epos, niegdyś święta księga szintoizmu. Spisany został w 712 roku przez Ō no Yosumaro. Zawiera mity min. o stworzeniu Japonii i kropli wody spływającej z miecza, oraz o walce boga burzy Susano – o – No – Mikoto z wielogłowym smokiem. Zastrzeżenia budzi polski przekład, w którym sake nazywa się okowitą, zaś imiona japońskich bóstw są tłumaczone na język polski.



Greckie eposy ,,Iliada''i ,,Odyseja'' Homera, opowiadające o udziale Achillesa w wojnie trojańskiej, oraz o powrotnej tułaczce Odysa po jej zakończeniu, a także ,,Teogonia'' Hezjoda, opowiadająca historię świata od Chaosu aż do czasów heroicznych. Innym przeczytanym przeze mnie (na studiach) dziełem antycznym był dramat ,,Prometeusz w okowach'' Ajschylosa, opowiadający o przybiciu Prometeusza do skał Kaukazu. Jeśli zaś chodzi o rzymski epos ,,Eneida''pióra Wergiliusza, odsyłam Czytelników do posta ,,Eneida''.



Z tematyką arturiańską zapoznałem się dzięki lekturze takich utworów jak: ,,Opowieści Okrągłego Stołu'' Jacquesa Boulengera – zbioru średniowiecznych opowieści o Merlinie, Lancelocie i Arturze (odsyłam do posta ,,Legendy arturiańskie''), a także średniowieczne romansy – dobrze znany ,,Tristan i Izolda'' oraz już mniej znany ,,Cliges'', opowiadający o miłości rycerza Cligesa do Fenice. Innym, bardzo ciekawym tekstem jest ,,Historia królów Brytanii'' Geoffreya z Monmouth – poczet legendarnych władców Brytanii, zaczynający się od Brutusa; uchodźcy z Troi. W księdze tej szczególnie dużo miejsca poświęcono Arturowi.
Odsyłam ponadto do posta ,,Pieśni Osjana'', gdzie pisałem o przeczytanym na studiach XVIII – falsyfikacie opowiadającym o życiu w dawnej Szkocji.



,,Beowulf'' – to staroangielski epos opowiadający o germańskim wojowniku, zabójcy trolla Grendela, jego matki i smoka. Utwór ten wywarł wpływ na literaturę fantasy w tym na samego J. R. R. Tolkiena.
,,Księga Oera linda'' – to XIX – wieczny falsyfikat opisujący legendarne dzieje Fryzów.




Inne mniej lub bardziej znane utwory to: ,,Pieśń o Rolandzie'', ,,Boska komedia'' Dantego (zawiera liczne wątki mitologiczne w opisie Piekła), ruski epos ,,Słowo o wyprawie Igora'' (niektórzy uważają go za falsyfikat), ,,Vlesova kniga'' – falsyfikat opisujący legendarne pradzieje starożytnej Rusi, monumentalny, fiński epos ,,Kalevala'', który inspirował samego Tolkiena, ,,Popol vuh'' – świętą księgę Majów, a także klasyczne prace naukowe i popularnonaukowe: ,Złotą gałąź'' George'a Frazera i ,,Potęgę mitu'', czyli zapis rozmowy Billa Moyersa z Josephem Campbellem.




Moją ulubioną mitologią jest mitologia słowiańska (odsyłam do postów: ,,Mitologia słowiańska – początek przygody'' i ,,Mitologia słowiańska – pasja studenta''). Ktoś mógłby spytać jakie są moje ulubione postaci i istoty z mitów i legend. Należałoby tu wymienić: Perseusza, greckiego boga medycyny Asklepiosa (przez Rzymina zwanego Eskulapem), skandynawskiego, umierającego boga światła Baldera (był to ulubiony, fikcyjny bohater C. S. Lewisa; fascynacja mitem o Balderze doprowadziła go do głębokiego przeżywania Pasji i Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa), Ilję Muromca – legendarnego obrońcę dawnej Rusi, królewicza Marka – legendarnego obrońcę dawnej Serbii, Perłowica – poczętego w cudowny sposób bohatera jednej z polskich legend, wielkiego, celtyckiego żeglarza św. Brendana, perskiego herosa Rostama, Amazonki, rusałki i gryfy. Podejmowałem też liczne próby tworzenia własnej mitologii, których opisy i przykłady może Czytelnik znaleźć na tym blogu. Jedną z tych prób był fantastyczno - groteskowy zbiór opowiadań ,,Dom''. Pisząc go czerpałem z mitologii greckiej, indyjskiej, afrokaraibskiej, germańskiej, słowiańskiej, bałtyckiej, a także z ,,Biblii'', ,,Boskiej komedii'', ,,Silmarillionu'' ,,Mistrza i Małgorzaty'', legend arturiańskich, a nawet własnych snów.
Ktoś mógłby się spytać, jaki jest sens zajmowania się mitologią w naszych czasach, skoro z jednej strony ,,wyręczają'' ją nauka, a z drugiej – prawdziwa, chrześcijańska wiara. Czy te dwa czynniki nie sprawiają raczej, że mity i legendy stały się niepotrzebnym, a nawet szkodliwym anachronizmem, dla którego nie ma miejsca w dzisiejszym świecie? Odpowiedź na to pytanie musi być … przecząca, bowiem mity, legendy i baśnie towarzyszyły ludziom przez cały okres jej dziejów, naszych czasów nie wyłączając. W starożytności były to opowieści o Gilgameszu, czy bogach Olimpu, w średniowieczu – o bogach Asgardu i Rycerzach Okrągłego Stołu, w czasach nowożytnych – o krainach takich jak Eldorado, w XIX wieku – o Lemurii, Mu, czy o rzekomych pradziejach mormonów w starożytnym Nowym Świecie, zaś w wiekach XX i XXI – o UFO, Slender Manie, czarnookich dzieciach, czy nazistach ukrywających się w Nowej Szwabii na Antarktydzie. Do czego więc są nam potrzebne mity, skoro nie mogą nam zastąpić ani nauki, ani ,,Biblii''?
Mitologie wszystkich ludów mają wartość poznawczą. Choć z reguły nie mówią o wydarzeniach historycznych, są źródłem do poznania ludzkiej mentalności, wrażliwości, marzeń i lęków naszych przodków, a ponadto stanowią niemal niewyczerpane źródło inspiracji artystycznych (literackich, muzycznych, malarskich, rzeźbiarskich). Mity i legendy są ważnym składnikiem narodowej tożsamości, nawet w Polsce, gdzie większość Polaków posiada tak naprawdę znikomą wiedzę o własnych legendach i baśniach (przypuszczam, że większość polskich dzieci lepiej orientuje się co to są Pokemony, niż kim byli Wizimir czy Perłowic:(.
Jako katolik często zadawałem sobie pytanie, czy moja fascynacja mitami, często przecież opowiadającymi o wymyślonych bogach, nie jest sprzeczna z wyznawaną wiarą w Jezusa Chrystusa? Mój niepokój wzbudzały przejawy krytyki dawnych wierzeń u Ojców Kościoła, a zwłaszcza utożsamianie bóstw pogańskich z demonami. Aby wyjaśnić tę kwestię podam cytat znaleziony w Internecie:




,, [...] Semiramis, Wenus, Mars, Artemida czy Zeus – także w ścisłym tego słowa znaczeniu, nie istniały. [...] Biblia i Ojcowie Kościoła nazywali te wymyślone przez pogan istoty, czartami. [...]. Nie przeszkadza mu [tj. diabłu], że ludzie czczą go i honorują pod imionami wymyślonych postaci’’ – Mirosław Salwowski.



Nie zgadzam się z p. Salwowskim w wielu sprawach, ale tym razem ma rację.
Czy oznacza to, że mity są kłamstwem, czymś czego chrześcijanin musi się wystrzegać? Trzeba wiedzieć, że wbrew pozorom Kościół katolicki nie traktuje tego aż tak rygorystycznie. Wręcz przeciwnie – to dzięki całym pokoleniom chrześcijańskich skrybów ocalały do naszych czasów mity greckie, rzymskie, celtyckie, a nawet te skąpe dane jakie posiadamy o wierzeniach Słowian – zostały spisane przez chrześcijan. Jak uczył św. Tomasz z Akwinu, człowiek pochodzi od Boga i w każdym z ludzkim pragnień zawiera się odwieczne pragnienie Boga, a mity przecież mówią o marzeniach!


