Dziś dowiedziałem się, że od chwili wydania w czerwcu 2018 r. sprzedałem 30 egzemplarzy ,,Tatry'' zarabiając na tym 300 zł. Dziękuję wszystkim, którzy kupili moją książkę ;).
poniedziałek, 28 stycznia 2019
Oniricon cz. 467
Śniło mi się, że:
- razem ze swym bratem Filipińczykiem popłynąłem na niezbadaną wyspę, którą zamieszkiwali Murzyni noszący maski,
- Piotr Kraśko był kobietą, zaś gwałciciel ,,uległ wdziękom niewinnej Kraśko - Stachowicz'',
- Bolek i Lolek zostali wampirami; ubrani w czarne płaszcze nocą w lesie skakali wysoko,
- we Włoszech szpital psychiatryczny został zamieniony w muzeum i bar z kebabami,
- w Niebie anioły przyrządzały jagnięcinę,
- po raz drugi trafiłem do szpitala psychiatrycznego, gdzie rządził Wielki Brat i gdzie miałem być torturowany; chodzący po szpitalu żołnierze zabraniali korzystać z toalety i zwłaszcza myć ręce, lecz udało mi się zrobić to niepostrzeżenie, potem trafiłem na salę lekcyjną, a jeszcze później spotkałem mówiącego kota, którego nazwałem ,,polskim Chapalu'', uciekłem ze szpitala gdy w parku półnagie nimfy chciały mnie zjeść,
- rozmawiając z jakąś dziewczyną porównywałem Xenę i Gabrielę, mówiłem, że ta druga nosi hebrajskie imię oznaczające ,,Bożą wojowniczkę'' i przypomina anioła,
- zobaczyłem w jakimś mieszkaniu otyłego, brodatego mężczyznę z jednym okiem na czole i jego żonę z głową szympansa,
- w rumuńskiej wiosce wszedłem w ubraniu do jeziora, aby ratować tonącą żołnę, lecz niestety już się utopiła,
- pojechałem z pielgrzymką do Chin, w Pekinie widziałem na placu występy tancerek ognia i nie mogłem przejść, potem mieliśmy pojechać do Kantonu,
- byłem rozczarowany PiS - em, że zrezygnował z obrony nienarodzonych dzieci, a jednocześnie tylko PiS jest na tyle silny, by pokonać PO, miałem też ochotę pociąć twarz Tuska nożem, UWAGA: To tylko sen, na jawie nie namawiam do mordowania kogokolwiek,
- Serbowie Cedo Djacić i karzeł Gagi tańczyli i śpiewali na cześć Putina,
- na Placu Grunwaldzkim w Szczecinie spotkałem dwóch niepełnosprawnych; jeden z nich zakuty w czarną, rycerską zbroję chodził na rękach, bowiem nie miał nóg, drugi zaś miał postać ok. 30 - centymetrowego robota jeżdżącego na kółkach,
- poszedłem do spowiedzi, lecz wszystkie konfesjonały były nieczynne,
- w Empiku odkryłem baśń Juliusza Verne'a opowiadającą min. o podróży do piekła i postanowiłem ją kupić,
- oglądałem film fantasy o starożytnych Grekach, którzy przypłynęli do Australii,
- jacyś ludzie wymyślili wykuty z kamienia ,,ogórek konceptualny'' mający wyprzeć wiarę w dotychczasowych bogów,
- ojcem zbójnika Sobka Burego był egipski bóg Sobek (wymyślone na jawie),
- USA stały się krajem muzułmańskim przekształcając się w Zjednoczone Emiraty Amerykańskie lub republikę islamską,
niedziela, 27 stycznia 2019
,,Jaksa tom 1 Bies idzie za mną''
,,Wojsko
ohydne jakieś, wrzeszcząc przez mgłę leci
Pod
zamek i wojsko konne małych, żółtych ludzi,
Sprośnymi
okrzykami północ głucha budzi;
Oczy
ich małe tak się jarzą jakby świece,
Czapki
z futra ogromne, kwadratowe lice,
Kożuchy
na nich wełną na wierzch wywrócone,
Pod
nimi konie małe, a jak wilki wrone’’
-
Wojciech Dzieduszycki ,,Baśń nad baśniami’’
W
styczniu
2019 r. przeczytałem powieść heroic fantasy Jacka Komudy ,,Jaksa
tom 1 Bies idzie za mną’’.
Jest to pierwsza część planowanej trylogii, do której uwerturę
stanowi recenzowany już na tym blogu zbiór opowiadań ,,Jaksa’’.
Komuda
w swej najnowszej powieści nawiązuje do wierszy Tadeusza
Micińskiego (1873 – 1918), ks. Józefa Baki (1707 – 1780),
Cypriana Kamila Norwida (1821 – 1883), do dramatu ,,Dziady’’
Adama Mickiewicza, a nawet do najstarszej polskiej pieśni -
,,Bogurodzicy’’.
Obecne są też odniesienia do mitów i legend słowiańskich
(przykładowo imię króla – ducha Jessy pochodzi z panteonu Jana
Długosza), węgierskich (hungurski setnik nosił imię Almos; było
to imię jednego z legendarnych władców Węgrów) i rumuńskich
(pewien Hungur nosił imię Bookor, co nawiązuje do pasterza Bukora
– legendarnego założyciela Bukaresztu), a
nawet do kręgu kultury indiańskiej (hungurskie określenia konia to
,,sunka
wahan’’).
Hungurski szaman Rubruk zawdzięcza swe imię imię flamandzkiemu
podróżnikowi po Imperium Mongolskim; franciszkaninowi Wilhelmowi
Rubrukowi (ok. 1220 – ok. 1293), zaś lendzicki rytuał pogrzebowy
polegający na łamaniu broni o stelę grobową jest wzorowany na
zwyczajach polskiej szlachty z XVII wieku (notabene Komuda napisał
wiele książek z podgatunku sarmackiej fantasy). Pojawia się nawet
nawiązanie do naszych czasów – pierwowzorem rozpustnego cesarza
Taurydyki Macronusa był obecny prezydent Francji Emmanuele Macron.
Tytułowym
bohaterem jest młody Jaksa Drużyc – syn lendzickiego rycerza
Miłosza Drużyca (jego pierwowzorem był bohater serbskich legend
Miloš
Obilić) i jego żony Wenedy. Jaksa miał długie blond włosy i
szare oczy. Kagan Toruuł kazał go ścigać i zabić, aby pomścić
na nim śmierć swego ojca Gorana Ust Duuma skrytobójczo zabitego
przez Miłosza na Rabym Polu (bitwa na Rabym Polu nawiązuje zarówno
do mitu kosowskiego, jak i do bitwy pod Legnicą w 1241 r.).
Dzieciństwo Jaksy było serią ucieczek przed Hungurami. Raz od
rytualnej śmierci na palu uratowała go hungurska dziewczynka
Selene, zaś śmierć w ofierze dla Taaltosa poniósł jej mały brat
Mogke. Po raz drugi Jaksa dostał się do kraju Hungurów jako
niewolnik. Doznawszy
licznych udręk, na długie lata stracił zdolność mowy; odzyskał
ją dopiero torturowany przez niegodziwego Gleba z ludu Dregowiczów.
Służył
w aule Surbaatara Uldina, który z czasem nadał mu imię Nookar
Konin i przyjął do swego rodu w miejsce synów wymordowanych z
rozkazu kagana Toruuła. Pod wpływem lendzickiego jeńca – Grota –
kapłana Praojca i Jessy – dowiedział się o swym lendzickim
pochodzeniu i ratując mu życie w czasie konnej gonitwy, zbiegł z
nim na tereny podbitej Wielkiej Lendii. Powieść przedstawia oprócz
ogromu jego cierpień, rozdarcie głównego bohatera między
tożsamością Lendzica, a Hungura.
Wedda
– świat, w którym żył Jaksa, zamieszkana była przez liczne
groźne zwierzęta i upiory.
Hungurzy
ścinali swym wrogom głowy i wieszali je na Drzewie Życia łączącym
domenę Matki Ziemi z domeną Matki Nieba. Poddawana szamańskim
zabiegom, ucięte ludzkie głowy żyły nadal i były zmuszane do
wyjawiania informacji (tak uczyniono z głową Miłosza Drużyca), a
nawet atakowania wrogów, w których kierunku były miotane.
Skalny
wilk był groźnym zwierzęciem zamieszkującym Lendię; większym od
zwykłych wilków i mającym trzy oczy. Próbował pożreć Jaksę
gdy ten był dzieckiem. Jego pierwowzorem mógł być plejstoceński wilk z gatunku Canis dirus żyjący w Ameryce Północnej.
Upiór
Gospodzin nosił drewnianą maskę i zwabiał do siebie dzieci, aby
dostarczać je poganom; zrewoltowanym chłopom wyznającym Wołosta w
celu złożenia w ofierze. Taki los o mało nie spotkał też Jaksy,
wrzuconego do dołu z wilkołakiem, którego obronił mający czuwać
nad nim rycerz Czambor.
W
kraju Hungurów żył groźny zwierz - henodon
ludojad żywiący
się wyłącznie ludzkim mięsem. Przypominał nieco hienę
umaszczoną jak tygrys. Z żywych henodonów Hungurzy wycinali
kawałki skóry potrzebne do zamieniania ludzi w mankurty.
