wtorek, 22 września 2015

Zmiejoborstwo cz. 13

Oprócz wojowników i odkrywców, inną nie mniej ważną grupą bohaterów są dawcy nieznanych wcześniej dóbr cywilizacyjnych, bądź uczeni przybliżający prawdę o świecie.




Vyssa był Płanetnikiem żyjącym w erze drugiej na Księżycu. Kosztem wielu lat wytężonej pracy i szyderstw innych Płanetników zbudował pierwszy pojazd latający, podobny do jaja okrytego płaszczem z płomieni. Pojazd taki nazywa się ,,jajem płomienistym'' i do dziś jest używany przez Płanetników. Vyssa dokonawszy wynalazku zabrał w wielką podróż po Ziemi i Zaziemiu ojca Góra, matkę i wielu chętnych, a ogniste duchy latawce nie mogły im nic zrobić. Doczekał się licznych dzieci, a jego odległymi potomkami byli królowie Ixovodrav i Ixlavok. [Jakaś cząstka krwi Vyssy płynęła również w żyłach Pana Twardowskiego – przyp. T.K.].




Rigel jest Enkiem, którego Agej stworzył z głosu boga Niepodzielnego, dawcą i opiekunem dobrej i prawdziwej muzyki. W erze trzeciej zmartwiony tym, że Ziemia jest niema, udał się razem z drużyną złożoną z Płanetników i białego orła Tineza Dwugłowego na wody Zaziemskiego Oceanu, by przynieść Perły Głosu, których pilnował Ognisty Ksykun. Potwór strzegący cudownych pereł został rozszarpany przez Tineza Dwugłowego, a drużyna sprowadziła Perły Głosu na Ziemię, która odtąd nie jest już niema. Niestety Rigel w starciu z Ognistym Ksykunem dosłownie stracił głowę, jednak Agej wskrzesił go i dał mu głowę słowika, którą Enk nosi po dziś dzień. Jego dziełem są wszelakie instrumenty muzyczne, hymny i ballady.
Trzeszcz, zwany też Oczanem, był Zajęczaninem, żyjącym w erze czwartej. Jako pierwszy z rozumnych istot ziemskich zaczął badać ciała niebieskie. Odkrytym przez siebie kurkom (gwiazdom) nadał na cześć Enków imiona Altaira, Betel – Gausse, Arktur, Sirrah i Rigel. Jego żona Trzeszcza nazywana Oczaną, kontynuowała dzieło męża, godząc to z obowiązkami macierzy licznych dzieci i władczyni Zajęczan.





W erze siódmej żył król Lynxów Ostrowidz I. Jako gwiazdoznawca o niezwykle wyostrzonym wzroku, odkrytą przez siebie gwiazdę nazwał Denebem, na cześć białego rysia, syna Boruty i Dziewanny. [W czasach Kosy Oppmana i wcześniejszych, astronomowie i astrolodzy nie dysponowali jeszcze teleskopami – przyp. T. K.].
W erze ósmej, Nyria III, król Neurów widząc Borutę zmagającego się w bezkrwawych zapasach z niedźwiedziami, postanowił urządzić igrzyska – zawody sportowe, chciał bowiem dać swym poddanym jakieś zajęcie, by nie walczyli między sobą. Zawody owe, do końca ery ósmej, odbywały się na wiosnę, na poświęconej Jarowitowi łące, a sygnałem do rozpoczęcia igrzysk był pierwszy wiosenny grzmot, który przecinał płaszczyznę polany i docierał do piekieł wzmacniając łańcuch krępujący smoka Rykara. Król Neurów wprowadził takie konkurencje jak rzut dyskiem i oszczepem, bieg, zapasy, skoki w dal i wzwyż, grę w piłkę przez Greków zwaną ,,sferomachią'', wiosłowanie, wyścigi rydwanów i pływanie. W zapasach zabronione było gryzienie, przybieranie zwierzęcej postaci, oraz wydrapywanie oczu, za to wszystkie inne chwyty były dozwolone. Udział w igrzyskach brali zarówno Neurowie jak i wszystkie inne rasy rozumne, zaś każdy król wilkołaków był sędzią. Nagrodę stanowił wieniec z liści pewnej rośliny.
Nyria IV w stołecznej Białej Wieży założył Uczelnię, czyli Szkołę Szkół. Mieściła się w kilku pałacach zdobionych złotem i drogimi kamieniami, a pobierali w niej nauki jak też i nauczali zarówno Neurowie jak i inne rasy rozumne. W Uczelni zgłębiano teogonię, kosmogonię, ,,enikistykę'', czyli wiedzę o atrybutach i zadaniach poszczególnych Enków, rozdział dobra od zła, naukę o drzewach, trawach, kwiatach i ziołach, o Zaziemiu, o zwierzętach i stworach, liczbach, o budowie i działaniu pojazdów Płanetników, kamieniach, metalach, krajach i ludach. Nie zabrakło też gier i zabaw ruchowych, śpiewu i poezji. Absolwenci Uczelni zbudowali statek latający i wykuli Miecz Samosieczny, zaś im bardziej od czasów Nyri VII królowie Neurów skłaniali się w stronę zła, tym gorliwiej zmuszali uczonych mężów do wynajdywania coraz to straszniejszej broni.





Iwan Kupała był największym wynalazcą ery ósmej. Zbudował statek latający – neuryjski odpowiednik płanetnickiego ,,jaja płomienistego''. Latające okręty Neurów wyglądały jak zbudowane z drewna żaglowce płynące po morzu, lecz unosiły się w przestworzach, a nawet można nimi było dolecieć na Księżyc. Ich wynalazca zrazu wyśmiewany, zyskał sławę i uznanie. Niestety pierwszy latający statek, ukradł ogromny wąż Ogniożer, którego ulubioną strawą były płomienie i poleciał wysoko i wypił Słońce, niczym surowe jajo. Świat ogarnęły wówczas ciemności, lecz na szczęście sam wynalazca, razem z mężną Dziwicą, odnalazł śpiącego węża Ogniożera, którego rozbolał brzuch po wypiciu Słońca. Iwan Kupała rozciął nożem brzuch potwornego gada (który potem Dziwica uleczyła pocałunkiem), a Słońce powróciło na niebo.
Ren Puszczyn, ostatni król Neurów użył statków latających w czasie wojny zaborczej z Płanetnikami, co zakończyło się inwazją olbrzymich, zaziemskich węży na Ziemię. Inwazja ta zakończyła panowanie Neurów.





Aradvi, królowa rusałek z ery dziewiątej wytrwale prowadziła badania nad metalami, eliksirami, kamieniami oraz budową anatomiczną ryb, ptaków i owadów w celu stworzenia pojazdu umożliwiającego podróże w czasie. Przeprowadziła 777 prób, w czasie których nieszczęśliwie zmieniała się w żurawia, dropia, strepteta, kurkę wodną, łyskę i derkacza, by potem znów odzyskać właściwą sobie postać. Ostatnia próba została uwieńczona powodzeniem. Wehikuł czasu – bo tak nazywał się wynalazek królowej Aradvi, nazwany imieniem jej ojca, króla Trojdena i pomalowany na biało, przypominał trochę rybę, a trochę świnię i konika polnego. Królowa po raz pierwszy udała się w odległą przeszłość do ery trzeciej razem z leśnym człowiekiem Muką. Oczom czasokrążców, przez Greków zwanych chrononautami, ukazały się skubiące roślinność, bądź polujące stada najdziwniejszych smoków, wszelkich rozmiarów, kształtów, maści i odcieni. Królowa opisała wszystkie ujrzane zwierzęta i rośliny w ,,Dzienniku podróży w czasie'' , z którego to dzieła korzystał przy pisaniu ,,Animalistyki'' mój przyjaciel, pan Kosa Owinniczew, będący nadwornym przyrodnikiem króla krasnoludków Błystka. Po powrocie do ery dziewiątej, Aradvi zyskała uznanie za swój wynalazek, a niedługo potem udała się na kolejną wyprawę, tym razem w niezwykle daleką przyszłość. Z ekspedycji tej nie powróciła i po dziś dzień nikt nie wie co się z nią stało.
Po zaginięciu Aradvi koronowano na królową, afrykańską rusałkę Afarakę, o skórze tej barwy co u Murzynów. Afaraka wynalazła grę w szachy i osiągnęła w niej prawdziwe mistrzostwo. Ogłosiła, że zostanie żoną tylko tego, kto okaże się lepszym szachistą od niej samej, a to zdawało się niemożliwe. Pokonała i odesłała z kwitkiem już stu zalotników, gdy przybył do niej wodnik Dzik znad Tinerpy. Wygrał z królową w szachy i rozbił jej szachownicę o głowę. Następnie przybrał swą właściwą postać potwora, był bowiem Čortem Zbreźnią Dzikofiejewem, który przybył po królową, aby zabrać ją do smoka Rykara na wieczne męki. Na szczęście w jej obronie stanął czarnoskóry wodnik Meus, pasterz dzikich zwierząt. Zbreźnia Dzikofiejew spalił mu rękę ogniem z dziczego ryja, lecz wobec jego odwagi i pomocy gwardii pani rusałek, musiał wrócić do Čortieńska bez Afaraki. Meus otrzymał w nagrodę srebrną rękę i został królem wodników, mężem królowej Afaraki.





Inna królowa rusałek, Bharatiena z pasją zgłębiała wiedzę animalistyczną. Owocem jej wieloletnich studiów była opasła księga zatytułowana ,,Zwierzęta'', z której również korzystał Kosa Owinniczew.





Püsterich z ery dziesiątej, syn leśnego człowieka Drozda był brzuchatym, lecz bystrym młodzieńcem. Używał herbu Czajnik, a jego zawołanie brzmiało ,,Gwizzzd''! Z rozkazu Jarowita przyniósł dla stworzonych przez niego ze strzałek pioruna, pierwszych ludzi Novalsa i Aivalsy, ogień z Wiecznych Błot Pinos i nauczył ich obchodzić się z tym żywiołem. Ponadto nauczył ludzi w obronie przed wieżtycami smarować przed snem pierś czosnkiem, który wyrósł spod stopy Boruty, podobnie jak cebula.

,,Po osiągnięciu dojrzałości, Teost sprawił, że z nieba spadły ogromne, żelazne kleszcze. Wylądowały miękko na brzegu rzeki nikogo nie krzywdząc.
- To dar Enków! - rzekł Teost i nauczył ludzi przekuwać owe kleszcze na potrzebne narzędzia. W erze dziesiątej nie znano bowiem żelaza, lecz narzędzia i broń robiono z krzemienia, kości lub z czarnego, wulkanicznego szkła, zwanego obsydianem. Więc dziękując mu za dokonany cud, obrał go królem. […] Wynalazł koło, kalendarz, zegar słoneczny, koło garncarskie, oswajał bawoły, antylopy i gazele, oraz konie, wprowadził wiele nowych upraw zbóż i jarzyn, pierwszy podzielił dobę na 24 godziny, tydzień na 7 dni, odnalazł wiele książek z er ósmej i dziewiątej, oraz wymyślił własne pismo. Rozkazał spisywać dzieje. […] Badał lecznicze zioła i je opisywał, posiadał też dużą wiedzę o zwierzynie. […] Teost przywrócił naturalne prawo małżeństwa między jednym mężczyzną i jedną kobietą, trwającego aż do śmierci jednego z małżonków. Potomni wierzyli, że karał cudzołożników śmiercią, a w szczególności kobiety, które miał palić w piecu. W rzeczywistości było to oszczerstwo czarownika Amosowa […]''.

Kunetej mający postać człowieka z głową leśnej kuny, jest synem Boruty i Dziewanny Šumina Mati. W erze jedenastej wynalazł piwo.



