,, […] jestem znacznie potężniejsza niż palec króla – powiedziała żmija’’
- Antoine de Saint – Exupery ,,Mały Książę’’
W erze trzynastej, w pierwszej połowie Wieku Pary i Elektryczności żył młody Niemiec nazwiskiem Von Juntz. Niezwykle ciekawy tajemnic świata, badał niestrudzenie odchodzące w niepamięć religie i sekty. Przesiadywał w tym celu w starych bibliotekach całej Europy, jak również wypytywał bajarzy, wiedźmy, szamanów i znachorów w zapadłych wsiach i miasteczkach. W swoich podróżach zapuścił się aż do Mongolii. Osiwiał na długo przed osiągnięciem sędziwego wieku, którego zresztą nie dożył. Pokłosiem jego mozolnej pracy była opasła księga, zatytułowana ,,Unaussprechlichen Kulten’’ o treści tyleż potwornej co inspirującej dla całych pokoleń pisarzy. Przekład polski, ,,Nienazwane kulty’’, dokonany przez Bronisława Trentowskiego jest do dziś dostępny w Bibliotece Raczyńskich w Poznaniu pod sygnaturą 616. Von Juntz był przyjacielem Polaków, których dążenie do niepodległości w pełni popierał. Ożenił się z Polką i nawet napisał wiersz na cześć powstańców listopadowych. W religioznawczym dziele Von Juntza nie brakuje opisów wierzeń z obszarów starożytnej Sklawinii.
*
W erze dwunastej na ziemiach dzisiejszej Polski żyła urodziwa, jasnowłosa panna, Pielisława z możnego rodu Purenów. W szesnastej wiośnie życia poślubiło ją jednej nocy u stóp bluźnierczego posągu Kaduka trzech braci – rozbójników. Imiona ich brzmiały: Ko, Po i Levo. Odtąd Pielisława doglądała ich ukrytej w lesie jaskini. Każdy z nich domagał się jednocześnie od wspólnej żony spełniania małżeńskiego obowiązku w łożnicy, nie chcąc słyszeć z jej ust jakiejkolwiek odmowy. Nocami bracia biegali po puszczy pod postacią trzech dzików i rabowali podróżnych. Spośród tych, których napotkali, więcej umierało ze strachu przed nimi niż od ich dziczych kłów. Pod ich nieobecność Pielisława zwijała się w kłębek na posłaniu z czerwonej kitajki i płakała żałośnie. Podczas jednej z takich nocy, kiedy pioruny biły niczym werble żołnierzy, Pielisława miała widzenie. Ujrzała w nim żmiję, potężną niczym smok, dźwigającą złotą koronę na łbie.
- Kim jesteś, pani? - spytała Pielisława.
- Podczas gdy Agej i Enkowie cię opuścili, ja będę ci matką. Jestem Matka Żmyja z Zaziemskiego Oceanu, zwana też Garafeną, niszczycielka Bujanu i zabójczyni Srebrzystej Królowej.
Matka Żmyja pouczyła Pielsławę jak sporządzić sztylet zatruty najbardziej śmiercionośnym z jadów. Nad ranem powrócili do jaskini. Pielisława spoiła ich winem, po czym każdego z nich, bez większego trudu uśmierciła sztyletem. Śmiała się dziko, czerwona od krwi trzech rosłych drabów. Uznała ich za niegodnych nakazanego tradycją pochówku. Miast układać z chrustu stosy pogrzebowe, za radą zjawy, zaciągnęła kolejno trzy trupy do mrowiska na żer dla rudnic.
Na pamiątkę tego zdarzenia Pielisława założyła Zakon Żmii. Początkowo zgromadziła wokół siebie dwanaście przeskoczek zbiegłych z zamtuza. Pod piękną powierzchownością skrywały serca czarne od nienawiści z powodu krzywd, doznanych od męskiego rodu. Nosiły białe szaty i przerzucone na ramiona skóry rysiów. Z czasem dołączyły do nich zbiegłe niewolnice i wszelkie inne niewiasty, skłócone ze swoją społecznością. Żmijowe czary Pielisławy nadawały każdej z nich, nawet najstarszej i najszpetniejszej, wygląd powabnej młódki. Na chwałę Garafeny wabiły do siebie podróżnych, przemierzających lasy, myśliwych, smolarzy, grzybiarzy i bartników, obietnicami niewypowiedzianych rozkoszy na posłaniu z mchu i trawy. Każdy kto przystał na ich zachęty, ginął przez nie zasztyletowany. Żmijowe kapłanki piły krew swoich ofiar, zaś ich upieczone ciała spożywały, wymieszane z mięsem upolowanych przez siebie jeleni, saren i dzików.
Istniał także męski Zakon Żmii, także kryjący się w lasach. Jego adepci, odziani w przepaski z wężowej skóry, porywali i składali w ofierze niewiasty, a nawet dziewczynki porywane w pobliskich osadach. Oprócz Matki Żmyi czcili także, jako jej proroka Knieimira, przez Chazarów nazywanego Kainem. Oba zakony uznawały się nawzajem, urządzając wspólne orgie i polowania na ludzi. Von Juntz, opierając się na świadectwie Kosy Oppmana, podaje, że założycielem męskiego Zakonu Żmii był Ludon, zbiegły niewolnik Nyi Złotego. Uciekł ze specjalnego zamtuza, gdzie mężowie współżyli z mężami, a którego założenie podyktowała bogaczowi nienasycona chciwość. Wspólną relikwię obu gałęzi zakonu stanowił wieszczy Trupieniek, oprawione w złoto kosteczki porońca, to jest dziecięcia, poczętego przez Pielisławę i złożonego przez nią w ofierze piekielnej Żmii. Adeptki i adepci wierzyli, że Garafena przemawiała ludzkim głosem przez Trupieńka.
*
Do końca ery dwunastej za swe rozliczne zbrodnie oba Zakony Żmii były zwalczane z całą surowością przez cara Żmijewicza, założyciela Amfiktionii Słowiańskiej, władców Białej Krobacji i imperium Sarmatów, Samona, Kilitina i jego córkę, Silen Rydómiel, przez Słowian nazywaną Ślągwą. Na początku ery trzynastej zostały ostatecznie zniszczone przez połączone siły Lecha I Dalmackiego, króla Analapii i jego brata, Czecha, króla Bohemii. Do hufców Czecha zaciągnął się junak Daniło z Roxu. Spalił Trupieńka i uratował ukochaną Milicę przed zasztyletowaniem na ołtarzu Garafeny.





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz