niedziela, 17 listopada 2013

Oniricon cz. VI

Śniło mi się, że:


- grupa młodych Rumunów założyła w delcie Dunaju zakon rycerski; jego członkowie moc do walki ze złymi istotami  czerpali z czarodziejskiego klejnotu wykonanego przez starożytnych Daków i walczyli w samych przepaskach biodrowych, początkowo chcieli założyć swój zakon w zamku Drakuli,



- w starożytności lub średniowieczu Izrael i Australia walczyły ze sobą o Vanuatu i Tasmanie,



- w Moskwie pojawił się Fantomas, który udusił mężczyznę i kobietę, pracujący na dużej wysokości Ferdynand Kiepski strącił go z drabiny i wylał mu wiadro białej farby na głowę, Fantomas spytał pracujących w Moskwie Polaków skąd czerpią siłę do obrony swych praw,



- w ,,Trylogii husyckiej'' Sapkowskiego występowała księżna, której wojska walczyły w Ameryce Środkowej i w Australii, ponadto występowały tam przepisy kulinarne,



- Amerykanka Lucy po ślubie z Kusym leżała ubrana w suknię ślubną w łodzi na jeziorze, a wszyscy mieszkańcy Wilkowyjów stali na brzegu i podziwiali jej urodę, Lucy była wcieleniem Wielkiej Bogini i umiała leczyć wszystkie choroby z wyjątkiem autyzmu; widziałem też jak autystyczne dzieci bawiły się jedzeniem,



- w moim mieszkaniu pojawiła się olbrzymia osa przypominająca szerszenia azjatyckiego, która przestraszyła moją Mamę, próbowałem zabić owada nożem kuchennym,



- gdy zacząłem pisać na blogu posta o psach otrzymałem ogromną ilość komentarzy,



- w jednym z polskich miast stanął zbiorowy pomnik Vardy, Yavanny, Luthien, Galadrieli i Arweny,



- Janusz Christa nie lubił kobiet; w tym śnie występował też pies,
- czytałem tabloid, a moja surowa ciotka była niezadowolona z tego powodu; miałem ochotę ją zapytać dlaczego własnym dzieciom nie zabroni czytać tabloidów,
- idąc po klatce schodowej, nie potrafiłem odnaleźć  swojego starego mieszkania, lecz w końcu Babcia otworzyła mi drzwi,



- w Szczecinie blisko na archiwum miał się odbyć na ulicy taniec półnagich kobiet trzymających greckie wazy, lecz występ został ocenzurowany,



- czytałem w tabloidzie o pół - ludzkich, pół - zwierzęcych istotach zamieszkujących egzotyczne kraje, jedną z nich była wielka australijska małpa, chodząca w pozycji wyprostowanej i posiadająca głowę strusia z olbrzymim, żółtym dziobem; młode tej małpio - ptasiej istoty przypominały australopiteki,



- J. W. Goethe na łożu śmierci przyjął ostatnie namaszczenie,



- w 1935 r. Włochy odebrały Argentynie Andy,



- ściskałem w dłoni małpkę pigmejkę,



- pierwowzorem Ursuli z filmu ,,Mała syrenka'' była diablica Ursula,
- jakiś Rosjanin powiedział, że Pokojową Nagrodę Nobla należy dawać tylko tym, którzy bronili katedr przed zniszczeniem,



- papież Franciszek powiedział, że najpopularniejsze dobranocki w Polsce to ,,Hobbit'' i ,,Wiedźmin'',
- szedłem po Szczecinie w samych majtkach, aż zaczepił mnie jakiś starszy pan i powiedział, że to niezgodne z ,,Biblią''.

piątek, 15 listopada 2013

Horror

Wielkie ,,larum'' podniosło się tego ranka w Pawlaczycy, a jego przyczyną były nocne wydarzenia. Otóż Strach na Wróble oraz Kosz na Śmieci poszli na Cmentarz aby dokonać rutynowej kontroli porządku. Była



noc kiedy węglowe oczy ujrzały jak za krzakiem czai się ogromny, drapieżny kot z uszami niczym fenek, a w oddali majaczy sylwetka człowieka z jakimś wytrychem i pękiem drewnianych kluczy.
- Stać w imieniu prawa! - zaryczał poliglota Ceta Polikarp, a Kosz na Śmieci z wrażenia aż zadzwonił klapą widząc zdziwiony tygrysi pysk. - W Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka Narodów Zjednoczonych w artykule trzecim stoi: ,,Każdy człowiek ma prawo do życia, wolności i bezpieczeństwa swej osoby'' - recytując to Strach na Wróble trzymał pistolet brzozową dłonią, a tygrys stanął na tylne łapy i ryknął zdumiony.



- Ach, to wy Ceta Polikarpie - mówił - cztery lata temu widziałem cię na weselu w roli bodyguarda, a teraz, hm, policjanta? - i roześmiał się na samą myśl, że kukła może walczyć pod sztandarem Temidy.



- Ach, to ty Tygrysie Uszatku! - Strach na Wróble odłożył pistolet - nie wiedziałem, że jesz ludzkie mięso, a właściwie to co sprowadza cię z powrotem do Polski? - Kosz na Śmieci zdążył się również uspokoić.
- Na weselu nie mówiłem - odpowiadał Tygrys Uszatek, - bo by się goście i być może państwo młodzi wystraszyli, a odnośnie naszego tu pobytu, to razem ze mną są tu pantera śnieżna Yrbos i gepard Akko Jubastin. To król tygrysów Bengala i królowa Anej Arztein; może ich pamiętasz z wesela? - przysłali nas abyśmy zanieśli rodzicom gratulacje z powodu narodzin Stanisława i Faustyny.



Gdy tygrys skończył mowę, zza drzewa bezszelestnie wysunęła się Yrbos, a obok niej stanął Akko Jubastin, którego nakrapiane futro częściowo przykrywała kolczuga, a oprócz dwóch czarnych ,,śladów łez'' jego małą, kształtną głowę zdobiły pawie i papuzie pióra. W pysku gepard trzymał zająca. Strach na Wróble gdyby mógł, miałby łzy w węglowych oczach.



- W tym roku dzieci już nie zobaczycie - mówił łamiącym się głosem - źli ludzie je zabili.
Jubastin z wrażenia wypuścił martwego zająca z pyska. Uzgodniono, że Tygrys Uszatek zje część szaraka, ale człowieka kręcącego się na Cmentarzu trzeba koniecznie zatrzymać i zrewidować. Powaliła go na poświęconą ziemię klapa od śmietnika, a wtedy trzy dzikie koty, Strach na Wróble i Kosz na Śmieci stanęli przed nim.
- Tak, jestem z Dziadostwa - mówił bezmyślnie zatrzymany, - ale nie przyszedłem robić tu nic złego - brnął w absurd.
- Jeśli nie - mówił surowo Strach na Wróble - to dlaczego wziąłeś ten wytrych i drewniane klucze? Co majstrowałeś przy grobach? - odpowiedź zdawała się być chyba oczywista.
- Jestem niewinny - mówił profanator - przyszedłem tu tylko, tylko - zastanawiał się co powiedzieć - o, patrzcie jaki ładny Księżyc!
Na nic się to zdało.
- Czy wiesz, że jeśli będziesz prawił na przesłuchaniu duby smalone zamiast udzielać rzeczowych odpowiedzi, to cię zjem? - odezwał się nagle ludzkim głosem Tygrys Uszatek, ale członek Dziadostwa, chociaż zlany zimnym potem, wrzasnął mu w pysk:
- Mam to w nosie! Niech żyje Dziadostwo! - nadrabiał miną.
- No cóż - westchnął Strach na Wróble - ptactwo się mnie nie boi, zamiast być strachem na wróble stałem się w 51 strachem na ubeków, a teraz powinienem być strachem na komunistów, masonów, satanistów i terrorystów, a nie jestem. No cóż - przyłożył zrobione z patyków palce do słomianych ust - pani Evcelmo! - gwizdał.

*

Strach na Wróble został zrobiony w 1944 roku po spaleniu Pawlaczycy przez Niemców, aby zastąpić swego zniszczonego poprzednika. Rychło, razem z przedwojennym koszem na śmieci Radodydakiem włączył się w życie towarzyskie miejscowych postaci mitycznych.



 Słyszał od nich o tajemniczej mamunie Evcelmie, której nie było w Lesie, bo pewnego razu Stara Babucha omal nie odrąbała jej ręki siekierą, broniąc rodzącej matki. Evcelma jak wszystkie mamuny z miejscowych legend, niegdyś (w XIV wieku) sama była matką. Pochodziła z rodu Gruszków, lecz jej dzieci zostały wymordowane przez Pietruszków. Odtąd Evcelma ov Taurayakova , odległa krewna rodziny Skyjłyckich, stała się istotą atakującą rodzące matki, oraz noworodki. Ofiary wybierała wśród Pietruszków, wszak Gruszkowie byli jej rodem, a Skyjłyccy w prostej linii z niego pochodzili. Na weselu w 1950 roku, obiecała państwu de Slony, że nie skrzywdzi ani Lawendycji, ani jej dzieci. Kiedy powróciła do Lasu, nie przypadła do gustu Strachowi na Wróble, z czasem niechęć po obu stronach wzrastała.



