środa, 18 marca 2015

Lament Dobryni Nikitycza




,Po cóż ty mnie, nieszczęsnego Dobryniuszkę, porodziła?
Ja Dobrynia nie jeździłbym po pustym polu,
Ja Dobrynia nie zabijałbym niewinnych dusz,
Nie przelewałbym krwi na próżno,
Nie łzawiłbym Dobrynia ojców i matek,
Nie wdowiłbym Dobrynia młodych żon,
Nie skazywał na sieroctwo dzieciątek.
Leżałbym jeno spokojnie, jako ten kamień przy drodze’’.




Opracowane na podstawie książki Haliny Łozko ,,Rodzima wiara ukraińska''. 

Złota legenda Mahometa




,,Kiedy się rodził, drżał w posadach pałac cesarza perskiego, runęło czternaście jego wież, zgasł święty ogień mazdakitów, wyschło jakieś jezioro, cudowne światło rozeszło się z łona matki Mahometa i rozlało jasnością aż po Syrię, gwiazdy opuściły się tak nisko, że jakiś świadek bał się, by nań nie spadły. Powiadano, że jego ciało nie rzuca cienia, że muchy nie siadają na jego szatach, że włosy Mahometa w kontakcie z ogniem nie palą się. [...] Bóg dał mu władzę nad Księżycem. Na wezwanie Proroka, by przekonać mekkańczyków, Księżyc siedem razy okrążył Al - Kabę, po czym rozpadł się na dwie części. Oddał hołd Mahometowi 'głosem, który posłyszał i ten, co znajdował się najdalej, i ten, co był blisko'. Jedna jego połowa weszła przez prawy rękaw szaty Proroka i wyszła przez lewy, druga zrobiła to w przeciwnym kierunku. Gabriel przyniósł Mahometowi pięć jabłek z ogrodów niebieskich, jedno dla niego i cztery dla czterech 'kalifów sprawiedliwych'. Jego jabłko przemawia doń, wysławia go, wylicza cuda, będące dowodem misji Proroka'' - Maxime Rodinson ,,Mahomet''. 

Czarna legenda Mahometa

,, W legendzie ludowej przeinaczenia idą jeszcze dalej. Mówiono, że początkowo był dobrym chrześcijaninem, który wiele dusz nawrócił na wiarę chrześcijańską. Niektórzy robili z niego nawet kardynała. Kościół jednak nie uznał jego zasług tak, jak on by sobie tego życzył. Kto inny mianowany został papieżem. Wtedy doprowadził do schizmy, zwiódł wielu ludzi, [...]. Niektórzy dopowiadali, że kiedy się upił, pożarły go świnie. Wyjaśniało to wstręt jego wiernych do tego zwierzęcia. Inni - przykład tego mamy w Pieśni o Rolandzie - widzieli w nim pogańskiego boga, idola, któremu oddawano cześć w budzących odrazę 'mahomeriach''' - Maxime Rodinson ,,Mahomet''.



UWAGA: Powyższy tekst jest jedynie chrześcijańską legendą z okresu  średniowiecza, a nie poglądem Autora bloga. Prawdą jednak jest, że bandyci z Państwa Islamskiego i Boko Haram postępują jeszcze gorzej niż świnie, a jeśli chodzi o zamach w redakcji ,,Charlie Hebdo'', to tak naprawdę było to starcie dwóch fanatyzmów, jedni byli warci drugich.
UWAGA: postać na ilustracji wyobraża nie Mahometa, ale Nathoka - złego czarownika z jednego z opowiadań Howarda o Conanie. 

wtorek, 17 marca 2015

Oniricon cz. 105

Śniło mi się, że:

- wieczorem widziałem na ulicy żyjące ludzkie popiersia, którym dokuczali jacyś chłopacy i chciałem ich bronić,



- Metabo to marka samochodu wyścigowego,



- w USA kupiłem sobie porcję prażonych termitów do zjedzenia,



- Afroamerykanki należące do Czarnych Panter chciały żyć tak jak kobiety w Afryce; w tym celu narkotyzowały się cygarami z trujących lilii; początkowo nosiły wojskowe mundury, które zamieniły na pasiaste koszule plemienia Hutu, co mi się spodobało,



- bohaterka filmu ,,Pani minister tańczy'' poszła do baru, gdzie tańczyła i rozbierała się na stole, jakąś kobietę posypała solą, a Romana Dmowskiego zamieniła w lalkę; potem klienci baru (wśród nich pokraczny Krzyżak ubrany na czarno) tańczyli wokół niej,



