,,Czyż
nie wiecie, że niesprawiedliwi nie posiądą Królestwa Bożego? Nie
łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, , ani
cudzołożnicy, ani rozwięźli, ani mężczyźni współżyjący ze
sobą, ani złodzieje, ani chciwi, ani pijacy, ani oszczercy nie
odziedziczą Królestwa Bożego'' – 1 Kor. 6,9
Działo
się to po sławnym zwycięstwie Lecha III na lodach jeziora Mamir,
uwięzieniu Kościeja i rozpadzie jego imperium. Król Aplanu,
którego w dzieciństwie macierz porzuciła, aby zostać jedną z żon
Kościeja, znienawidził ród niewieści, lecz piękno, słodycz i
poświęcenie Tatry obudziły w nim właściwe mężowi pragnienie,
jakiego wcześniej nie znał. Poczuł, że ją pokochał, lecz wpierw
musiał stoczyć bój ze swoim samolubstwem...
,,
[…] Żołnierze [króla] wdarli się do pałacu Bielskobiała i
oznajmili, że Lech chce, aby jedna z zamieszkałych tam niewiast
została jego nałożnicą. Gdy się opierała, złamali jej rękę,
załadowali na wóz i zawieźli do Grodu Korabia. Król czekał na
nią niecierpliwie, wyglądając przez okno, a gdy przywieźli,
zobaczył, że płacze i jej ręka źle się zrosła. Rozgniewany
przywołał do siebie żołnierzy i wykrywszy kto ją okaleczył,
zabił go własnoręcznie i rzucił krwawiący korpus pod nogi Tatry.
Widział jednak, że to nie pomogło. Począł ją całować, lecz
został spoliczkowany.
- Niewdzięczna! - pomyślał i rozkazał ją ubiczować,
po czym wtrącił do lochu.
Niegdyś […] Kościej, aby ją złamać i upokorzyć,
rozkazał aby mu się oddała, a gdy odmówiła, uderzył ją
kańczugiem w twarz i również wtrącił do lochu.
- Nie jesteś lepszy od tego kogoś zwyciężył... -
szeptała zalewając się łzami.
[…] [Lech III] skierował się do siedziby swego
przyjaciela, będącego księciem velehradzkim i kapłanem Welesa.
Oprócz ojca był to jedyny człowiek, który nie bał się mówić
mu prawdy....
- Chciałbym rozmawiać z ojcem – powiedział Lech
III, a tymczasem na podłodze zapłonęło ognisko, w którego
płomieniach ukazała się twarz starego króla.
- […] Gdybyś ją kochał [zaprzeczył Opplan] to byś
jej nie krzywdził, a twa miłość byłaby wieczna, ale ty kochałeś
tylko siebie... - Lech zrozumiał, że zrobił to czego będzie
żałował.
- Dobrze myślisz; uwolnij ją i odeślij do Śnieżelicy
– odgadł myśli syna. - Mogła cię pokochać, bo nie szukała w
tobie zwycięzcy z Mamiru, ani króla Aplanu, ani nikogo innego.
Widziała w tobie tylko ciebie, lecz ty to złamałeś i teraz widzi
w tobie Kościeja – po twarzy słuchającego ciekły łzy. - Gdy
ona odejdzie, nastąpi druga wojna, lecz wszystkie ataki skierują
się na ciebie – ognisko zgasło, a król wrócił do stolicy.
Zaraz po powrocie skierował się do lochu, aby uwolnić
Tatrę. Leżała na kamiennej posadzce, a gdy przyjrzał jej się
bliżej, zobaczył, że jej zimne ciało gryzły szczury.
- Nieeeeeee !!! - krzyknął i rozdarł szaty.
Kilka dni siedział jak urzeczony nad ciałem, nic nie
jedząc ani nie pijąc, aż wreszcie legł zmorzony snem.
[Tu tekst staje się niezwykle mętny i tajemniczy].