Strach na Wróble pokochał leśną kobietę Anej e Rion. Dostrzegał jej dobroć, kulturę obycia, talent plastyczny, ujawniony kiedy pani e Rion rysowała drzewa, na znacznie dalszym miejscu piękno.Ona potrafiła widzieć dobro w Ceta Polkarpie. Była blondynką o niby prostych i niby też kręconych włosach, szczupłej sylwetce i delikatnych rysach twarzy. Jak wszyscy leśni ludzie ubierała się w zielony płaszcz. Jej rodzicami



byli żmij i wiejska kobieta przed ślubem pracująca w młynie. Teraz mieszkała gdzie indziej. ,,Z czego najbardziej się cieszysz na Wielkanoc''? - wciąż pamiętał to pytanie. ,,Z tego co najważniejsze'' - odpowiedział wtedy. Tymczasem w Evcelmie widział same wady; jej chamstwo, zaślepienie nienawiścią, niechęć do Anej e Rion, kłótnie z mądrym Hałabałą (a może było to poszukiwanie prawdy?) oraz wypowiedź antyklerykalną. Strach na Wróble raził Evcelmę ekscentrycznym zachowaniem. Może też dużą wiedzą o ludziach, ale na pewno wina była po obu stronach. Moczyła wodą słomianą głowę Ceta Polikarpa i nazywała go debilem, lub głupim alfonsem. Wreszcie doszło do konfliktu po obu stronach, ostatecznie przebaczyli sobie i zostali przyjaciółmi. Jednak Strach na Wróble nadal kochał leśną kobietą w zielonym płaszczu, córkę żmija i młynarzówny, Anej e Rion.



Wróćmy jednak do naszej opowieści. Evcelma przyleciała na Cmentarz na miotle. Zatrzymany ujrzał przed sobą dobrze zbudowaną, szczupłą kobietę o oczach barwy ognia, długich blond włosach, surowym, a jednocześnie szyderczym wyrazie twarzy. Palce dłoni stóp były uzbrojone w szpony jak u jastrzębia, jedna połowa ciała była zimna jak trup, a druga temperaturą przypominała łaźnię. Choć przyleciała na miotle, na plecach miała ogromne, czarne skrzydła. Zamiast piersi wiły się dwie żmije, z pyska jednej buchały płomienie, a paszcza drugiej wydzielała mroźny powiew. Jej ubiór stanowiła czarna spódnica.
- Dobry wieczór - przywitał ją Strach na Wróble - mam nadzieję, że będzie pani umiała postępować z dziadowskimi mężczyznami...
Kiedy Evcelma podeszła aby uczestniczyć w przesłuchaniu, zatrzymany przeraźliwie wrzasnął z trwogi; ledwo zachował przytomność.
- Już nigdy nie będę zdradzał żony - bredził jak w malignie.
- Nie pytaliśmy się o pańskie życie prywatne - powiedział Strach na Wróble, - ale o pańskie zamiary wobec Cmentarza.
- Litości, wszystko powiem, wszystko, wszystko, wszystko - zbliżał się ranek, a krzyk wciąż unosił się nad Cmentarzem.

*

- Gospodynie i gospodarze! - grzmiał na wiecu Pan Sołtys. - To co tu widzimy to apogeum chamstwa i hańby! - szloch i gniew wystąpiły jednocześnie na twarzach pawlaczyckich chłopów. - Zwracam uwagę - kontynuował Pan Sołtys ocierając łzę z policzka, - że nawet starożytni Grecy, choć na wojnie byli za przeproszeniem ,,dranie pierwsza klasa'' i (tak jak Dziadowscy!) mordowali wszystkich bez wyjątku, z kobietami i dziećmi włącznie, ale - Pan Sołtys uniósł palec w górę i zapadła grobowa cisza - grobów w odróżnieniu od Dziadowskich nigdy nie profanowali!
Opierając się na zeznaniach zatrzymanego, dokonano ekshumacji całego Cmentarza i odkryto straszliwą prawdę. Dziadowscy usunęli spod nagrobków trumny i urządzili podziemny arsenał. Na skraju Cmentarza



piętrzyły się zwały kałasznikowów, bazook, miotaczy płomieni, tudzież skrzynie prochu i amunicji, apteczki pierwszej pomocy, oraz kanistry pełne benzyny. Chłopi byli przerażeni i oburzeni tą profanacją.
- Komuniści pod czerwoną flagą ukrywają brunatną mordę! - Kowal podniósł pięść, a Szewc mu wtórował:
- Hańba! - atmosfera była pełna oburzenia.
- ,,Nie będzie Moskal pluł nam w twarz, ni dzieci nam tumanił'' - śpiewały Lawendycja i Stara Babucha.
- Pokażmy Dziadostwu, że jesteśmy gospodarzami na własnych ziemiach! - zaproponował Pan Sołtys. - ,,Hej, Dziadostwo, tępić cię...''
- ,,... to zbożny jest cel''! - odkrzyknęli chłopi.
Ten wiec był wiecem boleści. Niemal każdy chłop w Palwaczycy miał kogoś zmarłego w rodzinie. Biedna córka Starej Babuchy; tułająca się za życia, a teraz wyrzucona jak jakiś śmieć z grobu. Jak wynikało z zeznań zatrzymanego, Dziadowscy zniszczyli wszystkie szczątki zmarłych, wśród nich było ciało młodej



