Ryc. za: Itworknotbad
Kiedy wiele lat temu pisałem maturę jako jedyny w całej klasie ujrzałem boginię wojny, Czerwoną Sonię, która dla wszystkich innych była niewidzialna. Miała na sobie czerwone bikini i chodziła po ścianach i suficie jak pająk. Co jakiś czas chwytała długim lepkim językiem i połykała rozpraszające myśli, materializujące się w postaci różnobarwnych much. Dzięki jej pomocy mogłem skupić się na pisaniu matury. Gdy była już po wszystkim, w podzięce pocałowałem ją w usta. Wtedy z nieba spadł na ulicę deszcz kremówek. Powyższa historia jest w całości prawdziwa jak to, że Ziemia jest płaska.
P. S. Matura Tadeusza Klarowskiego obyła się bez podobnych przygód ;).


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz