sobota, 27 stycznia 2018

Mrówki

,,Do mrówki się udaj, leniwcze, patrz na jej drogi – bądź mądry'' – Prz 6,6



,,Śmiał się wół, widząc mrówki małą pracą zajęte
Usłyszał od nich słowa pamiętne: 'Z rozumu wynika szacunek roboty
Ty wół pracujesz bo musisz, my mrówki z ochoty'''
- Ignacy Krasicki ,,Wół i mrówki''



,,Śpiewał świerszczyk całe lato,
lecz gdy przyszły pierwsze chłody
nagle głód mu zajrzał w oczy,
bo w spiżarni całkiem pusto:
nie ma ani jednej muszki.
Biegnie zatem po ratunek
do sąsiadki pani mrówki
prosząc by mu pożyczyła
parę ziarnek, dzięki którym
zdoła przetrwać aż do lata
[…]
Mrówka jednak rzecz wiadoma,
do pożyczek nie jest skora.
'A co robił pan szanowny,
kiedy słonko przygrzewało?'
'Dniem i nocą, droga pani,
radowałem wszystkich śpiewem'.
'Śpiewał pan? To bardzo pięknie.
Niechże teraz pan tańcuje!''
- Jean de La Fontaine ,,Świerszcz i mrówka''










Powyższe cytaty świadczą o zainteresowaniu jakim od dawna cieszą się mrówki. Jest to rodzina błonkówek, spokrewniona z takimi owadami jak: pszczoły, osy, czy trzmiele. Wyróżniamy co najmniej 14 000 gatunków mrówek żyjących na wszystkich kontynentach z wyjątkiem Antarktydy. Trybem życia upodobniły się do znacznie od siebie starszych (i wcale nie spokrewnionych!) termitów, z którymi skutecznie konkurują. Więcej – w Afryce mają nawet miejsce regularne ,,wojny'', które mrówki toczą z termitami. Stroną atakującą są zawsze omawiane owady.
Co możemy powiedzieć na temat osiąganych przez nie wymiarów? Najmniejsze osiągają kilka milimetrów długości, podczas gdy w tropikach istnieją mrówcze ,,olbrzymy'' o ponad 4 cm długości. 1 Oto jakie są wymiary dwóch gatunków mrówek żyjących w Europie. U hurtnicy robotnica osiąga 3 – 4 mm, zaś królowa mierzy ok. 10 mm (długość życia królowej wynosi powyżej 1 roku, robotnica żyje kilka miesięcy, a samiec kilka tygodni). Natomiast rudnica osiąga 4 – 9 mm długości (robotnica) i 9- 11 mm (królowa). Jej ciężar wynosi ok. 13,7 miligrama, zaś sama królowa tych ostatnich żyje 15 – 20 lat.








Ciało dzieli się na trzy części: głowę, tułów i odwłok. Głowa owalna, zakończona aparatem gębowym gryzącym, jest wyposażona w narządy zmysłów – oczy złożone i czułki, które mogą się zginać i prostować. Najlepiej rozwiniętym zmysłem mrówek jest węch. Mrówka, która by przesiąkła zapachem padliny będzie usunięta z mrowiska niezależnie jak bardzo absurdalne mogłoby się to wydawać dla obserwującego to człowieka. Dziwi się Czytelnik? A przecież człowiek może czasem pomylić manekin z żywą osobą, bowiem każde zwierzę odbiera taki obraz świata jaki kreują jego zmysły. Różnica jest tylko taka, że człowiek potrafi się rozumowo obronić przed tego typu pomyłkami, zaś mrówka – nie. Mrówki posiadają 6 odnóży krocznych. Odwłok pękaty. U południowoamerykańskich mrówek – tkaczek jest barwy oliwko zielonej, co kontrastuje z jasnobrązową resztą ciała. Żyjące w Australii mrówki miodowe w monstrualnych odwłokach przechowują słodką substancję, dla której bywają zbierane przez ludzi do celów konsumpcyjnych. Inne gatunki w odwłoku mają broń – żrącą substancję, zwaną kwasem mrówkowym. Przed użyciem owej cieczy, mrówka zgina się w pałąk i wypina odwłok. Dla większości owadów (np. pchły) kwas mrówkowy jest śmiertelną trucizną. Korzystają z tego sójki. Stoją na mrowiskach, czym prowokują mrówki do ataku, którego rezultatem okaże się oczyszczenia pierza z pasożytów. W odróżnieniu od innych błonkówek, mrówki różnią się zdecydowanie naziemnym trybem życia. Skrzydła są wyłącznie atrybutem królowej, ale jak się później okaże, tylko do pewnego momentu jej życia.








W Europie żyją takie gatunki mrówek jak: rudnica, zwana mrówką czerwoną, hurtnica, pierwomrówka łagodba, kartoniarka czarna, czy synantropijna mrówka faraona pochodząca z Indii. Ta ostatnia została stamtąd zawleczona do wielu rejonów świata, ,,wędrując'' razem z ludźmi, oczywiście wbrew ich woli. Odżywia się tym samym co człowiek. Ich największy rarytas stanowią mięso i jego przetwory, ale także chleb, słodycze, a także martwe owady. W ludzkich mieszkaniach są naturalnymi wrogami pluskiew. Unikają natomiast chili, której to przyprawy można użyć na potrzeby naturalnej walki z tymi owadami.








Mrówki są symbolem pracowitości. W biblijnych pochwałach pod adresem tych owadów nie ma ani cienia antropomorfizmu. Dodać należy, że jest tam mowa o występujących w Azji Południowo – Zachodniej i na południu Europy mrówkach żniwiarkach. Do tego gatunku należała prawdopodobnie mrówka z zacytowanej na początku artykułu bajki La Fontaine'a , bo właśnie mrówki żniwiarki zajmują się gromadzeniem ziaren zbóż (,,prosząc by mu pożyczyła / parę ziarnek, dzięki którym / zdoła przetrwać aż do lata...'').
Co ciekawe – wydaje się, że mrówki przez całe swoje życie obywają się bez snu. Wśród ssaków takim fenomenem są ryjówki.
Obserwując mrówki można ujrzeć wiele scen przypominających sceny z życia ludzi (!) - np. gdy jedna się opóźnia w pracy, druga ją popędza. Przy budowie mrowiska osobniki po raz pierwszy biorące udział w takich pracach budowlanych różnią się szybkością w przyswajaniu sobie umiejętności. Jedne zdobywają wprawę szybciej, inne wolniej. W ich świecie istnieje nawet niewolnictwo! Jeden gatunek mrówek napada na mrowisko innego gatunku, porywa z niego larwy, które przepoczwarzywszy się w mrowisku zwycięzców, pracują na rzecz swoich ,,panów''. Mało tego!