Pierwowzorem tych zwierząt był oligoceński drapieżnik hienodon:
,,HIENODON – należał do kreodontów, pradrapieżnych ssaków, które były praprzodkami późniejszych kotowatych i psowatych. Miał ponad metr długości, a więc tyle co hiena, a także podobne do niej uzębienie. Tak jak współczesne hieny, polował i także żywił się padliną. Budowa jego nóg i stóp świadczy o tym, że mógł biegać, choć niezbyt szybko. Zwierzęta te przetrwały do późnego miocenu. Prawdopodobnie najpierw żyły w Europie lub w Azji, a potem zawędrowały do Ameryki Północnej i Afryki. Ich różni krewniacy, należący do wielu gatunków, charakteryzowali się mniejszym wzrostem i nie przypominali współczesnych hien, lecz raczej psy i łasice’’ - ,,Zaginiony świat’’ [w]: ,,Zwierzaki nr 12 (72) grudzień 1997’’
W
swojej armii Hungurzy używali mankurtów. Istoty te zapożyczone z
wierzeń ludów tureckich (zwłaszcza z Kirgistanu) były
środkowoazjatyckim odpowiednikiem zombie. W mankurta zamieniał się
człowiek, któremu ogolono głowę, nakrytą ją świeżo zdartą
skórą henodona ludojada, po czym zakutego w dyby wystawiano na
wielogodzinne działanie Słońca. Prażona promieniami skóra
drapieżnika kurcząc się nieodwracalnie uszkadzała mózg
nieszczęśnika, przez co ten pozbawiony własnej woli i tożsamości,
stawał się całkowicie uległy swemu panu. Procedurze tej poddano
przyjaciela Jaksy, młodego Skandinga imieniem Viggo, któremu
uprzykrzano życie jako zniewieściałemu ciamajdzie i tylko Jaksa
był dlań dobry. Teraz zaś zamieniony w mankurta Viggo miał
przyprawić swego jedynego przyjaciela o śmierć…
Hungurski
chłopiec Mogke, zawdzięczający swe imię mongolskiemu chanowi
Mongke (1209 – 1259) był synem wojownika Bulcsu, który schwytał
Jaksę. Gdy główny bohater zbiegł, uwolniony przez Selene, kagan
Toruuł kazał zamiast niego nabić na pal właśnie Mogke. Umierając
chłopiec zamienił się w demona, który opętał Jaksę. Zwracam
uwagę, że nie jest to nawiązanie do demonologii chrześcijańskiej,
ale żydowskiej. W pozabiblijnej tradycji żydowskiej istoty takie
noszą nazwę dybuków (nazwa ta nie pojawia się jednak w powieści).
Zamieniony w demona Mongke poczuł się bratem Jaksy (ich braterstwo
miało się zrodzić dzięki śmierci na palu) i pod jego wpływem
Jaksa walczył w amoku jak berserk. W czasie pobytu Jaksy w Mogile,
mnisi pokutujący tam za najcięższe zbrodnie, wbrew ostrzeżeniom
Grota, chcieli za pomocą tortur i czarnej magii, zmusić ducha
dziecka do zabicia kagana Toruuła.
Książka
opowiada o bohaterze tragicznym, prześladowanym za bohaterski czyn
swego ojca. Jaksa początkowo uczestnicząc w okrucieństwach
Hungurów, poprzez odkrywanie pod kierunkiem kapłana Grota swych
lendzickich korzeni, uczy się kierować honorem i wybaczać. Jest
to też opowieść o potrzebie miłości i posiadania rodziny, oraz
o tym, że w każdym narodzie są ludzie zarówno dobrzy jak i źli.