kobiety zlanej niebieską krwią, o czarnych, nie dających się podzielić na rogówkę, tęczówkę i te inne części oczach w dotyku przypominających węgiel. Teraz Stara Babucha jeszcze bardziej znienawidziła i komuny i satanizmu i wolnomularstwa i terroryzmu. Z innej trumny wyrzucono dwoje trzyletnich dzieci, chłopca i dziewczynkę. Niebieskie oczy matki zakryły się bielmem. 
Zapadła noc, a przy wtórze głosów sów, lelków kozodojów, pisków nietoperzy i kumkania żab, cicho warczał silnik Ruskomobila. Za kierownicą siedział Pan Sołtys, a obok niego siedziała Pani Sołtysowa. W tyle usiadł Łukasz Skyjłycki, a Heniek de Slony jedną ręką obejmował czarno ubraną Lawendycję, a drugą głaskał Czubka. 
Tymczasem w Forcie Marksa...
- Towarzysz Ańczyk długo nie wraca z Cmentarza - mówił Plaptonius pijąc koniak z ludzkiej czaszki - czyżby przeszedł na stronę kontrrewolucji? - kiedy to mówił, od strony Jeziora rozległ się potężny huk. - A to co? - zdziwił się Plaptonius. - Towarzyszu Wojtakiewicz, na wieżę!
Wojtakiewicz był przerażony: na Jeziorze wybuchła kanonierka sprowadzona aż z Gdańska!



Ruskomobil schował opony i za pomocą wysuwanej śruby, niczym nartnik (choć inną metodą!) ślizgał się po Jeziorze. Na kanonierce nikt nie miał broni przeciwpancernej, a działo samochodu nielitościwie chłostało statek. Wreszcie zdesperowana Lawendycja nie zważając na ostrzał, wychyliła się i rzuciwszy granatem, ostatecznie unicestwiła kanonierkę, a wszystkie posterunki strzeleckie uciekły znad Jeziora. 
- Towarzyszu Plaptonius - meldował przejęty Wojtakiewicz - strzelanina nad rzeką, totalny pogrom naszych!
Dziadowscy trzymający Wisłę pod obstrzałem uciekli bez walki.
- Teraz my ich nauczymy, że ,,chłop potęgą jest i basta''! - mówił Pan Sołtys.
Ruskomobil zatrzymał się przed siedzibą Dziadostwa i gdy dosięgły go kule, odpowiedział własnym ogniem. Jednocześnie wystrzeliły bazooka, miotacz płomieni i trzy kałasznikowy - żaden komunista nie miał odwagi wyjść na zewnątrz!, - ale ściany chaty były odpowiednio wzmocnione, wielu twierdzi, że azbestem i płomienie nie mogły ich zniszczyć. Pan Sołtys skierował lufy działa w okna, lecz szyby nie przepuszczały gradu kul i ognia.
- Tato, może byś uruchomił dźwignię kołowo - podwoziową i spróbował staranować dach? - radziła Lawendycja.
- Dobry pomysł, Przeciwmolówko - pochwalił Pan Sołtys i nacisnął fioletowy guzik, a samochód podniósł się ponad dach chaty, podczas gdy koła stały na ziemi. 
Z podwoziem łączyły je cztery składane dźwignie. Dziadowscy w chacie już otwierali szampana, gdy nagle rozległ się rumor. Pan Sołtys rytmicznie uderzał podwoziem Ruskomobila w dach, a dachówki spadały niczym strącone jesiennym wiatrem liście. Jednak dach (teraz już przezroczysty z czarnym rusztowaniem) nie dał się rozbić. Aby to powetować, Lawendycja wrzuciła granat do komina, lecz jakiś spręzynowy system obronny wypchnął granat, który szerokim łukiem omijając Ruskomobil, ugodził w pierwszy z brzegu samochód należący do Dziadostwa. 
- To jakiś koszmar! - krzyczał towarzysz Robert Wojtakiewicz do Plaptoniusa. - Kontrrewolucjoniści dysponując zabójczą bronią - mówił jak spiker - systematycznie łamią nasz kordon samochodów i wozów pancernych, płoną namioty, ziemianki i stacje paliwowe - był bliski płaczu. - Część naszych dzielnych towarzyszy stawia bohaterski opór, lecz kontrrewolucja dysponuje potężną bronią, nasze samochody się rozjeżdżają! - Wojtakiewicz musiał się napić, bo mu zaschło w gardle.
- Dałbym sobie głowę uciąć - mówił zdumiony i zadumany Plaptonius - co oni takiego mają?
- Nie wiecie towarzyszu? - zdziwił się Wojtakiewicz. - Oni mają nasz Sovietmobil; to on tak strzela.
- Żmiję przywiozłem sobie z Ameryki - wymamrotał Plaptonius, po czym zemdlał.
- A teraz, a teraz - towarzyszowi Robertowi trzęsły się nogi - gwałtu rety! Kontrrewolucja oblega Fort Marksa!
Istotnie, Ruskomobil nie mógł jednak zdobyć fortecy. Zadowolono się zniszczeniem usytuowanej na dziedzińcu stacji paliwowej, z której płomień wysoko strzelił w górę i pochłonął cztery podziurawione kulami bazooki i kałasznikowów helikoptery.