- oglądałem alternatywną historię Smerfów, w której niebieskie ludziki zlały się w jedno z Muminkami,
- opracowując ,,Ilustrowaną bibliografię dla fantastów 2'' umieściłem w niej ,,Iliadę'' i ,,Odyseję'' Homera, oraz ,,Teogonię'' Hezjoda,
- bł. Jerzy Popiełuszko został przez oprawców zapakowany do worka i wrzucony do śmietnika,
- miałem koszmar i gdy się obudziłem, płakałem, aby się pocieszyć jadłem lody, a dusza mojej śp. Babci ukazała mi się i pocieszała mnie (sen we śnie),
- na jakiejś wycieczce gdzieś w Polsce, mój wujek Andreus ov Kujvis jechał na słoniu w lesie,



- w piaskownicy rozmawiałem z 12 - letnim chłopcem o twórczości R. E. Howarda; powiedziałem, że lubię fantazje o zaginionych cywilizacjach i archeologii, ale nie uznaję teozofii,
- Mama chciała się znów przeprowadzić, bo nasi sąsiedzi - Szwajcarzy podmienili nam zamki w drzwiach; w gazecie ,,Dom'' Mama przeczytała, że mój wujek Markus ov Kujvis zbił majątek w nieuczciwy sposób, UWAGA: To tylko sen, nic takiego nie zdarzyło się naprawdę,
- poszedłem do biblioteki na ul. Śląskiej w Szczecinie po 7 książek; wypożyczyłem min. książkę o filozofii tłumaczącą co to jest kodeks prawny, a oprócz tego Mama kupiła mi nowy numer czasopisma o dinozaurach (połączenie ,,Dinozaurów! Odkryj olbrzymy prehistorycznego świata'' z ,,Wally zwiedza świat''),
- rodzina i sąsiad mówili Mamie, aby załatwiła potrzebę fizjologiczną na podwórku tam gdzie Babcia, lecz Mama chciała to zrobić za grobem lub w swoim domu,



- w Świecie Dziesięciu Kontynentów, Krzyżacy nosili na białych płaszczach wizerunek czarnego pająka z białym młotem Thora na grzbiecie, czcili Thora i fińską boginię Marjattę; Jagiełło modlił się do Thora i Marjatty, aby opuścili Krzyżaków i przeszli na stronę polską,
- zabłądziłem w Szczecinie razem z Pavlasem ov Vidłarem. 

Prawda Skibka Owłosionego



W erze jedenastej i długo potem rozliczni władcy, tacy jak Kościej I Nieśmiertelny, czy Attyla (Etzel) – król Hunów, aby uchodzić za światłych, mądrych i łagodnych, zapraszali na swe dwory filozofów niczym cesarz rzymski Marek Aureliusz, czy też różnych natchnionych mężów i mędrców, owych ,,jurodiwych'' spotykanych na dworach Orlandu, Roxu, Bizancjum i Rosji.
Po uwolnieniu Kościeja, tak Aplan jak i wiele innych krain znów ogarnęła wojna, rychło jednak skończyła się za sprawą samego Kościeja, który wprowadził nowe płacidło, zwane ,,papierową monetą'' (papirova monieta, viridis vesponiust) i z tej okazji zawierając pokój z napadniętymi przez siebie państwami, zadowolił się tronem samego Prenaulandu (Presnova). Niebawem Kościej poślubił Šlezvigę Holsanę, wdowę po królu Teutmanii i tak powstało nowe królestwo – Presmania ze stolicą w Likostopolis, ciągnące się od Rininu po Odirnę. Państwo to graniczyło z Aplanem, którego król Lech III i królowa Tatra z Montanii, aż za dobrze wiedzieli, że Kościej jest zdradliwy i pozostawiony na tronie może przysporzyć ich ziemi mnóstwo krzywd i szkód. Lech III zamyślał obalić go zbrojnie, podczas gdy królowa, widząc przewagę potencjalnego wroga i żałując niewinnych ofiar po obu stronach, wolała ,,gadzinę, co zmienia skórę, lecz kąsa jak drzewiej'' (K. Oppman) porwać i uwięzić w zaczarowanej celi.
W owym to czasie król Aplanu gościł na swym dworze mającego głowę dzika, pana Jendrykvę Trędowatego, pana Chytreygę i jego ojca Mucjusza, dziką babę – panią Veherę Owies, jednak najwięcej cenił filozofa Evoliusza, który przybył z Apapu. Tenże Evoliusz, noszący czerwone szaty, łysy starzec o sięgającej pasa, siwej brodzie, nienawidził Kościeja za jego zbrodnie i hulaszczy tryb życia i nakłaniał Lecha III do orężnej rozprawy z Królestwem Presmanii. Evoliusz nauczał, że walcząc w słusznej sprawie, wolno popełniać takie same zbrodnie jak przeciwnik. Tatra nie lubiła Evoliusza, za to na swoim dworze chętnie gościła innego filozofa. Był nim Skibek Owłosiony z Montanii; w przeciwieństwie do apapskiego barona Evoliusza, syn ubogich chłopów, człowiek dobry i łagodny, lecz nazywający po imieniu dobro dobrem, a zło złem. Skibek wiekiem dorównywał niemal Evoliuszowi, a był siwy jak gołąb. Ubierał się w długą szatę siwego koloru, a jego nieodłącznym towarzyszem była pochodząca z górskich jezior Montanii – salamandra nosoroga; płaz wielkością i kształtem podobny do jaszczurki, pokryty szarą skórą, na którego głowie sterczał kostny wyrostek. Nie był on wśród możnych i ubogich Nistu tak znany jak mistrzowie Evoliusz, Desa, który 




głosił konieczność współpracy wiernych Agejowi z Kościejem, czy na wpół- obłąkany Ulgen z grodu Embus w Orlandzie, dla którego ,,każdy pogląd do przesąd''. Pewne przekupki plotkowały o nieśmiałym i unikającym rozgłosu Skibku, synu Derwana z Jałowego Pola, że przybył do stolicy z innego świata, a salamandra nosoroga jest jego duchem opiekuńczym. Mędrzec z gór nie lubił się spierać, zwłaszcza z napastliwym rozmówcą. ,,Perłowy latopis'' przekazuje jego słowa, które padły w rozmowie z Evoliuszem.
- Są trzy prawdy. Pierwsza z nich to Święta Prawda Ageja i Enków; prawda najświętsza i niepodważalna. Kto ją odrzuci, ten odrzuci też każdą inną prawdą. Istnieje również Moja Prawda, której podlegają rzeczy subiektywne. W końcu jest też Gnój – Prawda (,,Nie – Prawda'' według ,,Codex vimrothensis''), czyli kłamstwo; najgorsze wtedy, gdy przemieszane jest z prawdą.




 Królowa Tatra, na której dworze toczyła się owa dysputa, nadała filozofowi z Montanii herb Prawda, na którym wspięty lew wynurzał się zza murów obronnych; w przednich łapach trzymał Świętą Prawdę Ageja i Enków, a dwie pozostałe prawdy nosił na ogonie.

poniedziałek, 16 marca 2015

Ludosław

,,Czyż nie wiecie, że niesprawiedliwi nie posiądą Królestwa Bożego? Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, , ani cudzołożnicy, ani rozwięźli, ani mężczyźni współżyjący ze sobą, ani złodzieje, ani chciwi, ani pijacy, ani oszczercy nie odziedziczą Królestwa Bożego'' – 1 Kor. 6,9



Działo się to po sławnym zwycięstwie Lecha III na lodach jeziora Mamir, uwięzieniu Kościeja i rozpadzie jego imperium. Król Aplanu, którego w dzieciństwie macierz porzuciła, aby zostać jedną z żon Kościeja, znienawidził ród niewieści, lecz piękno, słodycz i poświęcenie Tatry obudziły w nim właściwe mężowi pragnienie, jakiego wcześniej nie znał. Poczuł, że ją pokochał, lecz wpierw musiał stoczyć bój ze swoim samolubstwem...

,, […] Żołnierze [króla] wdarli się do pałacu Bielskobiała i oznajmili, że Lech chce, aby jedna z zamieszkałych tam niewiast została jego nałożnicą. Gdy się opierała, złamali jej rękę, załadowali na wóz i zawieźli do Grodu Korabia. Król czekał na nią niecierpliwie, wyglądając przez okno, a gdy przywieźli, zobaczył, że płacze i jej ręka źle się zrosła. Rozgniewany przywołał do siebie żołnierzy i wykrywszy kto ją okaleczył, zabił go własnoręcznie i rzucił krwawiący korpus pod nogi Tatry. Widział jednak, że to nie pomogło. Począł ją całować, lecz został spoliczkowany.
- Niewdzięczna! - pomyślał i rozkazał ją ubiczować, po czym wtrącił do lochu.
Niegdyś […] Kościej, aby ją złamać i upokorzyć, rozkazał aby mu się oddała, a gdy odmówiła, uderzył ją kańczugiem w twarz i również wtrącił do lochu.
- Nie jesteś lepszy od tego kogoś zwyciężył... - szeptała zalewając się łzami.
[…] [Lech III] skierował się do siedziby swego przyjaciela, będącego księciem velehradzkim i kapłanem Welesa. Oprócz ojca był to jedyny człowiek, który nie bał się mówić mu prawdy....
- Chciałbym rozmawiać z ojcem – powiedział Lech III, a tymczasem na podłodze zapłonęło ognisko, w którego płomieniach ukazała się twarz starego króla.
- […] Gdybyś ją kochał [zaprzeczył Opplan] to byś jej nie krzywdził, a twa miłość byłaby wieczna, ale ty kochałeś tylko siebie... - Lech zrozumiał, że zrobił to czego będzie żałował.
- Dobrze myślisz; uwolnij ją i odeślij do Śnieżelicy – odgadł myśli syna. - Mogła cię pokochać, bo nie szukała w tobie zwycięzcy z Mamiru, ani króla Aplanu, ani nikogo innego. Widziała w tobie tylko ciebie, lecz ty to złamałeś i teraz widzi w tobie Kościeja – po twarzy słuchającego ciekły łzy. - Gdy ona odejdzie, nastąpi druga wojna, lecz wszystkie ataki skierują się na ciebie – ognisko zgasło, a król wrócił do stolicy.
Zaraz po powrocie skierował się do lochu, aby uwolnić Tatrę. Leżała na kamiennej posadzce, a gdy przyjrzał jej się bliżej, zobaczył, że jej zimne ciało gryzły szczury.
- Nieeeeeee !!! - krzyknął i rozdarł szaty.
Kilka dni siedział jak urzeczony nad ciałem, nic nie jedząc ani nie pijąc, aż wreszcie legł zmorzony snem.
[Tu tekst staje się niezwykle mętny i tajemniczy]. Tatra i Lech szli podziemnym, kamiennym tunelem. Usłyszeli głos mówiący, że najlepsze cechy to nie te, które się najbardziej podobają (jak siła, uroda, bogactwo, sława), ale te, które umożliwiają zostanie jytnas (jak dobroć, pokora, miłosierdzie, rozsądek, poświęcenie). Lech walczył ze Szkieletohienami; strasznymi potworami wyglądającymi jak pręgowane hieny, zamiast głów mające nagie, lwie czaszki. Szkieletohieny były bardzo groźne i pożerały wszelkie zwierzęta. Oprócz nich, król walczył też z innymi stworami napadającymi na Tatrę. Jednak najwięcej uwagi i znoju zajął pojedynek z własnym odbiciem w lustrze; oboje musieli go stoczyć, a po wygranej krwawili, lecz kapiące krople zamieniały się w perły. Wędrówka się kończyła, a na powierzchni oboje ujrzeli , iż mają białe włosy, bo upłynęło 777 lat spędzonych w tym korytarzu. Oczywiście, kto ma rozum, ten niech się domyśli, czy może to być dosłowne czy symboliczne!
Tatra i Lech nauczyli się wspólnie modlić i rozmawiać, a […] Lech […] Nauczył się widzieć w niej nie piękną zabawkę, ale osobę, wraz z wszystkimi tego konsekwencjami i kochać ją po Agekowemu, czyli wydoroślał.
Ich ślub i wesele miały miejsce w grodzie Svantemot nad rzeką Żvinie''
– K. Oppman ,,Perłowy latopis''.



Svantemot (w erach dwunastej i trzynastej: Sinetov) leżał na wyspie Usanie (obecnie Uznam), otoczonej wodami Morza Joldów; późniejszego Morza Srebrnego. Lech III, który siedząc na grzbiecie białego jednorożca Śnieża Zlatyroga zadał sromotną klęskę Kościejowi, umiłowawszy Tatrę, prostą dziewczynę z gór Montanii, razem z nią i drużyną i dworem wyruszył z Nistu, prastarego grodu Nissusa, któremu po ostatniej wojnie przywrócił godność stolicy Aplanu. Orszak królewski skierował się do grodu Svanetemot, z którego po wielu wiekach wyszła Caroliniana ov Dirdova; potomkini wareskiego wodza Dira, brata Askolda, której sława przyćmi praojca. Wesele w owym grodzie było najradośniejsze i najpiękniejsze w dziejach Aplanu. Opowiadano o nim jeszcze w czasach króla Ćwieczka I, syna Burusa Złotego.