Tatra i Lech szli podziemnym, kamiennym tunelem. Usłyszeli głos
mówiący, że najlepsze cechy to nie te, które się najbardziej
podobają (jak siła, uroda, bogactwo, sława), ale te, które
umożliwiają zostanie jytnas (jak dobroć, pokora, miłosierdzie,
rozsądek, poświęcenie). Lech walczył ze Szkieletohienami;
strasznymi potworami wyglądającymi jak pręgowane hieny, zamiast
głów mające nagie, lwie czaszki. Szkieletohieny były bardzo
groźne i pożerały wszelkie zwierzęta. Oprócz nich, król walczył
też z innymi stworami napadającymi na Tatrę. Jednak najwięcej
uwagi i znoju zajął pojedynek z własnym odbiciem w lustrze; oboje
musieli go stoczyć, a po wygranej krwawili, lecz kapiące krople
zamieniały się w perły. Wędrówka się kończyła, a na
powierzchni oboje ujrzeli , iż mają białe włosy, bo upłynęło
777 lat spędzonych w tym korytarzu. Oczywiście, kto ma rozum, ten
niech się domyśli, czy może to być dosłowne czy symboliczne!
Tatra i Lech nauczyli się wspólnie modlić i
rozmawiać, a […] Lech […] Nauczył się widzieć w niej nie
piękną zabawkę, ale osobę, wraz z wszystkimi tego konsekwencjami
i kochać ją po Agekowemu, czyli wydoroślał.
Ich ślub i wesele miały miejsce w grodzie Svantemot
nad rzeką Żvinie'' – K. Oppman ,,Perłowy latopis''.

Svantemot
(w erach dwunastej i trzynastej: Sinetov) leżał na wyspie Usanie
(obecnie Uznam), otoczonej wodami Morza Joldów; późniejszego Morza
Srebrnego. Lech III, który siedząc na grzbiecie białego jednorożca
Śnieża Zlatyroga zadał sromotną klęskę Kościejowi, umiłowawszy
Tatrę, prostą dziewczynę z gór Montanii, razem z nią i drużyną
i dworem wyruszył z Nistu, prastarego grodu Nissusa, któremu po
ostatniej wojnie przywrócił godność stolicy Aplanu. Orszak
królewski skierował się do grodu Svanetemot, z którego po wielu
wiekach wyszła Caroliniana ov Dirdova; potomkini wareskiego wodza
Dira, brata Askolda, której sława przyćmi praojca. Wesele w owym
grodzie było najradośniejsze i najpiękniejsze w dziejach Aplanu.
Opowiadano o nim jeszcze w czasach króla Ćwieczka I, syna Burusa
Złotego.
,,
[…] Tatra klęczała przed królem Lechem III, a ten nakładał na
jej skronie złotą koronę. Tatra miała na sobie ciemnozieloną
suknię wyszywaną perłami, liliowy wieniec na głowie, naszyjnik z
krwawnika, bransoletki z bratków i złote pierścienie. Poza tym
dniem, niechętnie nosiła klejnoty, jej ulubionym strojem była
prosta, biała suknia, taka jak ta, w której na co dzień żyła i
pracowała w Montanii, oraz w której wyruszyła na wielką misję.
Rozległy się oklaski i wiwaty, wzywano kosmicznej Łabędzicy Łady,
sokołów Lelum i Polelum, a nade wszystko Mokoszy. Lecha III
nazywano w pieśni gardziną, czyli mocarzem, co zwyciężył
Kościeja […]. Zaprosił ich chorujący na umyśle rataj Ludek –
mocą Enków jego chatynka pomieściła wielu gości, a stoły
uginały się od potraw i napojów. Razem z Tatrą i Lechem III
weselili się Ruta i Arvot Baldas, trzy białe niedźwiedzie poznane
przez nich na Svalbardzie: miejscowy Gotard Urmeier, Igor
Lorenzkrafft z Krainy Białych Pól i Wilson Eaneawatt z Sonoru.
Ponadto przybyli kapłani z Wolina i Velehradu, książęta, chłopi,
wojownicy, dziadowie, żebracy, skrofulicy i trędowaci, liczący, że
król i nowa królowa ich uzdrowią, co też się stało, król
Płanetników Ixovodrav i jego syn Ixlavok, rusałki i wodniki,
żmijowie, krasnoludki, leśni ludzie, olbrzym Stolim, Mokosza, która
objawiła swą tożsamość tylko królowej, leśne i domowe
zwierzęta, a nawet mewy i foki. Lech III posadził Tatrę przy stole
i nalał jej kwasu chlebowego.
-
Mów, malkieš
ysena janloitenaya i janlovienaya
- powiedział – życzenie, które spełnię, ku twej radości –
Tatra bez namysłu rzekła:
- Chcę, aby moi niewolnicy, Wsiewołd i Pojata, których
mi dałeś byli wolni i mogli się pobrać – wszyscy oniemieli.