sobota, 26 stycznia 2019
Legenda o Kartezjuszu
,,Za legendą uważana jest natomiast opowieść o skonstruowaniu przez René Descartesa (1596 - 1630) poruszającej się lalki Francine, która miała złagodzić ból filozofa po śmierci w 1641 roku noszącej to imię córki. Podobno zmyślny automat miał zostać dziewięć lat później wyrzucony za burtę statku przez zabobonnego kapitana, który uznał go za owoc czarnej magii. Kartezjusz zmarł jakoby wkrótce po tej drugiej już utracie ukochanej córki'' - Bartłomiej Grzegorz Sala ,,W upiornym laboratorium. Homunkulus, golem, potwór Frankensteina, Mr Hyde i inni''
piątek, 25 stycznia 2019
Czerwony Kij - legenda Juliana Ursyna Niemcewicza
,,Tymczasem w Rzymie żył patrycjusz Aurelian Palemon, człowiek wielkiej prawości. Jego ród miał się wywodzić od mitycznego Palemona, syna bogini morza Ino – Leukotei, razem z Neptunem czczonego igrzyskami istmijskimi. Będąc szlachetnym, bolał, jak jego Ojczyzna, przesławna Roma, pod rządami Nerona została obrócona w zamtuz i chlew pijacki. Palemon sprawował urząd trybuna w wojsku. Sam cesarz cenił jego mądrość i waleczność, przeto często go gościł na swoim dworze. Jednak trybun nie mógł znieść panującego tam strachu i zakłamania. Codziennie narażał się na śmierć strofując despotę za jego okrucieństwo i rozpasanie. Wreszcie Neron przysłał mu list z żądaniem popełnienia samobójstwa. Nieustraszony Palemon miał lepszy pomysł. Zgromadził w swej posiadłości stu innych Rzymian niezadowolonych z władzy Nerona, a następnie wszyscy z rodzinami stanęli na Forum Romanum. Tam Palemon donośnym głosem obwieścił światu o zbrodniach cesarza, po czym strząsnął z sandałów przylegający do nich proch. Następnie on i jego drużyna udali się do Ostii, gdzie wsiedli na przygotowane zawczasu cztery okręty i popłynęli szukać nowej ojczyzny. Neron nie posiadając się ze złości, kazał ich ścigać, lecz Jurata broniła wygnańców: mgłą, falami i potworami. Statek Palemona, zwany ‘Melikartes’ wraz z pozostałymi korabiami: ‘Coraxem’, ‘Hydrą’ i ‘Scorpiusem’ opuścił Morze Śródziemne, wpłynął na Atlantyk, potem na Morze Północne. Część załogi osiedliła się w niepodbitym przez Rzymian kraju Piktów i Szkotów. Jednak Palemon pragnął płynąć dalej. ‘Melikartes’ znalazł się na Morzu Srebrnym i zawinął do portu w Canum. Królowa Wanda litując się nad jego załogą, chciała udzielić im pozwolenia na osiedlenie się w Analapii, lecz jej doradca, arcykapłan Pizamar zaproponował co innego.- Lepiej będzie jak się osiedlą w kraju Musulusa.- Przecież on ich zabije! - zaoponowała królowa.- Nie – rzekł Pizamar. - Znam wieszczbę, w której klęska jego przyjdzie z południa. A oni są przecież Rzymianami – Wanda posłuchała przyjaciela i nakazała załodze ‘Melikartesa’ osiedlić się na litewskiej ziemi. Rzymianie popłynęli tam, spalili okręty w ofierze Neptunowi i poszli w głąb kraju. […] ‘Italia, Italia’ - szeptał wzruszony Palemon [...]’’ - ,,Codex vimrothensis’’
Rzymskie
kroniki wydane w 1930 r. w zbiorze ,,Corpus
heroicus’’
pod redakcją profesora Klausa Ewalda Momsena z Wrocławia podają,
że rzymski ród Ursynów, od którego początek swój wywodzą
włoscy Orsini, za najstarszego ze swoich antenatów uważał
gladiatora Leliusza Klimatiusza. Żył ci on w czasach, kiedy
tyrańskie rządy nad rzymską republiką sprawował dyktator Sulla.
Niemcewicz podaje, że Leliusz Klimatiusz był Lechitą, to jest
Słowianinem z Analapii, a jego imię honorowało Enka – sokoła
imieniem Lelum, podobnie jak tatuaż na prawym ramieniu
przedstawiający tego właśnie ptaka. Gladiator ten wsławiony w
wielu walkach, uzyskał wolność po tym jak na cyrkowej arenie ubił
gołymi rękami wyjątkowo rosłego niedźwiedzia z Plitvy, za co
otrzymał ponadto nagrodę w wysokości 700 aureusów i przydomek
Ursinus. Były gladiator poślubił urodziwą pannę Elianę z
senatorskiego rodu i miał z nią syna Kwiliusza i córkę Kwilę.
Ród
Ursynów rozrastał się, pomnażając majątek i sławę. Z niego to
wyszedł Julian Ursinus żyjący w czasach Nerona. Był to
młodzieniec odważny w boju; noszący blizny po walkach z Germanami.
Nieobca mu była retoryka i poezja Greków, tudzież nauki ich
licznych filozofów. Tak jak Palemon bolał nad złem jakie Patrii
wyrządzał Neron i kiedy nadarzyła się okazja, wsiadł w Ostii na
okręt, zwany ,,Melikartesem’’,
aby w odległych, zamorskich krainach szukać nowej Ojczyzny. Sporo
go to kosztowało, bowiem jedyną rzeczą jaka budziła w nim lęk
było morze. W czasie długiego rejsu i licznych burz niewiele było
zeń pożytku, bowiem gdy inni szlachetnie urodzeni Rzymianie z
mieczami w rękach odpierali ataki floty wojennej Nerona, celtyckich
piratów i morskich potworów, Julian Ursinus o twarzy zielonej jak
skóra utopca, przechylony przez burtę wyrzucał z siebie gorzkie
strumienie obrzydliwej mazi. Manicjusz Labeo i Germanik Stauricus
wraz z rodzinami i niewolnikami śmiali się ukradkiem i jawnie z
jego przypadłości, sami bowiem nie byli nią dotknięci. Julian
wychudł i pędził dni smutny i skulony w kącie. Coraz częściej
myślał o tym, aby zakończyć chorobę morską w sposób najgorszy
z możliwych; otworzyć sobie żyły i skoczyć do morza stając się
żerem dla rekinów. Którejś nocy, gdy Księżyc kładł srebrne
blaski na wody Oceanu, Julian ujął nóż, aby się wykrwawić. Nie
zrobił tego jednak, bowiem jakaś silna dłoń zdecydowanym ruchem
wyrwała mu nóż z ręki. To sam Palemon zaniepokoił się o Juliana
Ursinusa.
