piątek, 12 czerwca 2020

Czegoś nie rozumiem

,,Wanda - żona Welesa, poślubiona mu i deifikowana przez dobrowolne utopienie w obronie swojego ludu'' - Konrad T. Lewandowski ,,Panteon słowiański'' na fanpejdżu: ,,Rodzimowiercza Wspólnota 'Gajowniki' - Fanzin Środowiskowy''.







Pan Konrad T. Lewandowski całkiem słusznie krytykuje pseudonaukową koncepcję Wielkiej Lechii jako sprzyjającą infiltracji polskiego neopogaństwa przez Rosję. Przypominam, że ów fantazmat opiera się w dużej mierze na średniowiecznych (i późniejszych) legendach dotyczących fikcyjnych władców panujących na ziemiach polskich przed Mieszkiem I. Dlaczego więc ten sam Autor proponuje czcić Wandę jako boginię mimo, że jest to postać całkowicie legendarna? Dla mnie jako katolika historyczność Jezusa Chrystusa ma kluczowe znaczenie (,,Jeśli Chrystus nie zmartwychwstał daremna jest nasza wiara'' - jak pisał św. Paweł). Może rodzimowierca inaczej podchodzi do historyczności Wandy niż chrześcijanin do historyczności Jezusa? Przyznaję, że sam bardzo lubię królową Wandę :). Traktuję ją jednak jako postać literacką, a nie jako obiekt kultu. 

Ondyny







,,Germanie w swych mitach opowiadali o ondynach - żyjących w wodzie pięknych kobietach o bujnych, błękitnozielonych włosach, z rybimi ogonami zamiast nóg. Ich śpiew, jak greckich syren, zwabiał mężczyzn, a następnie wiódł ich ku zagładzie. Ondyn się obawiano. Uważano je za bardzo zmysłowe i chętne do obdarzania ludzi swymi wdziękami, ale też słynęły z okrucieństwa i złośliwości. Mogły na przykład dla kaprysu utopić kochanka, z którym dopiero co spędziły upojne chwile'' - Tadeusz Oszubski ,,Tajemnicze istoty''


czwartek, 11 czerwca 2020

Nowe przysłowie








Między de iure, a de facto wiele może się zdarzyć...





Indiańskie syreny






,,Indianie Shouwapowie wierzyli w ludzi wodnych, których ciała, owłosione w części górnej, kończyły się rybim ogonem. 'Ludzie ci mieli dar rozumienia mowy ptaków' - pisze Claude Levi - Strauss, światowej sławy antropolog, w swej pracy 'Drogi masek' poświęconej mitom i obyczajom Alaski. Wodne istoty, zwane przez Shouwapów swaihwe, a przez Indian z plemienia Lilloet - sainnux, na trwałe wrosły w tradycję ludów Alaski i Kolumbii Brytyjskiej. Levi - Strauss bardzo dokładnie wszystko opisał i zanalizował w kategoriach symboliki mitu i jego wyobrażeń pod postacią obrzędowych masek'' - Tadeusz Oszubski ,,Tajemnicze istoty''



Chińskie syreny






,,Starożytni Chińczycy uważali syreny za dzieci Jen - ti, brata Żółtego Cesarza, były więc one równie pradawne, co legendarne początki cesarstwa. Wodni ludzie, jak mówią mity z centralnej Azji, mieli ludzkie ciała z rybim ogonem zamiast nóg, a zamieszkiwali krainę Hu, o której lokalizacji pamięć do dziś nie przetrwała. Intrygujący wyróżnik stanowią wzmianki, iż dzieci Jen - ti wzbijały się w niebo, dosiadając obłoków'' - Tadeusz Oszubski ,,Tajemnicze istoty''



środa, 10 czerwca 2020

Oniricon cz. 599

Śniło mi się, że:






- Słońce uszyło buty człowiekowi,






- denerwowałem się gdy mała dziewczynka i inne dzieci podglądały mnie w toalecie, pani Casiya ov Płutova skarciła ową dziewczynkę, odtąd uczęszczałem na zajęcia sportowe razem z panią Casiyą i jej dorosłymi dziećmi, w czasie tych zajęć miałem grać  w grę komputerową  polegającą na łapaniu żon w lesie (każda z nich miała na imię Jena), potem pani Casiya uznała, że gra zawiera zbyt dużo erotyki i zamiast tego oglądałem fragment ,,Wiedźmina'', w którym było mnóstwo wampirów,






- w świecie Mrocznych Materii niedźwiedzie polarne z wyspy Svalbard ogłosiły powstanie przeciwko Magistraturze,
- jakiś internauta zarzucał wydawnictwu ,,Fronda'', że publikuje kiepskie książki,






- Amerykanie nakręcili serial o husarii,
- w czasach PRL - u Czesław Białczyński był masonem i ukryty w krzakach w lesie przypatrywał się opozycji antykomunistycznej,
- spotkałem na ulicy Pavlasa ov Vidłara, który chciał się ze mną umówić na spotkanie,





- Maja Lidia Kossakowska przetłumaczyła powieść postapokaliptyczną amerykańskiej autorki o życiu w świecie zniszczonym przez epidemię koronawirusa, książka spodobała mi się z wyjątkiem scen opisujących wątek homoseksualny, które skrytykowała Fundacja Pro - Prawo do Życia,






- w rozmowie z Mają Lidią Kossakowską poprosiłem, aby napisała o dinozaurach, pisarka zaś westchnęła: ,,Muszę powiedzieć moim muflaczkom, że znajomy 18 - latek chce czytać o dinozaurach''; słowo ,,muflaczki'' określało dzieci Kossakowskiej porównywane do muflonów; w tym śnie miałem 18 lat,
- pisałem list do zmarłej Sławomiry, w którym krytykowałem jej lewicowe poglądy twierdząc, że ,,widziała tylko jedną stronę medalu'',





