,,Każda
potwora znajdzie amatora’’ - przysłowie
W
sławnym Królestwie Valkanicy
leżała wioska Poliž nad
rzeką Sumem. Mieszkał w niej młynarz Vietron wraz z żoną Vjosą
i jedyną córką, Władygornicą. Młynarz nie stronił od mocnych
trunków i w karczmie nieraz kompani od wypitki chwalili jego mocną
głowę. Za to gdy chwiejnym krokiem powracał z karczmy do domu,
Vjosa nie raz i nie dwa odczuła jak ciężką rękę ma jej mąż. W
erze jedenastej, czasie głębokiego upadku człowieka, praktykowano
wiele okrutnych obyczajów. Nie tylko przymykano oczy na bicie żony
przez męża, ale też uważano za normalne i uświęcone tradycją
posiadanie niewolników, składanie krwawych ofiar z ludzi, palenie
wdów na stosach pogrzebowych mężów, uśmiercanie niechcianych
dzieci przed lub po narodzeniu, wreszcie wypędzanie starych i
niedołężnych rodziców na pewną śmierć do lasu. Sąsiedzi
wiedząc, że Vietron okładał żonę kijem lub pięściami, nie
mieli mu tego za złe, ale jeszcze chwalili go za to,
że ,,nie jest
pantoflarzem’’.

W
takim to świecie dorastała Władygornica, a jej serce z roku na rok
napełniało się coraz większym lękiem przed zawarciem małżeństwa
i założeniem rodziny. W szesnastej wiośnie życia była z niej
urodziwa panna, smukła jak sosna, o cerze jasnej, warkoczach
złocistych i oczach zielonych niczym szmaragdy. Oglądali się za
nią pożądliwym wzrokiem gospodarscy synowie, ona jednak żadnego z
nich nie darzyła swymi względami.
-
,,… bo każdy chłopiec
ma w sobie jad, kiedy cię kocha, powiedz mu: at!’’
- niegdyś śpiewała z koleżankami przy wieczornym przędzeniu lnu
i słowa tej piosenki wyryły się bardzo głęboko w jej sercu.
Na
tronie Zviezdunów – Miesięcy zasiadał Październik, kiedy
Władygornica miała obchodzić swoje szesnaste urodziny. Już od
samego rana Vietron spity starym winem, leżał w kącie, cuchnął i
chrapał. Vjosa w tym czasie upiekła dla swej córki smakowity
kołacz z miodem i orzechami. Z pachnącego ciasta wyrastało niczym
kolce na jeżu, szesnaście cienkich świeczek, które należało
zdmuchnąć.
-
Pomyśl jakieś życzenie, kochanie – rzekła wzruszona Vjosa.
Władygornica
nabrała powietrza i za jednym zamachem zdmuchnęła wszystkie
świeczki.
-
Niech wiedzą to Enkowie i ród człowieczy – przemawiała
dziewczyna z policzkami
czerwonymi od gniewu i błyszczącymi oczami – że nie pragnę być
żoną, ani matką. Wszyscy mężowie jakich poznałam to lubieżne
kiernozy, żadnemu z nich nie oddałabym swego wstydu panieńskiego!
-
Córeczko, co ty mówisz?! - Przeraziła się matka. - Świat nie
jest aż taki zły jak go sobie wyobrażasz!
-
Jest jeszcze gorszy! - Wydarła się Władygornica, nawet nie
ruszając swojego kołacza. - Wiedz, droga matko, że milej mi
zamienić się w drekavaca niż ogrzewać łoże jakiegoś starego
opoja!

W
tej samej chwili pod oknem chaty przechodziła Zła Godzina pod
postacią starej żebrczki o czerwonych oczach, okrytej czarnymi
łachmanami. Zła Godzina
zastrzygła spiczastymi uszami i uśmiechając się szyderczo,
wymamrotała: ,,Niech ci
się tak stanie!’’
Vjosa pobladła jak prześcieradło, a z jej piersi wydarł się
krzyk przerażenia. Nic dziwnego, bowiem ledwo Władygornica
wypowiedziała swe pochopne życzenie, zaczęła zmieniać się w
oczach. Jej białe, delikatne ciało, pokryły duże i twarde łuski
w barwach różowej, fioletowej, czerwonej, błękitnej, złotej,
zielonej i srebrnej. Straciła piękne włosy, zamiast nich zyskując
bycze rogi, kły, szpony i potężny ogon. Mówiąc krótko a
węzłowato, panna zamieniła się w wodnego smoka rozmiarów byka,
należącego do gatunku nazywanego drekavacem. Vietron ocknął się
wreszcie z pijackiego snu. Do chaty wbiegli sąsiedzi uzbrojeni w
widły i siekiery, podczas gdy Władygornica przemieniona w
drekavaca, zaryczała straszliwie. Machnięciem ogona przewróciła
stół, nawet nie skosztowawszy urodzinowego kołacza.
-
Aj – aj, cóż to za poczwara?! - Wybełkotał rozbudzony Vietron,
w którego głowie wciąż jeszcze szumiało od wypitych trunków.
Sąsiedzi
młynarza nie zdążyli zranić przemienionej Władygornicy swoimi
ostrymi narzędziami, bowiem smoczyca, roztrącając ich jak kręgle,
wybiegła z chaty. Z jej czerwonych ślepi ciekły łzy, które
upadając na ziemię, zamieniały się w drobne szkiełka. Panna
zamieniona w drekavaca znalazła schronienie w dużym jeziorze
Sumon, leżącym o rzut kamieniem od wioski. Skryta pod jego falami,
zaspokajała głód, pożerając surowe ryby, wodorosty, a nawet muł
zalegający na dnie, który po przejściu przez jej kiszki przybierał
postać złotego piasku. Nocami wynurzała z głębiny swój wielki
łeb w stronę srebrzystego Księżyca i ryczała krowim głosem. Ryk
ten, napełniający serca miejscowych kmieci lękiem, wyrażał
wielką samotność i smutek. Władygornica nie była szczęśliwa
pod postacią drekavaca, nie umiała jednak odczarować samej siebie.