,,Uważam, że zasadniczą cechą, która umożliwiła mrówkom stanie się dominującą grupą zwierząt w skali światowej, jest ich sposób bycia charakteryzujący się wysoko rozwiniętym instynktem poświęcenia się dla kolonii.
Okazuje się, że w pewnych okolicznościach socjalizm naprawdę funkcjonuje. Karol Marks zajął się niewłaściwym gatunkiem...'' - mówił w 1994 r. socjobiolog Edward Osborn Wilson.
Wszystkie gatunki mrówek są owadami społecznymi. W ich społecznościach istnieje podział kastowy:
- królowa – najważniejsza samica, odpowiedzialna za składanie jaj,
- samiec – osobnik zapładniający królową,
- robotnice – bezpłodne mrówki płci żeńskiej zajmujące się: rozbudową mrowiska, poszukiwaniem pokarmu, obroną mrowiska i opieką nad larwami,
- larwy – przyszli przedstawiciele którejś z powyższych kast.
Aby rudnice miały mrowisko, nie muszą się męczyć nad jego budową. Wystarczy im skorzystać z pracy pierwomrówek łagodnych. Całą akcję przeprowadza jedna tylko królowa rudnic. Wygnana z mrowiska pierwomrówek powraca przesiąknięta ich zapachem, dzięki czemu zyskuje swobodny dostęp do ich siedziby. Tam zabija królową i przejmuje jej funkcje. Od tej pory pierwomrówki łagodne opiekują się jajami, z których wylęgną się larwy rudnicy. Przez pewien czas w mrowisku egzystują mrówki dwóch gatunków, aż do momentu gdy pierwomrówki wymrą bezpotomnie, a na ich miejscu zostaną wyłącznie rudnice.









Locum nie zawsze jest potrzebne... W Afryce żyją mrówki koczujące, zwane mrówkami legionistkami (to są owe ,,siafu'' z ,,W pustyni i w puszczy'' Henryka Sienkiewicza). Owady te, o czarnym ubarwieniu, prowadzą wędrowny tryb życia, czasem ,,odwiedzając'' wioski murzyńskie. Ludzie wtedy uciekają, zabierając co cenniejszy żywy dobytek. Przy okazji giną wszelkie, synantropijne owady, gryzonie, pajęczaki, węże i jaszczurki. Mrówki koczujące zjadają nawet innych przedstawicieli mrówek! Na noc łączą odnóża w celu utworzenia dla królowej, jaj, poczwarek i larw prowizorycznego gniazda. Mimo, że są groźne, polują na ziemi wyłącznie w zwartych kolumnach dzięki czemu łatwo się przed nimi bronić skręcając na bok. Nie jest dobrym pomysłem, by uciekać przed siafu na drzewo, bowiem mrówki wejdą na nie, chodząc po całej powierzchni rośliny i zjadając na miejscu, lub strącając na ziemię dla innych mrówek wszystkie zastane tam zwierzęta.








Jest jeszcze inna opcja. Żyjące w Ameryce Południowej mrówki tkaczki mieszkają w gniazdach zrobionych ze zszytych ze sobą dwóch brzegów liścia. Liść jest zszywany za pomocą larw tych mrówek, które wydzielają lepką substancję, znakomicie zastępującą krawieckie nici. Mrówki tkaczki żywią się owadami. Z ich życiem związały się dwa gatunki motyli nie mających polskich nazw: Liphyra brossolis i Anthene emolus. Obydwa motyle należą do modraszków. Pierwszy z nich ma skrzydła koloru rudego z ciemnym obramowaniem. Składa jaja w pobliżu kolonii mrówek – tkaczek. Jego gąsienica jest pokryta chitynowym pancerzem barwy pomarańczowej, a jej krótkie ciało ma kształt spłaszczony. Od innych gąsienic różni się nie tylko wyglądem – jest bowiem mięsożerna. Zjada larwy mrówek – tkaczek, których żuwaczki w żaden sposób nie mogą uszkodzić jej pancerza. Gąsienica jest bezpieczna także w czasie przepoczwarzania. Liphyra brossolis w stadium imago jest chroniony grubą warstwą łusek. O ile ten motyl jest dla mrówek – tkaczek szkodliwym intruzem, to ciemnofioletowy Anthene emolus, a raczej jego gąsienica jest jak najbardziej pożądana. Gąsienica tego gatunku, o monstrualnie pękatym ciele, pokrytym chitynowym naskórkiem barwy jasnozielono – jasnobrązowej, produkuje słodką wydzielinę, która oprócz owadów stanowi pokarm dla mrówek – tkaczek. Toteż te ostatnie zapewniają gąsienicy schronienie.









Jak jednak wygląda ,,konwencjonalne'' mrówcze locum, zwane mrowiskiem? Wielu statystycznych Kowalskich na dźwięk tego słowa, wyobraża sobie wyłącznie nadziemną, zbudowaną wyłącznie z drobnego materiału roślinnego kopułę, niekiedy dochodzącą do dość znacznej wysokości. Tymczasem jest to tylko najbardziej widoczna, zewnętrzna część mrówczej siedziby. Omawiane owady drążą w glebie mnóstwo drobnych korytarzy, zakończonych komorami do rozrodu, do magazynowania pokarmu etc. Mrówkom nie jest obojętna zewnętrzna strona siedziby ich kolonii. Przeprowadzając badania, w których mrowisko spryskano nieszkodliwą dla mrówek czerwoną farbą, okazało się, że zabarwione patyki zniknęły pod powierzchnią, a pewnym okresie znów się ukazały. Materiał budulcowy użyty do wznoszenia mrowiska co pewien czas zmienia położenie. Usuwane z powierzchni mrowiska są zalegające tam obiekty, które są lekkie dla owadów, po prostu są przez nie wynoszone, cięższe (również w skali mrówek) tak długo podlegają przysypywaniu materiałem budulcowym, aż znikną pod powierzchnią kopuły. Nie muszę chyba mówić, że atakowane są także wszystkie zwierzęta, które naruszałyby spokój mieszkankom mrowiska. Jak się poprzednio dowiedzieliśmy sójki potrafią to umiejętnie wykorzystać do celów higienicznych. O tym jak duże mogą być niektóre mrowiska, świadczy przykład z Belgii. Znaleziono tam gigantyczne mrowisko o 2,5 m wysokości i 10 m średnicy (sic!). Dla porównania: najwyższe termitiery osiągają 5 m wysokości.









Podobnie jak w Ameryce Południowej ma miejsce symbioza mrówek – tkaczek z modraszkiem Anthene emolus, tak w Europie jej odpowiednikiem jest symbioza wielu gatunków mrówek z mszycami. Mrówki przenoszą mszyce z nasłonecznionych miejsc do cienia, próbują bronić je przed drapieżnikami, a nawet najmłodsze z nich umieszczają we własnych mrowiskach. Nie robią tego oczywiście bezinteresownie. Pobierają bowiem od mszyc ich zawierające cukier odchody, zwane spadzią.









