,,I w starożytności i w średniowieczu narodziny karła wiązano z ingerencją siła nadprzyrodzonych. Jeszcze nawet w XVIII w. powszechnie wierzono, że w poczęciu karła ma swój udział diabeł; niekiedy korzysta on z pośrednictwa czarownicy, która rzuca na matkę zły czar. Znacznie dłużej panowało przekonanie, że matka dlatego wydaje na świat karzełka, iż we wczesnym okresie ciąży zetknęła się z karłem osobiście lub się jej przyśnił.
Od najdawniejszych czasów nieszczęśliwi rodzice karłowatego dziecka szukali sposobów, by usunąć kalectwo. [...] W Rosji np. stosowano kurację chlebową; każdego dnia zawijano całe dziecko w surowe ciasto, a następnie na wielkiej szufli wsuwano je do odpowiednio nagrzanego chlebowego pieca. Nietrudno zgadnąć, że kuracja taka nie przynosiła rezultatów'' - Bożena Fabiani ,,Niziołki, łokietki, karlikowie''.
piątek, 20 kwietnia 2018
Karzeł w cieście
czwartek, 19 kwietnia 2018
Walijczycy w Niebie
,, [...] opowieść, którą znalazłem u Andrew Boorda, lekarza Henryka VIII, o tym jak zmienił się język Niebios. Święty Piotr, który miał zaradzić harmidrowi i paplaninie, zakłócającym spokój niebiańskich pałaców, wyszedł przed Wrota, wykrzyknął: caws bobi ['pieczony ser'] i zatrzasnął Wrota, nim Walijczycy odkryli, że wpadli w pułapkę, w której wcale nie ma sera'' - J. R. R. Tolkien ,,Angielski i walijski'' [w]: J. R. R. Tolkien ,,Potwory i krytycy''
Warto porównać to z polską legendą o łebianach w Niebie ;).
Kozodoje
,,Wtedy
amerykański obywatel Lugiebil obecny przy tej rozmowie oświadczył,
że ‘oliwa peruwiańska’, o której mowa, nie pochodzi z ryby,
lecz z ptaka – a chociaż księża katoliccy uznali tę oliwę za
postną, i stąd urosło mylne przekonanie, że jest ona częścią
organizmu rybiego, tym niemniej jest ona z pewnością tłuszczem
ptasim gatunku, zwanego guacharo. Tę rozmowę miałem w pamięci,
gdyśmy mówili z kapitanem Riderbjölke,
który dłuższy czas bawił w Peru, o misjonarzach z klasztoru
Caripe, gdzie mnisi nie używali innego tłuszczu jak tylko z
guacharów. Kapitan ów opisał nam bardzo dokładnie samego ptaka
guacharo i opowiadał o śnie jego, w porze, gdy owoców na drzewach
Nectandry nie bywa’’ - Benedykt
Dybowski ,,Sen i
marzenia senne’’,
1907.
Kozodoje
są grupą tajemniczych, nocnych ptaków, w Polsce reprezentowanych
przez lekka kozodoja. Zacznijmy od wyjaśnienia nazwy – co ma ptak
wspólnego z kozą? Wiąże się to ze stereotypem pochodzącym ze
starożytnej Grecji. Pasterze nie chcąc dzielić się mlekiem swoich
kóz, rozgłaszali, że nocą przylatuje lelek (faktycznie władny
objąć dziobem wymię
kozy) i wypija im mleko. Wierzono w to aż do XIX wieku. Prawdę
mówiąc, wszystkie zwierzęta nocne pobudzały ludzką wyobraźnię
do wymyślania ,,niestworzonych
rzeczy’’.
Europejski
lelek kozodój i północnoamerykański lelek kalifornijski są
stosunkowo małymi ptakami o niepozornym, szaro – brązowym
ubarwieniu. Mają krótkie, szerokie dzioby. Siedząc nieruchomo na
drzewie mogą imitować ułamane gałęzie. Lelek kozodój wydaje
charakterystyczny dźwięk: ,,errrrrrr...’’
Afrykański
dziwolelek wstęgopióry ma upierzenie brązowe z czarno – białymi
skrzydłami, wyposażonymi w dwie monstrualnie długie, białe
sterówki.
