,,W
cienistym istnień bezładzie Znikomek błąka się skocznie,
Jedno
ma oko błękitne, a drugie piwne, więc raczej
Nie
widzi świata tak samo, lecz każdym okiem – inaczej -
I
nie wie, który z tych światów jest rzeczywisty – zaocznie?
[…]
I
mgła na ustach dziewczyny, rumianych marzeń rozgrzewką,-
A
kwiaty wzajem się widzą – a zgony wzajem się tłumią! -
Znikomek
spożył kęs nieba i miesza złotą mątewką
Cień
własny z cieniem brzóz kilku. A brzozy śnią się i szumią...’’
-
Bolesław Leśmian ,,Znikomek’’ (fragment)

W
jeziorze Kresanicy
leżącym piętnaście wiorst na północny zachód od stołecznego
grodu Toropiecka, żył wodnik Zunder (Sunderus).
Pokrywała go soczyście zielona skóra przypominająca w dotyku
mokry grzyb, zaś pośrodku czoła osadzone było jedyne oko wodnika
świecące w ciemności żółtym blaskiem. Powiadano, że przed stu
laty, wodnik Zunder został w bezksiężycową noc wypluty przez
złotą gwiazdę o
sześciu ramionach, nikt bowiem nie znał jego rodziców, ani miejsca
skąd przybył do Kresanicy. Sam Zunder nikomu nie wyjawił tej
tajemnicy. Choć miano go za dziwaka i odludka, pojął za żonę
rusałkę Goskę, która miała dar przybierania postaci gęsi. Ledwo
powiła córkę, owoc wielkiej i pięknej miłości, gdy nieszczęsną
młodą matkę porwał czarny wir zesłany przez zawistną czarownicę
Pietrygę. Zunder
samotnie zajął się wychowaniem córki, której nadał imię Zojka.
Wyrosła na wielce urodziwą pannę o jedwabistych, seledynowych
włosach i złotych oczach. Pod okiem ojca uczyła się pisania i
czytania w mowie starokrasnej i toropieckiej. Nieobcy był jej też
język Neurów, którzy władali światem w erze ósmej. Zojka
zaprawiała się w strzelaniu z łuku i rzucaniu kindżałem do celu.
Znała tajniki leczniczych ziół i minerałów, jak też słowa,
którymi należy zamawiać choroby i zranienia. Leśne zwierzęta z
ufnością przychodziły do niej, licząc, że je uzdrowi a nigdy nie
odchodziły zawiedzione. Uroda radosnej i łagodnej Zojki przyciągała
uwagę młodych wodników, leśnych ludzi, żmijów, płanetników,
dziwów, satyrów i faunów. Powiadano, że tam gdzie stanęła,
wyrastały niezapominajki.
*
-
Strach się bać! - mówiła z przejęciem przyjaciółka Zojki,
rusałka Subica. - Kiedy ostatnio zrywałam maliny z nieodżałowaną
Małoszką, ta nagle pobladła i wybałuszyła oczy, jakby została
ugodzona sztyletem w plecy. Następnie, wyobraź to sobie kochana, na
moich oczach rozpłynęła się w powietrzu i tyle ją widziałam.
Znać siła nieczysta dybie na nasze życie! - Obie najady siedziały
na mocnej gałęzi wierzby rosnącej nad brzegiem jeziora Kresanicy.
-
Niegdyś moją mateczkę pochłonął czarny wir, kiedy tylko wydała
mnie na świat – przypomniała sobie ze smutkiem Zojka.
-
Dziś rano zaprzyjaźniony żbik przyniósł mi zwój – dalej
paplała Subica – w którym opisano jak pięć innych rusałek
zniknęło bez śladu. Ot, nagle zniknęły jak pękające bańki
powietrza. W sumie musimy być bardzo odważne lub głupie, skoro
teraz tu rozmawiamy, zamiast siedzieć w domu i modlić się o
ratunek.
-
Mój tatuś już parę razy rozbija kacze jaja, aby w ich rozlanym
żółtku znaleźć odpowiedź kto jest ową siłą nieczystą –
przypomniała sobie Zojka.
-
I co? - dopytywała się Subica. - Dowiedział się czegoś
istotnego?
-
Odpowiedzi są niejasne, ale trop zdaje się prowadzić do czarownicy
Pietrygi, w której chacie ma ponoć mieszkać niepozorny potwór
Znikomek. Kiedy nie bierze na siebie zaklęcia niewidzialności, jest
nagim gnomem o skórze blado sinej i pokrytej wstrętnymi wyrostkami.
Ma okrutne kły i szpony, a także jedno oko błękitne, a drugie
czarne. Prawym sprowadza nieszczęście na mężów, a lewym na
niewiasty. Uzbrojony jest w sztylet wykuty w przeklętych ogniach
Čortieńska. Zadając
nim głębokie rany, obraca ciała w nicość, zaś dusze zostają na
wieki uwięzione w ostrzu. Ponoć Pietryga jest jego matką, która
poczęła go na sabacie z jakimś Čortem…
- opowiadała z przejęciem Zojka.