,, […] Tatra klęczała przed królem Lechem III, a ten nakładał na jej skronie złotą koronę. Tatra miała na sobie ciemnozieloną suknię wyszywaną perłami, liliowy wieniec na głowie, naszyjnik z krwawnika, bransoletki z bratków i złote pierścienie. Poza tym dniem, niechętnie nosiła klejnoty, jej ulubionym strojem była prosta, biała suknia, taka jak ta, w której na co dzień żyła i pracowała w Montanii, oraz w której wyruszyła na wielką misję. Rozległy się oklaski i wiwaty, wzywano kosmicznej Łabędzicy Łady, sokołów Lelum i Polelum, a nade wszystko Mokoszy. Lecha III nazywano w pieśni gardziną, czyli mocarzem, co zwyciężył Kościeja […]. Zaprosił ich chorujący na umyśle rataj Ludek – mocą Enków jego chatynka pomieściła wielu gości, a stoły uginały się od potraw i napojów. Razem z Tatrą i Lechem III weselili się Ruta i Arvot Baldas, trzy białe niedźwiedzie poznane przez nich na Svalbardzie: miejscowy Gotard Urmeier, Igor Lorenzkrafft z Krainy Białych Pól i Wilson Eaneawatt z Sonoru. Ponadto przybyli kapłani z Wolina i Velehradu, książęta, chłopi, wojownicy, dziadowie, żebracy, skrofulicy i trędowaci, liczący, że król i nowa królowa ich uzdrowią, co też się stało, król Płanetników Ixovodrav i jego syn Ixlavok, rusałki i wodniki, żmijowie, krasnoludki, leśni ludzie, olbrzym Stolim, Mokosza, która objawiła swą tożsamość tylko królowej, leśne i domowe zwierzęta, a nawet mewy i foki. Lech III posadził Tatrę przy stole i nalał jej kwasu chlebowego.
- Mów, malkieš ysena janloitenaya i janlovienaya1 - powiedział – życzenie, które spełnię, ku twej radości – Tatra bez namysłu rzekła:
- Chcę, aby moi niewolnicy, Wsiewołd i Pojata, których mi dałeś byli wolni i mogli się pobrać – wszyscy oniemieli.
Byli to pierwsi niewolnicy, których królowa wyzwoliła, lecz nie ostatni. Tatra zmarła w mękach w wieku sześćdziesięciu lat, otruta przez handlarzy niewolników, których rujnowała. Tymczasem zagrała skoczna muzyka i książę Ixlavok zaprosił do tańca Rutę, zaś Gotard Urmeier tańcował z foką, która w innej sytuacji byłaby jego żerem. Niektórzy goście postanowili zabawić państwa młodych niezwykłymi opowieściami. […]. Wesele trwało trzy dni
[…]'' - K. Oppman ,,Perłowy latopis''.