Południowoamerykański
tłuszczak należy do nielicznych ptaków posługujących się
echolokacją (należy tu również wymienić jerzykowate –
salangany). Wyglądem przypomina nieco sowę – ma brązowe
upierzenie na głowie tworzące kępki podobne do uszu, oraz lekko
zakrzywiony dziób. Jego nazwę utworzono od gromadzonego pod skórą
tłuszczu. To właśnie tłuszczak jest wymienionym w powyższym
cytacie ptakiem ,,guacharo’’
(,,krzykaczem’’). Jego siedliskiem są jaskinie. Przodkowie
tłuszczaków prawdopodobnie żyli jednak w lasach jak inne kozodoje.
Jeśli
monstrualne dzioby kozodojów nie służą do wypijania koziego
mleka, to jakie jest ich zastosowanie? Służą do chwytania nocnych
owadów, od komarów po ćmy. Wśród kozodojów tłuszczak od dawna
miał opinię zdeklarowanego jarosza tuczącego się palmowymi
owocami. W rzeczywistości uzupełnia jadłospis także owadami –
Indianie twierdzili tak od dawna, ale im nie wierzono.
Co
prawda jesienią noce się wydłużają, ale wraz ze spadkiem
temperatury powietrza owadów jest coraz mniej, toteż lelek kozodój
jest zmuszony lecieć do Afryki. Nie mamy pewnych danych na temat
prawdziwości wymienionego w powyższym cytacie snu tłuszczaka.
Jedynym znanym ptakiem zdolnym do hibernacji jest inny przedstawiciel
kozodojów - lelek kalifornijski obdarzony wymowną nazwą
,,zimodrętwa’’.
Potrafi obniżyć temperaturę swego ciała, aby móc przeczekać
okres deficytu owadów.
Gniazda
tłuszczaków lepione z miękkich materiałów przypominają makiety
wulkanów (podobnie jak gniazda flamingów). Pisklęta wszystkich
kozodojów są gniazdownikami.
Lelek
kozodój występuje w noweli Henryka Sienkiewicza ,,Janko
Muzykant’’.
Ptaki te (jak wszystkie zwierzęta nocne) mogą być symbolem grozy i
tajemniczości (np. w jednym z opowiadań Lovecrafta 1).
W południowoamerykańskich legendach tłuszczaki (zwane ,,tayo’’)
strzegą inkaskich skarbów ukrytych przed Hiszpanami.
Prowadząc
nocny tryb życia kozodoje regulują liczebność konkurujących z
człowiekiem owadów nocnych niedostępnych dla dziennego ptaka.
Tłuszczaki (obecnie chronione) odławiano dla tzw. mentaca
guacharo
– oliwy peruwiańskiej. Jeszcze obecnie padają łupem
organizowanych przez Indian Jivarów tzw. tłustych żniw.
1
Mam na myśli ,,Koszmar w Dunwich’’.
środa, 18 kwietnia 2018
Oniricon cz. 395
Śniło mi się, że:
- miałem licznych młodszych braci, z którymi poszedłem do sklepu ze słodyczami i z trudem zachowałem umiar,
- w bibliotece znalazłem zbiór baśni rosyjskich ,,Mocarni czarodzieje'' pod zmienionym tytułem, lecz z tą samą postacią na okładce,
- poszedłem do biblioteki i spotkałem tam różnych ludzi min. pilota samolotu,
- Ryszard Kukliński w czasie II wojny światowej uratował życie Wojciechowi Jaruzelskiemu,
- Czesław Miłosz występował publicznie z brązową, papierową torebką na głowie,
- Lenin powiedział, że do wkręcenia żarówki potrzeba bardzo wielu komunistów, a gdy zapytano go kogo uważa za lepszego komunistę od siebie, odpowiedział: ,,Powiedziałbym, że Romana Andriejewicza, ale nie powiem tego'',
- byłem J. R. R. Tolkienem i w Polsce na zapleczu sklepu chciałem obejrzeć plakat o Żołnierzach Wyklętych; potem się dowiedziałem, że na owym zapleczu jest burdel i sam postanowiłem skorzystać z usług prostytutki,