,,Ojcowie Kościoła nauczali, że religie pogańskie są fałszywe jako całości, ale zawierają dobre i prawdziwe treści, pochodzące od jedynego Boga, sprzed Objawienia Nowego Testamentu'' – Adam Danek ,,Pogańska nadinterpretacja chrześcijaństwa''

Kościół odrzuca stanowisko Tertuliana negującego całość kultury pogańskiej i uczy, że nawet w fałszywych religiach są ziarna prawdy stanowiące ,,przygotowanie do Ewangelii''. Można więc powiedzieć, że nawet najdziwniejsze mity i legendy wyrażają podświadomą tęsknotę do Prawdziwego Boga; źródła Piękna, Prawdy i Dobra, tęsknotę, którą tylko Jezus Chrystus może zaspokoić. W ,,Katechizmie Kościoła Katolickiego'' jest to sformułowane następująco:

,,2112. Pierwsze przykazanie potępia politeizm. Domaga się od człowieka, by nie wierzył w innych bogów poza Bogiem i nie oddawał czci innym bóstwom poza Jedynym Bogiem. […] Te czcze bożki czynią człowieka pustym: 'Do nich podobni ci, którzy je robią i każdy kto im ufa' (Ps. 115, 4 – 5,8). Bóg natomiast jest 'Bogiem żywym' (Joz. 3. 10), który daje życie i działa w historii. [...]2114. […] Bałwochwalstwo jest wypaczeniem wrodzonego zmysłu religijnego człowieka. Bałwochwalcą jest ten, kto 'niezniszczalne pojęcie Boga odnosi do wszystkiego, tylko nie do Boga''' - ,,KKK''

,,842. Więź Kościoła z religiami niechrześcijańskimi jest przede wszystkim więzią pochodzenia i wspólnego celu rodzaju ludzkiego. [...]843. Kościół uznaje, że inne religie poszukują 'po omacku i wśród wyobrażeń' Boga nieznanego, ale bliskiego. […] W ten sposób to wszystko, co znajduje się dobrego i prawdziwego w religiach, Kościół traktuje 'jako przygotowanie do Ewangelii i jako dane im przez Tego, który oświeca każdego człowieka, aby ostatecznie miał życie'.
844. Jednak w swoich postawach religijnych, ludzie okazują także ograniczenia i błędy, które deformują w nich obraz Boży. [...]845. Aby na nowo zgromadzić wszystkie swoje dzieci rozproszone i błądzące z powodu grzechu, Ojciec zechciał zwołać cała ludzkość w Kościele swego Syna. Kościół jest miejscem, w którym ludzkość powinna na nowo odnaleźć swoją jedność i swoje zbawienie. […]'Bez Kościoła nie ma zbawienia'. [...]847. Stwierdzenie to nie dotyczy tych, którzy bez własnej winy nie znają Chrystusa i Kościoła:'Ci bowiem, którzy bez własnej winy nie znając Ewangelii Chrystusa i Jego Kościoła, szczerym sercem szukają jednak Boga, a Jego wolę poznawaną przez nakaz sumienia, starają się pod wpływem łaski wypełnić w swym postępowaniu, mogą osiągnąć wieczne zbawienie'.848. 'Chociaż więc Bóg znanymi sobie drogami mógłby doprowadzić ludzi nie znających Ewangelii z przyczyn przez siebie niezawinionych do wiary […], to jednak na Kościele ciąży obowiązek, a zarazem święte prawo ewangelizowania wszystkich ludzi''' - KKK

Czy mit, jako ważna część kultury, może szkodzić? Czasami tak. Wiele upośledzonych dzieci zostało w dawnych czasach zabitych przez zabobonnych rodziców, którzy brali je za odmieńców – potomstwo podrzucone przez istoty demoniczne, nie mówiąc już o tym ile ofiar w XX wieku pochłonął pseudonaukowy mit o Aryjczykach....
Na koniec chciałbym się pochylić nad koncepcją Tolkiena i Lewisa Ewangelii jako ,,mit prawdziwy'' i tego czy ,,Biblia'' jest mitem? Owi chrześcijańscy, cenieni przez Kościół autorzy twierdzili, że Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa wypełniło z nawiązką to co mgliście przeczuwały stare mity o umierających bogach. Jednak papież Benedykt XVI w książce ,,Jezus z Nazaretu'' pisał, że opowieść o Jezusie nie jest mitem. Jak więc należy to rozumieć? Czy Tolkien i Lewis ,,zagalopowali się'' w zestawieniu ,,Biblii'' i mitów?
Żeby odpowiedzieć na to pytanie należałoby się zastanowić, jak należy rozumieć słowo ,,mit''. W starożytności elity pogańskiego świata rozumiały mity jako ezoteryczne alegorie wyjaśniane w trakcie misteriów – trzeba zaś przyznać, że takie rozumienie ,,Ewangelii'' byłoby nie do przyjęcia dla chrześcijan, dla których całe życie Jezusa jest zdarzeniem historycznym. Z tego punktu widzenia ,,Ewangelia'' nie jest mitem. Jak pisał Andrzej Szyjewski w ,,Religii Słowian'' mit pełni trzy funkcje: opowiada, wyjaśnia i ustanawia a przecież ,,Biblia'' też pełni te trzy funkcję, z tą różnicą, że opowiada o prawdziwych wydarzeniach. Z tego punktu widzenia jest to więc jakby Mit Prawdziwy. Myślę więc, że oba te stwierdzenia tak naprawdę nie są ze sobą sprzeczne ;).




1 ,,Eohippus, jeden z pierwszych koni, żył na zalesionych terenach ponad 50 mln lat temu. Miał zaledwie 60 cm wysokości. W procesie ewolucji konie stopniowo stawały się coraz większe i zaczęły żyć na otwartych obszarach trawiastych'' - ,,Świat przyrody''

wtorek, 29 grudnia 2015

Oniricon cz. 174

Śniło mi się, że:



- zamierzałem obejrzeć wszystkie odcinki serialu o Xenie, lecz nie miałem czasu, bo do mojej Babci przyszła ciocia Ursula ov Sienitica, którą częstowałem czekoladą (sam też dużo zjadłem); w pierwszym odcinku Xeny, Herkules miał nową narzeczoną, bardzo piękną kobietę, która chyba nazywała się Iola,
- razem z Babcią i Pavlasem ov Vidłarem poszedłem w okolice Bramy Portowej w Szczecinie, gdzie chciałem sobie kupić zapiekankę, lecz krępowałem się przy Pavlasie, bojąc się, że zażąda wówczas pieniędzy; on jednak pozwolił mi kupić fast fooda,



- widziałem olbrzymią, uczłowieczoną żabę włochatą z Afryki obdarzoną rozumem,
- islamiści grozili mi śmiercią w związku z jednym z wpisów na blogu,



- na tym samym piętrze co Arnold Boczek mieszkali ludzie nazywani świniami, z którymi nikt nie chciał się spotykać,
- w rozmowie z ojcem Jeny ov Blackeyovej porównywałem siebie do hrabiego Szemiota, a Jenę do Julii Dowgiełło,



- Włodzimierz Stanimirski przebierał się za Tarzana i palił świeczkę przed zdjęciem Jeny ov Blackeyovej. 

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Oriana - pamięci Oriany Fallaci

,,To mówi Duk [Duch] do Oriany, córki Omeny, królowej Amazonek, uśpionej przez Kwiat Śpionu i wiszącej głową w dół: 'Ludu z Daleka, co nie znasz słowa Wolność, chcemy być twymi braćmi, lecz nie niewolnikami. Przychodząc do naszego domu, będziesz szanował jego prawa, tak jak my szanujemy prawo cudzoziemca, tak ty szanuj prawa i zwyczaje, tego kto cię przyjmuje, bo tak chce Unyj [Jedyny]. Strzeż się wiary bez miłości i rozumu, bo zarówno ślepa wiara i ślepy rozum są dziełem Arcywroga'' - ,,Wizja Oriany'' (,,Visio Orianae'').