,,Kunetej podpadł swemu ojcu Borucie. Leśna Matka wzięła go w obronę, ale karę poniósł. Nie wiadomo co było przyczyną tej draki. Może syn obraził swą siostrę Żwerunę, a może w Rokitnicy miało miejsce jakieś święto (np. początek wiosny, lub lata) i Kunetej bolejąc nad nieobecnością Dzikofiejewa i Kłobucha, krórzy wybrali Rykara, kłócił się o nich z ojcem, aż go obraził. Jakkolwiek by było, Boruta wygnał Kuneteja z lasu, by poszedł między ludzi i pracował. […] Raz przyjmowano go dobrze, a raz źle. Pewnego razu zaszedł tam, gdzie rósł dziki chmiel i legł do snu. Obudziwszy się ujrzał dziwne rośliny z szyszeczkami – co to takiego? 'Te rośliny są dzikie' – pomyślał. Nagle coś wpadło mu do głowy. Nazrywał chmielu i jako pierwszy w dziejach, poddając go rozmaitym zabiegom, uzyskał napój. 'Nazwę go piwo, bo służy do picia' – zdecydował. Napił się po czym z pełnym dzbanem pobiegł do lasu.
- Wybacz, ojcze – mówił do Boruty – abyś się nie gniewał, uwarzyłem pyszny napój z chmielu, który nazwałem piwem.- Nawet bez tego 'piwa' jak ty to mówisz, przebaczyłbym ci – Boruta pogłaskał syna po zwierzęcym łebku i napił się. Zasmakowało mu więc pił, aż opróżnił cały dzban, następny, jeszcze następny... Nos mu poczerwieniał, a on sam legł na podłodze i chrapał, a Kunetej przerażony złapał się za kunią głowę. Powtórzyła się historia z poprzedniej ery z Sinea, w której brał udział król, kucharz i wino ryżowe. Leśna Matka machnęła ręką i przegoniła kaca. Boruta wstał i rzekł:- Nigdy więcej nie skosztuję tego piwska! Idź, wylej je, niech nikt nie pije tych jadów! - nieszczęsny Kunetej wziął piwo i już miał je wylać do opuszczonej borsuczej nory, gdy jakaś myśl zagościła mu w głowie. 'Może ludzie zrobią zeń dobry użytek' – poszedł do najbliższej wioski i zostawił tam cały zapas. 'O, ja głupi – biadolił potem – powinienem był wiedzieć, że skoro piwo tak działa na Enków, to cóż dopiero na ludzi'! - ludzie upijali się nim, uzależniali jak niegdyś Żbiczanie od čorciego ziela, urządzali burdy, bili żony i dzieci. Piwem zaczęto napełniać rogi będące własnością Świętowita (w tym celu używano też miodu) i wróżono z niego''.

Balaj był wraczem, który poświęcił długie lata swego żywota, na zbudowanie mechanicznego serca. Dokonał 777 prób, wśród wielkiego mozołu i wyszydzany przez sąsiadów z rodzinnej Mošavy. Wielokrotnie nachodziło go zniechęcenie, inni wracze wyśmiewali jego plany, a on próbował i próbował. Zasięgał rady u czarownicy Szeptuchy, za jej radą zabił potwora varcolaka, by przetopić jego serce jak złoto, lecz nic z tego nie wyszło, na dnie Morza Joldów zerwał serce z morskiego drzewa, które umarło na lądzie, w leśnej dziupli znalazł serce swej przyszłej żony – rusałki Jai, które musiał oddać... Po poślubieniu Jai, Balaj nie zrezygnował z dalszych prób. W końcu Mokosza przemawiając doń we śnie, naprowadziła go na właściwy trop. Idąc za jej wskazówkami, Balaj umieścił wewnątrz zajęczańskiego mechanizmu zegarowego tajemniczą energię o nazwie Wszystko i Nic, której strzegł potwór, zwany lesiejem. Balaj uśpił lesieja konwalią, po czym zabrał ingrediencję i skonstruował mechaniczne serce. Niestety został okradziony w karczmie, zaś złodziej rzucił Balajowy wynalazek do bajora. Wracz nie zdążył skonstruować następnego, bo umarł, zabierając jego tajemnicę do mogiły.
Synem Balaja był Zbigniew, nazywany w pieśniach Lodowym Znachorem. Otrzymał od Złotej Baby jaskinię pełną leczniczego lodu, który przeganiał każdą chorobę, leczył nawet najcięższe rany, a co więcej miał moc przywracania zmarłych do życia. Mar – Zanna, wściekła, że Lodowy Znachor pozbawia ją łupu, przybyła doń w postaci rannego człowieka i przebiła mu serce swym lodowym ościeniem. Następnie cudowną, lodową jaskinię, znajdującą się w Biesogórach, jednym złym zaklęciem pogrążyła w otchłaniach Ziemi, tak, że daremno trudzą się ci, co jej jeszcze szukają.
Królowa Tatra nie tylko zgłębiała wiedzę o zwierzętach wzorem rusałczych królowych Afaraki i Bharatieny, ale też rozważała zamysł przywrócenia ludziom sztuki kowalskiej (z czego zrezygnowała), jak i ponownego nauczenia ludzi pisma, co się nie udało z powodu potępieńczych swarów uczonych mężów, zaproszonych do realizacji tegoż jakże potrzebnego ludziom zamysłu.





W pierwszych wiekach ery dwunastej, na jednej z południowych ziemic słowiańskich żyła Przemysława Sudička z rządzonego przez sędziów plemienia Sudičów, córka bana Swetozara. Pewnej Nocy Kupały udała się do Puszczy Dziewańskiej i zerwała niebieski kwiat paproci, który zasuszyła i do końca życia nosiła w srebrnej kaptordze. Mocą kwiatu nabyła wielką mądrość i wiedzę, mniejszą jednak niż mądrość i wiedza Ageja i Enków, a także długie życie i bezczasową młodość. Została kapłanką Świętowita, jego prorokinią i nauczycielką mądrości. Znając wszystkie dziedziny wiedzy, dzieliła się nią pisząc liczne uczone księgi, z których do naszych czasów zachowała się jedynie ,,Księga świata'', pierwsza słowiańska encyklopedia. Przyjaciółką Przemysławy była narecznicka królewna Mesetnica Gwoździkówna, która jej pierwszej zwierzyła się ze swej miłości do Żmija Ognistego Wilka.

Wielu uczonych mężów żyje za czasów króla Błystka, wspomnę jednak tylko o jednym z nich, którego mam szczęście znać osobiście. Mowa tu o panu Kosie Owinniczewie, krasnoludku z ludu owinników, zwanych też gumiennikami. Choć urodził się kaleką, swą ciężką i wytrwałą pracą zgłębił setki i tysiące tajemnic zwierząt, roślin i minerałów, oraz poświęcił im uczone księgi, takie jak monumentalna ,,Animalistyka'' licząca 19 tomów. Król Błystek polubił go nie za pochlebstwa i podarki, jak wielu innych władców, lecz za jego mądrość i sumienną pracę, w związku z czym, sam chciwy wiedzy, uczynił go swym nadwornym przyrodnikiem. Przykład Owinniczewa pokazuje, że wielkość nie zależy od urodzenia.  CDN

Zmiejoborstwo cz. 12

Bohaterowie przemierzają dzikie lądy i morza przeżywając na nich mnóstwo niezwykłych przygód. Niektórzy z nich zdając, mam nadzieję – wierne – relacje ze swych podróży, pomagają uczonym mężom powiększyć nasz zasób wiedzy o świecie i jego dziwach. Tacy bohaterowie – podróżnicy, kupcy i pielgrzymi, noszą chwalebny tytuł odkrywców.





Długouchy z ery czwartej był Zajęczaninem, czyli człowiekiem o głowie zająca, potrafiącym przybierać postać zająca. W młodości odbył podróż dookoła świata z zaprzyjaźnionymi marabutem, psem i satyrem. Później osiadł w jednym miejscu, wśród innych Zajęczan, by strzec ich i rozsądzać ich spory, jako ich ,,ojciec''. Zajęczanie bowiem nie nazywali swych władców królami i królowymi, lecz ojcami i matkami.
Żyjący w I wieku ery VII Cietrzew z Boru był Lynxem, niezwykle ciekawym świata i w przeciwieństwie do swych pobratymców odbywającym dalekie podróże. Za pomocą ,,jaja płomienistego'' – machiny latającej podarowanej przez Płanetnika, wielokrotnie odwiedzał Księżyc, aż raz wzbiwszy się w pychę, poleciał swym ognistym pojazdem aż na Słońce, by rozmawiać jak równy z równym ze Swarogiem i Swarożycem. Oczywiście nie przeżył tego, bo spalił go żar bijący od Słońca, jeszcze nim do niego doleciał.





Afaraka z ery dziewiątej była ciemnoskórą królową rusałek, pochodzącą z Afryki. Lubiła podróże i ciekawa świata, przed swą koronacją badała Morze Suche, tak gorące, że została z niego sama sól, Górę Magnetyczną i Wyspy Bergamuty.
W erze dziesiątej, w Bharacji narodził się wielki wojownik i obieżyświat Ruman Daku.



,,Był wysoki, jasnowłosy i niezwykle silny, tak że potrafił bawoła arni zatrzymać w biegu, wyrwać dąb, czy przerzucić rydwan nad dachem dworca. W szesnastej wiośnie życia zdobył po uwolnieniu grodu Madary od bazyliszka. Wędrował po Bharacji, wyspie Seylan, Sinea, górach Imalain, gdzie odbył lot na Garudzie, był w Afryce, którą całą opłynął na korabiu zdobytym na piratach – Kynokefalach, wreszcie przemierzał drogi i bezdroża Międzyraju, wysp Cypr i Dilmun. […] Ukoronowaniem jego życia było założenie królestwa nad rzeką Nilus. Pod jego to panowaniem przyszedł na świat wielki Teost, którego narodziny uznano za początek jedenastego eonu''.

Teost nie przemierzał osobiście dalekich ziem i mórz, mimo to jednak, przysłużył się znacznie wiedzy o nich.

,, […] wysyłał ekspedycje w odległe strony świata; nad Kongo, Visanę, Gangos, by można było rysować dokładne mapy. Jego żeglarze zbadali Ultima Thule, Bergamuty, Górę Magnetyczną, Morze Suche, a nawet byli na Najdalszym Zachodnim Końcu Świata – w Sonor''.

Po powrocie Teosta między Enków, jego uczeń Jurek pożeglował aż do Sonoru, gdzie miejscowa królowa Umina z radością przyjęła Zakon Cara – Słońce.
Merkuriusz, syn Romana z Livikstadt należał do krwawej i plugawej sekty czczącej Čorta Farela i dobrowolnie służył pod rozkazami Kościeja, mimo to wszedł między odkrywców. Z rozkazu Kościeja wypłynął nocą z portu Kadiz w Altamirze szlakiem żeglarza Leffe z Nürtu, odkrywcy ziemi zwanej Vinland. Merkuriusz dopłynął do Sonoru, na którego tronie zasiadał król Piasa II. Sługa Kościeja przywiózł swemu panu kryształową czaszkę o wielkiej mocy magicznej, z którą król Altamiry, a później całego Zachodu nigdy się nie rozstawał. Jednak samego Merkuriusza spotkało wtrącenie do lochu, gdzie na chwałę przeklętego Farela zabił się czternastoma sztyletami.
Tytuł największego podróżnika jedenastego eonu należy się Lechowi III Peregrynatorowi; królowi Aplanu. Już po śmierci Kościeja, Rutysław, nowy król Orlandu, wysłał za Roxyzor, do tajemniczej Krainy Białych Pól kolonistów, którzy wybudowali osadę o nazwie Oska Navłaya. Niestety jeden z nich, niejaki Ucław, skuszony chciwością, zabił tygrysa, by mieć jego skórę, a wtedy tygrysy dokonały wróżdy na Orach, doszczętnie niszcząc ich osadę. Ucław przeżył i powrócił do Orlandu, a jego opowieść napełniła serce króla Rutysława lękiem przed najazdem państwa Tygrys na całą Europę. Zwołał więc w Velehradzie nad brzegiem Jeziora Rusałek posiedzenie Rady Królów Europy, by radzić jak bronić się przed nową wojną. W radzie wziął udział król Lech III, który wylosował udział w wyprawie dyplomatycznej aż do Bharacji przed oblicze tygrysiego króla Bengalii, w celu zapobieżenia najazdowi Azji na Europę. Razem z królem Aplanu wyruszył Ox, Kellu Simi – Abö i królewicz Ruty, syn Rutysława. O wszystkich ich przygodach w Azji, zakończonych zapewnieniem pokoju ze strony Bengalii i w Afryce, można by pisać opasłe księgi. Wędrowcy w Orlandzie spotkali olbrzymiego dusiołka, który wydusił im konie i Śniezynkę – dziewczynę ulepioną ze śniegu. W Białopolsce – tygrysy Igaja – namiestnika i przewodnika Uzę, bogatego chłopa Mikułę częstującego ich przepysznym piwem, niedźwiedzia Michała, chęchołaje, Amura – podobnego do olbrzymiej, czarnej traszki władcę rzeki Amur, samotną staruszkę, którą opiekował się jenot, cara – wodnika Ayałakaya – władcę jeziora Nordlin, jego żonę – Panią Krowiarkę, ich stale zmieniające postać córki Szyłkę i Nerkę, oraz lisołaki. W Sinea ich drogi zetknęły się z waleczną rusałką Rutą i jej wiernym, wodnym niedźwiedziem Arvotem Baldasem, baranem o niebieskim runie i tylko jednym rogu, który był rozjemcą i bódł winnych powstania każdego sporu. W owej krainie Lech III wspiął się na Trójdzielną Morwę, aby jej owoce, za pośrednictwem Enka – nietoperza Sirraha dostarczyć Tatrze i dzieciom z jej łona, oraz z pomocą skrzydlatej syreny z rodu Jen – ti walczył z olbrzymimi nietoperzami – potworami, zwanymi Hsigo. W Ibetain zabił pustoszącego ową górzystą krainę żelaznego słonia, tak jak później poił swój miecz krwią wielkich nietoperzy orang – bati z Bharacji, porywających szponami ludzi i zwierzęta w góry, czy słonia – mięsożercę z Wieżowych Bagien w Tassilii, w którego zabiciu pomógł mu jytnas Mngvi. W Imalainie drużyna Lecha III powiększyła się o nowego członka – panterę śnieżną Yrbos, która była kobietą zaklętą w zwierzę za pewną straszną zbrodnię. W Bharacji wędrowcy spotkali Tygrysa Uszatka, króla Bengalę, tygrysią królową Anej Arztein, która w ludzkiej postaci nosiła imię Mira Ceti, geparda Akkona Jubastina, egzotycznych gości króla tygrysów z ziem od Tassilii po Wielowyspie, Ucława i namiestnika Białopolski – tygrysa Igaja, którzy pozabijali się nawzajem, a nawet jytnas - królową Bharatienę, króla Gangosa, ich synów i córki. Na wyspie Seylan szalony król Lanka strzelił z łuku do Lecha III i trafił go w głowę, ale nie zabił, za to kamienny grot utkwił w czaszce i dopiero pocałunek Tatry usunął władcy krzemień z głowy. Na Sokotrze, Lech III pozwolił się uwieść potwornym, zielonym wężom o odwłokach skorpionów i odnóżach chwytnych modliszki, które przybrały postać pięknych niewiast i omal nie pożarły króla Aplanu, gdyby nie książę Ruty i zaprzyjaźnione Kynokefale z Andamanów. W czasie sztormu drużyna walczyła na pełnym morzu z wężem morskim, chcącym zatopić korab, którym płynęła, zaś w Tassilii Lech III i inni wędrowcy napotkali się na ptaka Roka z wyspy Malgalesio, małpy morskie, Murzynów, czui – mfisi i mngvę – dzikie koty obłaskawione przez Rutę, mówiącą małpkę muhalu, pokrytego brązowym futrem chłopca Tanganika z rasy Agogve, podobnego do niedźwiedzia czarnego potwora chimiseta, który omal nie zabił króla i cudownego, białego Żar – Ptaka, który ocalił mu życie. Za sprawą owego Żar – Ptaka, czyli Feniksa, drużyna Lecha III spotkała się w mieście Teostovie z drużyną Tatry i jej dzieci. Wielkiej radości i wdzięczności nie było końca, zaś po powrocie do stołecznego Nistu, Lech III już nigdy nie opuszczał swego królestwa.
Żadna królowa ery jedenastej nie podróżowała tyle co Tatra. Owa Montanka przeżyła mnóstwo przygód w Aplanie, Burus, na Bliskim Zachodzie, w Teutmanii, Presnaulandzie, Apapie, Międzyraju, Kolchidzie, Puanie, a nawet w kopalni gwiezdników, na Księżycu, czy w afrykańskiej Tassilii.

,,Król [Ixovodrav] rozkazał, aby oprócz niego i innych uwolnionych [przez Tatrę z kopalni] Płanetników, zabrano też pozostałych uciekinierów. Oto pięcioletnia tułaczka Tatry dobiegła końca. Tak myślano. Na Księżycu było bezpiecznie.
- Chciałbym w tym miejscu – zabrał głos królewicz Ixlavok – wyrazić głęboką wdzięczność tej, która ocaliła mojego ojca i kilku jego poddanych – mówił stojąc. Eichen lyva Tatra ezen Toreń1! - rozległy się oklaski, a następca tronu, podszedł do Tatry i ucałował jej dłoń niebieskimi wargami, po czym ukląkł i patrzył jak ojciec nakłada jej kolię ze srebra i platyny, a głowę koronuje wieńcem z błękitnych płomyków.- Chciałabym tylko wrócić do domu i ostrzec Lecha III przed planowanym najazdem – odpowiedziała rumieniąc się. Znaleziony przez nią [w kopalni gwiezdników] ząb Rykara został wmurowany w ścianę chramu Srebronia. Tatra i Ruta otrzymały apartamenty w pałacu króla, podobnie jak towarzyszące im zwierzęta, natomiast pozostałym wyzwoleńcom królewicz postawił domy w najlepszej dzielnicy miasta stołecznego Kinperokabadu. Księżycowi znachorzy i wracze usunęli z ciał numery wypalone niegdyś przez Uszaka węglem. Król ofiarował niewiastom własne 'jaja płomieniste' wraz z pilotami i traktował je jak córki. Jednak Tatrę niepokoił los środkowej Europy.
- Zanim wyruszyłam do Kościeja – mówiła Ixovodravowi – przyleciał do Torenia król Opplan, któremu raczyłeś dać schronienie. Chciałabym go spotkać i poznać kolejne zadanie, które mi wyznaczy. […]- Wiem, że chcesz nas opuścić – po chwili milczenia powiedział władca. - Zasmucasz mnie tym – dodał, ale Tatra wiedziała, że musi ocalić resztę Europy przed Kościejem. Ixlavok, ty i Ruta, jesteście mi jednakowo drodzy, ale zapewne Agej też chciałby cię widzieć przy kontynuowaniu misji […]''.



Król Ixovodrav naprawdę kochał Tatrę, toteż nie chciał jej więzić. Dziewczyna z Montanii spotkała się nad brzegiem mlecznego morza z królem Opplanem, a ten polecił jej udać się do Aplanu, by ostrzec jego syna, Lecha III przed najazdem Kościeja. Tatra pożegnała króla Ixovodrava, jego syna Ixlavoka, Rutę i Arvota Baldasa, razem z białym wilkiem Ovovem Tęczookinsonem wsiadła do ,,jaja płomienistego'' i na zawsze opuściła Księżyc.
Król Margus był jednym z nielicznych bohaterów, którzy za życia odwiedzili Nawię. Za radą Mokoszy udał się tam razem z banami Makarką i Waligórą, aby odnaleźć Samowilskie Ziele potrzebne do odczarowania żupana Iwicy zamienionego w wąpierza. Margus zostawił królestwa Valkanicy i Puany pod opieką swej żony, królowej Dekli, po czym wyruszył na północ, aż do północnych ziem Aplanu, obmywanych przez Morze Joldów. Idąc za radą Mokoszy, zamierzał bowiem dostać się do Nawi Jasnej przez Dębowe Wrota w pniu potężnego dębu Rombota rosnącego w Aplanie. Mimo sypanych do oczu przez leśne Čorty, opiłków piekielnego żelaza i zwodniczych zagadek starca Mikołaja – króla zaborowych, bohaterowie przeszli przez Dębowe Wrota na Rusalny Ostrów w Nawi Jasnej, gdzie zerwali cudowną roślinę stworzoną z ciała Wiły Samowiły, po czym powrócili do Valkanicy. Żupan Iwica Sprawicki został odczarowany po wypiciu naparu z Samowilskiego Ziela, podanego z krwią kozy, inaczej bowiem jako wąpierz nie chciałby go wypić.
W erze dwunastej żył Mato, król Krobacji. On również zasłynął swą wyprawą do Nawi. Odbył ją na korabiu ,,Albireo'', by zabić czerwonego smoka Czerwia (mogącego przybierać też postać olbrzymiego, czerwonego wija), który podgryzał korzenie Wielkiego Dębu, grożąc tym samym zniszczeniem świata. W wyprawie tej wzięli udział herosi: chłop Plonek mogący zamieniać się w koguta, Żmij Ognisty Wilk, biorący udział w misji z rozkazu księcia Gwoździka, będącego wasalem Maty, Bent, oraz Andaj, syn kowala Kalewala. Do drużyny króla Krobacji przyłączyła się ponadto Wiła Lutica, oraz Enkowie: Meness, zwany Manulisem – brat Dziwicy, zionący ogniem kowal Podaga, a także patronujący zgodzie Ligicz i Derfint. Korab otrzymał wsparcie od okrętowego ducha Klabaternika – syna Juraty dowodzącego kapitanami, oraz urodziwej Glady uciszającej burze. Na wyspie Melicie, Mato i jego drużyna spotkali białego, zionącego ogniem kota Fitka, który w erze jedenastej przyjaźnił się z samym Teostem i zabrali go na pokład ,,Albireo''. W Libii bohaterowie zostali ugoszczeni przez Minotaura, cara Kudrewana, władającego ludem Hathorów. Byli to ludzie o krowich rogach i ogonach, władni zamieniać się w krowy. Na południowych krańcach carstwa Kudrewana, Mato obłaskawił Sadra, zionącego ogniem słonia. Razem z nim zwyciężył hordę gorgońców – istot podobnych do gorgon, ale płci męskiej. Mato doprowadził również do pojednania Sadra ze starym wrogiem – trójrogim nosorożcem Trzyrożcem. Oba zwierzęta dołączyły do drużyny króla Krobacji, która dotarła w okolice Wielkiego Dębu. Czerw został zabity, a korzenie kosmicznego drzewa – uleczone. Mato powrócił do Krobacji i zdążył w samą porę z odsieczą przeciw Wołrowowi, królowi plemienia Hlumiaków. W czasie nieobecności Maty, jego królestwem zarządzała jego żona, królowa Albirea, niewiasta o wężowych nogach z rzeki Tinerpy.
Żmij Ognisty Wilk w służbie króla Gwoździka, odbył tyle podróży i przeżył tyle niezwykłych przygód, że opisaniu ich wszystkich trzeba by poświęcić osobną książkę. Gdy bohater poskromił wielkiego Szarego Smoka, ów zabrał go na swym grzbiecie wysoko i daleko, poza okrąg Ziemi, aż usłyszał pieszczące ucho pieśni gwiazd i planet, zwane ,,musica mundana''. Żmij Ognisty Wilk wraz z giermkiem Tórzem na grzbiecie Szarego Smoka leciał obok gwiazdy Trupiej Głowy, zwanej też Gwiazdą Piekieł, w której wnętrzu lęgły się Čorty i potwory. Na gwieździe błądzącej Dziewie mistrz i jego uczeń bronili boginek – urokliwych nimf zaziemskich przed najazdem gorgon z Trupiej Głowy, potem zaś Szary Smok wylądował na swej rodzimej gwieździe, a była to gwiazda pełna smoków. Żmij Ognisty Wilk i Tórz poznali panią owej planety – Enkę Vodę, piękniejszą od najpiękniejszych ziemskich niewiast, która mieszkała na dnie morza. To właśnie mocą jej łona, Agej stworzył ową smoczą gwiazdę, z której pochodził Szary Smok pokonany przez słowiańskiego witezia. Żmij Ognisty Wilk wraz z Tórzem wzięli udział w turnieju wydanym na cześć Vody – w jego trakcie przyszły król Sogdiany pokazał swą nadludzką siłę zatrzymując w biegu smoka o trzech rogach. Tórz oddał pokłon Vodzie, ta zaś wysławiając Korę Pokrowę – macierz Teosta, przesłała dary dla króla Gwoździka – niebieskie róże, balsam, wory pereł, oraz list do swej umiłowanej siostry Mokoszy. W końcu Szary Smok zabrał obu wojowników z powrotem na Ziemię. W swoich wyprawach Żmij Ognisty Wilk był w tak dalekich krainach jak: Pirena, gdzie pomógł baskijskiej królowej Mari w walce ze smokami i Tartalami, Sołówki, gdzie spotkał olbrzyma Wesa, Atlantyda i Golkonda, gdzie zabił potwory Hajcyna i Kukuł – chana, Ynańsk nad jeziorem Ynańska Lykanus, gdzie zdobył dla króla Gwoździka wykute przez Lynxów srebrne krzesło, Huristan – ziemia hurys, kraina Sumerów, gdzie zabił potwornego orła Anzu, przez Słowian zwanego Piłą – pticą, tajemne miasto Niekrasov nad rzeką Ufarat, Daristan nad rzeką Darią, Hyrkania – ziemia Wilkogłowców, gdzie poskromił Sinego Byka, Bharacja, gdzie zabił węża Kaliję, przez Słowian zwanego Zmiejem – obrzynem i zniósł wiele dzikich obyczajów, Imalain, gdzie wszedł na szczyt Góry Aredvijskiej – najwyższej góry świata, Cipangu, gdzie zabił olbrzymiego kraba polującego na ludzi, dolina rzeki Emby – miejsce jego rozprawy z rozbójnikami Bradiagą i Triszką, zasypany za grzechy ziemią gród Czud, gdzie szukał skarbów i walczył z ludożerczym żmijem Meteorem, Dzikie Pola, gdzie pomagał atamanowi Wasiutce bronić Słowian przed Różaną Ordą, Ziemia Ulro przez filozofów zwana Biegunem Północnym i podmorski zamek Ursa Maior, gdzie heros przybył po rogi srogiego Čorta, Purtka Białego. Jakby tego było mało, Żmij Ognisty Wilk podróżował nie tylko w przestrzeni, ale i czasie. Dzieciństwo spędził w Puszczy Dziewańskiej, wychowując się wśród dzikich zwierząt i takich istot jak Centaury czy krasnoludki. W czasie wizyty w puszczy księżniczki Maik, córy Mokoszy, należącej do orszaku Wiosny, chłopiec odnalazł w mateczniku prastarą, kamienną bibliotekę, a gdy do niej wszedł, ujrzał najróżniejsze wizje, a jedną z nich była tocząca się dysputa greckich mędrców z dalekiej przyszłości. Żmij Ognisty Wilk służąc królowi Gwoździkowi często korzystał z owego tajemnego przejścia między eonami. Podróżując w czasie przybył do Sinea z V wieku ery XI i bronił owej krainy przed potopem, a ponadto pokonał rozbójników Yanga Wielkookiego i Liu Barbarzyńcę, którzy w zamian za darowanie życia mieli pomagać w pracach przeciwdziałających powodzi. Obaj rozbójnicy zostali zabici przez szukającą pomsty wojowniczkę Radkę z Oylandu, która po zabiciu ich, musiała pracować za nich obu. W przyszłości Żmij Ognisty Wilk w pewnym królestwie nad rzeką Nilus zabił olbrzymiego krokodyla Szes – Szes, przez Słowian zwanego Vodną Jeszczericą, bronił cara Salomona Mądrego przed chcącą go poślubić i unieszczęśliwić wiedźmą Betsabą o psich nogach, wziął udział w greckich igrzyskach tylko dla Greków w nagrodę za zabicie hydry z Venteopolis, razem z żeglarzem imieniem Hanno opłynął Afrykę, bronił Persów przed najazdem Greków i Macedończyków, bronił carstwa zwanego Bizancjum przed Derbalem; królem Trako – Bolgarii i czcicielem boga Baala, bronił państwa Romanów przed mającym w armii słonie, białym carem z Afryki, walczył na arenie cyrku, niczym za króla Latavca, brał udział w wielkim powstaniu niewolników, razem ze słowiańskim witeziem Grzymałą odpierał atak cara Romanów na Viermę – Vidnobonę, walczył z Hunami pod stanicą króla Madunów, bronił słowiańskiego ludu Gebalimów z Rozdrogi przed księciem Hangrynem i jego potworami, oraz wielokrotnie pomagał Słowianom w walkach z Romanami i Germanami. O owych przygodach wiemy z raportu, który czarnoksiężnik Kuźma złożył królowi Gwoździkowi. Częste korzystanie z tego przejścia między eonami miało też złe strony. Otóż z ery ósmej, eonu wilkołaków, przybyli do ery dwunastej źli królowie Neurów, Jiwón i Stary Frëc, którzy poczęli siać spustoszenie, aż w nagłym przypływie mocy, zabił ich Tórz i zburzył czarodziejską bibliotekę. Wówczas to król Gwoździk, widząc męstwo Żmija Ognistego Wilka, wyzbył się wrogości względem niego i dał mu za żonę swą córkę Mesetnicę.
Biorący udział w wyprawie króla Maty do Afryki, syn kowala Kalewala, Andaj z ludu Bałtów, również miał odbyć podróż w czasie. Jak mówią pieśni udał się w przyszłość i razem z kupcem Wyszakiem z grodu Szczecina (obecnie: Sedinum) opłynął Afrykę. Jedną z jego przygód był pobyt w podmorskim Domu Syren, gdzie przyjął gościnę u królowej tych urokliwych morskich dziewic o rybich ogonach. Po powrocie do ery dwunastej poślubił wojowniczkę Ornę, córkę kniazia Livika, ona zaś urodziła mu syna Wszesława i córkę Nastavissę.