- poszedłem do apteki i zostawiłem w niej różową różę dla pewnej kobiety; pomyślałem, że Sławomirze taki kwiat bardzo by się spodobał,
- widziałem sceny z rewolucji 1904 r. kiedy to robotnicy machali ukraińskimi flagami,
- na zajęciach z ideologii gender na Wałach Chrobrego w Szczecinie feministka kazała przedszkolakom tańczyć w wielkim kole co im się nie podobało, a potem dzieci zaczęły ją wypytywać o sprawy osobiste,
- byłem Wiłkokukiem i zaszedłem do leśnej chaty, w której razem z agresywnymi ludźmi mieszkał wilkołak Biega von Oppeln, aby się przed nim bronić wyryłem nożem magiczny znak na nodze od stołu,
- zobaczyłem Zielonego Kucharza (miał zieloną skórę i był ubrany na zielono),
- Zosia z ,,Pana Tadeusza'' Adama Mickiewicza była słowiańską boginią mądrości,
- poszedłem do sklepu spożywczego gdzie kasjerka kazała mi zapakować ser w kostce w woreczek foliowy i napisać jego nazwę, bo tak kazało prawo, byłem tym początkowo poirytowany, lecz w końcu spełniłem wymóg,
- byłem z Janesem ov Calcium na stacji kolejowej, a potem jechałem pociągiem przez las,
- jakiś ksiądz dostał nagrodę za to, że w swoim pokoju ustawił za szybką białą świecę i dwie książki, jedną napisaną przez Marksa, a drugą przez Engelsa.
,,Magiczne zawody. Kowal, czarodziej, alchemik''
,,Wzywam dzisiaj te wszystkie cnoty, przeciw wszelkiej wrogiej bezlitosnej sile, która mogłaby napaść na moje ciało, lub duszę […] przeciw czarom kobiet, kowali i druidów’’ - św. Patryk ,,Lorica’’
W
kwietniu
przeczytałem najnowszą książkę Witolda Vargasa i Pawła Zycha
,,Magiczne
zawody. Kowal, czarodziej, alchemik’’
z serii ,,Legendarz’’.
Cenną inspiracją posłużył staropolski poemat ,,Officina
ferraria’’
Walentego Roździeńskiego (1560 – 1621) – cenne źródło do
poznania górniczego i hutniczego folkloru doby nowożytnej jak i
praca naukowa ,,Kowale
i alchemicy’’
Mircei Eliadego (1907 – 1986).
Odkrycie żelaza i opanowanie
metod jego wytopu było jednym z największych osiągnięć w
dziejach ludzkości, oprócz wynalezienia koła i pisma. W dawnych
kulturach strategiczny surowiec jaki stanowiło żelazo, było
metalem rzadkim, trudnym do uzyskania, a tym samym bardzo cennym.
Przypisywano mu magiczne pochodzenie i właściwości. Powstawać
miało z ciał spadłych z nieba na ziemię ognistych demonów –
atworów (zmitologizowanych meteorytów, istotnie zawierających
żelazo). Po upadku, żelazo kryło się w łonie Matki Ziemi (ślad
wiary w słowiańską Mat’ Syraję Ziemlę), gdzie dojrzewało i
rosło (dawniej wierzono, że metale i minerały mogą rosnąć tak
jak organizmy żywe). Po wydobyciu i obróbce miało magiczną moc
odstraszania czarownic i demonów. W legendach pojawiają się też
magiczne istoty o ciałach z żelaza jak: potworny Żelazny Wilk (z
jego związku z porwaną kobietą zrodziły się wilkołaki) i
ożywiony przez kowala Żelazny Maciek żywiący się żelazem.
Niegdyś istniał zawód
rudnika, który sam wykonywał pracę wydobywania, przetapiania i
kucia metalu. W wykrywaniu złóż rudy pomagały mu w czasie burzy z
piorunami istoty nadprzyrodzone takie jak anioły ukazujące się
jako opary mgielne. Z czasem zawód rudnika zanikł, a drogi
górników, hutników i kowali rozeszły się.