Kroniki Atlantów i innych starożytnych cywilizacji wymieniają liczne ludy semickie, pochodzące od Grabu i Jodły, takie jak: Solimowie, z których rodu wyszedł król i kapłan Melchizedek, pobici przez herosa Bellerofonta z Grecji, Hapiru, Libijczycy i Hyksosi – ciemiężcy Egiptu, Egipcjanie, Żydzi, Fenicjanie, czarnoskórzy Etiopowie, Akadyjczycy, Asyryjczycy, Chaldejczycy, których mową rozbrzmiewał Babilon, Amoryci, Amalekici, Girgaszyci – potomkowie smoka Girginicza, z którego rodu wyszedł okrutny i pyszny Haman, Setyci, Hiramici, Berberowie, Edomici, Moabici, Amonici, Kanaanejczycy, Syryjczycy, Filistyni, Perezyci, Jebuzyci, Magańczycy, Sabejczycy, Aramejczycy, oraz Arabowie, których ojczyzna zwana Arabią (Arabiya), lub Arabistanem, w erze dwunastej uboga była w pustynie, za to obfitowała w wodę, lasy i stada dzikich zwierząt typowych dla Afryki i Bharacji. Ich praojcem był Arabiel, zwany w ,,Biblii'' – Izmaelem (Ismaelus), brat Solimosa (Izaaka). Żyli podzieleni na liczne plemiona, utrzymujące się z pasterstwa, rolnictwa, polowań, łowienia ryb, handlu i rozbójnictwa. Czcili wielu bogów i bogiń; wielu Arabów władało też sztuką magiczną. Największym magiem arabskim był mistrz Abdul al – Hazred z Sany, który w ruinach Iremu – przez Słowian zwanego Słupogrodem, doznał fałszywego objawienia i począł czcić demony. Swoje chore rojenia zapisał w księdze ,,Al – Azif'', po łacinie: ,,Necronomicon'' (jeden z egzemplarzy znajdował się w bibliotece w Wymroczu). Al – Hazred zginął rozszarpany przez ifryta w biały dzień na ulicach Sany na oczach tysięcy ludzi. W owym narodzie tak jak wszędzie na świecie byli i są ludzie dobrzy i źli, mądrzy i głupi, łagodni i okrutni. Arabowie wznieśli takie miasta jak wspomniany już Irem, Riad, Zapomniane Miasto na Pustyni Arabskiej – zamieszkane przez duchy i ifryty, a pełne złej magii, Jatreb dziś zwany Medyną, Sanay – sabdt, Al – Quarmasin, Al – Amazon, Al – Azrael, Habirupur, gdzie Semici – monoteiści czcili boga Ełąj, czy w końcu zbudowany z czarnego marmuru Al – Azazel, z którego wiało grozą. W erze trzynastej wielu Arabów nawróciło się na zakon Mojżesza i na zakon Jezusa Chrystusa. Po upadku Rzymu i Błogosławionego Królestwa Logres, przyjęli zakon Mahometa, który wyznają do dziś. Wiele zła uczynili w jego imię, jak chociażby prześladowanie chrześcijan, które odbywa się na naszych oczach, szczególnie okrutnie w Arabii Saudyjskiej (Arabiya Saudis) i niestety nie jest to fikcja literacka.


*




Oriana, matka Marii Ognistej, córka Omeny, córki Kamisy, córki Oceanny, córki Dejaniry z Grecji, córki Palos – kalamiry III, córki Ofir – karazaraki, córki Hypatii II, córki Sułdżak – aviermany IV, córki Sułdżak – aviermany III, córki Ofir – palomy, córki Palomy I, córki Hypatii I wyglądała niczym Wenus i Diana (Mokosza i Dziewanna) nierozerwalnie złączone w jednym obrazie niewieściego piękna. Miała na sobie zbroję z brązu i smoczej skóry, białą suknię do ziemi, złote ozdoby, w tym kolczyki olbrzymich rozmiarów, płaszcz z tygrysiej skóry ,,z podbiciem koloru krwawnika'', zaś jej długie, czarne jak pkieł i miękkie niczym kitajka włosy wiły się w tysiącach pierścieni niby węże. Nosiła ponadto złotą koronę, długi, germański miecz, łuk i strzały, chodziła boso jak wszystkie inne Amazonki. Na szyi miała zawieszony pektorał z klejnotem – wielkim, zaczarowanym rubinem o nazwie Serce Teosta (Amazonki czciły go jako swego jedynego boga, syna jedynej bogini Vardavy), Jej czoło, oraz nagie ramiona pokrywały wykłute kolorową farbą ornamenty roślinne, symbole ciał niebieskich i akty strzeliste do Teosta i Vardavy. Za podnóżek służyła jej czaszka pierwszego zabitego w boju mężczyzny, a ponadto scytyjskim zwyczajem zbierała skalpy pokonanych wojowników. Jak na królową Amazonek przystało, mogłaby swą odwagą okryć wstydem niejednego męża. Choć wygląd miała dziewczęcy, pełen wdzięku i niewinności, bez trudu łamała podkowy i rozrywała kolczugi, dusiła lwy i tygrysy, skręcała głowy turom, żubrom, nosorożcom i bawołom arni z Bharacji (Bharatawarsza). Lubiła łowy z sokołami, oraz podziwianie na arenie walk jeńców wojennych z Hyrkanii – Krainy Wilków ze smokami z Montanii, przez uczonych teutońskich nazywanych ,,Draco carpathicus''. Ci, którzy zwyciężyli, zyskiwali wolność.
W dniu owocowania granatów, w miesiącu Złotej Pantery, na dwór królowej Oriany w stołecznym Arxgardzie (perskie: Arxagird, greckie: Tomyskra, słowiańskie: Babiniec) leżącym na wyspie Arx (Horx) na jeziorze Aspin, przez Greków zwanym Morzem Hyrkańskim, przybyło poselstwo Beduinów z dalekiego Arabistanu. Cały orszak liczył sobie sto osób; pięciu szejków – wodzów plemiennych, po grecku zwanych ,,patriarchoi'' wraz z niewolnikami, zbrojnymi strażami, żonami, nałożnicami i ich odaliskami, eunuchami, kucharzami, lekarzami, błaznami, poetami, pieśniarzami i pieczeniarzami. Cedrowe, pozłacane i skrzące się od pereł a drogich kamieni wozy dostojnych gości ciągnęły białe jak śnieg konie, zrodzone z morskiej piany, białe onagry, antylopy zwane oryksami, lwy, tygrysy, pantery, pilnowane przez dżiny, aby ,,nie weszły w szkodę'', a nawet olbrzymie, żyjące tylko w Arabii … myszy chodzące na dwóch nogach i sponiewierane niewolnice ledwo okryte barwnym muślinem. W stolicy Amazonii widziano owego dnia tyle białych turbanów i burnusów, że patrząc na przybyszów z wysoka można by pomyśleć, że to spadł śnieg.
- Tu są rządy niewiast – ozwała się królowa Oriana do delegacji – tu nie ma niewolnic. Jeśli chcecie, głupi fanatycy, abym z wami rozmawiała, zakręt, w tej chwili macie, zakręt, uwolnić nasze nieszczęsne siostry, które zmuszacie teraz do ciągnięcia waszych wozów jak bydlęta! - Beduini zmieszali się na te słowa, lecz chcąc nie chcąc, zrezygnowali z okrutnego obyczaju, praktykowanego przez Awarów na Słowianach. Wyzwolone w jednej chwili niewolnice, o nagich plecach obitych korbaczami zostały przez straż pałacową odprowadzone do komnat, gdzie Amazonki opatrzyły ich rany, napoiły, nakarmiły i przyjęły do swego ludu. Oriana spytała posłów:
- Z czym do mnie przybywacie? Może jesteście szpiegami? Jeśli tak, wasza śmierć będzie naprawdę straszna, zakręt wasza mać – Oriana wciąż była wzburzona widokiem znęcania się na słabszymi.
- Pani – rzekł leżący twarzą na szafirowej posadzce szejk Karambuk – wybacz nam ten incydent, wynikający z naszej tradycji i w pełni akceptowany przez te niewiasty – Oriana położyła dłoń na rękojeści miecza, więc szejk zmienił pospiesznie temat. - Niech nasze dary uradują Twe serce, Pani! - królowa dała znak poselstwu, by powstało z podłogi, a wtedy murzyńscy niewolnicy zaczęli znosić przed jej tron stosy mirry i kadzidła, kości słoniowej, pachnideł, skór panterczych, pereł, złota, srebra, bursztynu z Morza Srebrnego, drogich kamieni, ozdób z koralu, hebanowych mebli. Oprócz tego Murzyni przyprowadzili arabskie konie, tak rzadkiej piękności, że aż się serce radowało na sam ich widok, oswojone tygrysy i pantery mgliste z Bharacji, uczonego kota znającego ludzką mowę, cameloleoparda, żyli żyrafę, papugi zwane dziś aleksandrettami obrożnymi, żako i nierozłączkami, małpy rezusy i pawie. Jednak najcenniejsze dary przyszły na koniec. Były to skrzydlaty dromader imieniem Alabanda i niesiona na jedwabnej poduszeczce korona skrząca się tysiącem klejnotów.
- Nadal nie wiem jaki jest cel waszego przybycia – rzekła chłodno Oriana.
- Pani, Korono Stworzenia! - najwymowniejszy z posłów, szejk Hakim al – Hamun zwrócił się do królowej Amazonek starym tytułem, używanym już przez Tomirę I Chrobrą. Prosimy o pomoc, za której udzielenie, dowodem naszej wdzięczności będzie ta oto sporządzona przez karły korona Arabistanu. Alabanda zaś, zwierzę magiczne, znające ludzką mowę będzie dla was dobrym wierzchowcem, lepszym niż najlepszy koń.
- Chcecie więc unii; zjednoczenia Amazonii i Arabii moją osobą – zamyśliła się Oriana.
- Mądrość mówi waszymi ustami, Pani. Potrzebujemy waszej pomocy.
- Wy – zaśmiała się królowa – co zaprzęgacie niewiasty do ciągnięcia wozów; prosicie mnie, niewiastę o przysługę? Gdzie wasze, posypane pieprzem męstwo?! - siwobrody patriarcha zaczerwienił się na te słowa, ale puścił je mimo uszu. - Wiedz, o boska, że nasza ziemia z wolna zamienia się w pustynię, a to za sprawą Kapituły Azazelitów, co siedzibę ma na zamku Riad. Przeklęte to kolegium, mające na swe usługi hordy ghuli i ifrytów, smoki, strzygi, ożywione kościotrupy i pijące krew demony takie jak estrie, ekimmu, alukah, ardat lili i wszelkie inne czarnoksięskie plugastwo, rozkazuje ciemnościom i burzom piaskowym. Łupią oni lud arabski w wszelkiego dobra, ich poborcy podatkowi czynią więcej szkody niż czterdziestu rozbójników, prześladowców naszego bohatera Ali Baby... Co gorsze każą czcić Asala – Azazela, ghule i ifryty, składają im w ofierze nasze dziatki, naszym dziewicom rozpruwają łona....
- Nie dość tego – zabrał głos szejk Chaldeus z ludu Hapiru. - Nienawidzą naszej wiary Hapiru w jedynego boga Ełaj, którego Słowianie zwą Agejem, jeszcze bardziej niż arabskich bałwanów. Mówią o nas, że cuchniemy jak małpy, psy i wielbłądy. Obalają nasze ołtarze, gwałcą nasze żony i córki, a nas mordują i torturują. Mają wielu bożków, lecz brak im serca.
- Czy zechcesz nam pomóc, o boska? - spytał Hakim al – Hamun.
- Pomogę wam – odpowiedziała królowa Oriana – bo obowiązkiem każdej Amazonki jest, trzymając z dobrymi duchami Enx, których królową jest Vardava, wszędzie zwalczać devy. Jednak jeśli chcecie należeć do Amazonii, szanujcie jej prawa. Rozkazuję wam uwolnić wszystkie niewolnice, aby mogły, jeśli będzie taka ich wola, zostać przyjęte do mojego ludu – szejkowie zwiesili nakryte turbanami głowy jak sitowie, ale nie ośmielili się protestować, bo zależało im na ocaleniu Arabii. - Możecie jeno zachować sobie niewolników płci męskiej, jako, że mężowie są jeno półludźmi, którzy bez stanowczego nadzoru niewiast popadają w gnuśność i pijaństwo – audiencja się skończyła. Potem odbyła się uczta.


*

Gdy na nocnym niebie ukazał się Księżyc podobny do wielkiej, trupiej czaszki, na Zamku Węża w mieście Riad, Muktada, szef Kapituły Azazelitów wraz ze świtą swych konfratrów, przyjmował poselstwo aż z Tmu – Tarakanu nad Morzem Czarnym.







- My, synowie Karalucha – zaczął uroczyście stojący na czele poselstwa basza Mormozd – apilijev – czciciele piekielnego Smoka i Ognia, pozdrawiamy was, o potężna i straszna Kapituło Sług Azazela; demona bezwodnej pustyni; demona – mordercy i boga asasynów! W imieniu naszego króla; Pultychara XIII, ofiarujemy Kapitule miecze i strzały Tmu – Tarakanu, jego konnicę i flotę, rycerzy i skrytobójców. Do waszej dyspozycji są teraz wasze pieniądze (waluta tmutarakańska nazywała się ,,karakon'' – przyp TK), spyże, konie, woły, wielbłądy, a także dziewice i niemowlęta na potrzeby kultu! - mówiąc to, poseł klęczał przed okrutnym Muktadą, mistrzem czarnej magii, swe dłonie złożone jak do pacierza wkładał w jego dłonie, zaś połowieccy niewolnicy Tmutarakańczyków, w glinianych dzbanach nieśli ziemię i wodę, oraz różne kosztowności. - Pultychar XIII, z łaski boga Karalucha, pan Tmu – Tarakanu, niczego tak nie pragnie jak zostać wasalem prześwietnej Kapituły...
- Kapituła zaś – przerwał mu srogi Muktada siejący strach nawet u Sumerów – niczego tak nie pragnie jak bycia waszym suzerenem. Przyjmujemy wasz hołd, przysięgając na Eblisa, że hojnie wynagrodzimy wierność, bezlitośnie zaś ukarzemy zdradę. Powstańcie z klęczek, nasi umiłowani sojusznicy i wspólnie uczcijmy naszych bogów defloracją i ciałopaleniem, aby byli przychylni naszym planom....
- Na potęgę ludowładztwa, niech się tak stanie! - rzekli Tmutarakańczycy.
Trzeba bowiem wiedzieć, że prastare, złowrogie królestwo Tmu – Tarakan, którego nazwa oznaczała Miejsce Karalucha, lub Carstwo Ciemności, zagrożone było ciągłymi najazdami Słowian, Kimerów, Płowców, Lidyjczyków, Frygów, oraz Greków, co skłaniało je do szukania wsparcia u potężniejszych ludów. Ponadto król Pultychar XIII i jego przodkowie, od Mazdasa VIII poczynając, borykali się z pustym skarbcem, który mieli nadzieję napełnić dzięki wyniszczającym lud podatkom i coraz to nowym sojuszom politycznym.


*






Tymczasem królowa Oriana, rozesławszy wici po całych Górach Jasowskich (Promecie), zebrała wielką armię Amazonek, na której czele, dosiadając Alabandy, ruszyła ku ziemicom arabskim. Oriana przyjęła do swego wojska dwóch bliźniaków – Zidżera i Kidżarana, z pochodzenia Arabów; mężów biegle władających szablą, a silnych jak tury. Zostali osieroceni i wydziedziczeni przez Kapitułę, teraz zaś przyświecała im zemsta. Z Arabii przybyła również na pomoc królowej Orianie, wojowniczka Ahusat (Agusati); olśniewająco piękna zbiegła niewolnica i zabójczyni potworów. Pochodziła z plemienia Matosza (Al – Matosch). Jako dziecko trafiła do haremu szejka Idumei jako łup wojenny. Bita, upokarzana i gwałcona, przy pierwszej nadarzającej się okazji zbiegła na pustynię, gdzie uczyła się walczyć we wspólnocie podobnych jej wygnańców. Z czasem zaczęły jej się lękać ghule i ifryty. Ścigana przez Kapitułę za odmowę współpracy, po wielu przygodach dostała się do królestwa Amazonek, które z radością zawarły z nią braterstwo. Ahusat zaskarbiła sobie przyjaźń samej królowej walecznych niewiast. Jako pełnoprawna Amazonka została dopuszczona przez nią do poznania tajemnicy somy (haomy). Był to magiczny ponoć napój, który Amazonki podbijając Bharację przejęły od zwyciężonych przez siebie Ariów, ludu butnego a potężnego. Soma miała dodawać pijącym ją nadludzkiego wręcz męstwa i siły.
- Przecież to zwykła woda! - Ahusat nie kryła rozczarowania.
- Istotnie – rzekła Oriana. - Siła i odwaga Amazonki kryje się w jej sercu, a nie w eliksirach.
- To w takim razie, po co jest soma? - spytała Ahusat.
- Hmm – Oriana zamyśliła się. - To stara tradycja. Może po to, aby mobilizować do wysiłku? Sama nie wiem zbyt dobrze.
W czasie, gdy Amazonki zmierzały do celu, idąc przez Iran i Turan, Kapituła już sposobiła się do obrony swej władzy. Na wezwanie mistrza Muktady zjawiły się potwory i demony, których sam widok mroził krew w sercu. Pustyniami ciągnęły hordy ghuli; cuchnących zjadaczy trupów o głowach psów, ludzkich tułowiach i wężowych nogach, ifrytów; czarnych, skrzydlatych demonów, mających ogień miast krwi i trzewi, ludzie – skorpiony o palącym jadzie, sprowadzeni z przyszłości przez swego bożka Bafometa – zakuci w zbroję Rycerze Świątyni (po słowiańsku: Witezie Chramu), mający czerwone krzyże na białych płaszczach i inne straszydła podobne do tych co nękały św. Antoniego Pustelnika.