Manaman Mc Lear był Celtem z wyspy Man. W dzieciństwie Manaman ku zmartwieniu rodziców nic nie chciał robić, jeno całymi dniami grzebał w popiele. Pewnego razu wysłany do miasteczka, by sprzedać owoce pracy rodziców, ujrzał na rynku prześliczną niewiastę śpiewającą piękną pieśń o dalekich krainach. Była nią sama Wiosna, zaś jej śpiew rozbudził w sercu Manamana marzenia o podróżach. Za zgodą matki i ojca wsiadł razem z Rodzenicą na grzbiet uwolnionego przez nią od kary za połknięcie korabi wieloryba Jaskoniusza i popłynął na Najdalszy Zachód. Towarzyszyło im jedenastu Morganów – morskich ludzi z Północnego Morza. Manaman wystąpił jako rozjemca w grożącym krwawą waśnią sporze Morganów z Fomorami – morskimi ludźmi o byczej głowie i tylko jednej nodze (o stopie normalnych rozmiarów). Ponadto pokonując strach, ulżył cierpieniom morskiego smoka; olbrzymiego krokodyla z grzebieniem traszki i płetwami foki, żyjącego w wodach opływających Irlandię, wyciągając morgański miecz z jego ogona. Jaskoniusz minął linię Ultima Thule i Góry Magnetycznej, po czym dopłynął do podbitej przez Atlantydę wyspy Hy Brasil, na której Manaman rozmawiał ze swym zmarłym dziadkiem. Hy Brasil jest bowiem wyspą umarłych. Po jej opuszczeniu podróżnicy dotarli do również zajętej przez Atlantydę wyspy, zwanej Avalonem. Na wyspie tej Manaman zabił czerwonego smoka Vavera i uwolnił ze szklanej wieży królewnę Biały Ślad, którą uwięził ojciec, zły król Atlantydy, Ardanazy II. Była tak piękna, że gdzie stanęła, tam wyrastały białe koniczynki. Manaman zabrał Biały Ślad na swą rodzinną wyspę. Tymczasem król Ardanazy II pragnąc odnaleźć zagubioną w potopie kryształową czaszkę Kościeja, najechał zachodnie rubieże Europy od Ultima Thule po Galię, w tym również wyspę Man. Manaman stanął do walki przeciw najezdnikom, a król Atlantydy szalejąc z żądzy posiadania magicznego przedmiotu odprawił straszliwy rytuał przyzywający złego ducha zaklętego w kryształowej czaszce, a ów słysząc zew, porzucił dotychczasowego pana czaszki – myśliwego Kudelinasa z ludu Bałtów i wrzucając artefakt w Morze Srebrne, kierował nim ku władcy Atlantów. Gdy zły król odnalazł upragnioną czaszkę, ta wyślizgnęła mu się z rąk i wpadła w czeluść pieca do palenia ludzi, a opętany nią władca skoczył w ślad za klejnotem i spłonął wraz z nim. Manama jako mąż córki nie mającego synów króla Atlantydy, został przez Atlantów wybrany na jego następcę. Nowy król zwrócił wolność ujarzmionym przez Ardanazego II ludom, co wielu Atlantów miało mu za złe, jednak kochano go za jego łagodność, sprawiedliwość, odwagę, mądrość i skromność. Jako władca Atlantydy, Manamam I przewodził wielkiej ekspedycji badawczej, w czasie której odkrył szereg wysp na południe od swej nowej ojczyzny, takich jak Parias – wyspa Lotofagów, Wyspa Papug, afrykański Przylądek Nie, Terra Florida, gdzie spotkał nagrodzoną za swe poświęcenie dla ratowania obcych ludzi płynących korabiem wieczną młodością królową Florę, Quira – wyspa pełna skarbów, na której król ubił z łuku Złotego Potwora o Srebrnych Skrzydłach, a jeden z pasażerów – sierota Subides został zamieniony w Biesę – olbrzymią skolopendrę (odzyskał ludzką postać spijając krew ściekającą z dębu, na którym zginął Teost), wynurzająca się co roku z głębin Wyspa Zgromadzeń, na której król Manaman w podzięce za obronę królowej Flory przed potworem – ludożercą Kalibanem został ogłoszony cesarzem Wysp Króla Manamana, wyspa Kiboli, na której założył stolicę nowej prowincji, a wreszcie wyspa Anian. W końcu ekspedycja dotarła do celu jakim był tajemniczy ląd Terra Australis Incognita, skąd pochodził prześladujący Tatrę morski potwór Mirungow. Odkrywców czekało rozczarowanie – myśleli, że dopłyną do ziemi żyznej, o łagodnym klimacie i pełną wszelkich bogactw, a znaleźli jeno lodowe pustkowie. W Terra Australis Incognita młody Subides pożegnał króla Manamana i po kryształowych schodach wszedł do nieba. Król Atlantydy wzbogacony o nowe ziemie i przygody, powrócił do swej stolicy. Kończąc naszą opowieść o nim, wypada wspomnieć, że Celtowie czczą Manamana Mc Leara jako boga morza.  CDN


1 Niech żyje Tatra z Torenia!

Zmiejoborstwo cz. 11






,,Aby mieć piękną śmierć, trzeba mieć piękne życie'' – mawiają mędrcy. Mało, który bohater umarł w łożu. Przeciwnie; niezwykłe były nie tylko narodziny i życie herosów, ale także ich śmierć.
Gerlach żył w erze szóstej i dowodził powstaniem niewolnych Lynxów przeciw Latavcowi – królowi Żbiczan. Zginął w górach dziś nazywanych Montanią, razem z pięcioma towarzyszami broni, osaczony podczas śnieżycy przez ażdachy. Lynxowie oddali życie sprzedając je niezmiernie drogo. Sam Gerlach został pod postacią rysia przerąbany szablą na dwie połowy. Zwłoki wodza powstańców i jego druhów, ażdachy posiekały na tysiące kawałeczków, które rozrzuciły po górach, aby grób bohatera nie dawał nadziei jego przyszłym naśladowcom. Po upadku królestwa Żbiczan, Lynxowie imieniem Gerlacha nazwali górę, u stóp której zginął.
Uralisław, pierwszy król Lynxów żył na przełomie er szóstej i siódmej. Po śmierci pokutował za zbrodnie godne orskich rezunów, które jego wojownicy popełnili na bezbronnych Żbiczanach w czasie wojny z ich niegodziwym królem Latavcem. O północy, w siole stołecznym Ynańsku, Lynxowie widywali zjawę swego króla zamkniętą w drewnianym bębnie i całymi wiekami wypompowującą przelaną krew starców, cządów i samek.
Wodnik German z ery dziewiątej był junakiem, który został królem. Jako następca królowej Afaraki, co przeniósł stolicę z afrykańskiej Nandii do Jeziora Niedźwiedzi, bronił swych poddanych przed strzygami i smokami. Razem ze swym bratem Teutonem, zabił wielogłowego smoka z wyspy Rany. Pojął za żonę i uczynił królową rusałkę Alemanię, więzioną w jaskini przez owego smoka, zwanego też Hydrą, a jako łup wziął strzeżone przez potwora kosztowności. Niestety zdobyty skarb zatruł chciwością serce i rozum króla Germana, który stał się przeklętym tyranem, łupiącym z kosztowności wszystkie rasy toropieckie, oraz mordercą własnej żony. Niezadowolenie przeciw szalonemu Geromanowi rosło, aż wybuchło powstanie, na czele którego stanął urodziwy wodnik Trojan – herszt słynnej z krwiożerczości bandy ,,Vodni''. Trojan zdobył zamek króla Germana, odrywając go od liczenia złotych monet, po czym pochwycił tyrana i własnoręcznie cisnął go do jeziora roztopionego złota. Rozbójnik już cieszył się, że zasiądzie na tronie zabitego króla, lecz jego okrutny czyn został ukarany, bo oto piękny wodnik stał się podobnym do siwobrodego starca potworem o oślich uszach i skrzydłach z wosku. Prowadził odtąd nocy tryb życia i umiał zamieniać się w ćmę. Utracił urodę, jednak jego serce zmieniło się – napełniała je mądrość, litość i pragnienie pokuty. Nieszczęsny król Trojan świadczył dobro innym stworzeniom przez długie eony, aż na początku obecnego umarł i zakończył pokutę, gdy dziewczyna imieniem Trojana pokochała go na przekór jego brzydocie.
Teost Car – Słońce, żyjący w I wieku ery XI był wcielonym Swarogiem, prawdziwym Enkiem i prawdziwym człowiekiem, którego krew miała obmyć świat. Został zabity z rozkazu czarnoksiężnika Czerwonego Wiaczesława Amosowa, który zapowiedział podczas koronacji Lochy na królową Čortów, że jeśli dostanie wyszukane skarby, uśmierci Teosta, władcę błogosławionego królestwa nad rzeką Nilus.