Mrówki Atta z Ameryki Południowej mają jeszcze inny sposób na przetrwanie; ,,inwestują'' bowiem w grzyby. I to takie, które rosną w ich własnych mrowiskach. Podobna sytuacja ma miejsce u termitów. Żyjące z nimi w symbiozie grzyby są nawożone odchodami. Natomiast mrówki Atta w tym celu wykorzystują nawóz roślinny. Organizują wyprawy w celu jego zdobywania. Wracają z nich z kawałkami liści, lub kwiatów trzymanych w żuwaczkach. Idąc tak wyglądają jakby niosły parasole, stąd otrzymały nazwę mrówek parasolowych. (a z powodu zjadania grzybów – mrówek grzybiarek). ,,Uprawa'' nie kończy się wraz z dostarczaniem grzybowi nawozu. Mrówki Atta nie dopuszczają do rozwoju trzonu i kapelusza. Na strzępkach grzybni robią żuwaczkami nacięcia, w miejsce których tworzą się narośle, zwane ,,mrówczą kalarepą'' – jest to jedyny pokarm mrówek Atta. Lecąc na rójkę królowa zabiera ze sobą fragment grzybni z opuszczanego mrowiska.
Zapoznając się tymi przykładami, które wielu mogą przypominać hodowlę i rolnictwo ze świata ludzi, przypominam, że nie są to zaczątki tych zjawisk, lecz zaledwie ich precedensy.









Co wiemy na temat odżywiania się mrówek? Wspomnieliśmy o wymaganiach pokarmowych mrówek koczujących, mrówek żniwiarek, mrówek tkaczek, mrówek faraona, a także mrówek Atta. Wiele jest gatunków mięsożernych (wyliczono, że 40 % jadłospisu rudnicy stanowią różne bezkręgowce). Gerald Durell wspominając swoje dzieciństwo na Korfu, pisze jak zmuszony do zrezygnowania z sekcji znalezionej padliny żółwia morskiego (który już mocno cuchnął) wrzucił ją do mrowiska. Czytelnicy ,,W pustyni i w puszczy'' Henryka Sienkiewicza może pamiętają jak zachowana czaszka zmasakrowanego przez słonia Kinga ,,wobo'' (geparda) została przez Stasia położona na trasie wędrówek mrówek. Oczywiście rudnica nie jest wyłącznie mięsożerna. Swą dietę uzupełnia min. spadzią. Obliczono, że pojedyncza rudnica mieści w wolu 5 miligramów spadzi, podczas gdy ogół wszystkich robotnic (w przeciętnym, dużym mrowisku mieszka 500 000 rudnic) w czasie lata zbiera od 50 kg spadzi. Dodać należy, że – konsumujące bezkręgowce, spadź, owoce, ziarna i i leśne rośliny – rudnice są bardzo pożyteczne dla gospodarki leśnej, bowiem jednego dnia mrówki z jednego mrowiska potrafią zgładzić 50 000 larw różnych owadów, w tym gąsienic wyrządzających szkody paprocha cetyniaka, czy korowódki. Nawiasem mówiąc, w poszukiwaniu żeru, rudnice pokonują trasę o długości 10 – 50 metrów. Łatwo więc się domyślić, dlaczego leśnicy ogradzają ich mrowiska ochronnym płotem....








Roślinożerne są natomiast hurtnice o czarnym ubarwieniu chitynowego pancerza. Zjadają zwłaszcza owoce, na których żerowały pomrowy. Z tego powodu hurtnice wchodzą w konflikt z ogrodnikami. Ci nie podjąwszy zawczasu odpowiednich działań często topią hurtnice zalewając ich mrowiska gorącą wodą. Jednak najlepszym wyjściem będzie zastosowanie metod walki biologicznej. Hurtnice unikają zapachu liści lawendy, majeranku i pomidorów, tudzież rozsianej między warzywami roszpunki. \







Kartoniarki czarne żywią się spadzią, której używają także do wzmacniania ścian mrowiska.







Mrówki magazynują zdobyty pokarm najczęściej w przeznaczonych do tego celu podziemnych komorach. Nie zawsze jest to jednak możliwe – wszak omawiane owady pobierają też pokarm płynny. Problem ten został w niezwykły sposób rozwiązany przez północnoamerykańskie mrówki z Kolorado. Ich metoda jest jedyna w swoim rodzaju. Wśród robotnic istnieją mrówki, których ,,praca'' polega na całodziennym przyjmowaniu ogromnych ilości spadzi, co czyni ich ciała podobnymi do beczek. Nie tylko z wyglądu... Tylko niewielka część pobranego pokarmu zostanie strawiona – reszta będzie przekazywana innym mrówkom na wypadek niepowodzenia w zbieraniu spadzi...
Wśród mieszkańców mrowiska królowa jest jedyną płodną samicą. Posiada również skrzydła. Wykorzystuje je w czasie rójki, czyli mrówczych godów. Ogromne ilości uskrzydlonych samic i samców są czasem mylone z dymem unoszącym się z pożaru! Po zapłodnieniu królowa nie wraca już do rodzinnego mrowiska. Wyrusza by założyć nową kolonię. Osiadłszy na ziemi odłamuje niepotrzebne już skrzydła. Mrówki przechodzą rozwój zupełny. Ich larwy – wykluwające się z małych, nie mających nawet milimetra jaj – należą do typy czerwi. Jak już pisałem, mrówki – tkaczki wykorzystują swoje larwy do zszywania liści. Poczwarki są barwy białej i owalnego kształtu. Robotnice układają je w stosy i ustawicznie powlekają śliną, broniąc je przed wyschnięciem. Z nich wychodzą mrówki w stadium imago.
O tym jak wielkie było zainteresowanie ludzi mrówkami świadczy min. dotyczące ich przysłowie: ,,Mrówka ma główkę jak ziarnko prosa, ale rozum wielki jak piec''.
Co możemy powiedzieć co temat znaczenia omawianych owadów w przyrodzie i w gospodarce człowieka? Bez wątpienia należy docenić rolę wielu gatunków w zachowaniu równowagi przyrodniczej; w usuwaniu szczątków zwierzęcych i roślinnych, oraz w ograniczaniu liczebności owadów, które w niekontrolowanych ilościach powodują szkody w gospodarce rolnej i leśnej. Nawet ,,współpraca'' mrówek z mszycami nie przesłania ich pożytecznego znaczenia, bowiem żaden gatunek zwierzęcia, czy rośliny nie może być wyłącznie pożyteczny, ani wyłącznie szkodliwy. Zresztą bardziej stosownie zamiast ,,szkodniki'' mówić ,,gatunki konkurujące z człowiekiem''. Mrówki koczujące z łatwością mogą objeść ludzkie ciało do nagich kości, lecz jednocześnie ogałacają domostwa z wszelkich synantropijnych owadów. Same mrówki stanowią pokarm dla wielu zwierząt (co ciekawe mrównik nie jest w stanie trawić tych owadów; odżywia się termitami), a nawet ludzi (mam na myśli australijskie mrówki miodowe). O wykorzystaniu mrówek w biologicznej ochronie lasów wspominają już Chińczycy w dziele o dziwnym tytule ,,Kurze żebra''. Mrówki faraona usuwają z zamieszkiwanych mieszkań martwe owady i są zdeklarowanymi wrogami pluskiew, ale ujemnym skutkiem ich działalności jest ,,podjadanie'' ludziom pokarmu. Innym negatywnym przykładem są hurtnice wyrządzające szkody w ogrodnictwie. Na koniec, abstrahując w stronę komiksu, Tytus kazał grupie chuliganów palących ognisko w lesie za karę ustawić ogrodzenie chroniące mrowisko.