- Bez przebaczenia nie ma zwycięstwa - kumkały żaby w Jeziorze, a wracająca do domu załoga Ruskomobila...
- Ale im daliśmy popalić!



Był wtedy rok 1956. Wokół w Polsce zaczynała się ,,Odwilż'', a w Pawlaczycy po raz drugi w historii Dziadostwo dostało w skórę.

czwartek, 14 listopada 2013

Kuszenie Wyszyńskiego

,,1 VII 1954, czwartek. Codzienny dowód Chrystusowej prawdy widzę w słowach 'Jeśli Mnie prześladowali i was prześladować będą'... Chrystus ukazywał proroczo przyszłość Kościoła. To proroctwo ma swoje dzieje, poczynając od krzyża, łańcuchów Piotrowych, aren cyrkowych, aż do dnia dzisiejszego. Wszyscy niemal czujemy jak spełnia się w nas. Czyż nie jest to pociecha, że na sobie potwierdzamy prawdę słów Chrystusowych? Czyż nie należy cieszyć się z tej prawdy, choćby ... bardzo bolało? I ta prawda wyswabadza choć w tak dotkliwy sposób. Chrystus niczego nie mówił bez pokrycia dziejowego. Dwadzieścia wieków Ewangelii jest dodatkowym dowodem jej autentyczności.

10 VII 1954 r. [...] O wiele łatwiejszą rzeczą jest zostać więźniem Kościoła w obronie jego praw, niż więźniem Chrystusa, w obronie Jego prawa do mojej duszy'' - prymas Stefan Wyszyński ,,Zapiski więzienne''. 



Polskie więzienie, jakże inne od tych, które znamy z własnych wyobrażeń! Tu wizja dantejskiego piekła staje się rzeczywistością. Było to jedno z więzień Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej - kaźń dla wszystkich, którzy tu trafili. Dzieciństwo w Zuzeli i ojciec organista. Seminarium duchowne, powołanie i kolejne stopnie w hierarchii, aż do misji prymasa Polski. Poprzedni prymas - Hlond i biskup krakowski książę Adam Sapieha. 



Ziemie Odzyskane. Szczecin. Kościół pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela. Najstarszy kościół katolicki w mieście. Tu ogłosił po raz pierwszy swoją nominację na kardynała. Wrzesień. Niemcy i Sowieci. Partia. Przymusowa ateizacja. Słynne słowa ,,Non possumus''. Wtedy jakiś głos dorzucił: ,,Kości zostały rzucone''.
W typowym polskim więzieniu otworzył oczy, wstając z posłania Stefan Wyszyński, kardynał i prymas Polski, który stał się Prymasem Tysiąclecia. Jeszcze spali inni więźniowie, a po korytarzach chodzili pierwsi strażnicy. Więźniowie wstają z pryczy, strażnicy zaczynają im regulować rozkład dnia. Uwięziony prymas cały dzień miał uczucie jakby ktoś usiłował wtłoczyć w niego własne rozwiązania. 
,,I po co ci to było''? - mówił natrętny głos. - Gdybyś nie protestował nie byłbyś teraz w więzieniu. Patrz jak wygodne życie mają księża patrioci, czemu nie współpracujesz i ty z Partią?
,,Jeśli Mnie prześladowali i was prześladować będą'' - odpowiedź była jasna.
,,Czemu broniłeś tych dzieci, na których życiu zależy coraz mniejszej liczbie osób, czy nie mogłeś siedzieć cicho''? - wypowiedzi były coraz bardziej bezczelne. -,, Co ci przyjdzie z obrony praw człowieka, kiedy ciebie nikt nie uratuje''? 
- A dlaczego mnie mają ratować, skoro Chrystusa nikt nie ocalił od krzyża? - prymas odpowiedział pytaniem na pytanie.
,,Przecież zło i tak kiedyś się zniszczy, dlaczego nie chcesz na to czekać; czemu zwalczasz złych ludzi zamiast czekać na ich klęskę''?
- ,,Trzeba nienawidzić grzechu i kochać grzesznika''.
- ,,Modlisz się za Bieruta? - w uszach prymasa rozległ się ironiczny śmiech. - On cię nienawidzi, a Naród jego. Chcesz być z narodem, czuj jak naród...'' - wypowiedzi stały się demagogiczne.
- ,,Przebacz im, bo nie wiedzą co czynią''! - wołał z krzyża Chrystus, a ,,Nie poczytaj im tego grzechu''! ,



wychodziło z ust św. Szczepana.. W egzekucji uczestniczył Szaweł, późniejszy wielki święty. 
,,Jesteś ortodoksyjny - mówił mentorski głos - a świat się zmienia. Gdybyś żył wcześniej to byś potępiał 



heliocentryzm, ewolucjonizm czy dramaty Moliera, a przecież teraz uznajesz te rzeczy. Teraz ty potępiasz komunizm, a przecież jest też wielu dobrych komunistów. Możesz ich nie lubić, ale przecież Unia Sowiecka to nasza przyszłość, wszyscy inni ją uznają, nie tylko księża patrioci. Tylko ty swoim uporem powodujesz rozłamy...'' - głos należał do nagiego mężczyzny z czarnymi skrzydłami, który widział śmierć Stalina.



