poniedziałek, 2 maja 2016

Baba Jaga (z ,,Żywotów czarownic'' Pobiedy z Lipska)

,,W lochu królewna obumiera,
A bury wilk jej wiernie służy,
Tam z Babą Jagą moździerz duży
Samochcąc w drogę się wybiera;
Tam Kościej złotem swym się krztusi''
- Aleksander Puszkin






Nikt nie wiedział ile lat liczyła sobie Baba Jaga, najsłynniejsza z czarownic Roxu. Nawet ona sama, chociaż znała liczne inne sekrety, na to pytanie nie potrafiłaby udzielić odpowiedzi. Narodziła się jako siódma córka siódmej córki późną jesienią, w noc zaćmienia Księżyca, kiedy to trwoga padła na ludzi, złe wychodziło z lasów i moczarów, a srebrzysty piorun cara Jarowita uderzył w blaszanego kurka na dachu kąciny. Powiadali o niej bajarze, że była ,,stara jak świat''.





,,Bajki, bajki, bajki''! - śmieją się ci, co dziś o tym słuchają. Obecnie mało kto wie, że roxyjska mistrzyni czarnej magii, nim została nazwana Babą Jagą, nosiła imię Dziewa Jaga, później zaś – Ciota Jaga. Nosząc pierwsze z tych imion była smukła i pełna dziewiczego wdzięku. Miała długie pukle o pięknej, miedzianej barwie i wielkie, pełne niewinności oczy koloru bławatków. Każdy kto na nią spojrzał, imaginował sobie, że jest łagodna i dobra.





Jako Ciota Jaga również była piękna, lecz jej ciało nosiło ślady niejednego porodu, twarz pokrywały zmarszczki, dłonie odciski od ciężkiej pracy, a między włosami kryły się nitki siwizny. Jej serce zżerały ustawiczne gorycz i niepokój.





Baba Jaga w ostatniej odsłonie swego żywota budziła strach. Była chuda prawie jak Kościej i wysoka. Miała skołtunione, siwe włosy, twarz gęsto usianą zmarszczkami, bliznami i brodawkami, długi nos, spiczaste uszy, tylko jedno oko, w którym widać było kozła (drugie przegrała w karty z Čortem Piekłosem), żelazne, kończyste zęby, obwisłe piersi i kościste kończyny o powykręcanych palcach zakończonych ptasimi szponami. Ponadto była zarośnięta brudem i miała donośny, męski głos. Ubierała się w brudną i połataną suknię ubogiej chłopki z Ludu Roksany.






Pierwsze czary poznała jako Dziewa Jaga od swej babki Makryny, która była szeptuchą i zabierała swą wnuczkę na sabaty na szczycie Łysej Góry w Analapii. W dwunastej wiośnie życia, Makryna zabrała swą wnuczkę do ukrytej w Grzybowym Lesie bazaltowej świątyni źle widzianego przez wołwchów bożka Sof – Theobaldusa. Jego obmierzły kult zawlekli do Roxu kupcy i najemni żołnierze z Atlantydy i Lemurii. Słowianie nazywali wężokształtnego Sof – Theobaldusa imieniem zaskrońca Łamacza Kości. Dziewa Jaga wzięła udział w okropnych misteriach, już z daleka pachnących smołą i siarką. Nie bez trwogi pozwoliła, aby Łamacz Kości wepchnął swe ogniste żądło w jej wstyd dziewiczy. Zemdlała z bólu, a gdy oprzytomniała, oznajmiono jej, że od tej pory jest już czarownicą. Od piekielnego węża z Lemurii dziewczyna otrzymała własną miotłę do latania, kilka chowańców – czarnego kota, ropuchę, węża i kruka, oraz sotnię diasków – pomniejszych Čortów mających spełniać jej najdziwniejsze nawet kaprysy.
Czytała oprawione w skórę pytonów i dziewic czarnoksięskie księgi pełne straszliwych zaklęć i rytuałów. Uczęszczała na sabaty na Łysej Górze, w Dendropolis, Posanie, Babich Górach w Analapii, a raz nawet w Hercynii w dalekiej Germanii. Polubiła orgie i smak wódki. Zrazu korzystała z čortowskich mocy, aby leczyć, jednać miłość, odnajdywać zgubione rzeczy, przewidywać pogodę, lecz im częściej wzywała diasków na swe usługi, tym bardziej, niepostrzeżenie stawała się taka jak one. Jej serce napełniało się pychą z powodu poznania sekretów nieznanych jej towarzyszkom zabaw z dzieciństwa. Im więcej wypowiadała zaklęć, tym jej zrazu biała dusza szarzała, aż stała się czarna jak skóra nocnicy. ,,Kto przebywa z Čortami, ten upodabnia się do nich'' – mówił mądry wołwch Kuda Sitinicz do swego ucznia, młodego Jeża Czerniawicza.
Podobała się młodzieńcom. Niejeden z nich wiele by dał, by choć raz móc pocałować ją w usta, ona jednak widziała tylko jednego junaka – Borysa Kurjatycza. Ten jednak nie zauważył jej, zadurzony w pięknej Mołenie. Dziewa Jaga czym prędzej zabrała się za warzenie napoju, który miał rozpalić ku niej uczucie jej wybranka. Niestety pomyliła proporcje składników - ,,i koń się potknie, choć ma cztery nogi'' jak mawia przysłowie – i miast afrodyzjaku podała w kwasie chlebowym tęgą truciznę. Borys Kurjatycz godzinami konał w męczarniach, a jego siostry i Dziewa Jaga oblewały go gorącymi łzami. Mołena tymczasem powiesiła się na sznurku w oborze. Więc skazał Dziewę Jagę na wygnanie za nieumyślne spowodowanie śmierci, ona zaś odchodząc, rzuciła na całą wieś przekleństwo, które sprowadziło pożar...
Jako Ciota Jaga wiele lat spędziła na dworze czarnoksiężnika Musulusa, tyrana Bałtów, uciskającego ziemie późniejszych Liteny i Latyki. Pod jego kierunkiem pogłębiała wiedzę magiczną i ogrzewała jego łoże. Po opuszczeniu Musulusa, resztę życia spędziła błąkając się po drogach i bezdrożach Roxu i budząc trwogę.
Przez długie wieki swojego życia Baba Jaga posiadła większą wiedzę czarnoksięską niż Hermes Trismegistos, Masiulus, Kirke, Medea, Punczkin z Bharacji, Jannes i Mambre – kapłani egipscy, wróżka z Endor, car Salomon Mądry, Szymon Mag, czy Elimas Bariesu. Potrafiła wróżyć z rozbitego jajka, jak też z jabłka toczącego się po porcelanowym talerzyku z Sinea; z lotu ptaków, kart, które Astarot wręczył królowej Malkieš Lysarayacie, trzewi zwierząt ofiarowanych Čortom, linii papilarnych, syku i trzasku żółwich skorup pękających w wiecznie płonącym ogniu z paszczy smoka, z chodu konia przechodzącego przez rozłożone włócznie, smaku uryny, koźlich kości, z patyczków i kamyków... Nie obce były jej też czytanie z oczu, którego nauczyła się od pewnej panońskiej strzygi. Powiadano o Babie Jadze, że zsyłała choroby i koszmary, bezpłodność na mężów i niewiasty, szaleństwo, zadawała pokuśniki w jadle i napoju, czytała w myślach i władna była przechodzić przez dziurkę od klucza. W wielkim czarnym kotle warzyła burze z piorunami, tornada, gradobicia i śnieżyce, aby niszczyły Agejowi ducha winne chaty i pola. Lubowała się w trucicielstwie i powodowaniu poronień. Nie dawała spokoju zmarłym wywołując ich bardzo często. Z wielką biegłością używała magicznego pisma aklo, hieroglifów egipskich, celtyckiego ogam i run z Nürtu. Swoje długie życie zawdzięczała temu, że naśladując wiedźmy z grodu Wołoczebnika, oszukała Mar – Zannę chowając swą duszę przez jej bystrym wzrokiem w małym jajeczku w gniazdku sikorki, hen, na wyspie Ranie na Morzu Srebrnym. W ten sposób Mar – Zanna, która nazywają Śmiercią nie mogła mocą swego lodowego ościenia oddzielić duszy czarownicy od jej ciała. Baba Jaga, jak prawili bajarze z Ludu Roksany – przemierzała przestworza siedząc w drewnianym moździerzu i odpychając się miotłą. Mieszkała w chatce na kurzej nóżce, która potrafiła obracać się na wszystkie strony, a nawet poruszać się skokami. Jej locum otaczał płot, na którym zamiast garnków suszyły się ludzkie czaszki, z których oczodołów wydobywało się nocą sine światło.