Byli to pierwsi niewolnicy, których królowa
wyzwoliła, lecz nie ostatni. Tatra zmarła w mękach w wieku
sześćdziesięciu lat, otruta przez handlarzy niewolników, których
rujnowała. Tymczasem zagrała skoczna muzyka i książę Ixlavok
zaprosił do tańca Rutę, zaś Gotard Urmeier tańcował z foką,
która w innej sytuacji byłaby jego żerem. Niektórzy goście
postanowili zabawić państwa młodych niezwykłymi opowieściami.
[…]. Wesele trwało trzy dni […]'' - K. Oppman ,,Perłowy
latopis''.

Wszystko
musi się kiedyś skończyć i goście opuścili chatę uleczonego z
obłędu Ludka, u którego potrawy i napoje rozmnożyły się jak u
Piasta Kołodzieja. Połączony orszak króla i królowej jechał
konno ulicami grodu przy dźwiękach fletów, a małe dzieci rzucały
garściami kwiaty, gdy wtem rozległ się krzyk i oczom całego dworu
ukazało się pięciu mężów, którzy prowadzili piątego na
postronku. Ów łatwy był do pomylenia z dziewką z zamtuza, miał
bowiem na sobie różową suknię, złote kolczyki w uszach i w
nosie, złocone sandały i umalowany był jak kobieta. Pchający go
mężczyźni stanęli przed królewskim orszakiem i z czcią oddali
pokłon nowej królowej. Jeden z nich, imieniem Basław rzekł w te
słowa:
- Z największą niechęcią odrywamy naszego pana
przyrodzonego i pogromcę Kościeja od radości weselnych, lecz
przyłapaliśmy tego tu – wskazał na związanego – naszego
sprośnego sąsiada Ludosława, zakałę naszego grodu, jak w
przebraniu przeskoczki chodził po mieście, by współżyć
cieleśnie z innymi mężami, obrażać zakon Ageja i Enków i
ściągać ich gniew na nas. Prosimy przeto naszego mądrego i
sprawiedliwego pana przyrodzonego by osądził Ludosława
Wszetecznika i postąpił z nim wedle sprawiedliwości.
Słowa o czynach pochwyconego, zarówno w państwie
młodych, jak i we wszystkich gościach weselnych wzbudziły nie
upodobanie, jak w naszych rozpasanych czasach, jeno wstręt i grozę.
Lech III nie miał miękkiego serca; bez żalu skazywał na pal
wyuzdanych oprawców służących Kościejowi, jednak głupio mu
było przelewać krew zaraz po weselu i zasmucać tym żonę, której
serce przypominało wosk. W nim samym upokorzony wszetecznik budził
bardziej litość niż gniew. Król szepnął coś do ozdobionego
kolczykiem ucha oblubienicy, a ta zabrała głos:
-
Wielka królowa rusałek Siubiela Morska wieszczyła, że koniec
świata nastąpi, gdy wodniki będą się żenić ze sobą. Sama
uważam, że jeśli mąż obcuje cieleśnie z mężem, a niewiasta z
niewiastą, jest to jeszcze gorsze od bestialstwa. - ,,Mądrze'' –
przytaknęli mieszkańcy Svantemota. - Jednak nasz brat, Ludosław
jest chory i miast zabijać, lepiej go leczyć. Dziś zostałam
królową Aplanu i Wielką Księżną Montanii, z mandatu Ageja i z
woli mojego męża i pana. Złota Baba i Znachor – Władca Chorób
wlali we mnie moc leczenia trądu i skrofułów. Jeśli Wielki Agej
dozwoli, mogę zdjąć kajdany Kani, Paskudy i Obłędka z tego
nieszczęśnika! - Ludosław wił się na ziemi, płakał i skomlał
o litość; wyciągał zdobione sygnetami dłonie ku stopom jadącej
na jednorożcu Tatry, co Lecha III napełniło wstrętem. Słychać
było z jego ust: ,,Uwolnij
mnie, Pani''!
Tatra zsiadła z jednorożca, klaczy imieniem Śnieżynka, podniosła
z ziemi upokorzonego i skruszonego, ucałowała jego zapłakaną
twarz, a następnie włożyła nań ręce i wzywając imion Enków
troszczących się o zdrowie, uzdrowiła wszetecznika.
- Już nie pragnę innych mężów! - wykrzyknął
uradowany Ludosław, a Lech III kazał przeciąć mu postronek i
obdarzył męskimi szatami.