Wszystko musi się kiedyś skończyć i goście opuścili chatę uleczonego z obłędu Ludka, u którego potrawy i napoje rozmnożyły się jak u Piasta Kołodzieja. Połączony orszak króla i królowej jechał konno ulicami grodu przy dźwiękach fletów, a małe dzieci rzucały garściami kwiaty, gdy wtem rozległ się krzyk i oczom całego dworu ukazało się pięciu mężów, którzy prowadzili piątego na postronku. Ów łatwy był do pomylenia z dziewką z zamtuza, miał bowiem na sobie różową suknię, złote kolczyki w uszach i w nosie, złocone sandały i umalowany był jak kobieta. Pchający go mężczyźni stanęli przed królewskim orszakiem i z czcią oddali pokłon nowej królowej. Jeden z nich, imieniem Basław rzekł w te słowa:
- Z największą niechęcią odrywamy naszego pana przyrodzonego i pogromcę Kościeja od radości weselnych, lecz przyłapaliśmy tego tu – wskazał na związanego – naszego sprośnego sąsiada Ludosława, zakałę naszego grodu, jak w przebraniu przeskoczki chodził po mieście, by współżyć cieleśnie z innymi mężami, obrażać zakon Ageja i Enków i ściągać ich gniew na nas. Prosimy przeto naszego mądrego i sprawiedliwego pana przyrodzonego by osądził Ludosława Wszetecznika i postąpił z nim wedle sprawiedliwości.
Słowa o czynach pochwyconego, zarówno w państwie młodych, jak i we wszystkich gościach weselnych wzbudziły nie upodobanie, jak w naszych rozpasanych czasach, jeno wstręt i grozę. Lech III nie miał miękkiego serca; bez żalu skazywał na pal wyuzdanych oprawców służących Kościejowi, jednak głupio mu było przelewać krew zaraz po weselu i zasmucać tym żonę, której serce przypominało wosk. W nim samym upokorzony wszetecznik budził bardziej litość niż gniew. Król szepnął coś do ozdobionego kolczykiem ucha oblubienicy, a ta zabrała głos:
- Wielka królowa rusałek Siubiela Morska wieszczyła, że koniec świata nastąpi, gdy wodniki będą się żenić ze sobą. Sama uważam, że jeśli mąż obcuje cieleśnie z mężem, a niewiasta z niewiastą, jest to jeszcze gorsze od bestialstwa. - ,,Mądrze'' – przytaknęli mieszkańcy Svantemota. - Jednak nasz brat, Ludosław jest chory i miast zabijać, lepiej go leczyć. Dziś zostałam królową Aplanu i Wielką Księżną Montanii, z mandatu Ageja i z woli mojego męża i pana. Złota Baba i Znachor – Władca Chorób wlali we mnie moc leczenia trądu i skrofułów. Jeśli Wielki Agej dozwoli, mogę zdjąć kajdany Kani, Paskudy i Obłędka z tego nieszczęśnika! - Ludosław wił się na ziemi, płakał i skomlał o litość; wyciągał zdobione sygnetami dłonie ku stopom jadącej na jednorożcu Tatry, co Lecha III napełniło wstrętem. Słychać było z jego ust: ,,Uwolnij mnie, Pani''! Tatra zsiadła z jednorożca, klaczy imieniem Śnieżynka, podniosła z ziemi upokorzonego i skruszonego, ucałowała jego zapłakaną twarz, a następnie włożyła nań ręce i wzywając imion Enków troszczących się o zdrowie, uzdrowiła wszetecznika.
- Już nie pragnę innych mężów! - wykrzyknął uradowany Ludosław, a Lech III kazał przeciąć mu postronek i obdarzył męskimi szatami.
Ludosław, którego nie nazywano już wszetecznikiem, lecz Uzdrowionym nigdy nie zapomniał tego co uczyniła mu Tatra i miłował ją najwięcej z wszystkich poddanych.

*


Wkrótce po koronacji, Tatra poczęła w Niście gromadzić krocie zwierząt, tworząc zwierzyniec jeszcze bogatszy i wspanialszy od tych, które zakładały rusałcze królowe Afaraka i Bharatiena. Królowa z zamiłowaniem zgłębiająca wiedzę o zwierzętach, ziołach, drzewach i minerałach miała w swym zwierzyńcu białe waździerze z Montanii, pantery i bawoły z Tassilii, lwy, hieny, niedźwiedzie i tygrysy szablozębne z Ojcowa, niezwykle rzadkie, białe wilki – latawce o orlich skrzydłach z gór Taurolidy, prowincji Orlandu leżącej nad Morzem Smoły, zalatujące do innych krain i mnóstwo innych wspaniałych istot. Królowie państw zaprzyjaźnionych z Aplanem, ofiarowali królowej Tatrze coraz to nowe okazy do jej bestiarium.




Tego dnia władcy Aplanu i Montanii przebywali w sali tronowej, a była to pora audiencji. Na kolanach pani przyrodzonej spoczywał niezwykły kot – demon; dar króla Britainy Arminiusa. Różne manuskrypty przedstawiają jego futro jako bure, czarne, a nawet białe; wszystkie natomiast zgodnie mówią o jego oczach – ogromnych i przypominających zielony ogień płonący w kryształowej czaszce Kościeja. Gdy wartownicy wpuścili do sali tronowej jednego z poddanych, przybysza z grodu Svanetemot, demoniczny kot wydarł się z rąk królowej, miauknął rozdzierająco, obnażając białe zęby ostre jak brzytwy i wysunął stalowe, zatrute pazury. Gotował się do skoku na przestraszonego svantemotczyka, lecz królowa przywołała do porządku kota o gorejących zimnym ogniem oczach.
- Paluc! Jak ci nie wstyd! Zostaw naszego gościa! - kocur z Britainy, jeżący sierść i trzymający ogon w górze, posłuchał Montanki i jak niepyszny zaniechał ataku.
Mąż z wyspy Uznam dotykając czołem posadzki oddał hołd królewskiej parze, ucałował sygnet Lecha III i dłoń Tatry, która w przybyłym rozpoznała Ludosława Uzdrowionego. Kazała mu powstać i zaprosiła do stołu.
- Pani, któraś skruszyła me kajdany – zaczął Ludosław, a Tatra zaczerwieniła się.
- Tylko Agej kruszy kajdany Čortów – zaprzeczyła królowa – a ja byłam jeno Jego narzędziem.
- Dowiedziałem się, o obrazie miłosierdzia Enków – ciągnął były sodomita – że zakładasz zwierzyniec i zapragnąłem Wam pomóc w tym dziele – Tatra mile się zdumiała, podczas gdy do sali wkroczyło dwóch innych Usańczyków, sług Ludosława, którzy wprowadzili na salę dwa niezwykle ciekawe okazy, o których królowej nigdy wcześniej nawet się nie śniło.