Górnicy
pracowali w bliski, fizycznym sąsiedztwie piekła, przeto na swej
drodze spotykali liczne demony, z których w polskiej świadomości
narodowej najmocniej zakarbował się śląski Skarbnik. Był wśród
nich śląski Szarlej, który przez długi czas zaopatrywał Bytom w
srebro, kobale (duchy kopalń wskazujące nowe złoża kopalin,
polski odpowiednik germańskich koboldów, wietrunki (niewidzialne
duchy pod postacią wiatru ostrzegające przed niebezpieczeństwem) i
Dydek (ukazywał się pod postacią zmarłego człowieka i wskazywał
nowe złoża). W hutach i kuźniach pomagały ludziom skrzaty zwane
niebożętami. Władze nad kopalinami miał też pogański Duch z
Ryzenberku (niem. Riesengebirge,
czyli Karkonosze), który pokonany przez św. Wawrzyńca stał się
lokalnym demonem Liczyrzepą i podobny do straszliwego konia, duch z
Anaberku (w wierzeniach słowiańskich zmory czasem przybierały
postać końską, co mogło stanowić relikt koni jako wierzchowców
bogów takich jak Weles czy Świętowit).
Pierwszymi
kowalami byli bogowie ognia jak grecki Hefajstos, rzymski Wulkan, czy
słowiański Swaróg (trochę dziwne, że w książce nie został
omówiony ruski mit o Teoście i kleszczach spadłych z nieba
zapisany w ,,Powieści
lat minionych’’).
W średniowiecznej symbolice (francuska ,,Powieść
o Róży’’)
sama Matka Natura została przedstawiona z kowalskim młotem i
kowadłem służącymi jej do wykuwania nowych istot żywych w tym
ludzi. W mitologii greckiej pierwszymi uczniami Hefajstosa były
jednookie olbrzymy, cyklopy. Jednak w synkretycznych wierzeniach
ludowych sprawy przedstawiały się inaczej. Gdy Hefajstos spadł na
wyspę Lemnos i okulał, nauczył sztuki kowalskiej mieszkające tam
małpy (mityczne związki małp z kowalami występują nie tylko u
Słowian, ale też w … baśniach braci Grimm). Pierwszym
człowiekiem, który wykradł małpom tajniki kucia żelaza był
Cygan.
W jednej z legend to właśnie Cygan współczując cierpiącemu
Jezusowi, ukradł jeden z gwoździ, który miał być wbity w serce
Zbawiciela. Od tego czasu Cyganie jako jedyny naród mają prawo
kraść.
W
słowiańskich legendach o kowalach pojawiają się też biblijne
sposoby wyjaśnienia ich pojawienia się na świecie. Pierwszymi
kowalami mieli być już bracia Abel i Kain. W innej wersji pierwszym
kowalem jak i wynalazcą muzyki był Tubal Kain – potomek Kaina z
wyglądu przypominający … małpę.
Zawód
kowala był trudny i niebezpieczny, często też oszpecający
fizycznie. Dawny kowal zajmował się nie tylko wyrobem przedmiotów
metalowych, ale też … leczeniem, graniem na weselach, snuciem
opowieści o odbytych podróżach, wyrywaniem zębów i dawaniem
popisów siły ku uciesze gawiedzi. Zawód ten kojarzono z siłą i
wolnością, ale też z pijaństwem (nie tylko przysłowiowy szewc
pił jak szewc), kradzieżami i fałszowaniem pieniędzy. Największy
rozwój artystycznego kowalstwa ludowego na ziemiach polskich miał
miejsce w XIX wieku. Do tego czasu (uwłaszczenia chłopów) kowale
przeważnie żyli biednie, zwłaszcza ci co pracowali dla wsi, a nie
dworu. Reliktem dawnych, pogańskich jeszcze wierzeń było
przypisywanie kowalom magicznych mocy. Wierzono, że współpracują
z diabłami, bądź potrafią je przechytrzyć. W
posiadaniu kowala znajdowały się magiczne przedmioty takie jak:
kożuch (kowal mógł nim wyławiać potępione dusze z piekielnych
kotłów; jeden kowal, który dostał się do Nieba wyjednał tam
miejsce dla Żyda Wiecznego Tułacza), pojemnik z masłem (można w
nim było uwięzić diabła, małpy, a nawet samą Śmierć), ławę,
która unieruchamiała tych co niej siadali, oraz gruszę obwiązaną
łańcuchem, z której nie można było zejść (pewien kowal uwięził
na tym magicznym drzewie Śmierć i ludzie przestali umierać, aż
pewna baba siłą uwolniła kostuchę).