Prymas milczał zmartwiony.
,,Idź precz szatanie, jesteś mi zawadą, bo nie myślisz o tym co Boskie, ale o tym co ludzkie'' - w jego uszach zabrzmiał teraz kobiecy głos, a po nim nastała cisza. 
- Po co jest? Komu to jest potrzebne? Jaki jest sens uwięzienia?
- W ogóle komu możesz ufać; w świecie zabójców i zabitych?
- Soli Deo - odpowiedział Wyszyński - per Maria - dodał po chwili. 
Zapadał zmrok a on się modlił. Kiedyś jeden z więźniów zwierzył mu się z myśli samobójczych.
- Bo ja nie mam takiej wiary jak Ksiądz Prymas - mówił nie obawiając się strażników.
- Też jestem człowiekiem - powiedział Wyszyński - a jeśli nie stracę wiary, będzie to jak mawiał mój poprzednik ,,zwycięstwo Niepokalanej''. Czy chcesz aby nastąpiło w twoim sercu?
Kiedy był wtrącany do więzienia, jedna z sekretarek pisała na maszynie:

,,Polsce na komuny trudny czas
prymas Stefan Wyszyński
został dany
Hlonda godny kontynuator
W Bogu umacniał Naród
Od Moskwy uciskany
Choć od tyranów cierpiał
uwięzienie srogie''.



Sekretarka sama nie wiedziała dlaczego to pisze. Po prostu taki miała rozkaz wydany przez serce. Zarówno kraj jak i jego duchowy przywódca byli więźniami dogorywającego reżimu, który niczym ucięta głowa węża lub kajmana kąsał po śmierci założyciela (bez obrazy dla zwierząt). 

środa, 13 listopada 2013

Femme fatale

Sylwia Andrzejczykowa urodziła się 8 maja 1930 roku w Łodzi w rodzinie kupieckiej. W niektórych opowiadaniach pisze się o jej rzekomo  żydowskim pochodzeniu twierdząc, że nazywała się Abigail Markwein. W rzeczywistości było to imię jej pra - pra - pra - babki z XVIII wieku. Pochodziła z wierzącej, katolickiej rodziny, podobnie jak większość Dziadowskich. 



Związała się z ruchem feministycznym, a następnie socjalistycznym, wreszcie gdy w latach 40 - tych przebywała w Lublinie, jej największą miłością stał się Witold Sieradzki, dla którego została komunistką i wstąpiła do Dziadostwa. Zamach przeprowadzony przez Plaptoniusa i Czarnego udaremnił jej plan poślubienia Sieradzkiego. Teraz zaś o zemście nie mogło być mowy; Towarzysz Pogranicznik już nie żył i nikt nie mógł jej pomóc. Z rozmyślań w punkcie obserwacyjnym Fortu Marksa wyrwał ją potężny wybuch. Przyłożyła lornetkę do oczu. To wybuchł słynny ,,Sławoj Hotel''; wczoraj włożyła doń minę przeciwpiechotną. 
- Co za idiotyczna śmierć! - westchnęła konając z nudów i zgryzoty.
Przez długi czas nie widziała nic ciekawego. Na szczęście już niedługo przyjdzie towarzysz Włodzimierz Szurkowski i zastąpi ją w punkcie obserwacyjnym. Potem zapewne pójdzie pilnować Wisły z bronią w ręku. Znów wyrwano ją z zamyślenia. Za pomocą dzwonka. Andrzejczykowa zeszła na dół, a towarzysz Szurkowski zajął jej miejsce.
- Ten dzień - mówił na mównicy zrobionej z ambony Plaptonius - jest dla nas dniem wielkiej żałoby. - ,,Co on bredzi''? - pomyślała Andrzejczykowa. - Tego dnia całe Dziadostwo zostało pozbawione swojego
 Antychrysta, odtąd nie ma z nami Słońca ludzkości, gwiazdy przewodniej narodów, koryfeusza nauki, orła górskiego i najlepszego przyjaciela dzieci; towarzysza Józefa Wissarionowicza Stalina! - tyrada dobiegła końca.



- Wygadał się wreszcie! - pomyślała Andrzejczykowa, a wokół wypadało lamentować, więc lamentowano. 
Nie brak było tych co się cieszyli w głębi duszy.
- Teraz ten dzień będzie dniem żałoby - ciągnął Plaptonius - a żeby uczcić naszego zmarłego dobroczyńcę, niech każdy ze zdwojoną mocą pójdzie w głąb wsi i niech zabije tylu kułaków ile tylko może. Jak mawia nasz towarzysz Bierut: ,,Władza czyni nas bogami''!
- Ave Stalin! - zakrzyknęło wiele głosów idących pod sklepienie Fortu Marksa.
Andrzejczykową przydzielono do grupy podpalaczy; poszli nad Wisłę i wlewali do niej benzynę, którą podpalali, oraz strzelali do wszystkich ruszających się obiektów. Następnie poszli zanieczyszczać Jezioro, a potem profanować groby. Stoczyli kilka drobnych potyczek, a o zachodzie Słońca ruszyli palić chaty i strzelać do wszystkiego co się rusza. Andrzejczykowa nie mogła już tego znieść; teraz ku chwale Stalina miała strzelić do uciekającej z płomieni kobiety w ciąży. Mężczyźni patrzyli wyczekująco, więc zagryzłszy wargi, wzięła karabin i wystrzeliła. Celowo jednak chybiła, po czym udając omdlenie zsunęła się na ziemię, aby nie uczestniczyć w walce. Nad nią rozlegały się szydercze śmiechy mężczyzn, ktoś inny mówił:
- Teraz uczcimy Stalina zabijając dlań sabotażystkę!
- Co ty pleciesz? - ktoś znów zaprzeczył - Jest ciemno, a zapewne i wielka rozpacz po śmierci Wodza musiały utrudnić strzelanie. Z babami zawsze tak jest!
Następnego dnia leżała na spalonym polu twarzą ku niebu. Wczorajsza masakra byłą ponad jej siły. ,,Mamo''! - z domu dobiegał płacz małych dzieci. Otworzyła oczy. Był to tylko sen. Pole, na którym leżała było czarne i pełne popiołu, zapewne tak samo jak spalone wczoraj domostwa. Ręką wyczuła drobne 



kosteczki polnej myszy; nie zdążyła uciec przed pożogą. Potem słyszała płacz noworodka, którego kołyskę pochłonął ogień, a  dziecko płakało nawet zakryte płomieniem. Widzenia były coraz nowsze i nowsze, ale już to wystarczyło. Sylwia leżała wśród popiołów i wylewała na nie potoki łez, łkając nad zmarnowanym życiem, które straciło dla niej sens. Bezbronne owce beczały, a ogień popielił ich runo. Teraz wczorajsza morderczyni pragnęła śmierci dla siebie, a twarz skryła w prochu ziemi...
- Zabij mnie kimkolwiek jesteś! - zakrzyknęła w desperacji widząc kobietę w ciąży, tą samą, którą wczoraj uratowała. - Nie jestem już komunistką, wyrzekam się Stalina i Dziadostwa! To ja paliłam wasze domy i mordowałam wasze dzieci! Zabij mnie! - krzyczała w stronę przybyłej.
Ta jednak pomogła Andrzejczykowej wstać i ocierała jej twarz z łez i popiołów.
- Nie chcę twojej śmierci - mówiła. - Jestem ci wdzięczna za to, że moich dzieci i mnie nie zabiłaś.
Andrzejczykowa popatrzyła zdziwiona w niebieskie oczy chłopki, która jej nie odrzucała.
- Jeśli wyrzekasz się Stalina, zostań z nami. Mój ojciec jest sołtysem, my nie pozwolimy cię zabijać. Zostań z nami! - kiedy to mówiła, Andrzejczykowa zauważyła, że jej rozmówczyni miała nóż wystający z ciemienia. - Jestem Lawendycja de Slony. A ty?
- Sylwia Andrzejczykowa - odparła była członkini Dziadostwa.
- Jeszcze rok temu był u nas Dziad, który przybył z czyśćca - Andrzejczykowa była ateistką, ale teraz była gotowa uwierzyć we wszystko. - Kiedyś powiedział Heńkowi i mnie, że będziemy mieli chłopca i dziewczynkę i kazał je nazwać Stanisławem i Faustyną na cześć Polski i tego czego Polska potrzebuje najbardziej - Sylwia Andrzejczykowa słuchała z zaciekawieniem, sama chciała być kiedyś matką. - Powiedział to w latach 40 - tych, że komuna zniknie za lat trzy i jeszcze cztery...
- Trzy i cztery to razem siedem - zamyśliła się Andrzejczykowa - a siedem to liczba doskonała, ale co ma komuna do tego?
Sylwii odechciało się samobójstwa. Znalazła wreszcie jedyną tak naprawdę od śmierci Sieradzkiego, życzliwą dla niej osobę.
- Dzisiaj przedstawię cię na wiecu i wstawię się za tobą - mówiła Lawendycja.
- W Dziadostwie są tacy - mówiła Andrzejczykowa, - którzy na wielkiej bitwie 50 roku byli leczeni przez ciebie...
- Nie mogłabym tego robić bez pomocy Starej Babuchy, ona jest naszym największym autorytetem naukowym - mówiła Lawendycja.
Andrzejczykowej coś przemknęło po głowie. Spytała się córkę Pana Sołtysa.