- w czasie pandemii koronawirusa wszyscy ludzie zostali zmuszeni do zamieszkania w czteroosobowych domkach letniskowych, mieszkałem razem z państwem Višnic oraz ich synem Voytakusem, pod ich nieobecność przyszedł rudy żebrak Franciszek Rychnowski i chciał zamieszkać w domku, zlitowałem się i pościeliłem mu łóżko, a on zajął moje i nie chciał odejść, potem przyszedł Antoni Macierewicz i znokautował żebraka, który sobie poszedł,





- rudą Anię z Zielonego Wzgórza zagrała aktorka o czarnych włosach,






- kiedy szedłem koło szczecińskiej karczmy, Mama zapragnęła mięsa z łosia,

















- kiedy się obudziłem rano, spostrzegłem w domu dziennikarzy z TVN - u, którzy chcieli przeprowadzić ze mną wywiad o ,,Tatrze'' i ,,Tatrze. Suplement'', początkowo nie chciałem udzielić wywiadu z przyczyn ideowych, lecz potem dałem się przekonać, zamierzałem powiedzieć, że ,,jestem Polakiem, katolikiem, fantastą, pisiorem, z wykształcenia historykiem, że na moim blogu przekazuję treści konserwatywne, sprzeczne z ideologią TVN - u, do czego mam prawo, podobnie jak pan ma prawo wyznawać poglądy przeciwne do moich'', mój wywiad był szeroko komentowany w Internecie, a jeden z internautów obrażał moją Mamę,







- poszedłem do sklepu mieszczącego się jedno piętro pod ziemią, na stoisku rybnym widziałem pracowników walczących z potężnymi wstrząsami, myślałem, że atakuje ich olbrzymia, zamrożona krewetka, lecz powiedziano mi, iż jest to trzęsienie ziemi i że Polska jest bardziej niestabilna sejsmicznie niż niektóre kraje afrykańskiej, pisałem, iż to już drugie trzęsienie ziemi w moim życiu, bo pierwsze przeżyłem w Medjugorie,





- w ankiecie zasugerowałem Andrzejowi Pilipiukowi, aby napisał humorystyczne fantasy i tak przyczyniłem się do powstania ,,Upiora w ruderze''. 

wtorek, 9 czerwca 2020

Nauskopia








,, [...] nauskopia [...] rozkwitała przez kilka lat w końcu XVIII wieku na Mauritiusie, wyspie położonej na Oceanie Indyjskim. Według jej odkrywcy, prostego oficera marynarki francuskiej Bottinneau, była metodą wykrywania zbliżających się statków już w odległości sześćset mil od wybrzeża, a to dzięki obserwacji nieba na horyzoncie. Twierdził, że mając pewną praktykę, można wyizolować pewne zjawiska atmosferyczne, które zdradzają obecność statków nad horyzontem: 'Gdy statek zbliża się do lądu lub do innego statku, w powietrzu pojawia się meteor o szczególnej naturze i każdy może go bez trudu rozpoznać. Powstaje w wyniku zbliżania się statku do lądu lub do innego statku. Istnienie tych meteorów, a także wiedza o ich odmianach stanowią podstawę moich dokładnych przewidywań'. Jeśli nawet takie meteory rzeczywiście się pojawiały, nie wydaje się prawdopodobne, aby łatwo je było dostrzec. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że Bottineau stosował swoją metodę przede wszystkim po to, aby zbijać pieniądze. Robił zakłady z oficerami francuskiego garnizonu o to, kiedy następny statek przybije do brzegu, i w latach 1778 - 1782 prawidłowo przewidział przybycie na Mauritiusa 576 statków, niekiedy na cztery dni przed zawinięciem do portu. Z zachowanych dokumentów wynika, że gubernator wyspy wicehrabia de Souillac oraz kilku wyższych oficerów byli zadowoleni z usług Bottineau. Nazywano go 'latarnikiem - czarownikiem' i darowywano drobne niedociągnięcia w służbie. Prawdopodobnie nigdy się nie dowiemy, czy nauskopia była oszustwem, autentycznym zjawiskiem meteorologicznym podobnym do mirażu, czy też jakąś formą widzenia na odległość. Nawet obecnie, kiedy dysponujemy niezwykle czułymi urządzeniami radarowymi, sztuka ta byłaby bardzo użyteczna z naukowego punktu widzenia, a także przydałaby się w nawigacji. W latach osiemdziesiątych XVIII wieku możliwość wykrywania floty z tak dużej odległości zrewolucjonizowałaby nawigację i gdyby Francuzom udało się posiąść tę sztukę, z pewnością zapanowaliby na morzach i odnieśli zwycięstwo nad Anglikami podczas wojen napoleońskich. Jednak Bottineau nigdy nie udało się przekonać rządu, żeby uznał jego wynalazek, i zmarł w wielkiej nędzy w 1802 roku. Mimo iż dwaj jego uczniowie jeszcze do 1826 roku posługiwali się nauskopią (indyjska gazeta z owego okresu wspomina, że jeden z nich 'został zaproszony do Paryża przez pewien instytut naukowy, ale tam nie potrafił dowieść skuteczności swojej metody i wrócił na wyspę), sztuka ta popadła w zapomnienie w pierwszej połowie XIX wieku, i wiadomo, że nikt nie posługiwał się nią ani przedtem, ani potem. [...]'' - Mike Dash ,,Granice poznania. Poltergeisty, stygmaty, lewitacja, spotkania z UFO: prawda czy mistyfikacja?''