Opisane
zostały również przygody płatnerzy – wytwórców zbroi (jeden z
nich zabił bazyliszka dzięki zbroi wykonanej z luster), alchemików
(Piotra Szafrańca trudniącego się również rozbojem, wybitnego
uczonego Michała Sędziwoja), oraz najsłynniejszego polskiego maga
– Twardowskiego, którego sylwetka siedząca na Księżycu znajduje
się na samej okładce książki.
Z
tych pełnych magii i mitologii opowieści wyłania się zaskakująco
chrześcijańska puenta. W ludowych opowieściach kowali na swej
drodze spotykał sam Jezus Chrystus razem ze św. Piotrem i Jego moc
zawsze była silniejsza niż moc kowala. Jeśli św. Piotr lub sam
kowal chcieli naśladować cuda Jezusa związane min. z ożywianiem
zabitych osób, zawsze kończyło się to tragicznie. Ludowe legendy
tak jak wiele klasycznych dzieł fantasy i science fiction ostrzegają
przed pychą – człowiek nie może zająć miejsca Boga, o czym
boleśnie przekonał się kowal św. Eligiusz, który przy całej
swej zarozumiałości nie potrafił uzdrowić odciętej nogi konia.
Pycha i chciwość są karane przez siły wyższe jak w przypadku
pięknej, lecz próżnej dziewczyny zaklętej przez kowala w…
tytoń (jej brzydka siostra w nagrodę za pokorę otrzymała od
kowala urodę), bezwzględnego Niemca Fleszera wyzyskującego
hutników (za karę został obdarty przez diabła ze skóry), czy
księcia żagańskiego Henryka Żelaznego (1312/ 1321 – 1369),
który według legendy został uwięziony w lochu przez własnych
rycerzy i porwany przez diabły do piekła.
Zagadnienia
opisane w książce odcisnęły swe piętno również na literaturze
fantasy, gdzie synami kowali byli: Conan, Ged i Wilczarz, a
kowalstwem zajmowali się Valar Aule z ,,Silmarillionu’’
i główny bohater powiastki ,,Kowal
z Podlesia Większego’’
J. R. R. Tolkiena. O
alchemiku Sędziwoju pisał Andrzej Pilipiuk w cyklu o kuzynkach
Kruszewskich, zaś Twardowski jest jednym z bohaterów powieści
,,Królikarnia’’
Macieja Guzka.
wtorek, 17 kwietnia 2018
Hatteria
,,Jaszczurkopodobne
sfenodonty mają bardzo długą historię; ich reliktowy
przedstawiciel – tuatara – żyje do dziś’’ - David
Norman, Angela Milner ,,Patrzę, podziwiam, poznaję. Dinozaury’’
Hatteria,
zwana też tuatarą, lub ruatarą, mimo zewnętrznego podobieństwa
nie jest jaszczurką. Mezozoiczna grupa sfenodontów zajmowała niszę
ekologiczną jaszczurek, lecz w kredzie nastąpił ich regres
spowodowany pojawieniem się bardziej zaawansowanej grupy. Obecnie
żyją tylko dwa gatunki: Sphenodon punctatus i Sphenodon
guntheri. Hatterie należą do czołówki najrzadszych gadów
świata – S. guntheri żyje na wyspie North Brother, zaś S.
punctatus – w Cieśninie Cooka (cztery wyspy) i u północno –
wschodnich wybrzeży Wyspy Północnej (25 wysp). W sumie zasiedlają
29 wysp należących do Nowej Zelandii. Dlaczego doszło do takiej
sytuacji? Jan Żabiński w ,,Zagadce ewolucjonizmu’’
poruszając ten problem porównał hatterie do obrazów Rembrandta w
czasie II wojny światowej. Oczywiście ocalały te, które
znajdowały się z dala od okupacji i linii frontu. Analogicznie
organizmy reliktowe (np. hatterie) większe szanse na przeżycie mają
na terenach izolowanych, z dala od nowych, ,,przedsiębiorczych’’
konkurentów.