1 W starożytnych i średniowiecznych wierzeniach w Indiach żyły mrówki wielkości dużych psów, które wydobywały złoto (występują one również w mojej mitologii).   

Oniricon cz. 372

Śniło mi się, że:








- pomyślałem, że większość lewaków to ludzie źli i głupi, jednak Sławomira jest wyjątkiem,









- w Szczecinie Wonder Woman zastrzeliła z karabinu maszynowego Juliusa Evolę,









- jako katolik brałem udział w całodobowych obchodach Nocy Kupały - byłem w bibliotece gdzie znalazłem książkę ,,Zwierzęta nocne'' z serii ,,Tajemnice zwierząt'' (dowiedziałem się z niej, że ,,oczy'' na trenie pawia przyczyniły się do powstania mitu o wędrującej macicy), marzyłem o kąpieli w jeziorze razem z ubraną na biało boginią Rodą, wchodziłem boso do kałuży, ujrzałem ławicę rusałek w białych szatach pływających w jeziorze, usłyszałem żart o rodzimowiercy, który zdarł z dziewczyny giezło i zobaczył, że będąc rusałką ma skrzela, pewien wodnik był pedofilem, późnym wieczorem miałem wziąć udział w obrzędzie w samych kąpielówkach, do których włożyłem tabletkę, potem rano zaszedłem do jakiegoś podziemia, gdzie chodziłem po spadzistym dachu, aby wziąć udział w neopogańskich obrzędach i myślałem, że Kościół wcale tego ode mnie nie wymaga,
- Państwo Islamskie przygotowuje  ,,Operację Narnia'', czyli atak atomowy na Wielką Brytanię, zrobiło mi się żal tego kraju,








- zamieszkałem razem z rodziną z filmu ,,Big Mike''; spotkałem w domu kobietę w czarnym bikini i rysowałem wieprza z monoklem,







- Waris Dirie żaliła się w pamiętniku, że mąż porzucił ją i jej synów,







- rozmyślałem o tym, że bosman Nowicki i Aleksy Rżewski należeli do lewicy patriotycznej i uznałem, że to śmieszne uważać Adriana Zandberga za patriotę,








- poszedłem na lekcję religii prowadzoną przez  siwą zakonnicę w szarym habicie na jednej ze szczecińskich ulic, zrazu obawiałem się, że jest to wiec KPP i chciałem ich rozpędzić nahajką, a potem razem z siostrą zakonną i jej podopiecznymi pojechałem na wycieczkę; byłem w jakimś hotelu nad morzem, który potem oddalił się do morza, a potem szedłem przez podziemny tunel porośnięty lasem i uważałem by się nie zgubić. 

piątek, 26 stycznia 2018

Oniricon cz. 371

Śniło mi się, że:






- robiłem bilans tego jak Niemcy zapisali się w historii świata, pozytywnie oceniłem działalność Gutenberga, a negatywnie - Lutra,








- Xena i Gabriela były chrześcijankami i nosiły na szyjach duże, złote krzyże,







- w filmie ,,Mroczna Wieża'' były ukryte masońskie symbole oka w piramidzie,







- trafiłem do równoległego świata gdzie w Polsce obowiązywała wiara w teorie spiskowe; gdzie prezydentem był Gabriel Augustyn Tarasiuk, a premierem (?) Paweł Szydłowski, gdzie zakazane były szczepionki i GMO; w tym świecie byłem demonem Mastemą i po kryjomu obserwowałem rozmowę Wolanda z Piłatem, natrafiłem też na fragment ,,Nietoty'' Tadeusza Micińskiego, w którym Jezus Chrystus wisiał na krzyżu,







- Jerzy Owsiak pocałował posłankę z PiS - u w rękę,







- w czasie potopu kapitanem arki były kruk Mazarbah (Azarbah),







- chciałem po raz drugi przeczytać ,,Słowo o wyprawie Igora'' na portalu ,,Słowianolubia'', aby je zrecenzować na blogu,
- byłem świadkiem jak uczniowie szkoły policyjnej ćwiczyli łapanie złodziei przeskakujących przez wysoki mur; widzieli to mali chłopcy i też chcieli być policjantami, tymczasem Włodzimierz Stanimirski - zmiennokształtny mag i wojownik uznający się za króla Polski uważał, że policjanci są zbyt łagodni z powodu niesprawiedliwego prawa chroniącego przestępców, a nie ofiary, sam Stanimirski zabijał bandytów i ich zjadał jako wilk, a także pomagał ofiarom gwałtów, które wywoził czarną wołgą do lasu, jego żona - Aldona Stanimirska; królowa Polski też zabijała przestępców, ale niechętnie,







- wujek Andreus ov Küjvis przygotowywał kawę dla obrońców Trybunału Konstytucyjnego, a ja nie chciałem mu w tym pomagać, miałem za to ochotę ich otruć, UWAGA: To tylko sen, na jawie nie chcę nikogo zabijać. 

czwartek, 25 stycznia 2018

Piwnica w Bremie







,,Kiedy udaliśmy się znowu do Starego Miasta, pan Löhning zawiódł nas do katedry, aby nam pokazać coś zupełnie niepospolitego i osobliwego. Jest tam pod chórem piwnica, która ma moc zachowywania ciał zmarłych od rozkładu, podobnie jak w pewnym klasztorze we Francji, o którym tak jest głośno. Piwnica ta jest bardzo piękna, wysoka, jasna i przestronna. Przez wiele lat stało w niej kilka trumien, nim przypadkiem odkryto wyżej wzmiankowaną właściwość tego pomieszczenia. Ciał leży tam osiem, siedmiu dorosłych i jedno małe dziecko. Żadnego z nich nie dotknął rozkład, nie mają żadnej skazy, nie czuć też najmniejszego odoru. Nie tylko mają one, jak można mniemać, wszystkie członki, ale też paznokcie, zęby, włosy na brodach i głowie. Skóra ich nie jest ani czarna, ani żółta czy dziwnie zmieniona, ale zda się prawie naturalnego koloru. Ciało jednak jest suche i twarde'' - Zachariasz Konrad von Uffenbach ,,Merkwürdige Reisen durch  Niedersachsen, Holland und England'', 1753 [w]: Viktor Farkas ,,Niewytłumaczalne zjawiska''




Oniricon cz. 370

Śniło mi się, że:

- napisałem niedokończonego posta o tym jak zagraniczne kreskówki wyglądałyby gdyby je produkowali Polacy, zilustrowałem to zdjęciem demonów jako dzieci bawiących się na placu zabaw,
- nocą szedłem przez Szczecin razem z Pavlasem ov Vidłarem, on biegł, a ja byłem z tego powodu niezadowolony, weszliśmy do przychodni psychologicznej i spędziliśmy tam mnóstwo czasu, UWAGA: To tylko sen, nic takiego się nie wydarzyło,







- Indianin jeździł na grzbiecie centrozaura,
- chodziłem po Wałach Chrobrego w Szczecinie i czułem strach,







- po latach znów wróciłem do szkolnej klasy gdzie spotkałem Jenę ov Blackeyovą, Avrilius ov Janusaitis dziwił się, że nie chcę siedzieć bezczynnie, potem klęcząc chciałem oddać mocz na balkonie, lecz oddałem go obok łóżka Babci,







- w fantastycznym świecie, bogini przypominająca Afrodytę i Pele miała syna - Morskiego Erosa o ciele pokrytym tatuażami; chciałem to zekranizować, nawet jeśli miałoby to zaszkodzić przyrodzie,
- chciałem zgrzeszyć, lecz powstrzymałem się dzięki filmowi o narkomanach z przełomu lat 80 - tych i 90 - tych XX wieku,







- czytałem katolickie książki o syrenach (napisaną przez kobietę) i o smokach (napisaną przez mężczyznę),







- pisząc swoją mitologię korzystałem z 500 kronik,







- w Empiku rozmawiałem z panem Andreusem ov Leovishinerem i panią Silvainą ov Cubus o tym, że literatura coraz bardziej oddala się od realizmu co upodabnia ją do mitologii (wcześniej byłem świadkiem rozmowy dwóch młodych mężczyzn chcących aby dr. Quinn ukazać jako czarownicę), o tym, że świat staje się coraz bardziej pogański, i że gdyby teraz rzucać ludzi na pożarcie lwom, to wielu współczesnych chętnie by na to patrzyło. 

środa, 24 stycznia 2018

,,Przygody Sindbada Żeglarza''

,,Stary marynarz z łatwością otworzył szkatułę, zajrzał do wnętrza i wyjął stamtąd świstek papieru, którego widok napełnił mię przerażeniem. Poznałem od razu ów świstek! Był to list Diabła Morskiego! Zrozumiałem, że jestem znów ofiarą jego wybiegów! Stary i wytrawny marynarz rozwinął list, wdział na nos okulary i zaczął w milczeniu odczytywać pismo diabelskie. Zbladłem. Nogi zachwiały się pode mną. Zdawało mi się, że za chwilę stracę przytomność'' – Bolesław Leśmian ,,Przygody Sindbada Żeglarza''.







W opowieściach licznych ludów i kultur pojawiają się postaci żeglarzy przeżywających niezwykłe przygody na nieznanych morzach i lądach. W ,,Biblii'' będzie to prorok Jonasz połknięty przez wieloryba. W mitologii greckiej wielkimi wędrowcami byli Odyseusz, oraz Jazon wraz z Argonautami poszukujący złotego runa. Mitologia rzymska opowiada o morskiej tułaczce Eneasza; uchodźcy z Troi, który dopłynął do Italii (odsyłam do posta: ,,Eneida''). W anglosaksońskim eposie gocki wojownik Beowulf dopłynął do Danii, gdzie zabił potwory i został królem. Wielu mitycznych żeglarzy występuje w mitologii celtyckiej jak: Brutus (opisany przez Geoffreya z Monmouth uchodźca z Troi, który stał się eponimem Brytanii), czy bohaterowie irlandzkich opowieści zwanych imramami jak: św. Brendan, Mael Duin, Bran Mac Febal, czy Snedgus i Mac Riagla. W ruskich bylinach występuje nowogrodzki kupiec Sadko, który zabawił na dworze Morskiego Cara, zaś w polskiej legendzie, rzekomym odkrywcą Ameryki jeszcze przed Kolumbem miał być Jan z Kolna (przedstawiającą go rzeźbę można zobaczyć na Wałach Chrobrego w Szczecinie). Popularny w średniowiecznych legendach Aleksander Wielki miał jakoby odbyć podróż na dno morza w szklanej bani, zaś w azteckim micie, pokonany i upokorzony przez Tetzatlipocę, aztecki bóg Quetzalcoatl (Pierzasty Wąż) odpłynął na wschód na tratwie z morskich węży, aby po wielu latach powrócić (mit ten pomógł Cortezowi w podboju Meksyku). W świecie wyobraźni muzułmańskiej, największym podróżnikiem był oczywiście Sindbad Żeglarz, jeden z najbardziej barwnych bohaterów ,,Baśni 1001 nocy'', które od XVII wieku mocno zakorzeniły się w kulturze europejskiej (mogę wręcz zaryzykować tezę, że podczas gdy ,,Koran'' dzieli kultury chrześcijańską i islamską, to ,,Baśnie 1001 nocy'' je łączą ;).








O Sindbadzie dowiedziałem się po raz pierwszy w drugiej czy w trzeciej klasie szkoły podstawowej za pośrednictwem kreskówki oglądanej w telewizji. W 1997 r. oglądałem w TV kulinarny program dla dzieci ,,Kuchnia Wróżki'', w którym przyrządzano ciasta zainspirowane baśniami. Wówczas to po raz pierwszy usłyszałem o wujku Sindbada, poecie – grafomanie Tarabuku...