Powszechnie bano się jej okrucieństwa. Swymi żelaznymi zębami oraz szponami zatrutymi trupim jadem, rozszarpywała i pożerała ludzi i zwierzęta od ryjówek i myszy po tury, żubry i niedźwiedzie. Nie gardziła też owadami, żabami, jaszczurkami, wronami, bocianami, a nawet muchomorami i wilczymi jagodami. Najchętniej pożerała dzieci, które wabiła do siebie słodyczami. Piekła je żywcem, dusiła zwisającymi do kolan piersiami, wycinała rzemień z pleców – wszystkich jej okrucieństw na wołowej skórze byś nie spisał. Wśród tych nielicznych dzieci, którym udało się wyrwać z jej szponów były Janisław i Perlana oraz Vasylisa Czarodziejka.






,,Codex vimrothensis'' wspomina o jej córkach poczętych z czarownikiem Musulusem, albo jak chcą niektórzy – z ognistymi latawcami. Owe czarownice noszące imiona Sapucha i Welinda, choć piękne z wyglądu, serca miały tak złe jak ich matka i ojciec. Tymczasem na tronie Analapii zasiadał Rzymianin, Marcus Filipus Grakchus, przez Słowian zwany Krakiem lub Krakusem. Wybitny ten władca na podstawie oszczerstwa wygnany ze swojej ojczyzny, dokonał w Analapii szeregu czynów godnych pamięci. Z pomocą szewca Skuby zabił smoka z Vovel – trzecie wcielenie Czarnoboga po smoku Rykarze i wężu Gorynyczu, podrzucając mu barana wypchanego smołą i siarką. Smok dręczony pragnieniem tak długo pił wodę z rzeki Visany, aż pękł z wielkim hukiem. Krak – Grakchus przegnał na cztery wiatry czczących smoka z Vovel awarskich najezdników, przeniósł stolicę Analapii z Nesty do założonego przez siebie grodu Grakchova, oraz pokonał samego Juliusza Cezara. Pojął za żonę jego córkę Julię, która otrzymała w posagu Bawarię. Powiła ona władcy synów Lecha II i Juliusza, oraz córkę Wandę, która otrzymała imię na cześć wielkiego zwycięstwa Analapów nad Wandalami. Królowa Julia Rzymska umiłowana przez małżonka i poddanych, umarła na wskutek palenia opium – daniny kupców z Sinea, pogrążając założyciela nowej dynastii w żałobie. Krok II, król Bohemii na próżno starał się pocieszyć przyjaciela. Wtedy to Sapucha i Welinda rzuciły czary na króla Analapii. Zadały m lubczyku, same zaś przystroiły się niewidzialnymi, lecz intensywnie pachnącymi kwiatami, noszącymi nazwę sympatycznych, które potroiły moc afrodyzjaku. Król czym prędzej zakończył żałobę. Nie bacząc ani na swe rzymskie wychowanie, ani na monogamiczne obyczaje ówczesnej Analapii, zmienione dopiero przez króla Cztana III, poślubił naraz obie czarownice, ku zgrozie swych doradców. Te zaś uwięziły króla w bryle lodu i zaczęły same rządzić, łupiąc całą Analapię wysokimi podatkami, z których utrzymywały artystów bez talentu tworzących rzeczy brzydkie i odpychające, oraz wprowadzając od świątyń Enków podobizny Čortów, rozpustę i ofiary z dzieci. Panowanie obu sióstr trwało równo dziewięćdziesiąt dni, aż położyli mu kres królewicze Lech i Juliusz, wraz z wojewodą Bronisławem. Wielkim młotem z chramu cara Peruna uwolnili króla Kraka z bryły lodu, podczas gdy lud Grakchova pod wodzą arcykapłana Pizamara oblegał zamek na wzgórz Vovel. Strzygi stanowiące straż przyboczną ob córek Baby Jagi uprowadziły królewnę Wandę; młodziutką kapłankę z chramu Ageja w Neście, aby czynić ją zakładniczką. Królewna miała przypięte do kostek dwa sztylety w pochwie, które jej strażnicy przeoczyli. Gdy stanęła przed obliczem obu czarownic, wezwała imienia jytnas Tatry – królowej gór i rzek, po czym chwyciła za sztylety i w jednej chwili cisnęła nimi w obie uzurpatorki. Sapucha i Welinda nie zdążyły wypowiedzieć zaklęcia obronnego. Zginęły na miejsc z przebitymi prawie na wylot szyjami, a bojące się ich dotąd strzygi rzuciły się by chłeptać ich krew i rozszarpywać ciała. Wanda została sama w zamku opanowanym przez strzygi, lecz nie straciła odwagi. W dzień, kiedy potwory były mniej aktywne niż w nocy, potajemnie otworzyła bramy i wpuściła powstańców na czele ze swym ojcem Krakiem, który powrócił z gór Montanii. Analapowie w trzy dni i noce oczyścili królewski zamek jak i całe wzgórze Vovel od wojsk obu czarownic. Wanda otrzymała od ojca złoty pierścień, po czym udała się w drogę powrotną do Nesty. Oczyściła się też z przelanej krwi, aby na nowo podjąć służbę w świątyni.
Choć nikt nie wie kiedy Baba Jaga przyszła na świat – pewną rzeczą jest data jej śmierci. Skonała mocą rzuconego na siebie samą czaru za panowania Wandy, królowej Analapii, podczas jej podróży przez stepy Roxu, a było to tak:







,,Nastał czas snu. Na tle Księżyca widać było czarownice, lecące na miotłach. Jedna z nich leciała na kamiennym słupie i miała wyjątkowo długi nos.
- To jest owa Baba Jaga – szepnął do towarzyszy Opos – można się po niej spodziewać wszystkiego złego. 'Czarownice są piękne, ale nie dotyczy to Baby Jagi – mówił im gdy byli w Ribkovce stary Owsiwuj. - Jest niewyobrażalnie stara, brzydka, zła i swarliwa. Ma ona nos długi jak dłoń dorosłego męża, zakończony brodawką. Ma rozwiane, białe włosy, ogniste oczy jak Wiła, jest chuda jak Kościej, ma obleśne, zwisające piersi i szpony znacznie dłuższe niż inne czarownice, ale najgorsze są jej zęby – wielkie, ostre i żelazne. Służy smoku z Vovel i lubi szkodzić. Jej przysmakiem jest ludzkie mięso. Mieszka w zaczarowanej chacie – ludzie różnie mówią jak ona wygląda. Jedni mówią, że jej fundamentem jest kurza noga, na dodatek stale skacząca, inni, że ma kształt pudła i jest z żelaza. Na płocie wiszą ludzkie i zwierzęce czaszki'.
Trzeba wiedzieć, że gdy przed laty królową Julię Rzymską męczyły straszydła chcące pożreć rodzącą się córeczkę, Baba Jaga była wśród nich. Czarownica widząc na stepie orszak królowej Analapii, zapragnęła go pożreć. Powróciła do swej chaty i poczęła na śpiącycy zsyłać mamiące wizje, aby zwabić ich do siebie. Oposa kusiła sławą zmiejoborstwa. Na próżno. Wandę najpierw kusiła sukniami, perłami i kamieniami, a potem płaczem dzieci, lecz królowa już wiedziała, że to tylko złudne majaki. Inaczej by się wzruszyła i próbowała pomóc. Cała drużyna jednomyślnie odrzucała pokusy, wzywając na pomoc Ageja, Enków i jytnas. Jeden tylko Bogusław znany z chciwości, ujrzał garnek złota i chwycił zań. Gdy to uczynił natychmiast zniknął, a z nim cały orszak. Bogusław z garncem złota w dłoniach znalazł się w przestronnej komnacie. Na kominku płonął ogień, a na ścianach wisiały obrazy przedstawiając pierwsze czarownice; Babę, Vidmę i Ciotę, oraz królową Malkieš Lysarayatę. Przywitała go pani niezwykłej piękności i poczęstowała go winem. Bogusław podziękował i wypił, po czym padł uśpiony. Wówczas piękność komnaty znikła, zostały się tylko owe cztery obrazy na ścianach. Pani w koronie przybrała wygląd odrażający i poczęła zjadać Bogusława żelaznymi zębami. Była to bowiem Baba Jaga. Nie skończyła go pożerać, gdy na podłodze znaleźli się Opos i Wanda z drużyną. Baba Jaga nie zdążyła przybrać pięknego wyglądu, gdy wszyscy się obudzili w jej chacie. Została zdemaskowana, więc porwała z kąta szablę, prezent od króla ażdach i wrzasnęła:- Teraz będę was szlachtować jak świnie! - dodać należy, że całe uzbrojenie wędrowców znalazło się na stepie. Nagle Baba Jaga wrzasnęła i odrzuciła szablę. Polała się z jej szyi pomarańczową krew. Potknęła się o taboret i upadła na klepisko. Stało się tak, bo ugryzł ją w kark sysun, ten sam, którego Wanda nie pozwoliła zabić Oposowi.
- Dobra robota, synu brukołaka! - Opos chwycił szablę i stanął nad Babą Jagą.- Mam lepszy pomysł! - krzyknęła Wanda, po czym złamała magiczną miotłę. - Teraz nie będzie mogła czarować.- Z miotłą czy bez, popełniła tyle łotrostw, że zasługuje na śmierć! - rzekł Opos. Tymczasem Baba Jaga poczęła się zmieniać w oczach. Znikły jej szpony, nos się skrócił, wykruszyły się żelazne zęby. Stała się ludzką niewiastą. Wanda kazała Oposowi, by ją oszczędził, co ten uczynił niechętnie. W zamian miano ją zaprowadzić do Dendropolis, by ją osądził król Irosław. Baba Jaga gorąco całowała kolana Wandy, po czym nie żywiąc nadziei na zmiłowanie, resztką swej magicznej mocy, wypowiedziała 'virało', które przyprawiło ją o pęknięcie serca'' - ,,Codex vimrothensis''






niedziela, 1 maja 2016

Oniricon cz. 207

Śniło mi się, że:

- poszedłem do Empiku w CH ,,Galaxy'' w Szczecinie, lecz pracownik obsługi, którego głowa wyrastała nie z szyi, lecz z ramienia, kazał mi wejść do szatni i się wykąpać; gdy już się wykąpałem, zobaczyłem jak po podłodze pełznie pasek i przestraszyłem się go,
- pewien Polak przebrał się za Turka i pracował przy produkcji kebabów; nosił bycze głowy i zarzynał byki, które ryczały jak ludzie,
- chciałem wypożyczyć z biblioteki ,,Sezon burz'' A. Sapkowskiego, ale przez pomyłkę wziąłem do ręki ,,Żmiję'' tego Autora,
- Babcia wspominała, że moja Mama w dzieciństwie ją lizała,




- nocą przyszli do mnie goście, a ja wstałem z łóżka i objadałem się słodyczami, naleśnikami i żelkami, lecz Mama mi nie pozwoliła; ponadto w odwiedziny przyszła stara i brzydka kobieta, którą uznałem za wampira,





- porównywałem Maryję do Izydy; stwierdziłem, że Maryja nie jest boginią tylko człowiekiem i nie uprawia magii,





- papież Franciszek kazał mi pisać maturę z chemii składającą się z dwóch pytań: z czego robi się szminkę i do czego służy prezerwatywa?
- z książki ,,W średniowiecznym zamku'' z serii ,,Tak żyli ludzie'' dowiedziałem się, że Stefan Batory mieszkał w podziemnej twierdzy,
- pewien chłopiec pomógł diabłu Piszczałce, a wtedy zakwitły kwiaty, które zostawił w domu,





- jakiś transwestyta podobny do Paździocha z jaskrawo pomalowanymi oczami został nazwany ,,małżonką'', czyli ,,pół żony'',
- Anna ov Ivanitis publicznie rozpaczała, gdy groziło mi nie zdanie matury z biologii,
- w mojej klasie licealnej, gdy wyszła z niej nauczycielka fizyki, pani Jolena ov Symetayak, rozległ się hałas i zaroiło się od larw,




- pewien święty misjonarz przybyły do Indii stwierdził w swej apologii chrześcijaństwa, że w Indiach nie ma jaków, jednak sprawdzałem w ,,Encyklopedii biologicznej'', że jednak jaki żyją także w Indiach,





- w nocy w szkolnej świetlicy chciałem obejrzeć wszystkie odcinki ,,Wyspy Niedźwiedzi'', a nawet pisałem fan fiction, w którym występował Różowy Baron i piraci, rano szedłem na czworakach i mówiłem do Alexandrusa ov Cocelaise, że ,,niewyspany zamieniam się w zwierzę'', potem w świetlicy pan Tomasus ov S. urządził zajęcia z użyciem buddyjskiego młynka modlitewnego, a ja byłem tym zgorszony.

sobota, 30 kwietnia 2016

Legendy o liliach





,, [...] Powiadano, że wykiełkowały z łez Ewy, gdy razem z Adamem wygnana została z Raju. Miały również wyrosnąć w Ogrodzie Oliwnym z kropli potu Chrystusa modlącego się w noc przed ukrzyżowaniem. [...] po śmierci i wniebowzięciu Marii św. Tomasz znalazł w trumnie lilie zamiast ciała. [...] lilie miały być kwiatami szczególnie skutecznie odpędzającymi siły nieczyste i złe czary. Za pechowe uważano natomiast konwalie, zwłaszcza przyniesione do domu. Wierzono bowiem, że wykwitły z łez Matki Boskiej'' - Harry Oliver ,,Czarne koty i prima aprilis. Skąd się wzięły przesądy w naszym życiu''?