- Kupiłem je w porcie od kupców. Ta małpa to egipan znad rzeki Nilus i z pustyń Al – Nabat w Międzyraju, a to płowe stworzenie zowie się kalopender i mieszka na sawannach środkowej Tassilii.
Egipan (egipanus) najbardziej podobny był do pawiana, również wielkością. Miał twarz podobną do ludzkiej, lecz szaro – zielonkawą i pomarszczoną. Jego uszy były spiczaste jak u Čorta lub goblina. 


Tatra zafrasowała się, bo nie wiedziała jak opiekować się takimi zwierzętami. Kalopender przypominał całkowicie bezwłosą mysz wielkości zająca. Ludosław stropił się bardzo, bo i on nie wiedział jak opiekować się egipanem i kalopendrem. Sytuację uratował Lech III.
- Zapytam się ambasadora Tassilii, co należy zrobić, by te stwory czuły się dobrze, bo dla mieszkańców tego Czarnego Królestwa zwierzęta nie mają tajemnic. Dobrze jednak znać potrzeby zwierząt, zanim się da je w prezencie, bo prowadzenie zwierzyńca to też spora odpowiedzialność. Od tego czasu Ludosław często gościł w Niście i pomagał królowej rozbudowywać zwierzyniec.

*

Kraj Stepów to wielkie królestwo położone nad rzeką Erydanem, pełnym hipopotamów Jeziorem Błotnistym i Morzem Smoły, graniczące z Valkanicą, Alpenlandem, Oylandem i Orlandem. Ziemia ta obfitowała nie tylko w stepy zwane Wielką Pusztą, na których pasły się stada suhaków, ale też w nieprzebyte puszcze, gdzie w matecznikach pełno było turów i żubrów, rysiów, wilków i niedźwiedzi, oraz w góry będące przedłużeniem Gór Biesów i Čadów. W owych górach widziano ruiny Karpat (Carpathopolis) – dawnej stolicy Żbiczan. Stołecznym grodem Kraju Stepów był Bogadan (Bohatan) wzniesiony przez pierwszego króla Prokuja I Auletosa, syna Nissusa, syna Wiła Sławicza, króla Ziem Wschodnich. Inni wybitni władcy to: Bogdan Czarny z Türk, założyciel Kara Bogadanu – twierdzy pilnującej granicy z Orlandem i Koloman Nodyjski, próbujący przywrócić światu pismo Teosta. Ostatnim królem na tronie w Bogadanie był wielki książę Nodistanu, Prokuj VII Filopater, syn Prokuja VI Filadelfosa. Władca ów, nie mniej zapijaczony i przewrotny od innych królów V wieku XI eonu znalazł śmierć w wodach potopu. W późniejszych erach, na ziemiach Kraju Stepów powstały krainy Panonia i Dacja.





Królowa Tatra ilekroć wybierała się poza Aplan wsiadła do zdobionego złotem i klejnotami rydwanu, który ciągnęły białe wilki – latawce, zwane również ,,wilkami – wiatrolotami''. Za zgodą męża udała się na południe od Montanii, a towarzyszył jej Ludosław. W pierwszej kolejności wylądowali w grodzie stołecznym, gdzie przyjął ich na audiencji król Prokuj V, pochodzący z rodu obalonego niegdyś przez Kościeja. Władca Kraju Stepów zgodził się na łowienie zwierząt na jego ziemiach. Ugościł królową Aplanu, a ta nazajutrz razem z Ludosławem i łowczym Kraju Stepów udała się do bogatej w zwierzynę ziemi, zwanej Wielką Pusztą. Wyprawa po nowe zwierzęta zakończyła się powodzeniem. Wszystkie schwytane zwierzęta przeżyły i w zwierzyńcu w Niście pojawiło się stado