Co
świadczy o pierwotnym charakterze współczesnych sfenodontów? Ich
kręgi mają taką samą budowę jak u ryb, również zastawki
sercowe zdradzają ,,starożytny rodowód’’. Między ich
dwuwklęsłymi (amficelicznymi) kręgami widać … resztki struny
grzbietowej! Jednak najbardziej charakterystyczną cechą ich
anatomii jest obecność aż trzech oczu! (sic!). Owe trzecie oko
jest tzw. okiem ciemieniowym – znajduje się ukryte pod skórą i
reaguje na zmiany natężenia światła. Szyszynki młodszych
kręgowców biorą swój rodowód właśnie od oczu ciemieniowych. Z
wyglądu hatterie przypominają galapagoskie legwany lądowe. Skóra
szara, maskuje gady wśród skał. Głowa zaokrąglona i masywna, u
S. punctatus oczy mają kolor ciemnoczerwony z czarnymi
źrenicami. Ogon długi i łamliwy; na nim i na grzbiecie występują
kolce. Hatterie mierzą ok. 60 cm długości (na głowę i tułów
przypada 19 – 28 cm). Są aktywne nocą w temperaturze 12 – 16 º
C. Rano wygrzewają się,
uzupełniając stracone ciepło. Ich locum może się mieścić
zarówno w pniach drzew, jak również na wybrzeżach morskich w
norach petreli. Sąsiadujące ptaki i gady nie wchodzą sobie w
szkodę.
W
czasie nocnych wypraw zjadają: owady, inne bezkręgowce, jaszczurki
(scynki i gekony), a także plądrują gniazda petreli. Nie kłóci
się to z tym o czym wcześniej napisałem, bowiem potrafią
identyfikować ,,własne’’ petrele i oszczędzać ich jaja i
pisklęta.
Zapłodnienie
odbywa się bez udziału organów kopulacyjnych. Rozmnażają się co
cztery lata składając jaja. Nie przejawiają instynktu
macierzyńskiego. Zarodek w złożonym jaju rozwija się w
temperaturze 18 – 22 º
C w warunkach wiwaryjnych. Pod tym względem hatterie są najmniej
wymagające z wszystkich gadów. Trwa to 11 – 16 miesięcy. W
pojedynczym złożeniu jest 1 – 18 jaj, z których wykluwają się
10 – centymetrowe młode, osiągające dojrzałość płciową po
ukończeniu 11 – 12 lat życia.
Długość
życia może wynosić ok. 101 lat (żółwie mają ,,konkurencję’’).
Inni szacują ją na od 60 – 70 lat (samice pozostają płodne aż
do 60 roku życia).
Znanym
pokłosiem wypraw odkrywczych jest zalew nowych wiadomości o
wszelkiej egzotyce, nieraz odbiegających od prawdy. W naszym
przypadku wyprawy Jamesa Cooka w XVIII wieku na Nową Zelandię
rozpowszechniły mity o straszliwych smokach tuatarach (min.
strzegących również zmitologizowanego ptaka moa), choć prawdziwe
hatterie nie są groźne dla ludzi.
To
raczej ludzie (co prawda pośrednio) zepchnęli je na skraj zagłady.
Reprezentanci grupy wzrastającej w cieniu dinozaurów i przez
jaszczurki usuniętej na wyspy wokół Nowej Zelandii nie są tam
bezpieczni. Zagrażają im szczury niegdyś zawleczone przez ludzi.
Znajdują się pod całkowitą ochroną prawną.
poniedziałek, 16 kwietnia 2018
Płazy beznogie
Już
na bagnach karbońskich żyły podobne do węży opiderpetony, czy
swego czasu odkryte w Czechosłowacji – dolichosomy, ale były
jedynie beznogimi formami lespospondyli.
Mało
wiemy o ewolucji prawdziwych płazów beznogich (analogicznie nie
wszystkie ptaki czy ssaki żywiące się mięsem zaliczamy do
drapieżnych!). W Arizonie (USA) w złożach z okresu jury odkryto 38
szczątków Eocaecilia
micropodia.
Było to zwierzę spokrewnione z salamandrami i wymarłymi już
mikrozaurami (płazami z okresu paleozoiku). Zwracam uwagę, na nazwę
najstarszego płaza beznogiego – przedrostek ,,micro’’
oznacza coś małego, zaś ,,podia’’
to nogi. I rzeczywiście zwierzę posiadało zredukowane,
trójpalczaste kończyny tylne.