Wielki Muktada w bezksiężycową noc stał w blasku zaczarowanych pochodni, na marmurowym balkonie Zamku Węża w mieście Riad i przyjmował wyrażony okrzykiem ,,Azif''!, hołd od mieszkańców piekieł: czarnego, rogatego olbrzyma Bafometa, sypiącego iskrami, wyższego niż najwyższe szczyty pasma górskiego Kaf, psiogłowego Vahabitosa, poruszającego się na tylnych łapach a podpierającego się ogonem smoka Bilata, potwora Huwawy – mocarnego prześladowcę sumeryjskiego króla Gilgamesza z Uruk, pięknej, złotowłosej kusicielki Ghuli o śnieżnobiałych, kończystych zębach, o piersiach i sromie zakrytych czarną tkaniną, pożerającej młodzieńców pod postacią bezwłosej hieny, Sili – upiornej wielbłądzicy o smoczej głowie i skórze, Ufryta – olbrzyma 






o głowie orła, Samaela – potwornego, czarnego psa, którego czerwone ślepia wysyłały wiązki wszystko niszczących, czerwonych promieni, pełzającego po pustyni na żabich łapach wieloryba Bahmuta, Asala – wielkiego jak gdańska szafa, rudego psa zionącego ogniem i zsyłającego burzę piaskową, walczącego zatrutymi szablami, sześciorękiego olbrzyma Asmadaja mającego trzy głowy rogatych likaonów, Bel – Zibaaja rozkazującego charom much o żądłach zatrutych trupim jadem i samego Baal – Iblisa. Gdy owe straszliwe, obmierzłe bożki, na rozkaz Kapituły (a tak naprawdę z własnej woli) opuściły swe pełne ognia i siarczanego smrodu jaskinie pod górami Kaf, otaczającymi pierścieniem krainę Huristan, gdzie ongiś bawił Żmij Ognisty Wilk, Słońce się zaćmiło na wiele miesięcy i strach wielki padł na całą Arabię. Zdawało się, że zło jest wszechpotężne, dobro zaś jeno iluzją, czasy człowieka zaś dobiegły końca....

*

- Mam wrażenie jakbym była teraz w Krainie Ciemności (Amente) na północ od Mogol – Tartarii – mówiła Ahusat lecąca na Pegazie do królowej Oriany, przemierzającej mroczne niebo na garbatym grzbiecie Alabandy.






- Mówisz o tej ziemicy, gdzie włada Lelwa – królowa nocnic o głowie kruka – upewniła się Oriana. - Kiedy w dziecięcych latach poznawałam naukę jeografii u stóp mistrza Uczonka, dowiedziałam się nie tylko o plemieniu Obodrytów z Bliskiego Zachodu, co nigdy nie jedzą mięsa, ale i o tym jak Mogol – Tartarzy idąc łupić Krainę Ciemności zostawiają u jej rubieży źrebięta, sami zaś jadą na klaczach, ich matkach. Po skończonej wyprawie, klacze macierzyńskim instynktem wiedzione, odnajdują swe źrebaki; w przeciwnym razie powrót z królestwa Lelwy byłby niemożliwy. Słyszałam też, że oprócz Krainy Ciemności istnieje też taka kraina, gdzie nigdy nie zachodzi Słońce... - Amazonki w blasku pochodni, uparte i nieustraszone, przedzierały się przez chłód i ciemność, aż zatrzymały się nieopodal budzących grozę ruin Zapomnianego Miasta na Pustyni Arabskiej, przepojonych diaboliczną magią.
Tam doszło do wielkiej, nie dającej się zapomnieć bitwy ze sługami Kapituły. Bitwa rozpoczęła się nagle, wybuchła jak pożar, wróg nie dał czasu na odśpiewanie hymnu.






W pierwszym starciu, Ghula wielka jak słonica, rozszarpała Zidżera; pożarła go razem z turbanem i karacenową zbroją, co gorsza mając na to jego przyzwolenie, uzyskane po wielu nocach upojnych i męczących snów. Ledwo ostatnia kość Zidżera pękła w zębach potworzycy, Kidżaran pomścił brata; srebrną szablą łeb uciął zwodzicielce, a gdy zionąc ogniem, podbiegła w jego stronę Sila; wielbłądzica pokryta smoczą łuską, Arab zdekapitował również ją.





Wojowniczka Ahusat, przyjęta do ludu Amazonek, nosiła na plecach zaczarowany kołczan ze skóry rekina, albo płaszczki, w którym nigdy nie brakło strzał. Lecąc na grzbiecie białego jak śnieg i jak śnieg połyskującego Pegaza o jednym, spiczastym rogu niby jednorożec, uśmierciła swymi niechybiającymi celu, zatrutymi strzałami sto ghuli i ifrytów. Wszelkie straszydła pierzchały na widok srebrnej gwiazdki na jej czole i dłoni zdobionych srebrzystą, połyskującą w mrokach nocy henną. To właśnie Ahusat posłała zabójczą, zatrutą krwią hydry strzałę w zionące cuchnącym dymem nozdrza wieloryba Bahmuta, śliniącego się wrzącą smołą.







Z ręki Oriany; mistrzyni tak miecza jak i łuku, zginął smok Bilat, którego imię wspak wypowiedziane oznacza człowieka budzącego trwogę, a który na próżno starał się wepchać z powrotem na swe miejsce kiszki, wypływające z brzucha rozprutego mieczem Germanem. Psiogłowy olbrzym Vahabitos; ojciec sekty głupich i krwiożerczych fanatyków, chcąc pochwycić Orianę niesioną na skrzydłach Alabandy, utracił wszystkie pace u lewej ręki, zaś gdy zawył z bólu, królowa strzeliła mu do otwartej paszczy pięć płonących strzał, po czym dobiła przecinając gardło mieczem. Vahabitos upadł z łoskotem na spieczoną ziemię miażdżąc tysiące ghuli.






Asmadajowi, niosącemu spustoszenie za pomocą sześciu szabli, podcięła ścięgna, a gdy upadł z łoskotem wywracającym góry, dobiła go wraziwszy mu cała kopię w pępek.






Nie lepszy spotkał zionącego ogniem rudego psa Asala, który przeniósł się na łono swego ojca Azazela, po tym jak Oriana naszpikowała go trzydziestoma strzałami, a następnie odcięła jego nieśmiertelną jak u hydry głowę, którą następnie rzuciła w twarz Arafat – chana; emira olbrzymów z gór Kaf.






Mimo tych przewag do zwycięstwa wciąż było daleko. Ahusat zginęła zatruta trupim jadem przez muchy Bel Zibaja. Podobny los spotkał Kidżarana. Demonów i potworów było coraz więcej i więcej; szef Kapituły obserwował bitwę w pękniętym zwierciadle i sikając ze strachu, wciąż przyzywał z piekieł nowe bestie. W końcu królowa Oriana widząc nadciągające widmo klęski, zwróciła swój umysł ku tronom Teosta i Vardavy, a ci wysłuchali jej modlitwy. Niebo się rozwarło i wielka jasność padła na ruiny przeklętego grodu czarowników. Dał się słyszeć szczęk oręża, łopot wielkich, orlich skrzydeł i ryk złotych trąb wojennych. Serca Amazonek napełniły się radością, bo oto przybyły zastępy czczonych przez nie, czystych duchów Enx, przez Słowian zwanych Enkami, o wyglądzie pięknych młodzieńców i dziewic w złotych zbrojach. Owi posłańcy Teosta i jego matki Vardavy rozgromili armię Kapituły i zniszczyli czary jej szefa. Zaćmienie dobiegło końca. Droga na Riad stanęła otworem.