-
Ja tam, kochana, nie wierzę w żadnego Znikomka – wzruszyła
ramionami Subica. - Pies z nim tańcował! - Zachichotała i było to
ostatnie co uczyniła w swym życiu.
Na
oczach przerażonej Zojki, jej przyjaciółka nagle wybałuszyła
oczy i zrobiła taką minę, jakby jej zabrakło powietrza. Z chwili
na chwilę jej powabne ciało zamieniało się w nicość jakby
pokąsał je robak zwany minusem. Jako ostatnia stała się
niewidzialna piękna twarz Subicy; biała jak kreda i zdrętwiała z
przerażenia. Dopiero po dłuższej chwili dotarło do Zojki jaki los
spotkał jej przyjaciółkę, która była dla niej jak siostra.
Powiał chłodny wiatr, zaś z szarych chmur lunął rzęsisty
deszcz, jakby niebo opłakiwało nieszczęsną Subicę. Twarz Zojki
wykrzywił grymas nienawiści.
-
Zapłacisz mi za śmierć Subicy i innych rusałek, ty przebrzydły,
nikczemny Znikomku! - Zawołała wygrażając pięścią
niewidzialnemu wrogu, zaś odpowiedział jej szyderczy śmiech.
*
Zunder
długo nie chciał się zgodzić na to, by jego jedyna córka stawała
do walki ze Znikomkiem, lękał się bowiem o jej życie.
-
Walczyć z potworami powinni silni i odważni mężowie; rycerze
stuha, Lynxowie, Neurowie, Dziczanie, a nie … delikatne panienki.
-
Ojcze, to ty uczyłeś mnie strzelania z łuku i rzucania nożem –
przypomniała Zojka. - Niech więc
teraz ta nauka na coś się przyda! - Zunder ciężko westchnął i
zabrał córkę do groty, w której mieściła się kuźnia karłów.
Ofiarował
im sznur pereł w zamian za wykucie nowego kindżału dla jego córki,
którego ostrze byłoby w stanie ranić i zabijać Čorty, jak
również potwory zrodzone z ich nasienia. Karły; mistrz Gunarf wraz
z synami Krzatuszem i Skrzętomirem zabrały się do pracy bez
ociągania za to z wielką znajomością rzeczy. Zmieszały żelazo z
najprzedniejszym srebrem, chłodziły rozpalony metal w wodzie z
Sobotniej Góry i ryły na nim emblematy Enków. Pracy towarzyszył
śpiew inwokacji do Swarożyca; Mistrza Sztuki Kowalskiej. Gotowy już
brzeszczot został osadzony w rękojeści z kości udowej jednorożca.
Złote oczy Zojki śmiały się na jego widok.
-
Zastanawiam się tylko jak odnajdziesz Znikomka, skoro jest
niewidzialny? - Zunder wciąż miał nadzieję, że uda mu się
odwieść córkę od niebezpiecznego przedsięwzięcia.
-
Hau! - Ledwo wypowiedział te słowa, na progu kuźni ukazał się
duży, smoliście czarny pies mający nad oczami dwie białe plamki.
-
Uciekaj, bestio Čortieńska! - Tupnął nogą Zunder.
-
Ja nie Čort – obraził się pies. - Nazywam się Jarchuk i jestem
synem Żweruny. W tych plamkach nad oczami zaklęta jest moja moc
wyczuwania niewidzialnych sług Czarnoboga i siła do walki z nimi.
Królowa rusałek, pani na Toropiecka Lykanus przysłała mnie, abym
wskazał Zojce drogę do zamku Znikomka – Zojka ufnie położyła
dłoń na głowie czarnego brytana, a ten polizał ją.
-
Jarchuk jest cenionym pogromcą Čortów i innych sług Rykara –
zabrał głos mistrz Gunarf. - Przy nim twoja córka będzie
bezpieczna. - Zunder dał się przekonać i uściskał córkę na
pożegnanie.
-
Wsiądź na mój grzbiet, bo przed nami droga daleka, a będziesz
potrzebowała dobrego wierzchowca! - rzekł Jarchuk.
-
Dziękuję – zarumieniła się Zojka. - Myślałam, że psy nie
lubią gdy się je dosiada jak konie.
-
Dla mnie to zaszczyt usłużyć panience grzbietem – odparł
Jarchuk.
Pies
pociągnął nosem, po czym złapawszy trop, pobiegł na południowy
zachód. Z dala majaczyły wśród mgieł szczyty Biesogór, to jest
Gór Biesów i Čadów; straszliwych istot z otchłani Čortieńska,
których masywne ciała skamieniały po przegranej bitwie z królową
rusałek Anej II.
Nastał
już wieczór, kiedy Jarchuk z Zojką na grzbiecie wspinał się na
niewielkie wzgórze. Na jego szczycie stały ruiny ceglanego zamku,
który wedle słów podania, wzniosły olbrzymy z plemienia Wełentów.
Zojka zeskoczyła z psiego grzbietu i zapaliła kawałek gałęzi,
przytykając go do oczu, aby służył jej za pochodnię.
-
Wrrr… - zawarczał Jarchuk. - Czuję odór siły nieczystej! - Ze
zjeżoną sierścią tropił wytrwale wśród gruzów.
W
końcu jego szczęki zacisnęły się z siłą imadła na nodze
małego, lecz wielce złośliwego stworka, którego jedno oko
świeciło sinym światłem, drugie zaś przypominało studnię bez
dna. Ugryzienie przez Jarchuka zniweczyło czar niewidzialności
Znikomka. Kambion mający moc obracania ciał w nicość i więzienia
dusz w zaklętym ostrzu, jednym ruchem odciął sobie nogę. Nie
odważył się jednak zranić samego Jarchuka. Pryskając na
wszystkie strony zieloną posoką, skoczył w stronę Zojki.
Zdmuchnął jej pochodnię i zamierzał zatopić kindżał w jej
białej piersi. Rusałka była jednak szybsza.
-
Masz za Subicę! - Zawołała, powalając Znikomka kopnięciem
łamiącym mu rękę dzierżącą bojowy nóż.
Niegdyś
wodnik Zunder nauczył ją tego chwytu na wypadek gdyby próbowały
się do niej dobierać strzygi. Teraz Zojka jednym bezlitosnym
ciosem, przygwoździła syna Čorta i czarownicy do ziemi, zaś
Jarchuk zlizywał jego jadowicie zieloną posokę.
Wtedy
to zawył porywisty wiatr i przyleciała na miotle półnaga
czarownica okryta jeno czarnym, jedwabnym płaszczem. Miała oczy
barwy rubinów i długie rude włosy, których wątpliwą ozdobę
stanowił zwisający kołtun.
-
Zapłacisz mi, wywłoko, za śmierć mojego synaczka! - Wówczas
Zojka spostrzegła, że ma przed sobą nie kogo innego, jeno samą
Pietrygę.
-
Dlaczego ubiłaś moją mateczkę? - Pytała Zojka, zaś Pietryga
dobyła różdżki wykonanej z piszczela wiły.
Sypiąc
iskry z końca różdżki, odpędzała się nią przed Jarchukiem,
który usiłował dosięgnąć czarownicę zębami.
-
Pietrygo, już zostałaś ukarana śmiercią syna. Oszczędzimy cię,
jeśli pozwolisz nam wrócić do domu -obiecała Zojka.
-
Twoja czaszka, dziwko, posłuży mi do złożenia libacji smoku
Rykarowi! - Zawyła czarownica.
Pietryga
pędziła na miotle w stronę Zojki, aby rozszarpywać jej ciało
czarnymi szponami zatrutymi trupim jadem. Przyparta do ściany
rusałka, dobyła posrebrzany kindżał, którym wcześniej ubiła
Znikomka i z szybko bijącym sercem rozcięła nim brzuch czarownicy.
W tym samym czasie Jarchuk dopadł Pietrygi i potężnymi kłami
zmiażdżył jej stopę. Trup służebnicy Czarnoboga spadł z wciąż
unoszącej się w powietrzu miotły, obficie brocząc pomarańczową
krwią. Z jej trzewi począł się ze złowieszczym buczeniem
wydostawać czarny, ciemniejszy niż noc, wir zatrutego prastarym
złem powietrza, taki sam jaki ongiś pochłonął Goskę, matkę
Zojki.
-
Dobra nasza – szczeknął Jarchuk.- Teraz wir pochłonie kindżał
Znikomka, a wraz z jego zniszczeniem, uwięzione w nim dusze odnajdą
drogę do Nawi!
Zojka
była bliska omdleniu. Ostatkiem sił dosiadła Jarchuka i uchwyciła
się mocno jego obroży, po czym pies, pogromca Čortów rzucił się
do ucieczki. Odwrót nastąpił w samą porę, bowiem czarny wir
rozlał się po całym wzgórzu i pochłonął je, obracając w
nicość.
*
Kiedy
na trzeci dzień Zojka otworzyła oczy, spostrzegła, że leży na
posłaniu z wodnych roślin na dnie rodzinnego jeziora Kresanicy.
Obok stały jej koleżanki; najady Horesława, Saplina i Syryna,
wszystkie przyozdobione wieńcami z lilii wodnych, oraz jej ojciec
trzymający złotą tacę, na której spoczywał duży kołacz z
miodem i rodzynkami posypany z wierzchu orzechami i makiem.
-
Wszystkiego najlepszego z okazji szesnastych urodzin, córeczko! -
Powiedział wodnik Zunder i pocałował Zojkę w czoło zielonymi
ustami.