,, […] Amosow rzucił czary na carstwo wcielonego Swaroga. Słońce się zaćmiło, a łono Ziemi zadrżało; wody Nilusa i Morza Rajskiego obróciły się w krew; gęsto biły pioruny, wiał lodowaty wicher, z nieba spadały gwiazdy i grad przemieszany z krwią. Ludzi i zwierzęta ogarnęła trwoga, najdzielniejsi chowali się w chałupach i drżeli jak owcze ogonki. W owym to czasie, Wilkogłowiec Niegodzijasz za kaszankę sprzedał Teosta jego bezlitosnym wrogom, a ci zgotowali mu męki. Jeszcze przed zgonem Dadźboga w ludzkie ciało obleczonego, Wilkogłowiec pożałował zdrady i lamentował żałośnie pod drzewem grabu, a to okazało się prastarym potworem Grabiukiem i pożarło Niegodzijasza. Teost został pojmany w gaju, gdzie zanosił modły do Ageja; w świętym gaju z dębem, głazem i stawem. […] drżał, a ciężar czekającej go kaźni przygniatał władcę do ziemi. Ciekły zeń strugi potu, a przed oczyma wraz z krwawymi płatami przesuwały się korowody sług Rykara z wyszczerzonymi zębami gotującymi w kotłach, piekących na wielkich rusztach, wbijających na pale, obdzierających ze skóry, krzyżujących, szatkujących ręce i nogi licznych stworzeń. Widział nagie i obdarte ze skóry niewiasty karmiące piersiami psy, ropuchy, szczury i żmije, mężów wplecionych w struny monstrualnych instrumentów, wreszcie płonące jezioro wódki pełne pijaków. Starucha cała oblepiona skwierczącą smołą, biegła po gaju wrzeszcząc wniebogłosy, a Čorty goniły ją i dźgały widłami. Teost przygnieciony ciężarem świata, prosił Ageja by nie musiał zasiadać na tronie Okrwawionego Drzewa […] Słyszał muzykę niby ryk lwa i chichot hieny, wokół niego kłębiły się Čorty; wysuwały z paszczy żądła i kłuły nimi ciało tego, co je ongiś wyrzucał. 'Zawróć! To szaleństwo! Szkoda, aby twa krew została wylana na darmo'! - szeptało, mówiło i krzyczało tysiąc tysięcy głosów. Jakaś postać niewieścia podobna do hurysy, trącała go w twarz stopą i mówiła: 'Patrz co straciłeś'!, lecz zaraz zniknęła w oparach cuchnącego dymu. Wierny uczeń Cara Słońce, Jurek […] spał, bo żałość położyła pieczęci na jego powieki. Usiłował go obudzić zaprzyjaźniony nietoperz; jedne źródła podają, że zwał się Latopyrz, a inne, że Mysko. […]. Tymczasem do gaju weszli knajacy Amosowa, uzbrojeni po zęby, a był z nimi sam wiedźmiarz. Ojciec Czarnego Ładysława, […] wskazał Teosta prętem leszczynowym, a jego słudzy opadli Dażboga wcielonego niczym wilki baranka. Gdy zanosił błagania do Ageja, sprośne Osmętnice całowały go w usta i zakładały na jego szyję wielkiego węża Cmuka, który swym żądłem wypijał radość, spokój i nadzieję z serca, lecz dawca pisma i Zakonu rozerwał jego sploty. Teraz cuchnący wódką żołdacy przewrócili go na ziemię i kapali, obdzierali z szat, wyrywali włosy... Skrępowali go łańcuchem i pognali w kierunku śmietniska, a zza pleców Amosowa jarzyły się żółte oczy Niegodzijasza […]. Nietoperz Mysko krążył nad swym przyjacielem. Z piskiem rzucił się na jednego ze zbójców imieniem Mouko i zębami poranił mu twarz […]. Teost spojrzał na krwawiącą twarz Mouki i strużki krwi przestały ciec, co zresztą nie przeszkodziło owemu Mouce bić później Cara Słońce po twarzy okutą w żelazo rękawicą. Nagiego dawcę żelaza i małżeńskiego zakonu, słudzy Amosowa ciągnęli za związane łańcuchami ręce i nogi po kamieniach i wystających korzeniach, pluli nań i lżyli go, a w oddali szły Kora, pies Agip, kot Fitek i jego uczennica Kwietna. […] Kiedy knajacy [,...] ciągnęli nagiego wysłannika Ageja po ostrych kamieniach i cierniach, by przelać jego krew za grodem, z ciernistych zarośli wyskoczyło coś czarnego niby pantera i coś białego. Ciszę rozdarło ujadanie i miauczenie. To pies Agip o sześciu łapach, szczerząc długie na kilka cali kły i buchając z kufy płomieniami niczym smok, rzucił się w obronie swego pana. W stronę draba […], który ciągnął na łańcuchu wcielonego Swaroga, skoczył biały kot Fitek. […] zionął ogniem tak jak Agip, z którym zawsze żył w zgodzie. Amosow dał znak, by stanąć. Laską wykonaną z pewnego drzewa rosnącego w Bharacji, sprawił, że wierny i dzielny kot poszybował wiele mil aż na Wyspę Słoni, Melitę […]. Opryszkowie […] zlękli się sześcionogiego psa […], lecz szybko wyjęli szable z ości wielkich ryb z buruskich jezior i otoczywszy Agipa, zasiekli go. W tej samej chwili potwór Grabiuk pałaszował ciało Niegodzijasza z Gyrkhanii... Amosow wstał z tronu z ludzkich czaszek i zbliżył się do bezlistnego dębu Karako, w którego koronie po trzech godzinach skonał Teost. Podniósł rękę i ciało spadło z drzewa. Czerwony Wiaczesław uciął krótkim mieczem głowę Cara Słońce, po czym razem ze swymi knajakami, powrócił do smoka Rykara, by odebrać nagrodę […]. Nigdzie nie było najmniejszej gałązki, by uczynić zadość ówczesnemu zwyczajowi i spalić ciało w ogniu - symbolu Ageja. Kwietna przyniosła w znalezionym w ruinach garnku wody z rzeki, która przestała już być krwią i wspólnie z Korą i Jurkiem obmyła ciało Teosta, a następnie z czcią przysypali je piaskiem i popiołem, opłakując największego z władców, który służył.
Tymczasem Amosow dostał od Rykara i Lochy złoty gród, złoty korab i siedemset niewiast o oczach z drogich kamieni i zębach z pereł, a wszystko to mieściło się na Księżycu. Czarnoksiężnik wszedł przez złotą bramę i usiadł na złotym tronie. Nagle w jego nozdrza uderzył silny zapach siarki.
- Ratunku! - wrzasnął, gdy wszystkie skarby zapaliły się. Rykar i Locha oszukali Amosowa. Spalił się na sypki popiół, który wiatr rozwiał, a dusza cierpi męki w Nawi Čortów […]''.




Tak oto, tego strasznego dnia, Śmierć zwarła się z Życiem, a jej potęga została złamana przez zwycięskiego choć zabitego Teosta – Króla Żywych. Wskrzeszony Car – Słońce zabrał swą macierz, Słonecznicę Korę na Wielki Dąb rydwanem ciągniętym przez złote żar – ptaki, wcześniej jednak ukazał się swym przyjaciołom i członkom drużyny; Kwietnej, Petrysławowi i Jurkowi. Triumf Teosta był największym triumfem w całym naszym Świecie Podsłonecznym i Podksiężycowym, a sława temu, który go odbył.
Tatra, królowa Aplanu i Montanii z III wieku ery XI, pragnąc ulżyć cierpieniom niewolników, poniosła śmierć z ręki rodów Starodworskich i Dębaków, wzbogaconym na obrzydliwym handlu nimi.

,,Jak umarła Tatra? […] 'Pałą w łeb, pałą w łeb, tak w naszym zawodzie zarabia się na chleb' – tak powiedzieli sobie łowcy niewolników. - Królowa jest naszym wrogiem, bo bije nas po kieszeni. Musi umrzeć'. Jak uradzono, tak zrobiono. Na dworze pojawił się zdrajca, który dolał władczyni możliwie najcięższą truciznę do zupy [bowiem przed laty, nurkując w jeziorze Synar zgubiła dany przez Mokoszę cudowny liść neutralizujący wszystkie trucizny – przyp. T. K.]. Gdy ponosiła łyżkę do ust, nagle -
- Co ci, matko? - zapytał Burus, a wszyscy byli zaniepokojeni.- Pociemniało mi w oczach i nie nie widzę – rzekła Tatra – ale to przejdzie. Minął dzień, a staruszka nie odzyskała wzroku. Tak samo było jutro i pojutrze. Wszyscy w pałacu, Niście i całym Aplanie dziwili się jak można stracić wzrok po zupie. 'To pewnikiem była trucizna' – brzmiała tajemnica poliszynela. Cały kraj martwił się o swą królową i do Nistu przybywały tłumy, zwłaszcza z Montanii. Prym wiedli tu w szczególności mieszkańcy Torenia. Jednak jej życie nieubłaganie gasło. Po tygodniu zmarła […] w Niście, otoczona mężem i dziećmi. Umierała cicho, pogodnie, z uśmiechem, choć jak wszyscy bała się śmierci, mimo że tyle razy otarła się o jej lodowy oścień.'Odchodzisz w płomieńco Perzona Foyakista wyobraża...'- rodzina wraz z dworem śpiewała prastarą pieśń pogrzebową, wzorowaną na tej lynxyjskiej, aż serce kochanej osoby przestało bić. Ustało. Pościel i szaty zmarłej były mokre od łez stojących nad nią. Dzień potem odbył się pogrzeb. Szły tłumy, zwłaszcza Montańczyków, obecni byli nawet królowie innych plemion. […] Lech III dał głos jednemu z synów; Przeroślowi – Żyrwakowi, a ten rozrzewnił się i rzekł:- Urodziła nas wśród dzikich zwierząt w wielkich bólach. Karmiła swym mlekiem, pieściła, przewijała nasze brudne pieluchy. Uczyła nas wszystkiego, pokazywała prawdę Wielkiego Ageja, ojca i świat, była dzielna gdy ojca zabrakło i trzeba go było szukać. A my nie zawsze byliśmy jej posłuszni; biliśmy się między sobą, kłóciliśmy się, byliśmy krnąbrni. Gdy Locha pod postacią Ruty utopiła mnie, macierz tonęła w bólu. Niech Agej i Mokosza wybaczą jej błędy i zaniedbania. Gloriya alden sie1! - wykrzyknął wielkim głosem.- Gloriya alden sie! - powtórzył jak echo tłum.Następnie Lech III przy pomocy dwóch synów ułożył zmarłą żonę i matkę na stosie pogrzebowym. Na życzenie Tatry nie było ofiar z ludzi, ani ze zwierząt, za to ogłoszono powszechną amnestię, a przepyszne stypy zjadano na ulicach Velehradu, Śnieżelicy, Torenia, Scareyova, Crinixu, Grodu Korabia. Dzieciom rozdawano miód, winogrona i orzechy. […] Za to pod wieczór ciało i kości królowej pochłonęły płomienie. Było już ciemno, a pogrzeb trwał. Tłum wolnych, bo wyzwolonych ludzi (w większości byłych jeńców wojennych i ofiar chąsiebników) pracowicie sypał wielki kurhan. Był to tak zwany Kopiec Tatry usytuowany w Niście i obsadzony białym i czerwonym kwieciem. Niestety potop, bez woli i wiedzy Juraty zniszczył kurhan. Po jego zakończeniu Słowianie otoczyli czcią pewien kobiecy szkielet, rzekomo należący do królowej. Pochowali go w odbudowanym Toreniu''.

Po śmierci Tatra została uwielbiona jako jytnas, zaś Agej koronował ją jako królową gór i rzek. Nie zamieszkała ani na Wielkim Dębie jak Enkowie, ani w Nawi Jasnej wzorem innych jytnas, jeno za swą siedzibę obrała jaskinię u stóp wielkiej góry Gerlach w Montanii, gdzie ongiś znalazła schronienie jej umiłowana siostra Kaztia. Od tego czasu, święta góra Gerlach stała się najważniejszym po Toreniu miejscem oddawania czci królowej Tatrze.
Lech III, którego Tatra nauczyła współczuć niedoli niewolników, również został zamordowany przez rody łowców i handlarzy ludźmi i innymi istotami rozumnymi.