Latem 2012 r. przeczytałem zakupioną na odpuście parafialnym baśniową powieść ,,Przygody Sindbada Żeglarza'' Bolesława Leśmiana po raz pierwszy wydaną w 1913 r. Akcja rozgrywa się w bardzo umownie traktowanym wczesnym średniowieczu (pojawiają się liczne ahistoryzmy takie jak np. jedzenie ziemniaków) zarówno w miejscach rzeczywistych (Bagdad, port Basra określany w powieści jako Balsora), oraz liczne fantastyczne krainy (np. wyspa ptaka Roka, królestwa królów Miraża, Pawica i Miraklesa, wyspa, na której znajdowała się Góra Magnetyczna i wiele innych). Z rzeczywistych krain pochodzą tacy bohaterowie jak perski kupiec (Persja to dzisiejszy Iran) i Chińczyk, który wytatuował na ciele wuja Tarabuka jego szkaradne wiersze.
Główny bohater, młodzieniec Sindbad, sierota, mieszkał w pałacu w Bagdadzie razem z wujem Tarabukiem. Odbył wiele podróży i przeżył mnóstwo przygód. Czytając powieść można się zastanowić jaką religię wyznawał, bowiem pojawiają się fragmenty, w których wykonywał znak krzyża, co wskazuje, że mógł być chrześcijaninem (w krajach muzułmańskich żyje wielu chrześcijan, którzy byli na tych ziemiach na długo przed powstaniem islamu, a teraz są prześladowani). Możliwe jednak, że był to niezamierzony lapsus Leśmiana....
Wuj Tarabuk był grafomanem i ekscentrykiem cierpiącym na manię wielkości. Oto próbka jego ,,tfu!rczości'':

,,Morze – to nie rzeka, a ptak – to nie krowa!
Szczęśliwy, kto kocha rymowane słowa!
Rymuj mi się, rymuj, drogi mój wierszyku!
Stój w miejscu cierpliwie, składany stoliku!
Stoi stolik, stoi, zachwiewa się nieco,
Za stolikiem – morze, za morzem – Bóg wie co!''

To właśnie te kiepskie wiersze skłoniły Diabła Morskiego do zemsty na Tarabuku, poprzez wyciągnięcie Sindbada na tułaczkę po morzach i oceanach. Wielkim zmartwieniem Tarabuka było utrwalanie jego wierszy. Gdy pisał je na różowym papierze, wiatr zdmuchnął je do morza. Gdy napisał na pergaminie – praczka wzięła je za brudną bieliznę i wyprała. Gdy powierzył je pamięci tysiąca młodych niewolnic (przypuszczam, że pochodzących z krajów słowiańskich ;) te pewnego dnia uciekły razem ze swymi narzeczonymi. Wreszcie zaprzyjaźniony Chińczyk wytatuował mu jego wiersze na jego ciele, co upodobniło poetę do jakiegoś straszydła. Co gorsze Tarabuk chciał w ten sposób wytatuować Sindbada, przez co ten wyruszył w kolejną podróż. Ostatecznie grafoman poślubił analfabetkę Barabakasentorynę; wdowę po perskim kupcu, której pozwalał na wszystko, nawet na darcie jego wierszy.
Baśń Leśmiana opowiada o wielkim pragnieniu miłości; o pragnieniu znalezienia przez mężczyznę ukochanej kobiety. W czasie swoich podróży Sindbad spotkał liczne urocze królewny, z których każda go zachwyciła, lecz po krótkim okresie szczęścia prawie zawsze następowała gorycz.








Piruza (prawdopodobnie z grec. pyros – ogień) była córką króla Miraża (imię władcy mówiące, oznaczało złudzenie). Ojciec przeznaczył jej rękę temu kto odgadnie zagadkę (odpowiedzi brzmiały: cisza morska, Koń Morski i Diabeł Morski), lecz nikt nie był w stanie jej rozwiązać. Udało się to dopiero Sindbadowi. Zanim dobrze poznał się z Piruzą zapragnął zbadać wyspę Kassel zamieszkaną przez demona Degiala. Dodać trzeba, że zarówno król jak i królewna mieli zwyczaj przekręcania imion i tak Sindbad był przez nich nazywany Hindbadem. Gdy Sindbad wrócił z wyspy Kassel, Piruza poślubiła jego sobowtóra Hindbada, stworzonego czarami Degiala, który ponadto oczarował ją dając w prezencie magiczną księgę, podczas gdy Sindbad wrócił z wyspy z pustymi rękami. Był to jego pierwszy zawód miłosny :(. Historia ta ostrzega przed kobietami kochającymi nie mężczyzn, lecz swoje wyobrażenia o nich (podobnie jak powieść ,,Pani Bovary'' Gustava Flauberta).








Najdroższa – ta piękna i wiecznie znudzona księżniczka mieszkała w dziupli ptaka Roka, gdzie całymi dniami leżała na otomanie i jadła … diamenty przynoszone jej przez upierzoną bestię (postać księżniczki zjadającej klejnoty występuje również w dylogii ,,Opowieści sieroty'' Catherynne M. Valente). Zrazu zgodziła się uciec z Sindbadem. Na statku płynącym do Balsory była cały czas głodna i pożerała diamenty. W końcu opróżniła z nich kufer należący do kupca perskiego, czego omal nie przypłaciła życiem (Sindbad uratował ją, obiecując Persowi, że po powrocie do Bagdadu zwróci mu drugie tyle diamentów tej samej wartości). Najdroższa szybko się zniechęciła do Bagdadu i gdy przyleciał po nią ptak Rok, wróciła z nim do jego gniazda. Historia ta ostrzega przed kobietami, którym zależy tylko na dobrach materialnych jakich dostarczać ma im mąż.








Sermina – zmiennokształtna księżniczka i czarodziejka o ,,ognistym'', zmysłowym charakterze, właścicielka białego kota, zakochana w Sindbadzie. Była żoną czarownika Murumadarkosa. Zabiła go w walce w obronie kochanka, kiedy to przybierali różne postaci. Użyte czary dosłownie wypaliły ją od wewnątrz. Umarła na oczach Sindbada nie zdążywszy wyjść za niego.








Armina była córką króla Alkarysa. Psiogłowy karzeł zamienił ją w Murzynkę, aby mieć ją tylko dla siebie. Umarła na oczach Sindbada, po tym jak odzyskała jasny kolor skóry po zażyciu maści starego marynarza.








Kaskada żyła w państwie króla Pawica (sądząc po imieniu pierwowzorem tego władcy mógł być Król Pawi z baśni francuskich i włoskich). Została żoną Sindbada. Zarówno swoim imieniem jak i zachowaniem przypominała wodospad. Miała bowiem zgubny zwyczaj rzucania się ze skały, który kosztował ją życie. Gdy umarła Sindbad zgodnie z miejscowym zwyczajem został pochowany żywcem razem ze swą zmarłą żoną (upatruję w tym echa zbrodniczego indyjskiego zwyczaju sati, każącego wdowie płonąć na stosie pogrzebowym męża). Jej ciało włożono do szklanej trumny (tak jak ciało Królewny Śnieżki), zaś Sindbad otrzymał siedem bochenków chleba i dzban wody. Król Pawic nic nie robił, aby wykorzenić ten zwyczaj mimo że sprawiał wrażenie bardzo dobrotliwego. W rzeczywistości był po prostu dziecinny, co nie wykluczało u niego znieczulicy :(.