Ludosław, którego nie nazywano już wszetecznikiem,
lecz Uzdrowionym nigdy nie zapomniał tego co uczyniła mu Tatra i
miłował ją najwięcej z wszystkich poddanych.
Wkrótce po koronacji, Tatra poczęła w Niście
gromadzić krocie zwierząt, tworząc zwierzyniec jeszcze bogatszy i
wspanialszy od tych, które zakładały rusałcze królowe Afaraka i
Bharatiena. Królowa z zamiłowaniem zgłębiająca wiedzę o
zwierzętach, ziołach, drzewach i minerałach miała w swym
zwierzyńcu białe waździerze z Montanii, pantery i bawoły z
Tassilii, lwy, hieny, niedźwiedzie i tygrysy szablozębne z Ojcowa,
niezwykle rzadkie, białe wilki – latawce o orlich skrzydłach z
gór Taurolidy, prowincji Orlandu leżącej nad Morzem Smoły,
zalatujące do innych krain i mnóstwo innych wspaniałych istot.
Królowie państw zaprzyjaźnionych z Aplanem, ofiarowali królowej
Tatrze coraz to nowe okazy do jej bestiarium.
Tego dnia władcy Aplanu i Montanii przebywali w sali
tronowej, a była to pora audiencji. Na kolanach pani przyrodzonej
spoczywał niezwykły kot – demon; dar króla Britainy Arminiusa.
Różne manuskrypty przedstawiają jego futro jako bure, czarne, a
nawet białe; wszystkie natomiast zgodnie mówią o jego oczach –
ogromnych i przypominających zielony ogień płonący w kryształowej
czaszce Kościeja. Gdy wartownicy wpuścili do sali tronowej jednego
z poddanych, przybysza z grodu Svanetemot, demoniczny kot wydarł się
z rąk królowej, miauknął rozdzierająco, obnażając białe zęby
ostre jak brzytwy i wysunął stalowe, zatrute pazury. Gotował się
do skoku na przestraszonego svantemotczyka, lecz królowa przywołała
do porządku kota o gorejących zimnym ogniem oczach.
- Paluc! Jak ci nie wstyd! Zostaw naszego gościa! -
kocur z Britainy, jeżący sierść i trzymający ogon w górze,
posłuchał Montanki i jak niepyszny zaniechał ataku.
Mąż z wyspy Uznam dotykając czołem posadzki oddał
hołd królewskiej parze, ucałował sygnet Lecha III i dłoń Tatry,
która w przybyłym rozpoznała Ludosława Uzdrowionego. Kazała mu
powstać i zaprosiła do stołu.
- Pani, któraś skruszyła me kajdany – zaczął
Ludosław, a Tatra zaczerwieniła się.
-
Tylko Agej kruszy kajdany Čortów
– zaprzeczyła królowa – a ja byłam jeno Jego narzędziem.
- Dowiedziałem się, o obrazie miłosierdzia Enków –
ciągnął były sodomita – że zakładasz zwierzyniec i
zapragnąłem Wam pomóc w tym dziele – Tatra mile się zdumiała,
podczas gdy do sali wkroczyło dwóch innych Usańczyków, sług
Ludosława, którzy wprowadzili na salę dwa niezwykle ciekawe okazy,
o których królowej nigdy wcześniej nawet się nie śniło.
- Kupiłem je w porcie od kupców. Ta małpa to egipan
znad rzeki Nilus i z pustyń Al – Nabat w Międzyraju, a to płowe
stworzenie zowie się kalopender i mieszka na sawannach środkowej
Tassilii.
Egipan
(egipanus)
najbardziej podobny był do pawiana, również wielkością. Miał
twarz podobną do ludzkiej, lecz szaro – zielonkawą i
pomarszczoną. Jego uszy były spiczaste jak u Čorta
lub goblina.
Tatra zafrasowała się, bo nie wiedziała jak opiekować
się takimi zwierzętami. Kalopender przypominał całkowicie
bezwłosą mysz wielkości zająca. Ludosław stropił się bardzo,
bo i on nie wiedział jak opiekować się egipanem i kalopendrem.
Sytuację uratował Lech III.