,,Po śmierci żony Lech III nie poddał się rozpaczy. Przeciwnie. Dzięki niej stał się lepszym człowiekiem i władcą. Jego celem stało się odnalezienie i ukaranie sprawców jej śmierci (mimo, że Tatra im wybaczyła, uważał, że porządek musi być). Osobiście wypytywał świadków, błąkał się po kraju, aż łowcy niewolników i do niego się dobrali. Gdy wieczorem udał się do pasieki na modlitwę pod figurą, uczuł to co niegdyś Gotard Urmeier w Burus. Gwiazdy i Księżyc jakby uciekły jeszcze bardziej w górę, a drzewa stały się jeszcze wyższe. Król zrozumiał, że wpadł do dołu i złamał obie nogi. Nad nim stali jacyś ludzie z łopatami i śmiali się. […] Lech III zadarł głowę i usłyszał obelżywą rymowankę, a na siwe włosy spadała ziemia.'Wyrodek niewaleczny,Niewieściuch opiły,Żony swej sługa prawie,Plugawiec i zgniły'. Po pół godzinie dół został zasypany. Lech III i Tatra przenieśli się do Nawi […]''.

Zakopany żywcem król Aplanu został jytnas, a jego włości to rzeka Lech i przylegające do niej Lechowe Pole, gdzie dziś żyje plemię Bawarów. Modły doń zanoszą uchodźcy, kupcy odkrywcy i wodzowie.
Margus, król Valkanicy i Puany pędził żywot godny rycerza i śmierć rycerską znalazł. Jestem przekonany, że w sędziwym wieku jak każdy człowiek, ginąc podczas polowania, albo w bitwie o Wyspy Hadriana na Morzu Rajskim w starciu z flotą Lissandra – króla Apapu.

,,Jednak ludowi poeci nie chcieli się pogodzić z tym, by tak dobry władca i witeź okryty tyloma wielkimi czynami, miał umrzeć jak inni ludzie. Powstały pieśni, w których zmęczony życiem Margus, razem z banami Makarką i Waligórą, słysząc głos złotego rogu Jarowita – Peruna, opuścił gród stołeczny i ułożył się w niedostępnej, górskiej jaskini i zapadł w sen czarodziejski. Pieśniarze prawili, że gdy Valkanica i Puana znów znajdą się w niebezpieczeństwie, trzech bohaterów obudzi się ze snu kamiennego i porwie za oręż, by bronić ziemi, nazwanej na cześć wodnika Bałkana Łobasty''.

Dobrynia z Dzikich Pól poległ na wyprawie przeciw wężowi Gorynyczowi, na której czele stanął, by oswobodzić umiłowaną przez siebie królewnę Zabawę Putiatiszną. Zabił go zdrajca Żmej Tugarin, syn Gorynycza, brat Wołoszyna, smok przybierający ludzką postać.

,, [Żmej Tugarin] przybrał smoczą postać i zwalił Dobrynię z grzbietu Burhaszki. Mąż i smok kotłowali się na trawie, ogier Tugarina zamienił się w dużego, zielonego węża, który połknął konia, zanim rusałka Milda przebiła go oszczepem. Gdy nadjechali Belsk i Kallap, Żmej Tugarin miał przetrącony kark, zaś Dobrynia przegryzione gardło. Ludzie jeszcze raz pokonali straszydła, a poległemu Dobryni wyprawiono wspaniały pogrzeb. Już jutro, dzielna Milda weźmie jego czarodziejską szpicrutę, by zabijać Gorynycza nad Roxyzorem''.

Bracia Belsk i Kallap z Aplanu wzięli udział w wyprawie Dobryni, odpowiadając na wezwanie Mokoszy.

,,Wieczorem wszyscy usiedli przy ogniskach. [Towarzyszący junakom, udający sprzymierzeńca] Smok Puczajka usilnie prosił Belska i Kallapa, by razem z nim oddalili się od obozujących, bo chciał powierzyć im jakąś tajemnicę. Bracia posłuchali i odeszli od obozu, choć Kallap podejrzewał coś niedobrego. Nagle Puczajka złapał szponiastymi łapami głowy obu mężów i nim zdążyli wezwać pomocy Mokoszy, plunął na nich ogniem. Trzymał ich za głowy, aż płomienie ich zwęgliły. Następnie wielce zadowolony, wzbił się w niebo, by powiadomić Gorynycza o swym czynie, lecz padł martwy. Milda zastrzeliła go z łuku […]. - ze wschodu dobiegł smoczy ryk, zwalający śniegi ze szczytów Alpenlandu i Księżyc zasłonił ognisty obłok. Ofiara Belska i Kallapa zamieniła ciało Gorynycza w wielki łańcuch góski nazywany Pasmem Gorynycza […]''.

Tak oto straszna, lecz dobrowolna śmierć obu młodzieńców miała sens, bo dzięki niej Zły został ponownie spętany i przebywa w pętach po dziś dzień.
Dzieje Jovana i Dilvicy to najpiękniejsza historia miłosna ery dwunastej, opiewająca wierność, odwagę i wytrwałość dwojga kochanków – człowieka i driady, oraz ich niezwykłe, bohaterskie przygody.

,,Dilwica jako leśna rusałka miała przed sobą dziewięćset lat życia, lecz jej mąż był tylko człowiekiem. Chcąc przedłużyć jego życie, wlała mu do kubka kilka kropel swej niebieskiej krwi. Niestety Jovan zginął w boju, rozsieczony szablami przez ażdachy. Mokosza zlitowała się nad bólem Dilwicy i wyprosiła jej, by mogła żywa wsiąść do łodzi Sowicy wiozącej Jovana do Jasnej Nawi […]''.

W pieśni Aojda Arapina, Dilwica, aby być zawsze z Jovanem, zrezygnowała ze swej rusałczej długowieczności. Oboje umarli młodo, we śnie, a ich jasne i czyste dusze szły trzymając się za ręce po złotych schodach, ku wiecznemu życiu pełnemu szczęścia i miłości.
Wes był olbrzymem władającym archipelagiem, któremu Ilja Muromiec nadał nazwę Sołówki. Spotkał go Żmij Ognisty Wilk, przez króla Gwoździka wysłany po kurę znoszącą złote jaja. Olbrzym zrazu niechętny przybyszom, walczył z witeziem, lecz obaj zapaśnicy nie mogąc się nawzajem pokonać, zaprzyjaźnili się. Wes w chwili spotkanie ze Żmijem Ognistym Wilkiem był już niezwykle stary i znużony życiem. Pożegnawszy się ze słowiańskim bohaterem, ułożył się do ogromnej trumny, a ta zamknęła się i nawet najsilniejszy z siłaczy po dziś dzień nie umie jej otworzyć czy rozbić. Potomkami ostatniego władcy Sołówek jest plemię zwane Wesią (Wesami), żyjące gdzieś we wschodniej Anto – Sklawinii.
Żmij Ognisty Wilk skończywszy służbę u króla Gwoździka i poślubiwszy jego córkę Mesetnicę, zebrał drużynę i wyruszył do Azji, gdzie za ścianą z płomieni założył królestwo Sogdiany. Poległ w bitwie pod Storkovem, broniąc swych poddanych przed najazdem Minotaurów z Sindu. Przed śmiercią ubił pokrytego nożami jak kocami potwora Knifkę i wielu innych wrogów. Dusza pełnego odwagi króla uleciała pod postacią białego orła i spoczęła na piersiach Mokoszy. Bitwa została wygrana przez syna Żmija Ognistego Wilka, królewicza Wrzosa, który swemu ojcu usypał wysoki kurhan. Na kurhanie tym wyrósł dąb, nazywany Żmijowym Dębem, a jego kora i żołędzie dodawały męstwa i leczyły różne choroby.
Światogor, car olbrzymów, który przeżył długie eony w łonie Wilgotnej Ziemi, umarł w erze dwunastej.

,,Ilja i Alosza odprowadzili go do Świętych Wzgórz, jednak przed swoim domem, wielkolud padł na ziemię i wyzionął ducha''.

Niektórzy bohaterowie nie tylko wielokrotnie ocierali się o śmierć, ale i samą Mar – Zannę zwyciężali i mocno poniewierali.

,, [W erze jedenastej, Barannus] Syn bana Branibora nauczył się nawet widzieć niewidzialnych Enków i dostrzegać ich prawdziwą postać pod powłoką przybranych. Gdy razem z pozostałymi [studiującymi magię na zamku Ossoria] siedział w ogrodzie i wielbił Oma, ryś Pędzelec trącił go pyskiem w bok, radząc by otworzył oczy. Barannus dostrzegł pełzającą pod płotem żmiję, a swą czarnoksięską mocą, rozpoznał w niej Mar – Zannę […], za pomocą lodowego ościenia zadającą śmierć wszystkim śmiertelnym stworzeniom. Żmija syczała cichutko, a Barannus rozpoznał w jej syku słowa: 'Na Ciechomysła, Ratomira i Milenę Akalię padł cień skrzydeł białego motyla. Dziecięce serduszka przebił oścień zimny, z niegodziwości wykuty, powiędli i pomarli. Ich brat – Barannus Braniborović ku męce zmierza, Mąk – piekielny kat, już sposobi dlań narzędzia tortur. Ssss... Barannus nie zostanie królem; za pięć dni pozwę go na sąd Welesa'. Gdy inni medytowali, Barannus zlany zimnym potem, zakradł się ku żmii i wypowiedział zaklęcie 'Arbuda – Raurava' chroniące przed jadem węży, po czym mocno złapał żmiję Mar – Zannę za gardło i począł dusić.- Nie duśśś mnie... - syczała łzawo żmija.- Puszczę cię wstrętna gadzino, dopiero wówczas jak przedłużysz mi życie, a jak nie, to cię posiekami i rozdepczę.- O czym mówicie, panoczku? - udała zdziwienie Mar – Zanna, a Barannus ściskając ją za ogon, począł wywijać gadem i tłuc jego głową o twarde sztachety płotu. Śmierć jęczała z bólu wniebogłosy, aż w końcu zapytała się:- Jak długo cheszli żyć? - Barnnus się namyślił chwilę i odparł:- Wystarczy mi dziewięćdziesiąt siedem lat życia.- Tyle będziesz żył. Przysięgam ci. Słowo Enki. A teraz dobry człowieku, puść mnie, bo już mnie gnaty rozbolały! - Barannus zaśmiał się niedobrym śmiechem i puścił Mar – Zannę – Śmierć, a ta zamieniła się w białego motyla i odleciała szybko jak myśl. Tak oto Barannus przedłużył sobie życie. Nie zdołałby tego dokonać, gdyby nie było to zapisane w woli Ageja''.

Z kolei w erze dwunastej, Wyrwijedlica syn Godzamby zbił Mar – Zannę maczugą w głowę, po czym wsadził do wora i wrzucił do rzeki. Mar – Zanna uwolniła się oczywiście z worka – inaczej bylibyśmy nieśmiertelni.   CDN



1 Chwała jej!

Zmiejoborstwo cz. 10

Od wieków aż do naszych dni, w różnych zakątkach świata żyją plemiona niewiast pięknych i walecznych, niezwykle groźnych w boju, dla których mężowie są jeśli nie zwierzętami, to niewolnikami. Oto ich przegląd.




,,W Aplanie nad środkowym biegiem Visany leżały osady wojowniczych Kolic, których królowa Maza I złożyła hołd królowi Nissusowi''.

Kolice były nieustraszone, piękne i niemal wiecznie młode niczym rusałki, bądź boginki, oraz silniejsze i bardziej wytrzymałe od niejednego rycerza. Samymi oszczepami powalały tury i żubry, straszny był los mężów co stawali przeciwko nim w boju. Choć wyglądały niewinnie, potrafiły jednym uderzeniem pięści rozłupać głowę w szłomie (hełmie), albo rozerwać kolczugę. Swą nazwę Kolice otrzymały od kolenia, czyli kłucia, bo ich ulubioną broń stanowiły długie włócznie. Aż dwanaście ich królowych nosiło imię Maza, stąd stołeczny gród owych wojowniczek, a później całą ich krainę nazwano Mazowem. Płaciły dań królom Aplanu i wspomagały w toczonych wojnach, nigdy nie zdradzając swych suzerenów. Hufiec Kolic towarzyszył królowej Tatrze w wyprawie na Burus przeciw królowi wąpierzy Naraicarotowi I. W V wieku ery jedenastej, plemię to po zdobyciu i spaleniu Mazowa zostało częściowo wymordowane, a częściowo rozpędzone na cztery wiatry przez króla Aplanu Ćwieczka III. Ostatnia królowa Kolic, Virszka VI zginęła w boju, przebijając się mieczem, by nie wpaść w ręce wroga i zdrajcy, lecz król Ćwieczek i tak zbezcześcił jej zwłoki , najpierw swabziąc się z nimi, a potem siekając je na kawałki. Nie jestem pewien, ale chyba nawet Kościej nie uczynił nic takiego.