Urgela była oniryczną dziewicą grającą na lutni, która wyprowadziła Sindbada z grobu. Odtąd śniła mu się co noc i grą na instrumencie odpędzała Diabła Morskiego. Był to dla niej odpowiednik ślubu.








Stella (łac. stella – gwiazda) była pulchną córką pulchnego ojca, która poślubiła Sindbada. Cierpiała na bezsenność, a gdy dowiedziała się, że Sindbada nawiedza we śnie piękna Urgela, zazdrosna zabiła urokliwą zjawę, niszcząc jej lutnię. Wówczas Sindbad uciekł od niej. Historia ta ostrzega przed denerwującym typem ludzi, którzy uważają, że jak oni czegoś nie mają/ nie umieją/ nie mogą/ nie wiedzą, to pozostali też nie powinni tego mieć/ umieć/ móc/ wiedzieć (tzw. ,,pies ogrodnika'').








Arkela – była ostatnią z ,,dziewczyn Sindbada'', którą podróżnik poznał na statku płynącym do Balsory z wyspy czarnoksiężnika Barbela. Razem stworzyli kochającą się parę małżeńską i zamieszkali w Bagdadzie. Od tego czasu Diabeł Morski już więcej nie trapił Sindbada pokusami.

W powieści Leśmiana co rusz napotykamy przeróżne istoty i miejsca fantastyczne








Diabeł Morski był rodzajem ryby, zmiennokształtnym morskim potworem o wielkich zębach. Choć zarzekał się, że nie jest prawdziwym diabłem, a tylko zwierzęciem, miał wiele wspólnego z mieszkańcami piekła. Tak jak oni, na różne sposoby kusił Sindbada do dalekich podróży, podczas których spotykały młodzieńca liczne cierpienia. Zaczęło się od tego, że Diabeł Morski zetknąwszy się z grafomańskimi wierszami wuja Tarabuka, napisał list do Sindbada namawiający go do wyruszenia w daleką podróż. List ów, napisany na różowym papierze (po drugiej stronie znajdował się jeden z wierszy Tarabuka) doręczyła latająca ryba (ptaszor). Obecność listu Diabła Morskiego na pokładzie statku zawsze przynosiła nieszczęście. List ów wrzucony do wody zamieniał się w morską pianę, aby za jakiś czas znów się zmaterializować (nadaje mu to cechy cyrograf). Diabeł Morski wiele razy wykorzystywał naiwność młodzieńca, aby wręczyć mu swój nieszczęsny list. Co ciekawe w rzeczywistym świecie również żyje ryba zwana diabłem morskim:

,,Ta ogromna płaszczka zw. mantą trzyma się blisko powierzchni wody, poruszając płetwami piersiowymi jak skrzydłami i łowiąc drobne żyjątka morskie. Jest również zw. diabłem morskim, ponieważ ma 2 płetwy głowowe przypominające rogi. Największe manty ważą ponad 1600 kg, a rozpiętość ich płetw wynosi 6 m.'' - ,,Świat przyrody''







W czasie swojej pierwszej podróży Sindbad wraz z załogą wylądował na wyspie, która po rozpaleniu ogniska okazała się wielorybem. Motyw ten występuje również w celtyckiej legendzie o żegludze św. Brendana (święty na Wielkanoc odprawiał Mszę Świętą na grzbiecie wieloryba Jaskoniusza) i w rosyjskiej baśni Piotra Jerszowa o Koniku Garbusku, gdzie na grzbiecie wieloryba wyrosło miasto za karę za połknięcie okrętów. Wracając do Sindbada, gdy wieloryb całkiem się zanurzył, żeglarz ocalał dzięki belce przyniesionej z okrętu, dzięki której dostał się na kolejną wyspę.








Koń Morski (zwierzę to miało swój odpowiednik w mitologii greckiej, gdzie występowało jako hybryda konia i ryby) był zielony jak morska fala. Wychodził z morza, aby tańczyć na plaży, a razem z nim tańczyły rumaki króla Miraża. Dzięki temu ich ruchy nabierały gracji. Jednak Koń Morski zawsze miał potem ochotę pożreć swych lądowych krewnych, na co jednak nie pozwalali masztelarze króla Miraża. Ów władca trzymał istnienie wyspy Konia Morskiego w tajemnicy i kazał im zabijać wszystkich, którzy dostali by się na wyspę. Jednak życie Sindbada zostało oszczędzone.

Degial był niewidzialnym, demonicznym władcą wyspy Kassel. Urodził się jako człowiek w rodzinie szanowanego szewca. Zamiast uczciwie pracować wolał zgłębiać tajniki magii, wynosił się ponad rodziców, nienawidził ludzi, zwierząt i roślin, kochał jedynie muzykę. Rodzice w końcu wyrzekli się wyrodnego syna, ona zaś zamieszkał na wyspie Kassel. Zamienił ją w pustynię, na której stale rozbrzmiewały dźwięki gongów. Ludzie, zwierzęta i rośliny zostali przeniesieni do magicznej księgi. Gdy Sindbad przybył na Kassel, obraził Degiala, ten zaś w akcie zemsty stworzył żeglarzowi sobowtóra – podstępnego człowieka imieniem Hindbad. Ów wyposażony przez Degiala w magiczną księgę, odebrał Sindbadowi rękę królewny Piruzy. Za radą matki Degiala – tysiącletniej staruchy o twarzy pokrytej siwym mchem i z muchomorem wyrastającym z brody, Sindbad pośpiesznie opuścił królestwo Miraża, gdzie zarówno jemu samemu jak i Hindbadowi, groziła śmierć z ręki Degiala. Tym sposobem Sindbad ratując własne życie, uratował też swego znienawidzonego sobowtóra.









Ptak Rok pojawia się już w ,,Baśniach 1001 nocy'' i w ,,Opisaniu świata'' Marko Polo jako gigantyczny orzeł władny unosić w powietrze i pożerać słonie (występuje też w mojej powieści fantasy ,,Tatra. Suplement'' ;). W baśni Leśmiana, Sindbad przez wiele dni żywił się ogromnym jajem ptaka Roka. O ptaku tym śpiewały w blasku Księżyca przystrojone klejnotami olbrzymie węże wydające dźwięki podobne do fletów. Rok zbierał diamenty i padlinę, po czym zabrał je razem z uczepionym martwej sarny Sindbadem do swego gniazda. Mieściło się ono na szczycie gigantycznego dębu (axis mundi?), gdzie w dziupli żyły zarówno pisklęta Roka jak i mieściła się komnata Najdroższej – księżniczki spożywającej diamenty. Zoologicznym pierwowzorem ptaka Roka był prawdopodobnie wymarły już, nielotny ptak epiornis, dziś zwany mamutakiem z Madagaskaru; podobny nieco do strusia, lecz większy. Przypuszczam więc, że wyspą ptaka Roka mógł być zmitologizowany Madagaskar (średniowieczni Arabowie faktycznie zapuszczali się na te tereny). Zainteresowanych epiornisem odsyłam do posta: ,,Latający 'syn' nielotnego 'ojca''.