Legenda o jeżynach




,,Kiedyś wierzono, że w dniu tym - w przeszłości obchodzonym jako dzień św. Michała - szatan wpadł w gąszcz jeżyn. W złości przeklął krzew, dlatego też jego owoce należy zbierać tylko do 10 października. We Francji jeżyny tradycyjnie utożsamiano z diabłem, twierdząc, że ich rubinowy kolor jest taki sam jak kolor jego śliny'' - Harry Oliver ,,Czarne koty i prima aprilis. Skąd się wzięły przesądy w naszym życiu''? 


Legenda o sroce





,,Sroka miała kiepską reputację już w czasach Starego Testamentu; w końcu była jedynym stworzeniem, które nie chciało wejść do arki Noego, ale usiadło na jej dachu. Za sprawą swego czarno - białego upierzenia sroka była uważana za nieprawe potomstwo gołębicy i kruka, dlatego też nie została zaliczona w poczet Bożych stworzeń'' - Harry Oliver ,,Czarne koty i prima aprilis. Skąd się wzięły przesądy w naszym życiu''? 


Mit o ametyście





,,Dionizos próbował uwieść Artemidę. Kiedy odrzuciła jego zaloty, straszliwie się rozgniewał i zaprzysiągł, że każdego, kto wejdzie do lasu księżycowej bogini, rozszarpią tygrysy. Los sprawił, że pierwsza weszła tam nimfa Amethystos, która ujrzawszy biegnące ku niej bestie, zaczęła błagać swą boginię o ratunek. Artemida zmieniła natychmiast pobożną Amethystos w przezroczysty kamień, a kiedy Dionizos to zobaczył, pożałował swego czynu i w geście przeprosin polał kamień winem - ten zaś nabrał purpurowofioletowej barwy, z której jest obecnie znany'' - Harry Oliver ,,Czarne koty i prima aprilis. Skąd się wzięły przesądy w naszym życiu''? 


piątek, 29 kwietnia 2016

Zoran

,,Łabędzice tak jak córki Aivalsy przechodzą menstruację – stąd ludzie wierzą, że są to kobiety w przebraniu ptaków'' – K. Owinniczew ,,Animalistyka''





Powiadano, że Zoran, syn Kisłowoda, króla Roxu, w latach swej młodości nosił imię Tur i najchętniej bawił w lesie. ,,Dziwny był'' – szeptali dworzanie, nie miał bowiem serca do polowań. Zamiast tego wolał włóczyć się po lasach, radując się pięknem drzew i kwiatów, oraz przyjaźnią zwierząt. Nie czuły przed nim lęku sarny ani zające, ani chyże jelenie. Wilki lizały go po twarzy jak





psy, żbiki i rysie łasiły się jak koty, zaś ptaki od mysikrólików po puchacze siadały mu na ramionach. Nawet pszczoły w obecności królewicza zdawały się zapominać do czego służą żądła. Pokrywały jego twarz grubą warstwą, tworząc coś w rodzaju brody. ,,Jurodiwy''! - mówili o nim możni i ubodzy.
Tur miłował wielce koty i gdy ujrzał jakiegoś, to nie mógł się powstrzymać, aby go nie pogłaskać. Tak było również teraz, gdy oczom królewicza okazał się okazały, tłusty kocur pokryty długim i gęstym futrem barwy kobaltowej. Wokół ciemnoniebieskiego, żółtookiego kocura unosiły się białe motyle – owady poświęcone Mar – Zannie. Tur natychmiast zeskoczył z przepięknego, białego konia z Arabistanu. Z bijącym sercem uświadomił sobie, że widziane przez niego zwierzę to sam Bahar





(Bagarus, Vagarus) – władca perskiego miasta Buchary. Królewicz schylił się i pogłaskał kota, który rozkosznie zamruczał niczym Baja; kotka Janesa ov Calcium, gdy wtem – gwałtu – rety! W miejsce






Bahara, w oparach szarego dymu stanęły cztery sfinksy ze stepów Roxu. Nim następca tronu dobył oręża, rzuciły się ku niemu niczym pantery i poczęły dusić łapami o mięśniach twardych jak żelazo. Czarne płaty latały przed oczami Zorana, kiedy dwa sfinksy niczym zmory wyciskały z jego piersi życie, a dwa pozostałe raniły jego konia lwimi pazurami. Młodzieniec leżąc na ziemi, na próżno wywijał nogami, co upodabniało go do ryby wyjętej z wody. Zsiniałymi ustami wyszeptał imię:






- Dennica.... Gwiazda.... Zorza... Pani.
Kończył się poranek i południce szykowały się do zejścia na ziemię, gdy Dennica, siostra Swaroga i Chorsa usłyszała wołanie o pomoc. Opuściła się na bielusieńkiej chmurce z nieba na ziemię i złotą rózgą rozpędziła sfinksy na cztery wiatry. Tur widząc to, natychmiast powstał z murawy i objął Dennicę za nogi, bijąc przed nią czołem.
- Nie czyń tego – bo i ja jestem tylko stworzeniem. Podziękuj lepiej Agejowi.
- Tak zrobię, Pani – odparł królewicz – pozwól tylko, że odtąd będę się nazywał Zoran – Dennica uśmiechnęła się słodko i znikła niczym mgła.
Następca tronu zgłodniał porządnie, toteż skierował się w stronę zamku w stołecznym Dendropolis.


*


W owym czasie na ziemiach Roxu, w Scytii i Sarmacji postrach budził Zakon Pantery, którego nie należy mylić z szalejącą w Afryce sektą ludzi – lewartów. Zakon Pantery miał swoją siedzibę w grodzie Sungirze, założonym przed wiekami przez scytyjską królową Sungirę, tą samą, którą zabiło użądlenie skorpiona wełnistoszczypcego, żyjącego na terenach od Taurydy po Sinea. Ci co należeli do Zakonu Pantery pędzili dnie paląc opium, pijąc wino i miód z ludzkich czaszek, ucztując całymi nocami i praktykując najbardziej wyuzdaną rozpustę, na której widok nawet Goplana III i Kościej zarumieniliby się ze wstydu. Niewiasty z Zakonu Pantery rodziły swe dzieci w czasie uczt, po czym natychmiast po urodzeniu owe niewinne istoty były wrzucane w ogień. Członkowie obleśnego Zakonu nosili skóry złocistych panter zarzucone na ramiona oraz naszyjniki z ich kłów i pazurów. Kiedy nie kalali się rozpustą i pijaństwem, parali się ohydnymi czarami i rozbojem. Wszystkim wziętym do niewoli ścinali głowy stępioną szablą i układali je na ołtarzu Franta – Przechery: Čorta wszelkiej maści chąśników. W swym podobnym do wielkiej, lamparciej czaszki kamiennym zamku Sarkuł w Sungirze mieli niezmiernie głębokie lochy wypełnione po brzegi zrabowanymi skarbami. Królowie Roxu już od trzech pokoleń usiłowali położyć kres owej zarazie, lecz zawsze ponosili klęskę.


*

Zoran Kisłowodycz niegdyś nazywany Turem, od trzech miesięcy nosił na skroniach koronę króla Roxu i choć nie miał upodobania w wojaczce, nie wątpił, że jeszcze nie raz będzie musiał dobyć miecza w obronie swego ludu. Całe przedpołudnie słuchał raportów zwiadowców ze zbuntowanej prowincji. Przed obliczem młodego króla stało ośmiu mędrców - wołwchów siwobrodych, w białe szaty odzianych. Każdy z nich mocą Welesa potrafił brać na siebie postać myszy, jaszczurek, ciem i pająków, aby w ten sposób szpiegować znienawidzony przez cały Rox Zakon Pantery.






- Na czele stoi postrach budzący Lubart – car – relacjonował srebrnobrody starzec. - Ma ci on postać ni to ludzką ni to zwierzęcą; łeb, ogon i pazury ma jak pantera i pokryty jest ftrem cętkowanym, lecz wyprostowany chodzi jak człowiek. Kotołak istny...
- Myślałem, że kotołaki istnieją jeno w starych bajędach – zamyślił się młody król.
- Powiadają, że Lubart syn Borosłowa stał się potworem po rytualnej kąpieli we krwi młodej pantery i zjedzeniu na surowo jej serca, wątroby i nerek. Wszystkich obrzydliwości, które oni wyczyniają, na wołowej skórze byś nie spisał... - westchnął inny wołwch.
- Ponadto służą mu Mężyki i Dziadki; to jest młode i stare skrzaty, upadłe krasnoludki porywające dzieci, które przez Zakon Pantery są pożerane jak kapłony, lub wychowywane na skrytobójców. Lubart – car używa ponadto Mężyków i Dziadków jako szpiegów – w chwili gdy kapłan Welesa to mówił, jeden z Mężyków ukryty w mysiej dziurze podsłuchiwał całą rozmowę.
Król wypytywał zwiadowców do północy, liczył swoje siły, rozmyślał o sojuszu z Analapią – królestwem rodzącym bohaterów, oraz niemniej walecznymi Bohemią i Slawią. Przerażał go ciężar nadciągającej wojny, aż zaczynał żałować, że nie może znów stać się małym chłopcem, jednak odwrotu nie było. ,,Kiedy się walczy z Čortami, strzygami, wąpierzami, smokami i czarnoksiężnikami, wówczas nie ma miejsca na dyplomację'' – pisał Prawdosław z Cierniowa w ,,Kronice Lisów''.
Rozesłał więc Zoran wici do bojarów, wysłał posłów do zachodnich królestw słowiańskich, do Scytów z Taurydy; szukał pomocy nawet w Medii i u Amazonek. Również Lubart – car nie omieszkał się zbroić. W przepastnych kuźniach Sarkułu niewolnicy kuli miecze i kosy; konstruowali czakramy i korbacze, zaś czarownicy zakonu wyli posępne inkantacje do demonów gwałtów i rozbojów...

*

,,Zdarzało się, że senior, razem z żoną i dziećmi, uczestniczył w rodzinnym święcie wieśniaka. Jednak w XV w. zwyczaj ów napiętnowano, bowiem niektórzy uważali, że feudał nie powinien pospolitować się przebywając w towarzystwie swojego poddanego'' – Régine Pernoud, Phillippe Brochard ,,Tak żyli ludzie. W średniowiecznym zamku''






Gdzieś na ziemi zamieszkanej w późniejszych wiekach przez Krywiczów, w dosyć ubogiej chacie stoły uginały się od mięsiwa, kołaczy, klusek, sera, owoców, jarzyn, pierogów, talerzy z zupą i dzbanów z wybornym lipowym miodem. Zamieszkująca chatynkę rodzina, pełna dumy i radości wydała ucztę dla sąsiadów i przybyszów, a okazji do tego dostarczyła ceremonia postrzyżyn najmłodszego syna. Było to urodziwe pacholę o złocistych puklach. Na poczesnym miejscu zasiadał król Zoran, a po jego prawicy Biełuń – jeden z Enków. Był on synem Boruty i Dziewanny, miał zaś postać krzepkiego starca z głową białego rysia, odzianego w powłóczystą szatę barwy szaro – niebieskiej. Z mandatu Ageja, Biełuń – Belunus sprawował pieczę nad polami i pomagał zabłąkanym odnaleźć właściwą drogę. To właśnie on sprawił, że jadło i napoje na postrzyżynowej uczcie rozmnożyły się, tak jak wieki później na postrzyżynach Ziemowita. Zoran miał w Biełuniu cennego sprzymierzeńca. Sędziwy Enk służył młodemu królowi mądra radą, posłował w jego imieniu do walecznego plemienia Łączan mającego swe siedziby w królestwie Bohemii, a w razie potrzeby tłukł zbójów w skórach panterczych swym ciężkim i sękatym kosturem.


*

Uroczystości związane z postrzyżynami przeciągnęły się na następny dzień i jeszcze następny. Kiedy wreszcie król Zoran i Enk Biełuń opuścili chłopską chatę, zataczali się nieco.
- Zechciej powiedzieć mi, mistrzu – czknął władca Roxu – skąd się właściwie wzięli ci Łączanie, co mają nam pomagać, heeeeeeep?
- Trza ci wiedzieć, Zoranie Kisłowodyczu – odparł Biełuń – że plemię Łączan poczęło się z krwi pieśniarza Sławojdy i Łąki, która przybrała postać niewieścią.
- Kogo? - zdziwił się król.
- Łąki – odrzekł Biełuń. - Łączanie to plemię żyjące z rolnictwa i wypasu bydła, ale potrafią też dobrze walczyć. Będziesz miał z nich dobrych sojuszników – król i jego doradca zaszli nad jezioro.
Biełuń kazał władcy Roxu ukryć się w trzcinach. Niebawem rozległ się łopot wielkich, białych skrzydeł i oczom króla ukazały się prześliczne, białe łabędzice. Jedna po drugiej padały na ziemię, przybierając postać urodziwych panien w giezłach utkanych czarodziejskim sposobem z chmury. Zrzuciły przyodziewek i poczęły się beztrosko pluskać. Zoran skromnie odwrócił wzrok, nie omieszkawszy się zarumienić.
- Łabędziewy – szepnął mu do ucha Biełuń.
- Słyszałem kiedyś baśń o junaku, który spotkał te istoty, alem myślał, że to tylko takie bajędy dla dzieci... - rzekł młody król.
- Jest wiele rzeczy, które wy, ludzie, nazywacie wymysłami, a okazuje się, że są prawdziwe – rzekł Biełuń. - Jesli chciałbyś którąś z tych krasawic za żonę, to wiesz co masz robić.
- Wiem i zamierzam to zrobić – Zoran zaczerwienił się jak burak. - Mokoszo, dodaj mi odwagi! - po cichutku dziedzic tronu Rusa przywłaszczył sobie jedną z białych koszulek i schował ją za pazuchą.
Gdy łabędziewy skończyły kąpiel, wyszły na brzeg, ubrały się i pod postacią łabędzic odleciały. Tylko jedna z nich, o złocistej kosie, nie mogła znaleźć swojego giezła.






- Co to za figle? - pytała głosem niby dźwięk srebrnego dzwoneczka. - Oddaj moją koszulkę, a jeśli jesteś staruszkiem, lub staruszką – będziesz mi dziadkiem lub babcią, jeśliś mąż czy niewiasta – ojcem bądź matką, a jeśliś mym rówieśnikiem, bądź mi bratem lub siostrą! - na te słowa Zoran opuścił ukrycie.
- Jestem Zoran Kisłowodycz, król Roxu z dynastii Wielkiego Rusa. Tę koszulkę oddam ci, nadobna łabędziewo, jeśli obiecasz, że zostaniesz moją żoną i matką moich dzieci! - łabędziewa zarumieniła się lekko.
- Obiecuję – rzekła poważnie. - Zważ, że rzadko to czynię, bo nie lubię rzucać słów na wiatr. A jeśli jesteś ciekawy mojego imienia, to nazywam się Narfa, córka Cara – Łabędzia.
- Narfa... Ładne imię. Oddaje piękno twego ciała i duszy – łabędziewa Narfa mocniej się zarumieniła słysząc te słowa, zaś Zoran pospiesznie oddał jej giezło skromnie odwrócił się.
- Skąd wiesz jaką mam duszę, skoro widzisz mnie po raz pierwszy? Nie wszystkie piękne istoty są dobre...





- …. Za to wszystkie dobre są piękne – dokończył Biełuń, a Narfa złożyła na policzku Zorana pocałunek o zapachu jaśminu. Król powrócił do Dendropolis z narzeczoną, lecz jego serce trapił frasunek z powodu wieści o nowych posunięciach wroga....


*

,,Królowie i ich poddani często żenili się z hamadriadami (Siczysław), czarownicami (Radosław II), leśnymi kobietami (Aleksander, Mnata), meliadami (Orleń), morami (Raszid; król sarmacki), odnynami (Gniew I), południcami (Gniew II), rusałkami (dziesięciu królów), Wiłami (Jurand V), a nawet strzygami (Lestek II)'' - ,,Codex vimrothensis''


Lubart – car siedział na rzeźbionym fotelu i rozrywał kończystymi zębami pieczone jagnię. Jego lamparci ogon wił się z namiętności, bo zielone, kocie oczy Lubart – cara wlepiały się właśnie w powierzchnię wielkiego, zaczarowanego zwierciadła o złotych ramach. Potworowi aż ślina pociekła z paszczęki, gdy pokazało mu urodziwą Narfę idącą przez kwitnący, pałacowy ogród w stołecznym Dendropolis, przytuloną do króla Zorana, patrzącego w nią jak sroka w gnat. Lubart – car mlasnął i oblizał się.
- Będziesz moja, gołąbeczko, a twemu sokołowi jasnemu łebek skręcimy – warknął.
Czym prędzej wezwał do siebie szpiegów. Kazał im po zrzuceniu skór panterczych przebrać się za kupców i udać do Dendropolis. Lubart – car choć dniem i nocą gził się z niewiastami, w głębi duszy nienawidził ich serdecznie. Wydłubywał im oczy, obcinał nosy, piłą pozbawiał głów, wybijał zęby, wyrywał serca, wtykał zapalone pochodnie w srom niewieści i to samo zamierzał czynić Narfie. Aż strach o tym pisać, bo nigdy nie ma się całkowitej pewności, czy jakiś psychopata nie zechce tego naśladować. Lubart – car nie znał ojca. Przez całe życie wychowywały go kobiety, traktując jak małe, głupie i smarkate dziecko, które się ciągle strofuje i do którego nie ma się zaufania, nawet gdy był już dorosły. Skrzywiło to jego i tak już zwichrowaną od różnych schorzeń psyche, tak że znienawidził niewiasty i zaczął je mordować. Niech Czytelnik nie myśli, że go usprawiedliwiam. Był zawsze pełen pychy, skłonny do gniewu i nienawiści, a im bardziej tłumił w sobie nienawistne myśli z obawy przed karą Ageja i Enków, tym uporczywiej one wracały. Zanim zaczął okaleczać kobiety, samego siebie okaleczał, pełen pogardy i nienawiści do swego jestestwa. W końcu porzucił zakon Ageja i Enków. Począł czcić najobrzydliwsze Čorty i po przejściu krwawej inicjacji zamienił się w potwora.


*


,,Decydująca bitwa rozegrała się w wigilię Szczodrych Godów na lodach jeziora Połoskiego. Synowie Roksany mieli za sobą posiłki Łączan walczących pod szmaragdową stanicą z naszywanymi na nią złotymi kwiatami i gwiazdami. Wspierali ich również Slawijczycy – waleczni górale z zachodu, którym niestraszne są niedźwiedzie, witezie z Wielkiego Księstwa Moravii, bitni Bohemianie, oraz prawi i nieulękli Analapowie. Pod stanicami Lubart – cara stawili się jeno nieliczni, wyklęci przez swych ziomków odszczepieńcy z ludów Scytów, Sarmatów, Bołgarów, Kipczaków i Czeremisów. Niebo pociemniało i złote gwiazdy jęły wychodzić ze swych komnat, by przypatrywać się człowieczym zmaganiom. Trębacze zadęli w złote i srebrne surmy, po czym obie armie rzuciły się ku sobie z zaciekłością wareskich berserków z Nürtu. Lód okazał się nadzwyczaj mocny. Król Zoran nienawykły do zabijania przeciwników, bożył się po bitwie, że to sam Chors – Srebroń – Car Księżyc pokierował jego ręką, tak, że zginęli z niej okrutny rycerz Azzo – pan na zamku Klatka w dzikich górach Dacji, który był wąpierzem, oraz sam Lubart – car. Zwierzęca głowa tego ostatniego potoczyła się po twardym jak skała lodzie, bitwa zaś zamieniła się w rzeź...'' - Igor Szczerbak ,,Złoty latopis''





Gdy Zoran wojował na lodach Połoskiego Jeziora, gdzie pod lodem spały węże zabijające wzrokiem, Biełuń został w stołecznym Dendropolis. Sprawował pieczę nad Narfą, która z utęsknieniem wyczekiwała powrotu kochanka. Marzył jej się piękny ślub – myśląc o nim przebierała w strojach, klejnotach i pachnidłach. Kupcy z Sungiru wzbudzili radość w jej sercu sznurem pereł z Morza Ciemnego, tak dużych jak gołębie jaja. Pokazywali łabędziewie wyszywane złotą i srebrną nicią tkaniny z Damaszku, Gazy i Mossulu, a ta cieszyła się jak dziecko. Jej radość prysła, gdy przyłożyli jej sztylet do gardła; zawinęli w perski dywan i wsadzili na dromadera. Był wieczór gdy szpiedzy Lubart – cara w pośpiechu opszczali Dendropolis. W drodze ich wyostrzone przez magię zmysły odebrały wieść o śmierci Lubart – cara. Oprawcy zaczęli się przeto zastanawiać co czynić z porwaną Narfą, aż nadszedł Biełuń i po krótkiej walce, dobrze wymierzonymi ciosami kostura rozbił ich głowy jakby to były puste tykwy. Uwolnił Narfę z dywanu. Wziął na siebie postać białego rysia, kazał dziewczynie usiąść na swym miękkim grzbiecie, po czym cicho i z niemałą szybkością zabrał ją do Dendropolis. Tam czekała ją już łaźnia i łoże.






Gdy Zoran powrócił z południa, a jego giermek dźwigał za nim czaszkę Lubart – cara i zardzewiałą zbroję wampirycznego rycerza Azzo jako trofeum, Biełuń związał jedwabną wstęgą dłoń jego i dłoń Narfy. Na ich skronie nałożył złote korony na pamiątkę królewskich zaślubin Mokoszy i Świętowita i w imię Ageja i Enków ogłosił mężem i żoną. Na królewskie stoły wjechało pieczyste, kołacze i trunki, ryby, zupy, owoce i jarzyny, ciastka i orzechy, oraz zamorskie przyprawy z Bharacji i wielkiej wyspy Dżawy. Gdy wszyscy bawili się w najlepsze, Biełuń niepostrzeżenie wziął swój kostur i przez nikogo niezauważony wyszedł w ciemność i szedł przed siebie, aż go las pochłonął....