-
Nie po to rzuciłeś wyzwanie tyranowi, aby teraz umrzeć głupią
śmiercią – rzekł wódz wyprawy. - Nawet herosi mieli swoje
słabości, a choroba morska nie jest największą z nich.
-
Wstydzę się tej choroby – wystękał Julian Ursinus – hańbię
nią honor Rzymianina.
-
Nonsens – zaprzeczył Palemon, a Julian tymczasem po raz pierwszy
do lat dziecinnych rozpłakał się jak dziecko. - Morscy bogowie
strzegli nas dotąd, mogą też uleczyć cię z twojej przypadłości,
lub chociaż dać siły do jej znoszenia – dodał łagodniej
Palemon.
Gdy
Palemon odszedł do swej kajuty, każąc młodej niewolnicy czuwać
przy Julianie, choremu na chorobę morską zdawało się, że widzi
obserwujące go z daleka karzełki o okrągłych oczach świecących
żółtym blaskiem w ciemności. Skrzaty te pokazywały go sobie
długimi, kościstymi palcami i coś szeptały między sobą, zdając
się litować nad nieszczęsnym. Julian przypomniał sobie, że
Germanie nazywali te istoty klabaternikami i uważali je za duchy
opiekuńcze statku. Potem zobaczył jak Miriam, mająca o niego
staranie niewolnica z Aszkelonu, poczęła w mroku nocy świecić
niby najpiękniejsza gwiazda ucieleśniona w postaci młodej
dziewczyny. Nad jej głową rozbłysnął diadem z płomyków.
-
Jesteś boginią? - zapytał zachwycony Julian.
-
Jestem Glada i z polecenia królowej mórz Juraty wskazuję drogę
błądzącym statkom. Agej; Deus Deorum uczynił mnie władną
wyleczyć cię z choroby morskiej – na te słowa Julian na znak
aprobaty jęknął tylko z lubością, zaś Glada zesłała nań
twardy sen.
Następnie
z rąk klabaternika wzięła bretnal cynowy i zdecydowany ruchem
zatopiła go w czaszce Rzymianina, nucąc przy tym pieśń znachorek
z plemienia Słowińców. Po chwili wyszarpnęła gwóźdź. Owinęły
się wokół niego niewielkie żyjątka morskie; wąż mający na
głowie pierzasty czubek pawia i pstrokata ośmiornica. Były to
demony powodujące chorobę morską, które Glada ze wstrętem
strząsnęła do morza. Następnie pocałunkiem załatała dziurę w
głowie Rzymianina. Gdy Julian Ursinus się obudził, ku wielkiej
radości Palemona był już wolny od choroby morskiej. Mało kto
zwrócił uwagę, że po niewolnicy ślad zaginął i tylko Julian
Ursinus wiedział, że Miriam była Gladą.
Flotylla
Rzymian przepłynęła przez cieśniny Danai i znalazła się na
Morzu Srebrnym, na którego dnie wznosił się bursztynowy pałac
królowej Juraty. Rzymianie zabawili jakiś czas w analapijskim
grodzie Canum gdzie przyjęła ich na audiencji królowa Wanda, a
następnie popłynęli na wschód ku ziemiom Bałtów od wieków
jęczących pod ciężkim jarzmem srogiego tyrana – prastarego
czarnoksiężnika Musulusa – Masiulisa. Przybysze wzięli sobie za
żony panny z miejscowych plemion zamieszkujących krainy Simajdię i
Auksztotę. Sam Palemon upodobał sobie w pięknej, złotowłosej
Litenie, przebywającej na wygnaniu córce konata. To właśnie na
jej cześć założone przez siebie nowe królestwo nazwał Liteną,
co w różnych językach brzmiało jako: Lithuania, Lietuva i Litwa.