*

- Będę ci ja męczennikiem, o, o, o, polegnę w świętej wojnie, o, o. o, Azazel mnie pomści... uch... - wył, stękał i jęczał wielki mistrz Muktada dopiero co wbity na pal (albo nawet ukrzyżowany jak to było w zwyczaju u Persów).
- Wiesz co, świński ryju – rzekła mu Oriana – swoje diabelskie męczeństwo możesz sobie o kant rzyci potłuc. Przeklinaj mnie, ile wlezie, a ja i tak się ciebie nie boję – w erze dwunastej, długo przedtem i długo potem, zwycięzcy nie mieli litości dla pokonanych. Myśli Czytelnik, że teraz jest lepiej?
- Skrytobójca jest jak poeta – rzekła do Oriany jej siwowłosa, podpierająca się laską piastunka, uczyniona przez swą dorosłą już wychowankę członkinią Rady Królewskiej. - Możesz zabijać asasynów do woli, a ich miejsce wciąż będą zajmować nowi i nowi, coraz bardziej zażarci. Nie tędy droga.






Amazonki zdobyły szturmem zamek Riad; zburzyły go, całą Kapitułę powbijały na pale, sprawiając tym miłą ucztę sępom a krukom. Pustynie znów się zazieleniły, khory obróciły się w strumienie, Arabistan rozkwitł niby Eden, zaś jego mieszkańcy koronowali Orianę na swoją królową. Oriana wzniosła łuk triumfalny na ruinach zamku Riad i postawiła Święte Trofeum, złożone z wbitego w ziemię miecza obwieszonego tarczami. Po śmierci doczekała się wśród Arabów kultu jako anielica Al – Uzza, której kult trwał aż do początków średniowiecza.



niedziela, 27 grudnia 2015

Oniricon cz. 173

Śniło mi się, że:

- Pavlas ov Vidłar powiedział, że jestem brzydki, a ja odparłem, że prawdziwy przyjaciel tak by nie powiedział,



- James Bond więził piękną kobietę na balkonie,



- Mama pokazała mi larwę mrówkolwa ze skrzydłami,
- Niemcy radzili Polakom, aby opuścili swój kraj w celu zrobienia miejsca Arabom, jakiś Polak uciekał szklaną windą, a Arab rzucił w nią kamieniem; owa winda została porównana do Narnii; Alexandrus ov Cocelaise postanowił zostać w Polsce i walczyć z Arabami,
- przytuliłem się na ulicy do pana Andreusa ov Leovishinera,



- nauczycielka matematyki, pani Agt'na ov Każmercakova kazała narysować pozującego półnago Macaysa ov Usalskiego, a ja narysowałem go z głową szczura jako symbolu inteligencji; nauczycielce to się nie spodobało, zaś znajdujący się w klasie Alexandrus ov Cocelaise mówił, że ludzi z głowami zwierząt przedstawiano w starożytności,



- przyszła do mnie do domu Michalina Olszańska i pokazała mi swoje piersi, UWAGA: To tylko sen, nic takiego nie zdarzyło się naprawdę,
- na ulicy widziałem starą żebraczkę o monstrualnie długim, czerwonym nosie,
- byłem z wizytą u przyjaciela, w którego spałem w dzień, a potem poszedłem do psychiatry dziecięcego,



- pomyślałem, że w mojej powieści o królowej Tatrze, Kościej bardziej przypomina Niemca niż Rosjanina, a dokładniej Hitlera,
- Aleksander Posacki nazwał Fiodora Dostojewskiego okultystą,



- byłem w szkole językowej razem z Alexandrusem ov Cocelaise i innymi kolegami; jacyś ludzie usiedli na okrągłych pufach, a ja zacząłem fantazjować, że to jakieś obce plemiona przybyłe na kontynent o nazwie Boran,



- szukałem w ,,Zwierzakach'' artykułu o Filipińczyku Ramonie, który nurkował w morzu i łapał węże morskie, aby go zacytować na blogu,
- w windzie żartowałem, że pogryzę Pavlasa ov Vidłąra,



- w moim starym mieszkaniu razem z Pavlasem ov Vidłąrem zamówiłem pizzę, a gdy przyszło zamówienie, okazało się, że sąsiedzi też zamówili i nie wiadomo było do kogo pizza należy; przyszedł policjant i kazał się zdecydować czyja to pizza; potem przyszli do mnie pan Tomasus ov S., jakiś ksiądz - chyba egzorcysta i inni znajomi, lecz ja byłem zły i nie chciałem z nimi jeść pizzy; myślałem, aby ją podeptać, lecz gdy wszyscy poszli sobie to ją zjadłem. 

czwartek, 24 grudnia 2015

,,Magia'' Bożego Narodzenia

,, 6. Wszystko się zmieniło,
jak nigdy nie było;
wino rzeką ciecze,
ciepło jakby w lecie.

7. Lwami drzewo wożą,
niedźwiedziami orzą,
zając z chartem siedzą,
z jednej misy jedzą.

8. Liszka pasie kury,
kot myszy i szczury,
wilk owcom nie szkodzi,
wespół z nimi chodzi.

9. Ptacy też wspomnieli,
co przedtem umieli;
gdyż zgodnie śpiewają,
i prześlicznie grają.

10. Skowronek dyszkantem,
a sikora altem,
wróbel zaś tenorem,
gawron zaś kantorem.

11. Żóraw [tak w oryginale - przyp. TK] organistą,
a bocian lutnistą,
sroka gra w cymbały,
wrona zaś w regały.

12. A kaczor na flecie,
gąsior na klarnecie,
kos skrzypki szykuje,
kruk smyczek smaruje.

13. Bąk dudy nadyma,
sowa puzon trzyma,
dudek w szałamaje,
łabędź takty daje.

14. I drzewa też znają,
opak owoc dają,
jabłka na dębinie,
gruszki na sośninie.

15. Na wierzbinie wiśnie,
na śliwinie trześnie,
bez zakwitł figami,
jesion rodzynkami.

16. Na głogu brzoskwinie,
migdał na tarninie,
miód płynie z kloniny,
oliwa z brzeziny.

17. Gruda też grudniowa
jak pigułka zdrowa,
śnieg i lód styczniowy
słodki jak cukrowy.

18. Słusznie się radować,
a Bogu dziękować,
iż przez narodzenie
zmienił przyrodzenie.

19. Szatana zwojował
w piekle go przykował,
a człeka grzesznego
wziął za brata swego''

- Jacek Salij ,,Królestwo Boże w was jest''






Z okazji Narodzin naszego Pana, Jezusa Chrystusa, wszystkim Czytelnikom bloga, niezależnie od wyznania i światopoglądu, chciałbym złożyć najserdeczniejsze życzenia zdrowych, wesołych, pogodnych, rodzinnych i cudownych Świąt Bożego Narodzenia, błogosławieństwa Bożej Dzieciny, smacznego karpia i bogatego Mikołaja. Iriakielnoy Genaciya Godusiner!

środa, 23 grudnia 2015

,,Finist - Dzielny Sokół''





Czytając wspominaną już na tym blogu antologię baśni rosyjskich ,,Mocarni czarodzieje'' natrafiłem po raz pierwszy na utwór ,,Finist – Sokół Promienisty'' traktujący o miłości dziewczyny do junaka zamienionego przez zły czar w sokoła. W grudniu 2015 r. obejrzałem po raz drugi sowiecką, lecz mimo to – bardzo dobrą baśń filmową ,,Finist Dzielny Sokół'' z 1975 r. w reżyserii Giennadija Wasiliewa.