Tymczasem
lata biegły niczym jelenie pędzące przez las. Młynarz Vietron
przebrał miarę w piciu. Zataczając się i bełkocząc, uderzył
czołem w twardą podłogę i skonał. Chłopi z Poliža
zamyślili spalić owdowiałą Vjosę na stosie pogrzebowym męża.
Były to bowiem czasy, kiedy lud i możni składali żertwy Čortom,
mniemając, że czczą w ten sposób Enków. Vjosę od śmierci
uratował w ostatniej chwili jej krewny z sąsiedniej wioski noszący
imię Matur. Poślubił wdowę płacąc za nią żercy stosem kunich
futer i trzema garncami wybornego miodu.
Władygornica
nie wiedziała o tych wszystkich wydarzeniach, a jej serce coraz
bardziej ziębło i twardniało. Udręczona samotnością poczęła
przewracać łodzie młodych rybaków, a ich samych więzić na dnie
jeziora, pogrążonych w letargu pod stosem kamieni. Panna –
drekavac wpatrywała się godzinami w ich blade twarze z otwartymi
oczami, pieściła je swym długim, rozdwojonym językiem i wzdychała
tęsknie, marząc o wielkiej miłości, która zdawała jej się
całkiem nieosiągalną. Blady strach padł na kmiecie z Poliža,
tak, że przestali wyprawiać się nad jezioro. W niewoli
Władygornicy spoczywało ośmiu pogrążonych w letargu urodziwych
młodzieńców, których na powierzchni opłakiwały ich matki,
siostry i żony. Zaklęta panna na próżno bawiła się nimi jakby
byli lalkami. Żaden z nich nie był w stanie zaspokoić jej głodu
miłości.

W
czasie kiedy nadejście promiennej Wiosny zakończyło panowanie
śnieżnej Zimy, do Poliža
przyjechał na białym koniu Jaroszu, junak Rozkovan, syn księcia
Kukolda. Ludzie łatwo mylili księcia Rozkovana z samym Jaryłą,
jedną z postaci w jakich objawiał się Jarowit – Perun. Tak
wielki bił bowiem majestat i piękno od jego młodzieńczej sylwetki
okrytej białym płaszczem i długich włosów, lśniących jak złota
przędza. Rozkovanowi nieobce były nauki żerców i kozesów
pobierane w tajemniczych
sanktuariach skrytych wśród gór i lasów Valkanicy. Opowiadano o
nim, że mocą Enków uzdrowił z szaleństwa trzy siostry Radunove,
którym zdawało się, że były krowami.

Kiedy
Rozkovan posłyszał o bestii topiącej w jeziorze rybaków, wzruszył
się głęboko. Stanął nad brzegiem jeziora i wydobył z sakiewki
ziele nazywane rozkownikiem, od którego pochodziło jego imię.
Zielem tym nieraz uwalniał z kajdan niewinnych więźniów Kościeja
i innych tyranów. Teraz zaś wrzucił listek rozkownika do jeziora i
wypowiedział słowa przekazane mu niegdyś w chramie Welesa –
Trojana. Jezioro zabulgotało i wyszli z niego rybacy wybudzenie z
letargu, którzy teraz radośnie witali się ze swymi bliskimi
oczekującymi ich na brzegu. Nie był to koniec cudów tego dnia.
Władygornica w postaci drekavaca wynurzyła się z okropnym rykiem i
kłapaniem zębami. Jeden Rozkovan nie okazał lęku, jeno dobył
złotej laski zakończonej świętym znakiem kras.
-
Atrit – Patrit – Agej! - Zawołał junak, uderzając laską
drekavaca.
Wówczas
pękła z trzaskiem łuskowata skóra bestii, odpadły jej rogi,
szpony i ogon. Na miejscu drekavaca leżała na brzegu odczarowana
dziewczyna. Z jej oczu ciekły łzy żalu.
-
Ubijmy tę wiedźmę, aby pomścić naszych chłopców! - Domagali
się sąsiedzi.
-
Zabraniam wam ją krzywdzić. Każdy zasługuje na drugą szansę.
-
Panie Rozkovanie – zabrał głos rzeźnik – jeśli chcesz, aby
żyła, zabierz ją z dala od nasze wioski! - Jego słowa mieszkańcy
Poliža
poparli gniewnymi okrzykami.
-
Władygornico, czy byłabyś rada udać się ze mną na wędrówkę?
- Spytał Rozkovan.
-
Panie, ty jako jedyny mnie nie potępiłeś jeno odczarowałeś.
Juści, żem rada udać się z tobą choćby na kres świata.
Rozkovan
posadził pannę na swym rumaku i razem opuścili Poliž
na spotkanie licznym przygodom i wielkiej miłości.