Nim jednak złote korony spoczęły na głowach Palemona i Liteny,
Rzymianie poprowadzili Bałtów do walki przeciw uciskającemu ich
czarownikowi. Zdobyty i wydany na pastwę płomieni został jego
Burzowy Zamek, a sam Musulus przybrawszy postać złotego sępa
zwanego Nogaj – ptica, uleciał aż do Panonii. Tam zamienił się
w lutego smoka o trzech zębach, który zginął z ręki wojownika
Oposa, przodka Stefana Batorego. W owych walkach , które dały
początek wolnej Litwie brał udział również Julian Ursinus.
*
-
Nagroda, którą otrzymałeś jest większa niż myślisz – w głębi
puszczy zapewniał leśny dziad o brodzie zielonej jak mech,
nakrywający głowę kapeluszem olbrzymiego grzyba, wręczając
Julianowi Ursinusowi długi, prosty kij, którego drewno czerwienią
przypominało krew. Rzymianin otrzymał go w podzięce za uwolnienie
leśnego dziada pasącego sarny z wnyków.
-
Kij ten czerwony został wyrzezany z drewna rosnącego na wyspie
Bujan, która stanowiła odrębny świat istniejący na długo przed
stworzeniem naszego świata przez Enków – objaśniał leśny dziad
odsłaniając zęby białe i ostre jak kły wilka.
,,To
nielogiczne’’
- skrzywił się w duchu Julian Ursinus, któremu wciąż obce były
niuanse barbarzyńskich mitów, lecz taktownie trzymał język za
zębami.
-
Nawet w niewprawnych rękach może być bronią groźniejszą niż
miecz – leśny dziad mówił to zupełnie serio, zaś Julian zżymał
się w myślach: ,,Ja
mu wyświadczyłem przysługę, a ten zielony dziadyga nabija się ze
mnie w podzięce!’’
-
Coś mi się widzi, że trudno ci uwierzyć w moje słowa – rzekł
nagle leśny dziad – ale nie mam o to żalu. Wy, Rzymianie, już
tacy jesteście, że w nas, ludach Północy widzicie jeno głupich
dzikusów, albo duże dzieci. Nie zaprzeczaj, bo wiem, że cała
wasza cywilizacja, z której jesteś tak dumny, opiera się na
pogardzie dla barbarzyńców. Mimo wszystko; nie wyrzucaj Czerwonego
Kija, jeszcze ci się bowiem przysłuży – leśny dziad wcisnął
Czerwony Kij w dłoń Rzymianina, po czym podskakują i gwizdem
przywołując spłoszone sarny, zniknął wśród drzew jak kamfora.
Niebawem
Palemon stanął na czele powstania Bałtów przeciw władzy
Musulusa. Wówczas Julian nie raz i nie dwa przekonał się, że
Czerwony Kij istotnie bywa skuteczniejszą bronią od miecza. Z jego
pomocą Rzymianin łamał oręż i dzierżące go łapy Čortów
służących Musulusowi; niejeden rogaty łeb i kolczasty kręgosłup
demona pękł z trzaskiem pod uderzeniem Czerwonego Kija. Julian
Ursinus budził postrach niczym niedźwiedź w stadzie owiec idąc
przez pole bitwy zbryzgany zieloną posoką Čortów, aż w końcu
nastał kres panowania Musulusa nad ziemiami potomków Baltaina…
*
Straszny
był Szemiot (Semiotus)
i groza wielka biła od jego kłów i pazurów. Oczy jego, wielkie
jak spodki lśniły piekielną czerwienią, a z rozdziawionego pyska
ściekała zatruta, cuchnąca ślina. Powiadali wajdeloci, że
porodziła go w leśnej głuszy czarownica Ragana, w której łono
przelał swe nasienie kosmaty niedźwiedź. Istotnie; Szemiot
przypominał swojego ojca, jeno wyglądał bardziej potwornie.
Odziedziczył w pełni złośliwość po swej matce. Niszczył ule w
pasiekach i zabijał domowe zwierzęta. Zawsze starał się zniszczyć
więcej niż zdołał zjeść. Co więcej uprowadzał w głąb
matecznika zbierające jagody dziewczyny, po czym zaspokoiwszy na
nich swą żądzę, rozszarpywał je. Lubił też straszyć małe
dzieci, doprowadzając je tym do płaczu, po czym odrywał im główki.
-
Czy ja jestem psem, że wychodzisz do mnie z kijem? - parsknął
Szemiot na widok Juliana Ursinusa trzymającego Czerwony Kij. - Zbliż
się tylko, a twoja śmierć będzie równie bohaterska, co głupia i
niepotrzebna!
-
Mój przodek ubił lutego niedźwiedzia na arenie cyrku, a ten kij
pozwoli mi powtórzyć jego wyczyn! - odparł Julian.