Akcja rozgrywa się w dawnej, baśniowej Rusi. Realia filmu przypominają wczesne średniowiecze, choć pojawiają się – dopuszczalne w baśni – ahistoryzmy jak armaty i harmoszki, czyli akordeony (pierwsze akordeony pojawiły się dopiero w XIX wieku).
Tytułowym bohaterem był młody oracz Finist, żyjący w zgodzie z wszystkimi sąsiadami i broniący słabszych. Jego przyjacielem był sokół noszący maleńką, złotą koronę na głowie. Finist pomagał ludziom i zwierzętom (min. uwolnił małego niedźwiadka, którego łapa uwięzła w pniu drzewa). Wstąpił do drużyny wojewody, by walczyć z najazdami złego czarownika Kartausa (innym ruskim bohaterem wywodzącym się z prostego ludu był słynny Ilja Muromiec). Kartaus zamierzał usunąć bohatera przeszkadzającego mu w podboju Rusi. Finist zwiedziony czarami Kastriuka – sługi Kartausa zszedł do podziemi, by pomóc cierpiącemu pragnienie staruszkowi skutemu łańcuchami, a wtedy sam został skrępowany i zamieniony w potwora (widać tu nawiązanie do mitów o wyprawie do świata podziemnego, śmierci i zmartwychwstaniu bóstwa, a pośrednio nawet – do Prawdziwego Mitu o śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa). Finist odzyskał ludzką postać dzięki miłości pięknej dziewczyny Alonuszki, która chciała mu wręczyć w prezencie płaszcz (motyw przypominający baśń o Pięknej i Bestii). Kiedy niejaka Anfisa – jędzowata chłopka, której mąż Agafon dosłownie zapadł się z jej winy pod ziemię, oszukana przez Kastriuka włożyła bohaterowi zaczarowany grzebień we włosy, ów przeniósł się do siedziby Kartausa, gdzie tyran próbował go bezskutecznie przeciągnąć na swą stronę. W końcu z pomocą przebranych Alonuszki, pisarza Jaszki i trzech Babuszek – Wesołuszek, Finistowi udaje się opuścić siedzibę wroga, potem zaś pokonuje go nad brzegiem morza. Wracając do owych babuszek; jedna z nich jest narratorką całej opowieści (bajarką) a ponadto włada białą magią (przypuszczam, że owe babuszki były początkowo słowiańskimi kapłankami).




Siły zła reprezentuje demoniczny czarnoksiężnik Kartaus Pająkowicz, zwany Rudym Wąsem, dokonujący najazdów na ziemie ruskie. Kartaus ubierał się na czarno, miał sumiaste, rude wąsy i łysą głowę, posługiwał się negatywnymi symbolami nietoperzy i pająków, a jego posłańcem był mówiący kruk (widać tu sokoła jako symbol dobra, zaś kruka jako symbol zła). Jego sługami byli błazen Fingał i zwierzołak Kastriuk, oraz plemię demonicznych, choć bardziej śmiesznych niż strasznych barbarzyńców, przypominających ni to diabły ni to Tatarów (nosili czarne, futrzane czapy z czerwonymi rogami, zaś Finist zwyciężał ich całe gromady bez żadnego trudu). Owe półdzikie istoty walczyły szablami i kindżałami, a towarzyszyły im małpy (nawiązanie do małpy jako średniowiecznego symbolu szatana). Ciekawymi nawiązaniami do kultury słowiańskiej są również wzmianki o przodkach Kastriuka – czarnych charakterach Kościeju i Babie Jadze, oraz obchody Nocy Świętojańskiej.




W filmie spodobało mi się wszystko – jak chociażby humor i to, że bohaterowi pomagają zwykli, ,,szarzy'' ludzie, co może nasuwać skojarzenia z rolą niepozornych, lecz zdolnych do męstwa hobbitów z utworów Tolkiena. Takie filmy powinno się kręcić w Polsce, gdzie przecież nie brakuje pięknych baśni i legend, oraz zdolnych fantastów. Żeby Czytelnik nie miał czasem wątpliwości – nie popieram rosyjskiego imperializmu, zaś Putin jest dla mnie Kartausem naszych czasów ;). 

wtorek, 22 grudnia 2015

Król Dzięcioł

,,Ptaszki odleciały'' – Wiłkokuk




Oto żywot Dzięcioła (Picus, Dendrocopas), króla słowiańskiego. Władał Rudavami, na ziemiach późniejszej Bohemii. Nie wdał się ani w ojca Litomira IV, ani w dziada Litosława II, ani też w żadnego ze swych przodków – władców walecznych i szlachetnych. Przeciwnie.

,,Od lat dziecinnych, usposobienia był złośliwego. Jako niemowlę gryzł pierś matczyną, później zaś dokuczał wszystkim wokoło. To kopał psy i koty, wyrywał pióra z ogonów pawi, kradł przysmaki z kuchni, tłukł naczynia, zabierał kąpiącym się w rzece siostrom sukienki i uciekał z nimi na drzewo, pomalowany sadzą straszył młodsze dzieci. Zakradał się do piwnicy, by w tajemnicy przed dorosłymi kosztować wina, gryzł, bił i obrażał swoich nauczycieli, bił i kopał dziewczynki, nikogo się nie słuchał. Z wiekiem stawał się coraz gorszy. Matkę nazywał idiotką, ona zaś tak kochała swego jakże rozpieszczonego syna, że miast go zbić, lub nakrzyczeć nań – liczyła do dwudziestu. Dzięcioł przez Greków zwany Picusem, kłamał ile tylko się dało, niczym pewna dziewczynka, która przeżyła liczne, niezwykłe przygody. Jeszcze jako dorosły potrafił w trakcie uczty, czy audiencji zdjąć nagle spodnie i zacząć na oczach wszystkich pieścić swoje członki sromne, nie mówiąc już o tym, że z upodobaniem bekał, mlaskał, siorbał, drapał się po całym ciele i wypuszczał gazy. Klął jak szewc. Stronił od łaźni, choć zżerały go wszy i od ćwiczeń cielesnych, aż stał się gruby jak wieprz. Wobec niewiast był grubiański; damy dworu – córki żerców i witezi klepał po pośladkach i znienacka łapał za piersi, albo też przy posłach innych królów zadzierał im suknie szczerząc przy tym zęby. Nikogo nie szanował, nawet siebie. Dla zabawy bił pięścią po twarzy błaznów i chłopów, z nudów palił pola i stodoły, porywał dzieci i zamykał je w ciemnej komórce, każąc rodzicom w ramach okupu pełzać nago dookoła stołu. Co dzień był pijany; mieszał piwo, wino, miód, wódkę i cydr, po czym żłopał je w astronomicznych wręcz ilościach, karząc na gardle tych, co odmawiali dotrzymania mu towarzystwa w piciu. Lubił wyśmiewać się i upokarzać kaleków; ślepców wrzucał do błota, chromych kazał tłuc kijami. Nie dbał ani o rządzenie państwem, ani o kult Ageja i Enków, za to co dzień brał sobie do łoża parę coraz to młodszych kochanek, które nie dość, że gwałcił, to jeszcze gryzł do krwi ich piersi. Choć w dzieciństwie pobierał nauki 'obiecada', nie czytał żadnych książek, nawet kucharskich. Wszelka nauka i sztuka były mu obojętne, choć lubił posłuchać jak jego murzyńscy niewolnicy bili dłońmi w afrykańskie bębny tam – tamy ze słoniowych uszu, czyniąc niewyobrażalny hałas. Popadał w histerię na myśl o najmniejszym zadrapaniu. Inni królowie Słowian mieli jego samego i jego kraj w głębokiej pogardzie. Zasłynął dziwacznymi powiedzeniami: 'rydwan – dziupla' ,'Tatra urodziła się w nozdrzach Rykara' 'smutasy nie mogą jeździć konno' 'Esus przełóż' i 'Esus wejdź na kapelusz', poza tym nie powiedział jednak nigdy nic sensownego. […]''




- pisał w księdze ,,Żywoty równoległe'' Sławuta Ambaras Gorajczyk, przyjaciel i korespondent Plutarcha z Cheronei.