- Zapytam się ambasadora Tassilii, co należy zrobić,
by te stwory czuły się dobrze, bo dla mieszkańców tego Czarnego
Królestwa zwierzęta nie mają tajemnic. Dobrze jednak znać
potrzeby zwierząt, zanim się da je w prezencie, bo prowadzenie
zwierzyńca to też spora odpowiedzialność. Od tego czasu Ludosław
często gościł w Niście i pomagał królowej rozbudowywać
zwierzyniec.
*
Kraj
Stepów to wielkie królestwo położone nad rzeką Erydanem, pełnym
hipopotamów Jeziorem Błotnistym i Morzem Smoły, graniczące z
Valkanicą, Alpenlandem, Oylandem i Orlandem. Ziemia ta obfitowała
nie tylko w stepy zwane Wielką Pusztą, na których pasły się
stada suhaków, ale też w nieprzebyte puszcze, gdzie w matecznikach
pełno było turów i żubrów, rysiów, wilków i niedźwiedzi, oraz
w góry będące przedłużeniem Gór Biesów i Čadów.
W owych górach widziano ruiny Karpat (Carpathopolis)
– dawnej stolicy Żbiczan. Stołecznym grodem Kraju Stepów był
Bogadan (Bohatan)
wzniesiony przez pierwszego króla Prokuja I Auletosa,
syna Nissusa, syna Wiła Sławicza, króla Ziem Wschodnich. Inni
wybitni władcy to: Bogdan Czarny z Türk,
założyciel Kara Bogadanu – twierdzy pilnującej granicy z
Orlandem i Koloman Nodyjski, próbujący przywrócić światu pismo
Teosta. Ostatnim królem na tronie w Bogadanie był wielki książę
Nodistanu, Prokuj VII Filopater, syn Prokuja VI Filadelfosa. Władca
ów, nie mniej zapijaczony i przewrotny od innych królów V wieku XI
eonu znalazł śmierć w wodach potopu. W późniejszych erach, na
ziemiach Kraju Stepów powstały krainy Panonia i Dacja.
Królowa
Tatra ilekroć wybierała się poza Aplan wsiadła do zdobionego
złotem i klejnotami rydwanu, który ciągnęły białe wilki –
latawce, zwane również ,,wilkami
– wiatrolotami''. Za
zgodą męża udała się na południe od Montanii, a towarzyszył
jej Ludosław. W pierwszej kolejności wylądowali w grodzie
stołecznym, gdzie przyjął ich na audiencji król Prokuj V,
pochodzący z rodu obalonego niegdyś przez Kościeja. Władca Kraju
Stepów zgodził się na łowienie zwierząt na jego ziemiach.
Ugościł królową Aplanu, a ta nazajutrz razem z Ludosławem i
łowczym Kraju Stepów udała się do bogatej w zwierzynę ziemi,
zwanej Wielką Pusztą. Wyprawa po nowe zwierzęta zakończyła się
powodzeniem. Wszystkie schwytane zwierzęta przeżyły i w zwierzyńcu
w Niście pojawiło się stado
suhaków, bóbr cały biały ze
starości, tygrys szablozębny i miejscowe bydło o ogromnych rogach.
Największe zainteresowanie po powrocie do Aplanu wzbudziły
zaskroniec rybaczek – pozbawiony jadu, mały, ciemnozielony wąż,
którego rybacy w Kraju Stepów i we wschodnim Oylandzie używali do
łowienia ryb, tak jak gdzie indziej czyniono to z wydrami lub
kormoranami, oraz wielki jak krowa jaszczur okularowiec (ocularius),
którego największym przysmakiem były prosięta i zające.
Okularowiec przypominał odlaną z brązu jaszczurkę, a jego ogromne
oczy zasłaniały jasnoszare płyty z kości. Zwierz ów nie był
groźny dla ludzi. W czasie wyprawy, łowcy z Aplanu widzieli
niekiedy Enka nazywanego Białym Chłopem. Miał on postać
wieśniaka, którego strój, włosy i skóra wyglądały jak obsypane
mąką. Powiadano o nim, że z mandatu Boruty jest strażnikiem
dzikich zwierząt i pilnuje by ludzie bez potrzeby ich nie zabijali
i nie niepokoili.
Ludosław
nie zdążył założyć rodziny. Zginął broniąc swej królowej
przed stronnikami uwolnionego Kościeja i został jytnas pomagającym
wszetecznikom porzucić złe skłonności. Budzący podziw na innych
dworach zwierzyniec królowej Tatry w czasie kolejnej wojny
zniszczyli pozbawieni mózgów wojownicy Kościeja i rezuni z
Orlandu.