Szemiot
zaryczał rozdzierająco i stanął na tylnych łapach. Rzymianin zaś
cisnął w jego stronę Czerwonym Kijem wypowiadając zaklęcie ongiś
przekazane mu przez leśnego dziada. Kij leciał w stronę
niedźwiedzia, niby czerwona błyskawica. Ugodził Szemiota w oko,
obalił na ziemię, najeżył się w sęki i jak nie pocznie okładać
potwora! Wystarczyły trzy uderzenia, aby kręgosłup Szemiota pękł
z głuchym trzaskiem.
Kiedy
Julian Ursinus zadął w róg na znak triumfu zza drzew wyszła
złotowłosa nimfa w przejrzystym gieźle. Tanecznym krokiem podeszła
do Rzymianina i zarzuciła mu ramiona na szyję. Rzymianin rad był,
że tak piękna panna spieszy go pocałować, jednak gdy gudełka
rozchyliła usta, ukazały się w nich białe kły, którym kłapnęła
chcąc odgryźć mu nos. Nie zdążyła. Oto Czerwony Kij przeleciał
ze świstem, wbił się w odsłonięty pępek gudełki i przeszedł
przez jej powabne ciało na wylot. Zalotnica upadła na trawę i
wtedy opadł z niej czar iluzji. Oczom Juliana ukazała się szpetna
jędza o rudych, zmierzwionych włosach i wielkich zębach.
-
Otua! - resztkami sił wypowiedziała nie działające już zaklęcie
po czym oddała duszę Čortom.
-
To była Ragana, która chciała pomścić śmierć swego syna
Szemiota – przemówił ludzkim głosem Czerwony Kij.
Niedługo
po tym wydarzeniu, konat Zygigagus dał nagrodzonemu złotym wieńcem
przez króla Palemona, Julianowi, swą pełną wdzięku i dobroci
córkę Thulianę za żonę, ta zaś z radością się zgodziła.
,,Od nich to właśnie
bierze swój początek mój ród mieszkający na Litwie od czasów
starożytnych’’ -
pisał w XVIII wieku Julian Ursyn Niemcewicz.
czwartek, 24 stycznia 2019
Legendy o Piłacie
,, [...] W okolicach Lucerny znajduje się góra ochrzczona imieniem 'Piłat'; jeszcze w roku 1387 wtrącono do więzienia sześciu mnichów z tego miasta, bo próbowali wdrapać się na tę górę, niepomni na to, jaki zły duch tam siedzi. Tradycja przekazała wiele legend o śmierci Piłata. W Średniowieczu flamandzki ksiądz - niejaki Peter Pictor - napisał wiersz pt. Piłat, w którym wykorzystał wiele z tych ustnych przekazów np. że Rzymianin popełnił samobójstwo sztyletem (...), bo skazał na śmierć wielkiego lekarza ludzkości, którego porady zapragnął sam Kaligula. Po śmierci jego ciało miało zostać wrzucone do wulkanu na szczycie alpejskiej góry. Inna legenda głosi, iż w każdy Wielki Piątek diabeł wynosi ciało Piłata z wulkanu i usadza je na kamiennym tronie, gdzie nieszczęśnik będzie stale wykonywał gest mycia rąk. [...] Z omawianym motywem w innej postaci ma się do czynienia w Złotej Legendzie Jakuba de Voragine: Piłat, okryty czerwonym płaszczem, zasiada w Wielki Piątek na środku jeziorka u stóp góry, noszącej jego imię. [...]'' - Michał Kruszelnicki ,,Mistrz w księżycowym stroju''
środa, 23 stycznia 2019
,,Mroczna Wieża''
W 2013
r. przeczytałem po raz pierwszy zbiór opowiadań science fiction i
fantasy C. S. Lewisa (1898 – 1963) zatytułowany ,,Mroczna
Wieża’’ (ang. ,,The
Dark Tower’’; nie
mylić z powieścią ,,Mroczna
Wieża’’ Stevena
Kinga). Redakcji podjął się sekretarz brytyjskiego pisarza,
Walter Hooper, który ocalił rękopisy zmarłego Lewisa przed
spaleniem w ogrodzie. Książka została wydana w 1977 r. (przekład
polski ukazał się w 2013 r., z czego opowiadanie ,,Anioły
miłosierdzia’’ już
wcześniej ukazało się w Polsce w antologii humorystycznej
fantastyki ,,Czarnoksiężnicy
z Krainy Osobliwości’’
pod redakcją Petera Haininga).
Omawiana
antologia składa się z następujących części:
-
niedokończonej powieści
science fantasy ,,Mroczna
Wieża’’
opowiadającej o podróży w czasie, zainspirowanej rzekomą przygodą
Charlotte Anne Moberly i Eleanor Jourdain w 1901 r. w Petit Trianon,
gdzie miały przenieść się w czasy Marii Antoniny, książką J.