,, […] lasy Valkanicy od końca ery dziesiątej zamieszkiwało plemię Łowczyń (Lovice); walecznych krasawic […]. Łowczynie, których królowa, a zarazem najwyższa kapłanka, zawsze nazywała się Jelona, stroniły od innych plemion pochodzących od Novalsa i Aivalsy, od dziwów, Čartów, satyrów, Centaurów, a nawet od leśnych ludzi – potomków żmija Rucława i rusałki Ayisaki. Budowały swe szałasy ze skór i gałęzi w najbardziej niedostępnych zakątkach puszczy. Żyły z polowań, łowienia ryb, oraz zbieractwa, podbnie jak leśni ludzie i Naradowie o szpetnych twarzach. Ubierały się w skóry i malowały farbami czerwoną i czarną, nosiły ozdoby z kości i muszli. Z Enków najwięcej poważały Borutę i Dziewannę Šumina Mati oraz Dziwicę. W czasie wielkich świąt, takich jak Stado pokrywające się z Nocą Kupały, Łowczynie o włosach niczym pkieł, opuszczały swe leśne sioła – mateczniki i spotykały się z mężczyznami z innych plemion, żmijami i wodnikami, by płodzić dzieci. Niczym Amazonki z obecnej ery wychowywały tylko dziewczynki, chłopców zaś oddawały mężczyznom. Na łowach używały zatrutych strzał, włóczni i dmuchawek. Ludzie z wsi i grodów mało, lub zgoła nic nie wiedzieli o 'dzikich kobietach z puszczy', a nawet nie garnęli się, by je bliżej poznać''.

Kiedy królowa Łowczyń z Puszczy Dęblińskiej, Jelona VII, nosząca strój ze skóry wielkiego węża trusia i złote kolczyki, odmówiła oddania pokłonu potwornemu Lewce, synowi Boruty, który stał się Čortem, tak jak Kłobuch i Zbreźnia Dzikofiejew, ów kipiąc z wściekłości, nasłał na dzielne plemię Łowczyń, okrutnych poszukiwaczy złota, na których czele stał awanturnik Mazepa z Orlandu. Tenże sam Mazepa ukarał niegdyś niewierną żonę rozrywając jej twarz ostrogami. Jednak królowa Jelona VII odmawiająca pokłonu Čortom, postąpiła właściwie, a Agej, bez którego pozwolenia nic się nie dzieje i który zawsze wynagradza sprawiedliwych, zesłał pełnemu męstwa ludowi Łowczyń pomoc. Otóż król Valkanicy Miłosz III, pomny na starodawne przymierze między jego przodkiem Bogdanem II Aresem, a królową Jeloną II wysłał na odsiecz leśnym wojowniczkom swego syna, królewicza Nonadeja oraz witezia Relia Kriliaticę, bohatera licznych walk z Kościejem. Łowczynie i Hajducy Valkanicy wspólnymi siłami odnieśli zwycięstwo nad poszukiwaczami złota, gotowymi dla cennego kruszcu puścić z dymem całą puszczę. W V wieku ery XI król Valkanicy Delon II Dragumirović złamał obietnice Bogdana II Aresa i począł napadać na Łowczynie, aby je gwałcić, bądź sprzedawać w niewolę. One same zaś stały się okrutne i poczęły mordować zabłąkane w lesie dzieci i starców, upatrując w nich szpiegów, aż wszystkie razem z królową Jeloną XXX zginęły w potopie.
Asasynki, zwane też Paniami Czarnymi żyły w erze jedenastej w azjatyckim kraju Sind nad rzeką Induinus, leżącym na zachód od Bharacji.



,,Ich stolicą był jaśniejący od złota i marmuru gród El – Daraban, inne miasta to Sindź – Asaraka, Vidyń, Virda, Kurdż – Asar – Abardarok, Zard – Myn – orovot (Gród Minotaura) i parę innych. Podobnie jak zwane przez Słowian 'Polanicami' Amazonki z obecnej ery, Asasynki przewyższały pięknością inne niewiasty i nigdy jej nie traciły. Czarnookie i smukłe jak gazele, o skórze nieco śniadej, miały długie włosy – czarne jak pkieł i miękkie jak kitajka, proste, bądź lekko kręcone. Nosiły suknie z czarnego jedwabiu, bądź aksamitu, liczne ozdoby ze złota, srebra, pereł, kamieni, a nawet bursztynu sprowadzanego znad Morza Joldów. Niekiedy zakładały czarne welony na włosy, złote sandały, delikatne pantofelki w barwie otchłani Čortieńska, lub szarawary jak w Międzyraju. Niczym rusałcze królowe Nastazja i Walaszka chętnie nosiły kły i pazury zabitych potworów. Wedle obyczaju międzyrajskiego zdobiły dłonie i stopy henną. Nie znały pisma, mówiły odmianą języka nowoludzkiego, rozpowszechnionego w erze jedenastej. W przeciwieństwie do Amazonek żyły krótko – umierały około trzydziestego roku życia. Jakżeby inaczej, skoro przed każdą bitwą truły się narkotykiem o nazwie Słodkie Ziele, wierząc, że doda im to siły i męstwa! Asasynki potrafiły dusić wilki i odgryzać głowy ogromnym pytonom. Znakomicie biegały i pływały, strzelały z łuku i jeździły konno. Potrafiły walczyć każdym rodzajem broni – mieczem, międzyrajską szablą, palicą z Orlandu i Valkanicy, łukiem, toporem, młotem, buławą, kiścieniem, rohatyną, włócznią, sztyletem, trójzębem... W swoim wojsku posiadały konnicę i rydwany słonie i nosorożce – dar od króla z Mohendżo Daro, galery pływające po Oceanie Wyrajskim, wielbłądy, a królowe i księżne używały do ciągnięcia rydwanów smoków, gryfów, jednorożców, a nawet hipogryfów. Prowadziły wojny z olbrzymami, Nagami, Al – Baktar – plemieniem ludzi o głowach dwugarbnych wielbłądów, Kynokefalami, Wilkogłowcami […], Miękkonogami, Kozłouchami, lecz ich najstraszniejszymi wrogami były Minotaury, które czciły smoka Rykara i zamieszkiwały Sind już od ery czwartej. Zabitym wrogom Asasynki wyrywały serce lub wątrobę, aby pożreć je na surowo i kąpały się w ich krwi, by zawsze młodo wyglądać. Gród stołeczny El – Daraban był ośrodkiem kultu Dziwicy, czczonej pod imieniem El – Diss […]. Asasynki otaczały czcią również panią lasów Dziewannę Šumina Mati (Ar – Dira), na rzeźbach z marmuru i kości słoniowej, oraz na freskach przedstawianą jak jedzie na białej łani o porożu obwieszonym klejnotami (w rzeczywistości wierzchowcem Leśnej Matki był jednorożec). Mokoszę, litościwą panią ziemi, deszczu, roślin, macierzyństwa i miłości nazywały imionami: Aradvi Sura Aredvi Anahita i przedstawiały w płaszczu z bobrzyc. Juratę nazywały Sura Mari. Z Enków męskich czciły Chwar – chana (Swaroga), Talaruja (Swarożyca) i Myn – orovot – każdraga (Pogromcę Minotaurów), od którym to imieniem wyznawały Borutę. W ich panteonie znalazło się miejsce nawet dla Hara – Afini, czyli złej Matki Żmyi, zwanej w Orlandzie Garafeną […]. Asasynki często zwały ją po prostu Żmiją. W pewnym chramie w grodzie Virika istniał fresk, na którym Dziwica El – Diss zabijała Żmiję z łuku. Pierwsi ludzie z krwi Novalsa i Aivalsy pojawili się w Sindzie w erze dziesiątej. Był to ród Par – Ušana poszukujący nowych ziem. Minotaury, poddani króla Buhaj – beja, od dziewiątej ery rozsmakowani w krwi i ciałach leśnych ludzi z krwi żmija i rusałki, poczęły zabijać i zjadać przyszłych założycieli Bharacji, a ci bronili się. Po zabiciu w bitwie Buhaj – beja, ludzie prowadzeni przez starego Par – Ušana założyli na polu bitwy gród Mohendżo Daro co znaczyło: 'Miejsce Poległych'.
Asasynki przybyły do Sindu pod koniec ery dziesiątej, opuszczając międzyrajskie kraiki Kabulistan i Zabulistan, skąd wyparł je najazd Al – Baktar. Wówczas to […] na tronie z kości w Labiryncie (Labris) – stolicy sindyjskich Minotaurów zasiadał Tharan – chan. Zginął przebity palicą pierwszej królowej Asasynek, która odrzuciła jego zaloty. Minotaury nadały jej przydomek 'Asasina' (al – Hasasina) oznaczający 'Zabójczynię' (podobnie pierwsza Amazonka nosiła imię Amazina). Panująca w czasach Teosta, królowa Talaana była córką Usini – par – Aran, córy Nissan – biliny, córy Ahursag Agraspazy Wielkiej, zrodzonej z Ałgaj – ar – Diry, córki Hurem Vajasity, której matką była Al – Dara Tarani, córka Aldii, córy Gurszaga z Zabulu. Zgubny zwyczaj żucia przed bitwą Słodkiego Ziela wprowadziła królowa Algaj – ar – Dira, a pomysł podsunęło jej Licho przebywające pod postacią uczonego zielarza z Bharacji, Lykša […]. Ostatnią władczynią tych walecznych krasawic w czerni była Mudar Malani […] żyjąca w przepychu i rozpuście, dobrowolnie kalająca się nasieniem Centaurów, Minotaurów, wielkich węży i krokodyli. Kres jej królestwu położył kończący erę jedenastą potop zesłany przez Juratę.
Królowe ubierały się i czesały tak jak ich poddane – oznaka władzy mógł być złoty diadem zdobiony liściem, wieniec z białych lilii, bądź białych róż, posoch zwieńczony owocem granatu z jakiegoś drogocennego kamienia, wreszcie mający chronić w boju amulet z wyobrażeniem Mar – Zanny (Marzavy) i nawijskich lelków Vira i Visy, które z rozkazu Welesa zabrały Kwietną na Wyspy Błogosławione. Każda królowa używała innego godła. - zawsze srebrnego na polu czarnym; jego częściami składowymi były też złota korona, czarny zawój – labry i dwa złote gryfy – trzymacze. Siedziba władczyń w El – Daraban to ogromny pałac z marmuru, pełen fontann, złotych ozdób i naczyń, kryształów, kobierców z międzyrajskich krain , gdzie żyły peri i złote ptaki simurgi, mieczy i szabli ze stali z grodu Tamaa, zwierzyńców, stadnin, ogrodów i międzyrajskich łaźni. Asasynki nie używały krzeseł – siedziały na dywanach. Królowej przysługiwał złoty tron, a jako podnóżka używała czaszki króla Minotaurów Tharan – chana ubitego przez Asasinę. […] Mężowie byli niewolnikami niewiast, wolność mogli uzyskać jeno ratując wojowniczce życie w bitwie. To oni budowali miasta; wznosili domy, pałace, łaźnie, chramy i posągi, uprawiali pola, wytwarzali broń i odzież.... Ich niewolę zapoczątkowała królowa Semena al – Malani, córa Talaany; wcześniej mężowie nie mogli zasiadać do stołu razem z niewiastami. Asasynka […] mogła wyjść za mąż jedynie po zabiciu pierwszego wroga. Powiadano, że poczynały pijąc wodę ze źródła Ar – Kaltaj, jedząc owoce granatu ze stoków góry Ar – Sada, bądź wypowiadając pewne zaklęcie, ale to nie prawda. Nazwa 'Sind' przetrwała upadek królestwa Asasynek. W opowieściach o królu Sogdiany, Żmiju Ognistym Wilku […] jest mowa o odpieraniu ataku Minotaurów z owej krainy o prastarej nazwie''

- pisałem o nich w swoim latopisie. W I wieku ery XI królowa Talaana wraz z dworem przybyła nad rzekę Nilus, by prosić Teosta Cara Słońce o uwolnienie siebie i swojego ludu od zgubnego nałogu trucia się Słodkim Zielem. Teost spełnił prośbę Asasynek, a kroplą swej krwi zamienionej w ogromny rubin, odkupił wszystkich niewolników królowej, by dać im wolność. Wśród nich był Niegodzijasz – syn króla Wilkogłowców, który uczyniony uczniem cara Teosta, wydał go czarnoksiężnikowi Amosowowi na męki za kaszankę.