O
młodszych gatunkach wiedzę czerpiemy z nielicznych, zachowanych
kręgów, toteż mało o nich wiemy. Należą tu apodopsy (nazwa
wskazuje na brak kończyn) z górnokredowej Boliwii i paleoceńskiej
Brazylii.
Współczesne
płazy beznogie bardziej przypominają ogromne (10 – 160 cm)
dżdżownice niż węże. Zresztą niektóre z nich nawet żyją w
glebie, chociaż istnieją też gatunki ściśle związane z wodą.
Płazy beznogie są najrzadsze z wszystkich przedstawicieli gromady
Amphibia
– brak ich zupełnie w strefie umiarkowanej. Żyją tylko w Azji,
Afryce i Ameryce Południowej w klimacie tropikalnym (brakuje ich
jednak na Madagaskarze, w Australii, Nowej Gwinei i na wyspach Oceanu
Indyjskiego). Skupiają ok. 160 gatunków zgrupowanych w 6 rodzin.
Podobieństwo do dżdżownic (bez żadnego związku z
pokrewieństwem!) potęgują poprzeczne, skórne pierścienie,
możliwe, że pomagające w poruszaniu się. Kości czaszki są
zwarte, dzięki czemu wytrzymują napór gleby, kiedy omawiane
zwierzęta drążą nory. Płazu beznogie nie mają otworów
słuchowych, ani obręczy barkowych, które pierwotnie stanowiły
miejsce przyczepu dla kończyn. Zdaje się to potwierdzać
twierdzenie Lamarca, że nieużywany organ ulega zanikowi. Oczy
również uległy redukcji. U wielu gatunków zostały po nich tylko
niewielkie, ciemne plamki. Jednakże nie mający polskiej nazwy
Scolecomorphus
kirkii
jako jedyny kręgowiec potrafi wysuwać gałki oczne poza obręb
czaszki. Również nie mający polskiej nazwy Aretochaona
eiselti
nie ma płuc ani nozdrzy. Blisko owych narządów zmysłów
funkcjonują czułki, u wielu gatunków ruchome. W zależności od
rozmiarów płazy beznogie mogą mieć 60 – 285 dwuwklęsłych
(amficelfalicznych) kręgów. Oprócz tego posiadają tzw. dwugłowe
żebra, a niektóre gatunki mają … łuski (zaważyło to nawet na
nazwie jednego z nich – łusecznika). Co do ogona jest on bardzo
krótki, bądź też nie ma go wcale (abstrahując w stronę gadów,
węże nie składają się tylko z głowy i ogona, chociaż patrząc
na nie trudno orzec gdzie ogon się zaczyna). Płazy beznogie mają w
zależności od gatunku 1 – 2 płuc (zwykle tym jednym jest płuco
prawe, zdarza się, że płuco lewe jest zredukowane).
Jak
wszystkie płazy są mięsożerne, odżywiają się drobnymi
zwierzętami.
Są
rozdzielnopłciowe i w zależności od gatunku jajorodne lub
żyworodne (np. Typhlonectidae,
niektóre marszczelce, część
Scolecomorphidae).
Odpowiednikiem penisa u samców jest tzw. fallodeum używane do
zapłodnienia wewnętrznego. Fallodeum jest wysuwane na tę
okoliczność. W przypadku gatunków rozmnażających się jajorodnie
istnieją dwie alternatywy rozwojowe:
-
ze skrzeku powstają osobniki przypominające miniaturki swych
rodziców, dochodzi więc do pominięcia stadium larwy,
-
rozwój z udziałem larwy na drodze metamorfozy osiągającej
dojrzałość płciową.
Wielokrotnie
powiela się obraz łusecznika owiniętego wokół skrzeku w celu
chronienia przed zjedzeniem. Pochodzi on z okresu kiedy owe płazy
beznogie zostały odkryte przez Sarasina.
Niezwykłe
obyczaje i budowa anatomiczna upodabniająca je do węży często
bywa powodem zguby – te nieszkodliwe stworzenia bywają mylone z
jadowitymi wężami i jako takie zabijane. Zresztą nie tylko na nie
został wydany ,,wyrok
bez sądu’’.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






