W. Dunne’a ,,An
Experiment with Time’’
z 1927 r., poematem ,,Sir
Roland pod Mroczną Wieżą stanął’’
Roberta Browninga z 1855 r.1
i renesansowym eposem ,,Królowa
elfów’’ Edmunda
Spensera (to pod jego wpływem jeden z bohaterów nazywa się
Scudamour),
-
opowiadania ,,Niewidomy
od urodzenia’’
(alegorii opowiadającej o poszukiwaniu Boga),
-
satyrycznego opowiadania fantasy ,,Kraina
Imitacji’’,
-
humorystycznego opowiadania science fiction ,,Anioły
opiekuńcze’’,
-
opowiadania science fiction ,,Nieznane
formy’’
-
retellingu greckiego mitu o wojnie trojańskiej ,,Po
dziesięciu latach’’.
Akcja
tych opowieści rozgrywa się w XX wieku (1938 r., bliżej
nieokreślony okres po 1946 r. - dacie wynalezienia bikini), Innym
Czasie (rodzaju świata równoległego, gdzie czas biegł inaczej niż
w naszym świecie), w bliżej nieokreślonej erze lotów
międzyplanetarnych, oraz w starożytności w takich miejscach jak:
Cambridge (Wielka Brytania), Mars, Księżyc, Troja, Egipt, a nawet…
wnętrze umysłu współczesnej kobiety Peggy.
W
Innym Czasie wierzono, że Ziemia jest płaska, a Słońce osiąga
niewielkie rozmiary. Pociągi przetrwały wyłącznie w legendach
jako Dymiące Konie. Posiadano za to rozległą wiedzę o czasie.
Ludzie dzielili się na kasty, z których najwyższa byli Żądlarze
(sami siebie nazywający Jednorożcami) mieszkający w tytułowej
Mrocznej Wieży. Mieli żółtą skórę, nosili czarne szaty, zaś z
ich czół wyrastały obrzydliwe, czerwone żądła zatrute jadem.
Żądlarze nie mający jeszcze żądeł, zwani Trutniami, ze
wszystkich sił starali je sobie wyhodować za pomocą chemicznych
mikstur. Istoty te odpowiadały za kult bożka zwanego Wielkim
Mózgiem. Swoich żądeł używały do kłucia ludzi w głowę, ci
zaś pod wpływem jadu zamieniali się w bezwolne Manekiny. Inną
kastą byli robotnicy pracujący na utrzymanie Żądlarzy. Wrogami
mieszkańców Mrocznej Wieży byli barbarzyńscy Biali Jeźdźcy.
Menelaos
– król Sparty i jego porwana przez Parysa, żona Helena to postaci
z mitologii greckiej. Z mitologicznego opowiadania Lewisa dowiadujemy
się jak bardzo niewygodnym miejscem było wnętrze Konia
Trojańskiego. Gdy Troja została zdobyta, Menelaos odkrył, że jego
żona przez te dziesięć lat zestarzała się i już nie była
najpiękniejszą z kobiet. Miotały nim sprzeczne uczucia. Rad był
surowo ukarać niewierną żonę, lecz nie pozwalał mu na to jego
cyniczny brat Agamemnom. Od niego Menelaos dowiedział sie, że cała
wyprawa wojenna była jedynie pretekstem do zniszczenia konkurenta
handlowego. Menelaos i Helena w drodze do Sparty zatrzymali się
Egipcie, gdzie ukazany został eidolion – zjawa nadludzko pięknej
Heleny, dla której Grecy przez tyle lat walczyli. Nawiązuje to do
mitu, że prawdziwa Helena została zabrana na Olimp gdzie została
boginią, zaś obie strony konfliktu wykrwawiały się dla
przedstawiającej jej piękno iluzji.
C.
S. Lewis w swojej antologii przedstawił krytykę ,,nowoczesnych’’
kobiet – bezwstydnych, egoistycznych i myślących tylko o
kupowaniu, oraz rozpusty (,,wyzwolone’’, stare i brzydkie kobiety
poleciały jako ochotniczki na Marsa, aby świadczyć usługi
seksualne astronautom, lecz ci nie chcieli, a jeden z nich, głęboko
wierzący meteorolog, zwany Mnichem podjął próbę nawrócenia
kosmicznej prostytutki). Jako pozytywny wzorzec została ukazana
natomiast miłość i odwaga Scudamoura, który wskoczył przez
chronoskop do Innego Czasu, aby ratować uwięzioną w nim, swą
ukochaną Camillę. Tak jak inne książki C. S. Lewisa, ,,Mroczna
Wieża’’ jest bardzo
ciekawa i warta zekranizowania ;).
1
Utwór ten zainspirował również Stevena Kinga, który przedstawił
Rolanda jako rewolwerowca.
Subskrybuj:
Posty (Atom)








