Pozostałe plemiona nadobnych wojowniczek pojawiły się w obecnej erze dwunastej. Junaczki żyją w puszczańskich ostępach ziem byłej Valkanicy. Plemię to mówi językiem słowiańskim i na ogół stroni od innych ludzi. Niewiasty te zakładają małe osady, złożone z szałasów, ziemianek i drewnianych chat w matecznikach, bądź nad leśnymi strumieniami i jeziorami. Ich królowe mieszkają w chatach z drewna. Junaczki są smukłe i wysokie, mają jasną cerę, długie, złote włosy, miękkie i puszyste jak futerko Kołowierszy, oraz oczy podobne do szafirów. Noszą długie, białe suknie, oraz dużo ozdób ze złota, srebra, pereł, bursztynu, drogick kamieni, oraz zębów, kłów i pazurów ubitych na wojnie lub łowach dzikich zwierząt, bądź potworów. Z całego ich wizerunku tchnie piękno i dostojeństwo, dziewiczy wdzięk, niewieścia siła i delikatność, oraz pełna słodyczy niewinność. Junaczki są jednak znacznie silniejsze, szybsze, wytrzymalsze i przebieglejsze od najlepszych wojów – mężczyzn. Potrafią ubić dzika, tura czy żubra jedną strzałą, pływają jak rusałki, albo panny wodne, a w delikatnych z pozoru, prawie dziecięcych dłoniach kruszą kamienie i łamią żelazo, a niejednego zakutego w zbroję wojownika zabiły w walce na pięści. Utrzymują się z polowań, łowienia ryb, oraz zbieractwa. Z mężami łączą się w czas święta Stada, pokrywającego się z Nocą Kupały. Wychowują same dziewczynki, chłopców oddają mężom. Pierwszą królową Junaczek była Juna z Šumin, obecnie na ich czele stoi dziesięć królowych zarządzających poszczególnymi szczepami: Malena, Milena, Snežana, Milovana, Svižyca, Svinka, Diva, Delfyne, Ribava i Vislava.




Biesiekierzyce, przez Germanów z Dalekiej Północy zwane Berserkiniami, żyją w Sklawinii, gdzieś między Odirną a Visaną. Używają mowy słowiańskiej, a ich grodem stołecznym jest Biesiekierz, po urvesku zwany Bersekrgard. Niewiasty z tego plemienia są niezwykle piękne, silne i odważne, ich długie włosy mogą mieć różne odcienie, lecz najcześciej widuje się Biesiekierzyce rude bądź brunetki. Z upodobaniem zakładają skóry upolowanych przez siebie dzikich zwierząt – wilków, rysiów, niedźwiedzi, żbików, rosomaków, dzików, turów i żubrów. W skórach tych drzemie wielka moc magiczna – germańscy wojownicy z Bractwa Berserków i słowiańskie Bieskierzyce nosząc je, przejmują siłę, odwagę i dzikość zwierząt, do których wcześniej należały owe skóry. Berserkowie i Biesiekierzyce w bitewnym szale zyskując nadludzką siłę, rycząc i tocząc pianę z ust, nie zważając na najcięższe nawet rany, gryzą brzegi swych tarczy, a wrogów rozrywają gołymi rękami na kawałki. Niektórzy żercy i wołwchowie powiadają, że ludzie ci są opętani przez Čorty – gniewniki i to ich mocą sieją spustoszenie na polach bitew, w zamian za zatracenie duszy. Pierwszą królową Biesiekierzyc i założycielką Biesiekierza była Rysa z Osowa, o której powiadano, że nosiła skórę zdartą z lwa, albo kolchidzkiego tygrysa. Wielki słowiański bohater, Żmij Ognisty Wilk, dokonując godnych pamięci czynów na służbie u Gwoździka – władcy Nareczników, przybył do Biesiekierza, gdzie bardzo gościnnie przyjęła go królowa Bersuka, nosząca skórę rysią i złotą koronę, córka Osy II. Pragnęła nawet poślubić go i uczynić królem Biesiekierza, jednak witeź nie chciał tego, bo pragnął dochować wierności umiłowanej przez siebie Mesetnicy, córce króla Gwoździka, zaś Bersuka uszanowała jego odmowę. Obecnie na wyścielanym wilczymi skórami złotym tronie w Biesiekierzu zasiada Zbisława VII.





Plemię Gašrava, przez Słowian zwane Łowczyniami Głów żyło w Bharacji. Niewiasty te zakładały niewielkie osady w głębi nieprzebytych puszcz. Utrzymywały się polując, łowiąc ryby, zbierając owoce i korzenie, oraz tocząc nieustanne wojny ze złożonym z samych mężów plemieniem Głowołowów (Gašravidów). Łowczynie Głów były smukłe i wysokie, miały długie, lekko kręcone, czarne włosy i wielkie, czarne oczy, skórę zaś w pięknym odcieniu głębokiego brązu. Ich jedyny strój stanowiły przepaski biodrowe, złote i eburnowe ozdoby, tatuaże, odświętne malowidła na ciele wykonane białą glinką, oraz białe kwiaty zdobiące włosy. Choć wielce urodziwe, budziły trwogę swym okrucieństwem wobec Głowołowów i wszelkich innych mężów. Zabijały ich z łuku, a jeśli się im udało, brały do niewoli, gdzie płodziły z nimi dzieci, z wielką pomysłowością torturowały, po czym uśmiercały, radując się cierpieniem synów Novalsa. Łowczynie Głów kąpały się we krwi zabitych mężów, czemu zawdzięczały swą urodę i wieczną młodość, ciała zaś piekły nad ogniskiem i zjadały. Z upodobaniem gromadziły czaszki swych ofiar, zatykając je na palach, używając jako podnóżka, lub pucharu. Plemię Głowołowów postępowało zupełnie tak samo, popełniając wszystkie te same obrzydliwości. Obydwa szczepy żyły co prawda w erze jedenastej, kiedy to natknął się na nie w swej wędrówce junak Śnieżan z Aplanu, jednak jeszcze w naszych czasach, niektórzy mający opinię wiarygodnych, kupcy i podróżnicy penetrujący Bharację, donoszą o żyjących tam dzikich plemionach łowców i Łowczyń Głów.





Amazonki żyją w Azji, w królestwie obejmującym wybrzeża jeziora Aspin, dolinę rzeki Termodont i część Gór Jasowskich. Grodem stołecznym ich państwa jest Arxgard, przez Persów zwany Arxagirdem, a przez Greków – Tomyskrą, wzniesiony przez królową Ukrivolsę – Słowiankę z Bliskiego Zachodu na wyspie pośród jeziora Aspin. Innym wielkim miastem jest Vardabardaban – sanktuarium bogini Vardavy. Jeśli Amazonka nie zginie na wojnie lub łowach, może dożyć dziewięćdziesiątej siódmej wiosny życia. Najstarsze Amazonki żyją cały wiek. Mężowie w Amazonii żyją krócej – sześćdziesiąt lat, a wyjątkowo, tyle co niewiasty. Język amazoński przypomina mowę Persów, Medów, Scytów, Kimerów i Sarmatów. Niewiasty te potrafią walczyć każdym rodzajem broni, lepiej od wielu mężów. Doskonale potrafią jeździć konno, biegać, pływać, są bardzo silne i odporne na ból i zmęczenie. Przewyższają również inne córki Aivalsy urodą, a dzięki kąpielom we krwi pokonanych wrogów, są wiecznie młode. Oddają cześć bogini Vardavie i jej synowi – bogu Teostowi, przedstawianemu pod postaciami Lwa, Jednorożca i Gryfa. Jego kult, zapożyczony od Słowian, wprowadziła królowa Ukrivolsa. Vardavę i Teosta wyobrażają liczne posągi jak chociażby ogromny Teost – Pelikan ze złota i kości słoniowej stojący w świątyni w Vardabardaban. Amazonki nazywają Čorty ,,Devami'', podobnie jak to czynią Persowie. Przeciwko owym Devom walczą zastępy czystych duchów nazywanych Enx. Ich Nawia Jasna zowie się Teostdivardavastan. Amazonki, które za przykładne, pełne męstwa życie zostały nagrodzone pobytem w owym królestwie Teosta i Vardavy, spędzają całe dnie na ucztach, polowaniach i ćwiczeniach wojskowych, a do picia wina służą im czaszki zabitych wojowników i potworów. Niegodziwe Amazonki, mordujące niewiasty i dzieci, nie mające litości dla jeńców i niewolników, rozpustne i bezbożne, dostają się jako łup hordom Devów, by cierpieć wieczne męki w paszczy smoka Sruwara. Najwyższą kapłanką Amazonek jest ich królowa. Za podnóżek służy jej czaszka pierwszego zabitego w boju męża. Amazonią władają bowiem niewiasty, a mężowie są ich niewolnikami. Żadna Amazonka nie ma prawa wyjść za mąż, dopóki nie zabije przeciwnika na wojnie. Małżonków biorą z jeńców wojennych. Cudzoziemiec, jeśli chce poślubić Amazonkę, musi ją najpierw pokonać w zapasach, bądź wyścigach, a nie jest to bynajmniej łatwe. W Amazonii mąż może otrzymać chłostę, jeśli nie przepuści niewiasty, lub w inny sposób nie odda jej czci. Władcy innych ludów, witając królową Amazonek mają całować jej dłoń i kolano. Owemu plemieniu wojowniczek wolno zabijać niewolników jedynie w obronie życia i dziewictwa. W państwie nad Termodontem nie ma i nigdy nie było niewolnic. Przeciwnie; wszystkie niewiasty są traktowane jak siostry. Niewolnicy wspomagają Amazonki w ich wojnach, a jeśli któryś ocali wojowniczce życie, wówczas królowa nadaje mu wolność podczas dorocznego święta Rosaliów, zapożyczonego od rusałek. To łeż, że zabijają chłopców, aby wychowywać same dziewczynki. W rzeczywistości oddają chłopców mężom, by chowali ich na niewolników, oraz karmią ich mlekiem silnych zwierząt, by mieli siłę do pracy. Amazonki nieraz rodzą do dziesięciu, albo i więcej dzieci, a najpłodniejsze matki dostają prezenty od samej królowej, podczas gdy najpłodniejszym ojcom nadaje się wolność. Nieraz widziano jak Amazonki karmiły niemowlęta idąc do boju. Choć z pozoru wiotkie i bezbronne, zwyciężają najgroźniejsze potwory Azji, duszą lamparty, wyrywają żuchwy żywym dzikom, a nawet skręcają głowy turom i dzikim bykom arni z Bharacji. Pochodzą od Grabu i Jodły, dzieci Dobromira. Kiedy ojciec, za radą złej macochy, chcał wydać Amazinę za opoja Eugeniusza; wojewodę króla Tantala, zrozpaczona dziewczyna odcięła sobie jedną pierś, aby się oszpecić i nie musieć zostawać żoną pijaka leżącego pod płotem, lecz okaleczenie nic nie pomogło. Owe zdarzenie przyczyniło się do powstania pogłoski, że wszystkie Amazonki pozbawiają się jednej piersi, by móc swobodnie strzelać z łuku, ale to nieprawda. Amazina nie została żoną archonta Eugeniusza, cuchnącego jak gorzelnia, b udała się do gaju i stamtąd uciekła z domu, jak twierdzą same Amazonki z pomocą ducha swej matki, rusałki Harmonii, która została jytnas. Opuściła Grecję, aż stanęła nad brzegiem Aspinu, przez Greków nazywanego Morzem Hyrkańskim. Założyła tam osadę zamieszkaną przez same niewiasty, których mężowie i synowie polegli walcząc z Persami. Pierwsze Amazonki poślubiły mężów z Kolchidy. Amazina nie mając dzieci, adoptowała na swą następczynię Ukrivolsę Polabinginię, zbiegłą niewolnicę czarownika Musulusa, tyrana Bałtów. Ukrivolsa stała się matką królowej Tomiry I Chrobrej, która z pomocą zastępu Centaurów narzuciła niewolę wszystkim mężom w Amazonii. Królowa ta zwyciężyła Kolchidę, Góry Ikaryjskie, plemię Inhas i Hajastan. Obecnie na tronie w Arxgardzie zasiada jej córka Arta, sprawująca rządy ze swą siostrą Darią. Obie siostry pokonały buntujące się Centaury i zapewniły pokój i dostatek Królestwu Amazonii.

Kończąc przegląd największych wojowniczek wszystkich czasów, pozostaje mi wydać własną ocenę. Nie przeczę, że niewiasty stać na wielką odwagę, oraz że potrafią walczyć z wielkim oddaniem. Jednak to co w nich najlepsze, to nie siła i zdolność do walki, ale moc przekazywania życia, dobroć, łagodność, czułość i miłosierdzie. Złe to czasy, kiedy niewiasty muszą chwytać za broń, bo jeśli zabraknie ich najlepszych, najwspanialszych cech, świat stanie się miejscem nie do zniesienia. CDN