- A wstawisz się za mną, abym też mogła zostać znachorką?
- Wstawię się - odpowiedziała Lawendycja.
O więcej nie odważyła się pytać. Na spalonym polu poniewierała się jej legitymacja partyjna. Odtąd zaczęła nowe życie.

*

Nie było jej łatwo, bynajmniej! Wiele osób jej nienawidziło, nie wierząc w chęć poprawy dotychczasowego życia. Znalazła jednak przyjaciół. Przed Księdzem Dobrodziejem odbyła szczerą spowiedź z całego życia, oraz została przyjęta do Kościoła. Stara Babucha, lubo nienawidząca Dziadostwa za zabicie córki, przyjęła Andrzejczykową na uczennicę, zaś Łukasz już długo będący kawalerem, pokochał ją i chciał poślubić. Jednak dzień przed ślubem znalazł ją na polu; zgwałconą i z podciętymi żyłami. Przy jej zwłokach znaleziono kartkę z wierszem Wisławy Szymborskiej:



,,Pod sztandarem rewolucji wzmocnić
warty
Wzmocnić warty u wszystkich bram [...]''
,,Oto Partia - ludzkości wzrok
Oto Partia - siła ludów i sumienie
Nic nie pójdzie z jego życia w zapomnienie [...]''
,,Partia. Należeć do niej
Z nią działać, z nią marzyć
Z nią w planach nieulękłych
Z nią w trosce bezsennej,
Wierz mi to najpiękniejsze,
Co może się zdarzyć''.

wtorek, 12 listopada 2013

Oniricon cz. V

Śniło mi się, że:



- w odległej przyszłości w polskich miastach będą żyć mięsożerne kościotrupy utrzymujące się z pracy mieszkańców wsi,



- indyjska dziewczynka przez Park Kasprowicza w Szczecinie dostała się do alternatywnego świata; szła przez wioskę przypominającą indyjskie miasta i bała się z kimkolwiek rozmawiać, w tym śnie występował samuraj Yoshibana, który zabił żonę, Hinduska w końcu odezwała się do miejscowej dziewczynki, której matka była złą królową tego alternatywnego świata, obie dziewczynki uciekły do naszego świata razem z czerwonym smokiem, ów smok zamienił się w głaz stojący w Parku Kasprowicza,



- w kolorowym czasopiśmie wydawanym przez Radio Maryja, ktoś napisał w dodatku telewizyjnym, że warto oglądać dobre filmy fantasy,
- pomyślałem, że Wałęsa byłby dobrym dyktatorem, ale był za łagodny,



- pływałem razem z żarłaczem tygrysim i włożyłem mu do paszczy puszkę,



- pływałem razem z mantą mającą zęby rekina i drażniłem ją,



- powiedziałem, że Helena Bławatska była Żydówką,
- Hitler zginął 7 lipca 1977 roku,



- dimorfodon zaatakował polskiego szlachcica,



- byłem u rodziny z filmu ,,Odwrócona Góra, czyli film pod strasznym tytułem''; Mamuna chciała abyśmy wszyscy polecieli do szkoły samolotem, w owej szkole spotkałem swoją dawną nauczycielkę, panią Mariłę ov Kendrę,



- Amerykanie sfilmowali ,,Krzyżowców'' Zofii Kossak - Szczuckiej; w jednej z głównych ról zagrała Angelina Jolie,



- w ,,Gościu Niedzielnym'' ukazał się artykuł ,,Co polecał Wellman''? zilustrowany zdjęciem książki dla dzieci, na której okładce był narysowany Japończyk w białym mundurze z czerwonymi oczami,
- ktoś nazwał mnie ,,sumieniem Sapkowskiego'',



- Shahbaz Bhatti uwięził Benazir Butto,



- w lesie żył słowiański demon zwodzący mężczyzn na manowce, zwany czerwoną babą, który przypominał moją koleżankę z liceum Jenę ov Łonhner - piękną blondynkę w czerwonej sukni,
- w południowych dzielnicach Szczecina przechowuje się broń atomową,



- Czarodziejka z Księżyca była jednorożcem, lecz Loki zamienił ją w człowieka; zamieszkała u czeskiej rodziny razem z przybraną siostrą Agnieszką; pewnego razu znalazła pigułki antykoncepcyjne i ciekawości jadła je garściami razem z czarnymi i czerwonymi jagodami; w tym śnie występowały też smerfy,



- w rozmowie z polonistką mówiłem dlaczego znak AURYN przypomina jing - jang,



- Ryszard Lwie Serce urodził się w Świecie Wiedźmina, za radą Geralta i Gandalfa przeniósł się razem z Frodem i Gimlim do naszego świata, aby szukać w nim Graala; po przybyciu do naszego świata Ryszard Lwie Serce przyjął chrzest,



- zetknąłem się ze stwierdzeniem, że nadawana w latach 90 - tych na telewizji ,,Polonia'' reklama herbaty ,,Dilmah'' , na której pokazywano Indie, jest zagrożeniem duchowym.