*




Jażevczanie nie szukali zwady z ludźmi, ani ludzie z nimi. Stworzenia te wyszły na świat z łona Dziewanny Šumina Mati (albo Mokoszy) w erze czwartej. Miały postać podobną do borsuczej (borsuk po staropolsku nazywał się ,,jaźwiec'', po czesku zaś - ,,jażevec lesne''), lecz wzrostu i rozumu były ludzkiego. Mieszkały w głębokich i rozległych norach (jaźwach) ze smakiem wyposażonych w meble, książki, porcelanę, broń nad kominkiem, bujane fotele, globusy, zegary zajęczańskiej roboty, czy skóry wilków i rysiów na podłodze. Jedli to co ludzie i to co borsuki. Ich sen zimowy nie był twardy jak u susłów, jeno często się zeń budzili, po spacerować po ośnieżonych lasach.
Dzięciołowi nie dość było naprzykrzać się ludziom, dokuczał też innym, starszym rasom. Obrzucał kamieniami południce i rusałki, rozdeptywał krasnoludki, napastował też Jażevczan. Wbił sobie do głupiej swej głowy, że będzie rozkopywać ich nory, szukając w nich srebrnych i złotych monet. Na nic się zdały napomnienia doradców, obawiających się wojny domowej. Gdy król na coś się uparł, żadna siła na ziemi czy w niebie, świecie podziemnym, w morzu, czy wśród gwiazd nie mogła go powstrzymać. Nadęty jak balon uzbroił swoich wojów w łopaty, łomy i kilofy, po czym ruszył do lasu. Gdy jego łowcy odnalazł jedną z nor jażevczańskich, Dzięcioł Litomirovic nakazał ją rozkopać, zaś jej mieszkańców, stawiających opór – pozabijać. Już cieszył się na myśl o wypychaniu worków monetami, niczym Szkielca znajdujący jeszcze jedną kość do budowy swego stosu pogrzebowego, jednak Jażevczanie nie dali sobie w kaszę dmuchać. Mając spore doświadczenie w walkach ze strzygami i wilkołakami, chwycili za żelazne morgensterny, maczugi, korbacze – oręż Hunów, młoty, topory i włócznie, swe grube skóry dodatkowo osłonili kolczugami i kirysami, po czym wybiegli z nory jak abaasy z białopolskich podziemi, gniewnie fukając i prychając. Po krótkiej walce, Jażevczanie, w Analapii zwani Jaźwiczami, rozgromili ludzi i puścili ich wolno bez broni, zbroi, świecących gołymi rzyciami. Owa kara nie ominęła samego króla Rudavy, wydzierającego się ze strachu jak ranny szympans. Po powrocie na zamek, upokorzony król Dzięcioł począł karać wbiciem na pal wszystkich mogących opowiedzieć o tej jakże niefortunnej przygodzie. Jednak i tak ćwierkały o niej wróble na dachu, przeto o tym co wówczas zaszło, wiemy do tej pory.


*

,,Jego [Stanisława Byczyńskiego] pijana czeladź chętnie strzelała z łuku do lecących na miotłach czarownic. Te zaś zemściły się, wysadzając w powietrze Taurovo za pomocą wybuchowych eliksirów. Rocznicę śmierci 'mordercy i plugawca' zawsze czciły uroczystym sabatem na skałach […]'' - K. Oppman ,,Perłowy latopis''




Innym razem Dzięcioł, mąż o włosach długich, rozumie zaś krótkim, wyszedł na taras wieży, by odetchnąć świeżym, wieczornym powietrzem. Dojrzawszy w blasku Księżyca jadącą po niebie zaprzęgiem dzików Żeminę Krematę, najpiękniejszą i najpotężniejszą raganę (czarownicę) owych czasów, dobył łuku.
- Oj, będzie gwałconko! - powiedział do siebie oblizując się lubieżnie, po czym wypuścił rączą strzałę w pierś tej, którą wyznawali Atlanci i Liteńczycy.
Czarownica zachwiała się i wypadła z rydwanu, lecąc prosto pod nogi króla Dzięcioła, zaś jej spódnica podziałała jak spadochron. Krwawiła.
- Ja frombolę! - królowi oczy się świeciły, ruszył w prysiudy, teraz liczyła się dlań tylko chuć.
Już dobierał się do rannej czarownicy, już zadzierał jej białą suknię, gdy ta, która jeszcze niedawno zamieniła Krukisa w wieprza, wycharczała słowo ,,śukjej'', a może tylko podobne, po czym umarła. Było to zaklęcie, które sprawiło, że król Dzięcioł zamienił się w ptaka, którego imię nosił – zielonego, o czerwonych piórach na głowie. Skonfundowany poleciał do lasu, a wszyscy jego poddani odetchnęli z ulgą. Odtąd stukał dziobem w korę drzew, lecząc je z korników, drzewa zaś były temu kontentne, że przybył im nowy lekarz. Dzięcioł wykonywał sumiennie swą pracę – on co jako człowiek był wzorem lenistwa – aż do dnia, kiedy Mokosza wyleczyła osiołka przechodzącego przez kalinowy mostek. Dni króla zamienionego w ptaka biegły do tego momentu monotonnie, aż spotkał stworzenia o jakich nie słyszał nawet w baśniach.
- Fiu, fiu, a wy kto? - spytał niezbyt politycznie. - Wyglądacie jeszcze dziwniej niż smoki – myślę, że można wybaczyć mu taką reakcję, zważywszy, że ujrzał naprawdę dziwne istoty. Były one wzrostu wyrośniętych grzybów, zwanych borowikami. Zresztą przypominali owe grzyby, posiadając jednocześnie twarze podobne do ludzkich, ręce, nogi i ptasie skrzydła. Słowianie nazywali je grzyboludkami i opowiadali, że przybyły ze sfery niebieskiej Jukoth, lecz mały Dzięcioł nigdy nie słyszał baśni o dziesięciogłowym smoku, aż w końcu stał się potworem stokroć groźniejszym od niego.




- Myśmy borowce – rzekł najstarszy grzyboludek o siwej, krzaczastej brodzie – zrodzeni z łona Mokoszy, jeszcze przed smokami i jaszczurami, aby pilnować lasów. Wiemy, żeś człowiekiem zamienionym w ptaka przez zły czar. Jeśli chcesz odzyskać ludzką postać, zaprowadzimy cię do Leśnej Matki. Ona cię odczaruje i pomoże wrócić na stolicę.
- Nie, nie, nie! - Dzięcioł nawet jako ptak był uparty. Nie chcę.
- Dlaczego nie chcesz znów być człowiekiem? - z wielkim zdumieniem spytały młode borowce.
- Bo nie chcę i już – uciął rozmowę Dzięcioł, zaś grzyboludki odleciały.
Odtąd znów nastały dni, podobne jeden do drugiego jak dwie krople wody, aż pod koniec tygodnia, na Dzięcioła zapolował jastrząb. Lekarz drzew rzucił się do ucieczki modląc się o szybki ratunek. Gdy ochłonął spostrzegł, że jastrzębia już nie ma, a on sam spoczywa w niewieścich dłoniach. Zrozumiał, że uratowała go Dziewanna Šumina Mati; Leśna Matka i zawstydził się swego uporu.
- Dlaczego nie chciałeś, abym ci wtedy pomogła? - łagodnie spytała żona Boruty.
- Ja.... ja.... - wybąkał zaczarowany Dzięcioł – jakby to powiedzieć... eee.... - Dziewanna patrzyła nań z czułością, jej wodok i dotyk budziły zaufanie. - Ja... to... znaczy.... Zawiodłem jako człowiek. Lepiej spisałem się jako wracz drzewny, niż jako król. Widać Agej się pomylił dając mi Dolę ludzką, skoro lepiej jest mi być ptakiem.
- Agej nigdy się nie myli – zaprzeczyła Dziewanna. - Pozwolił, abyś stracił człowieczą postać, abyś się przez to czegoś nauczył. Teraz jednak czas, żebyś znów był królem; lepszym niż dotąd. Czy chcesz tego?
- No, chyba chcę. Zaryzykuję – odparł Dzięcioł, zaś Dziewanna przed ołtarzem Ageja w Domu Enków wyprosiła odczarowanie króla Rudavy.
Pomogła mu również odzyskać twarz. Od tej pory król Dzięcioł zmienił się nie do poznania, choć nie przyszło to szybko, ani łatwo.


*




Żemina Kremata miała siostrę; czarownicę o imieniu Żeminele. Obie bardzo się kochały. Gdy Żeminele wlepiając oczy w malowany garnek pełen wody, ujrzała śmierć siostry, jej serce napełniło się gniewem. Przysięgając zemstę krwawą i straszną, wsiadła na łopatę i poleciała do Rudavy, aby dopaść króla Dzięcioła, którego włosy i brodę zdążyła już pokryć siwizna. Długo można by mówić jak przebiegała cała ta awantura i jak była nieprzyjemna dla zabójcy Żeminy Krematy. Dość, że powiem, iż siostra ragany przed zabiciem Dzięcioła wdała się z nim w długą rozmowę. Poznała, że żałuje i przebaczyła mu. Za jakiś czas pobrali się. Żeminele została koronowana na królową Rudavy i wyrzekła się sztuki magicznej, tak jak ongiś uczyniła to Malkieš Lysarayata wychodząc za Volcha Alabastę.