suhaków, bóbr cały biały ze starości, tygrys szablozębny i miejscowe bydło o ogromnych rogach. Największe zainteresowanie po powrocie do Aplanu wzbudziły zaskroniec rybaczek – pozbawiony jadu, mały, ciemnozielony wąż, którego rybacy w Kraju Stepów i we wschodnim Oylandzie używali do łowienia ryb, tak jak gdzie indziej czyniono to z wydrami lub kormoranami, oraz wielki jak krowa jaszczur okularowiec (ocularius), którego największym przysmakiem były prosięta i zające. Okularowiec przypominał odlaną z brązu jaszczurkę, a jego ogromne oczy zasłaniały jasnoszare płyty z kości. Zwierz ów nie był groźny dla ludzi. W czasie wyprawy, łowcy z Aplanu widzieli niekiedy Enka nazywanego Białym Chłopem. Miał on postać wieśniaka, którego strój, włosy i skóra wyglądały jak obsypane mąką. Powiadano o nim, że z mandatu Boruty jest strażnikiem dzikich zwierząt i pilnuje by ludzie bez potrzeby ich nie zabijali i nie niepokoili.




Ludosław nie zdążył założyć rodziny. Zginął broniąc swej królowej przed stronnikami uwolnionego Kościeja i został jytnas pomagającym wszetecznikom porzucić złe skłonności. Budzący podziw na innych dworach zwierzyniec królowej Tatry w czasie kolejnej wojny zniszczyli pozbawieni mózgów wojownicy Kościeja i rezuni z Orlandu.



1 Moja perło najpiękniejsza i najukochańsza

niedziela, 15 marca 2015

Oniricon cz. 104

Śniło mi się, że:





- grze ,,Wiedźmin'' Geraltowi służyły dwa diabły pod postacią lwów, a także walczył on z białoskórym potworem noszącym irokeza na głowie,
- w Szczecinie w związku z budową nowych centrów handlowych zmieniono ruch tramwajowy, a jakaś starsza pani narzekała z tego powodu,
- na moim blogu mam już trzech obserwatorów,



- Aleksander Bruckner żyjący od XVIII do XX wieku napisał ,,Encyklopedię staropolską'' w XVIII wieku,



- widziałem herb wyobrażający białego konia i białego gryfa,



- istnieje obecnie sekta podobna do lefebrystów, która pielgrzymuje do Santiago de Campostella, a nie uznaje kultu Maryjnego,



- prof. Jan Miodek opowiadał, że w ,,Mistrzu i Małgorzacie''  była scena, w której w moskiewskim parku śpiewała kobieta z Lemurii, a ubrany na czarno demon imieniem Charles (nosił to imię na cześć Charlesa Mansona) dał Małgorzacie czarną suknię, potem się obudziłem, powiedziałem Casiyi ov Blackeyovej, że takie to sny ma się po lekturze ,,Mistrza i Małgorzaty''; potem szedłem gdzieś razem z demonem Charlesem i innymi osobami, aż w jakimś budynku spotkaliśmy się z okultystą i wspólnie czytaliśmy ,,Doktrynę tajemną'' Heleny Bławatskiej, aż spowodowało to globalny kataklizm,
- na dnie morza żyje dziwne zwierzę podobne do długonogiego kraba bez szczypiec mającego głowę podobną do ludzkiej o niebieskiej skórze i siwej, koziej bródce,
- Michael Ende był Żydem, widziałem w Empiku jego książki, w których mówił o swojej wierze,



- spotkałem ateńską heterę Fryne ubraną w czarne bikini,



- Małgorzata Nawrocka krytykowała Jacka Komudę za powieść o polskim szlachcicu walczącym w Wehrmachcie,



- w 2 połowie XX wieku w Urugwaju wprowadzono autorytaryzm wzorowany na ustroju Portugalii z czasów Salazara i prześladowano tam homoseksualistów,



- trzymałem w akwarium okonia, którego karmiłem małymi zwierzątkami,
- idąc ulicą powiedziałem, że św. Jan Paweł II chociaż był łagodny, musiał też stawiać wymagania,
- na moim blogu jeden z moich starych wpisów  do dziś nie ma ani jednego wyświetlenia,



- w Dzień Wagarowicza zaczepiali mnie jacyś gimnazjaliści,
- rozmawiałem z prof. filozofii Jeffreyem Radissonem i miałem nadzieję przekonać go do wiary w Boga (sen zainspirowany filmem ,,Bóg nie umarł''),



- chciałem opublikować na blogu jakieś swoje rysunki, lecz nie mam skanera.