Podczas żeglugi statek, którym płynął Sindbad natrafił na Górę Magnetyczną, która przyciągnęła do siebie wszystkie metalowe przedmioty łącznie z gwoździami, przyczyniając się tym do zatonięcia okrętu. Władcą wyspy, z której wyrastała Góra Magnetyczna był zamieniony w posąg człowiek o imieniu Ktokolwiek. Sindbad ożywił go słowem ,,geniusz'', potem jednak, widząc jego wielką próżność i głupotę, powtórnie zamienił w rzeźbę słowem ,,osioł''. Motyw Góry Magnetycznej, zwanej też Rupes Nigra, pochodzi ze średniowiecznych i renesansowych wyobrażeń geograficznych:

,,Wierzono kiedyś, że biegun północny istnieje fizycznie w formie ogromnego masywu skały magnetytowej o obwodzie 33 lig (o. 180 km), wyrastającej pośrodku morza arktycznego. Jej magnetyzm rozwiązywał zagadkę, dlaczego igły kompasów zawsze wskazują północ. U jej podstawy morzem targały potężne wiry wsysające wodę do środka Ziemi, wokół zaś rozsiadły się cztery odrębne krainy'' – Edward Brooke – Hitching ,,Atlas lądów niebyłych''.

Po raz pierwszy o górze tej dowiedziałem się w klasie szóstej, kiedy na lekcji historii omawiało się wielkie odkrycia geograficzne. Rozpaliła ona moją wyobraźnię do tego stopnia, że znalazła miejsce w mojej mitologii.

Na spotkanie Sindbada bawiącego na wyspie mieszczącej Górę Magnetyczną, Sermina wysłała swe skrzydlate sługi; istoty przypominające nieco ni to elfy, ni to anioły, które zajęły się toaletą rozbitka, aby mógł spotkać się z ich panią.








Zmiennokształtny, potrafiący przybierać również ludzką postać Diabeł Morski miał na swe usługi demoniczne, czarne konie zdolne do pokonywania wielkich odległości w krótkim czasie, z których nozdrzy wydobywał się fosfor. Użył ich by skłonić Sindbada do wyruszenia w kolejną morską podróż. Podobne diabelskie rumaki, motyw wędrowny wielu legend, występują również w ,,Mistrzu i Małgorzacie'' Michaiła Bułhakowa.








W czasie jednego z wojaży, okręt, którym płynął Sindbad zaatakowały ryby – piły; stworzenia umiejące jedynie bezmyślnie niszczyć wszystko w zasięgu swych zębatych rostrów i oczywiście zatopiły statek, z którego uratował się tylko główny bohater. Ryby te mają swój odpowiednik w rzeczywistości, bowiem prawdziwa ryba – piła jest to:

,, […] Płaszczka, która używa płaskiej, uzębionej piły do wygrzebywania mniejszych zwierząt z dna morskiego'' – Andrew Cleave, dr. Steven Webster ,,Podglądamy przyrodę. Świat podwodny''







Na jednej z wysp Sindbad napotkał psiogłowe karły – ludożerców. Jest to nawiązanie do starożytnych i średniowiecznych wierzeń w psiogłowców (kynokefale). Pierwowzorem tych istot były zarówno pawiany – małpy o głowach przypominających głowy psów, jak i egipski bóg Anubis przedstawiany jako człowiek z głową szakala. Karły o psich głowach poczęstowały rozbitków magicznym napojem, pod którego wpływem ci sami zapragnęli być zjedzeni i nawet doradzali jak ich przyrządzić (moim zdaniem jest to trafny opis tego jak szatan kusi człowieka). Sindbad patrzył na to z przerażeniem, lecz nic nie mógł zrobić.









Staruch Morski pochodzi z ,,Baśni 1001 nocy'', choć ma swój odpowiednik również w pomniejszych morskich bóstwach mitologii greckiej (Nereusz). Miał wygląd niedołężnego starca, którym wzbudził litość w Sindbadzie, który wziął go na barana. Wówczas Staruch Morski ujawnił swą prawdziwą, złowieszczą naturę. Zaczął jeździć na podróżniku jak na koniu, nie ukrywając, że pragnie go zajeździć na śmierć. Na szczęście Sindbadowi udało się zrzucić ze swych pleców morskiego demona. Starzec Morski jest wzmiankowany również w powieści ,,Łazikanty'' J. R. R. Tolkiena, gdzie w czasie I wojny światowej został zabity przez morską minę.
Król Mirakles był pogrążonym we śnie olbrzymem, którego piękne, kolorowe sny stawały się rzeczywistością. Jednak bohaterowie tych snów, a wśród nich księżniczka Chryzeida, byli bardzo nieszczęśliwi i poszukiwali magicznego, złotego kwiatu mającego moc przerwać sen olbrzyma. Sindbad z żalem dostarczył ten kwiat, a gdy Mirakles się obudził, jego sny rozwiały się jak mgła. Wówczas olbrzym zapragnął znów się położyć i śnić nowy sen. Przypuszczam, że jego pierwowzorem mógł być indyjski bóg Brahma.








W czasie ostatniej podróży Sindbada razem z wujem Tarabukiem i Chińczykiem statek, którym płynęli zaatakowały czerwonowłose olbrzymki – piratki, z których oczu wydobywały się czerwone promienie. Zdobyły statek i wszystkich, którzy nim płynęli sprzedali na targu niewolników. Tarabuk chciał zainteresować olbrzymki swą poezją, ale nadaremno.








Czarownik Barbel (jego imię pochodzi od gnostyckiego anioła, zwanego Barbelo) był okrutnym potworem; człowiekiem z głową mopsa. Kupił Sindbada, Tarabuka i Chińczyka od olbrzymek i w swoim zamku kazał im tańczyć z trzema zaklętymi królewnami. Były to wierzba płacząca, strumyk i złota rybka cierpiące katusze w ludzkich ciałach. Zostały odczarowane dzięki Tarabukowi, który mocno sapiąc zdmuchnął magiczny płomień. Sam Barbel został zabity przez Chińczyka.


Wartą zekranizowania czynią powieść: wielkie bogactwo wyobraźni Autora, duża dawka humoru (zwłaszcza w opisie perypetii Tarabuka), przekazywane wartości i szczęśliwe zakończenie. Zainteresowanych filmami fantasy o Sindbadzie odsyłam do postów: ,,Sindbad i oko tygrysa'', oraz ,,Podróż Sindbada do Złotej Krainy''.